Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Niepopularne opinie o życiu

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
Oakoak
LouiBag
Posty: 326
Rejestracja: śr kwie 02, 2025 5:30 pm

Re: Niepopularne opinie o życiu

Post autor: Oakoak »

[email protected] pisze: czw kwie 02, 2026 3:16 am I trzecie, nie ma gorszego kalectwa niż życie w biedzie. Trochę prawdy jest w tym, że z biedą często idzie pewien mindset i zniekształcanie rzeczywistości. Gdy jesteś naprawdę biednym dzieckiem, nawet na prowincji, trudno znaleźć ludzi w podobnej sytuacji, szczególnie w tych czasach bo poziom życia ludzi się bardzo odbił i tylko garstka została w tyle. Zresztą nie każda bieda to brak pracy czy pieniędzy, czasem to zwyczajne zaniedbanie i spaprane priorytety. Czasem to i to.

Są rodziny, które absolutnie nic nie robią, żeby poprawić dziecku byt czy sprawić, by nie czuło się gorsze. Zdarza się, że nawet przy skrajnej biedzie starają się jakoś ogarnąć kupić coś firmowego z drugiej ręki, zadłużyć się, żeby dziecko miało telefon, mogło pójść do fryzjera czy nie odstawało na zewnątrz. A inni, mając niewiele więcej, potrafią zupełnie się poddać dzieci latają w szmatach, brak dbałości o wygląd, zamiast fryzjera śmieszne obcinanie przez matkę i robienie z dziecka pajaca, znoszone ciuchy po rodzinie czy koleżankach.

Nie masz pokoju, nie latasz na wakacje, nie było wyjazdów ani rozrywek w domu a i tak słyszysz, że to normalne, jak większość, a jednocześnie oczekuje się od ciebie rzeczy nierealnych. Tymczasem w większości miejsc nawet mniejszych są ludzie w średniej sytuacji, około 30–40 lat, i znalezienie kogoś, kto nie wyjeżdża na wakacje za granicę, staje się dziś coraz trudniejsze. Tylko w takich rodzinach nadal funkcjonuje przekonanie, że wyjazd to coś „dla elit”, a dzieci wychowywane w ograniczeniach są później postrzegane jako roszczeniowe. Czasem też widzę że narracja się zmienia np. w zależności od tego czy dziecko jest w pełni biologiczne rodziców albo czy jest chciane.

Jednocześnie te same rodziny potrafią mieć bardzo wysokie oczekiwania daliśmy ci nic, a ty i tak powinieneś zostać drugim Einsteinem. Tylko że życie bez podstawowych możliwości i wsparcia nie przekłada się automatycznie na spektakularne sukcesy. Plus taki dzieciak zawsze będzie wypychany z towarzystwa albo redukowany do frajera, jak jest to dziewczynka to matki dzieci na które mają jakiś pomysł plan będą niechętnie dopuszczały ją np do synów, jak to chłopak to będzie obwiniany za „demoralizowanie” kolegów, przyszłych lekarzy i urzędników np.
Bieda to bieda.
Żadne kalectwo, żaden mindset.
Biedni ludzie nie mieszkają tylko ma wioskach, ale też w Warszawie gdzie koszty życia są wyższe niż ich zarobki.
A nawet jeśli chodzi o “spaprane piorytety” to od pomocy w takich sytuacjach powinno być Państwo, które pomoże Ci funkcjonować pod warunkiem podjęcia pracy. Ale pomoże konkretnie rozwiązując źródło problemu, a nie po prostu da ci pieniądze, za ktore kupisz dziecku markowe buty. Darowany pieniądz traci na wartości, na zasadzie łatwo przyszło, łatwo poszło.
Co do “dawania” - jak dla mnie nawet rodzice w kiepskiej sytuacji materialnej mogą dziecku wiele dać : poczucie własnej wartości, zainteresowanie, rozmowy, czas. Te niematerialne rzeczy są niezwykle istotne, bo dzięki temu nawet bez wykształcenia i pomocy materialnej jesteś w stanie coś ze sobą zrobić. Masz wysokie poczucie własnej wartości więc może w przyszłości zaryzykujesz. Z pracą, przeprowadzka do innego kraju, otworzeniem własnej firmy.
Najgorzej jest jeśli nie masz wsparcia ani mentalnego ani finansowego, wtedy o ile sam nie masz silnego charakteru i chęci zmiany nic z tego nie będzie. Łatwiej jest stanąć na nogi finansowo niż mentalnie. Znam parę osób które są naprawdę zamożne i pochodziły z domów gdzie nie było wsparcia. Ciągle leczą swoje kompleksy, nie umieją egzystować w rodzinie, nie potrafią rozmawiać ze swoimi dziećmi bo rodzice też z nimi nigdy nie rozmawiali. Wakacje ? Z czasem okazuje się że twoje dziecko nie chce już 5 raz lecieć do Dubaju. Tak naprawdę typowo turystycznych kierunków na świecie jest kilkanaście, jesteś w stanie je zrobić przez 10-15 lat, a potem w sumie nadal nie wiesz co ze sobą robić.
Brak markowych butów w dzieciństwie możesz sobie skompensować torebka LV czy luksusowymi wakacjami w dorosłym życiu, ale traum i psychicznych deficytów raczej nie. To lata terapii.
Oakoak
LouiBag
Posty: 326
Rejestracja: śr kwie 02, 2025 5:30 pm

Post autor: Oakoak »

Zdzisek_p pisze: czw kwie 02, 2026 8:02 am Dziewczyno o jakich emeryturach Ty mówisz? Myślisz że za 30/50 lat ludzie będą dostawać emerytury? 😁 Nie, nie będą bo to wszystko jebnie i cały ten ZUS i reszta dziadostwa które nas okrada po prostu padnie. Starsze pokolenia robią co im się powie (jak pokazał covid) ale młodsze nie i nie będą się słuchać i robić w SYSTEMIE, bo tak trzeba i tak wypada. Młodzi już widzą ze trzeba pracować mądrze, a nie ciężko i nie chcą by ich okradano. Te staruszki, które widuje na ulicach pogarbione ledwo chodzące całe życie ciężko pracowały na te EMERYTURY - uwaga 2000 zł i to jak dobrze pójdzie i jedyne czego się w życiu dorobiły za tą ciężka pracę to garba. Opłacają mieszkanie, leki a na jedzenie nie starcza, idą do Biedry i kupują jedzenie z kończącą sie data przydatności do spożycia - bo jest tańsze.
Kogo chcesz straszyć ? Siebie czy Nas ?
Niezależnie od rządzących, ten kraj nie zmierza do żadnego bankruta, tylko dość dobrze się rozwija.
Polska to nie Tajlandia, gdzie 90letni dziadkowie pracują na budowie w 40 stopniowym upale.
“Starsze pokolenia robią co im się powie” + covid - czyli co ? Mieli udawać że tej choroby nie ma, została wymyślona, nie była śmiertelna ?
SYSTEM ? Ale jaki system ? Piszesz jakieś hasło, “żeby nie słuchać i nie robić w systemie”, ale zero konkretów, nie wiadomo czego i o co ci w ogóle chodzi.
Pracować mądrze, nie ciężko, oznacza w tym kraju bycie średniakiem. Jak to komuś wystarcza, dla mnie super.
Poziom emerytur w Polsce jest zbyt niski, to jedyne z czym mogę się zgodzić. Jak dotąd nikt w swoim programie wyborczym nie miał zapisanego znacznego podniesienia poziomu emerytur. Ciekawe dlaczego xD
[email protected]
Channelka
Posty: 37
Rejestracja: śr kwie 01, 2026 8:57 pm

Post autor: [email protected] »

Oakoak pisze: czw kwie 02, 2026 8:10 am Bieda to bieda.
Żadne kalectwo, żaden mindset.
Biedni ludzie nie mieszkają tylko ma wioskach, ale też w Warszawie gdzie koszty życia są wyższe niż ich zarobki.
A nawet jeśli chodzi o “spaprane piorytety” to od pomocy w takich sytuacjach powinno być Państwo, które pomoże Ci funkcjonować pod warunkiem podjęcia pracy. Ale pomoże konkretnie rozwiązując źródło problemu, a nie po prostu da ci pieniądze, za ktore kupisz dziecku markowe buty. Darowany pieniądz traci na wartości, na zasadzie łatwo przyszło, łatwo poszło.
Co do “dawania” - jak dla mnie nawet rodzice w kiepskiej sytuacji materialnej mogą dziecku wiele dać : poczucie własnej wartości, zainteresowanie, rozmowy, czas. Te niematerialne rzeczy są niezwykle istotne, bo dzięki temu nawet bez wykształcenia i pomocy materialnej jesteś w stanie coś ze sobą zrobić. Masz wysokie poczucie własnej wartości więc może w przyszłości zaryzykujesz. Z pracą, przeprowadzka do innego kraju, otworzeniem własnej firmy.
Najgorzej jest jeśli nie masz wsparcia ani mentalnego ani finansowego, wtedy o ile sam nie masz silnego charakteru i chęci zmiany nic z tego nie będzie. Łatwiej jest stanąć na nogi finansowo niż mentalnie. Znam parę osób które są naprawdę zamożne i pochodziły z domów gdzie nie było wsparcia. Ciągle leczą swoje kompleksy, nie umieją egzystować w rodzinie, nie potrafią rozmawiać ze swoimi dziećmi bo rodzice też z nimi nigdy nie rozmawiali. Wakacje ? Z czasem okazuje się że twoje dziecko nie chce już 5 raz lecieć do Dubaju. Tak naprawdę typowo turystycznych kierunków na świecie jest kilkanaście, jesteś w stanie je zrobić przez 10-15 lat, a potem w sumie nadal nie wiesz co ze sobą robić.
Brak markowych butów w dzieciństwie możesz sobie skompensować torebka LV czy luksusowymi wakacjami w dorosłym życiu, ale traum i psychicznych deficytów raczej nie. To lata terapii.
Bieda bardzo często idzie w parze ze stresem, napięciem, przemocą i chronicznym brakiem zasobów. W takich warunkach rodzice często nie mają ani siły, ani kompetencji, żeby zapewnić realne wsparcie emocjonalne, to chyba dosyć logiczne. A nawet jeśli próbują, to samo abstrakcyjne „wsparcie” bez pokrycia w rzeczywistości niewiele znaczy. Dla dziecka i jego otoczenia liczy się spójność bo jeśli słyszysz jedno, a życie pokazuje coś zupełnie innego, to nie buduje to poczucia wartości, tylko chaos i poczucie niesprawiedliwości. Dla otoczenia pewny siebie dzieciak ale obdarty też nie będzie budził szacunku tylko zostanie irytującym pajacem a jego „pewność” będzie odbierana negatywnie, już nie mówię że to okrutne wymaganie takiego heroizmu ponad wszystko od dziecka i wbrew choremu światu stworzonego przez dorosłych. Mam wrażenie, że nie uwzględniasz, jak głębokie są te mechanizmy. To nie jest kwestia „estetyki” ani sprowadzania wszystkiego do luksusu typu jakaś torebka. Chodzi o realne funkcjonowanie w świecie. Ubrania, wyjazdy, zajęcia dodatkowe, dostęp do przestrzeni, w której można zapraszać innych (normalne mieszkanie) to wszystko buduje relacje z innymi i kompetencje społeczne, bez których nic nie zrobisz. Inaczej jesteś tylko w pozycji obserwatora, a nie uczestnika, który siedzi i klaszcze jak bogatszy wujek przyjeżdża i pokazuje fotki z wycieczek, nie zaprosisz dziewczyny bo mieszkasz w pokoju z matką w rozpadającej się kamienicy, możesz nawet dobrze się uczyć (choć dobrze się uczą ci co mają czas i spokój a w biedzie tego nie ma często ) i pomagać kolegom ale bez korków u dobrego nauczyciela i rodzicami mającymi chody u dyrekcji jak noga ci się powinie to oni trafią na dobry uniwerek a nie Ty. I tego nie da się nadrobić samym mindsetem ani opowieściami o wdzięczności. Z pustego Salomon nie naleje… a czym chcesz ryzykować nie posiadając żadnego kapitału tego nie wiem ☺️ jak czytam takie farmazony że tym biednym to potrzebne jest dosłownie WSZYSTKO poza pieniędzmi, bo wędka a nie ryba, to śmiać mi się chce. Silny charakter bez strukturalnej ochrony rodziny i środowiska — nim tak samo można sobie podetrzeć tyłek, na pewno twoim kolegom byłoby łatwiej, gdyby do tego wszystkiego nie wiedzieli za co znaleźć pieniądze od pierwszego do pierwszego albo nawet jakby trochę się dorobili to np w wieku 30 lat zaczęliby dopiero nadrabiać to co większość dostaje na starcie, dostali długi albo naprawianie siebie za ogromne kwoty. A to wszystko przy radosnym założeniu, że poszczęściło ci się na tyle, żeby nie zachorować, nie mieć żadnej deformacji czy niepełnosprawności.
[email protected]
Channelka
Posty: 37
Rejestracja: śr kwie 01, 2026 8:57 pm

Post autor: [email protected] »

[email protected] pisze: czw kwie 02, 2026 8:46 am Bieda bardzo często idzie w parze ze stresem, napięciem, przemocą i chronicznym brakiem zasobów. W takich warunkach rodzice często nie mają ani siły, ani kompetencji, żeby zapewnić realne wsparcie emocjonalne, to chyba dosyć logiczne. A nawet jeśli próbują, to samo abstrakcyjne „wsparcie” bez pokrycia w rzeczywistości niewiele znaczy. Dla dziecka i jego otoczenia liczy się spójność bo jeśli słyszysz jedno, a życie pokazuje coś zupełnie innego, to nie buduje to poczucia wartości, tylko chaos i poczucie niesprawiedliwości. Dla otoczenia pewny siebie dzieciak ale obdarty też nie będzie budził szacunku tylko zostanie irytującym pajacem a jego „pewność” będzie odbierana negatywnie, już nie mówię że to okrutne wymaganie takiego heroizmu ponad wszystko od dziecka i wbrew choremu światu stworzonego przez dorosłych. Mam wrażenie, że nie uwzględniasz, jak głębokie są te mechanizmy. To nie jest kwestia „estetyki” ani sprowadzania wszystkiego do luksusu typu jakaś torebka. Chodzi o realne funkcjonowanie w świecie. Ubrania, wyjazdy, zajęcia dodatkowe, dostęp do przestrzeni, w której można zapraszać innych (normalne mieszkanie) to wszystko buduje relacje z innymi i kompetencje społeczne, bez których nic nie zrobisz. Inaczej jesteś tylko w pozycji obserwatora, a nie uczestnika, który siedzi i klaszcze jak bogatszy wujek przyjeżdża i pokazuje fotki z wycieczek, nie zaprosisz dziewczyny bo mieszkasz w pokoju z matką w rozpadającej się kamienicy, możesz nawet dobrze się uczyć (choć dobrze się uczą ci co mają czas i spokój a w biedzie tego nie ma często ) i pomagać kolegom ale bez korków u dobrego nauczyciela i rodzicami mającymi chody u dyrekcji jak noga ci się powinie to oni trafią na dobry uniwerek a nie Ty. I tego nie da się nadrobić samym mindsetem ani opowieściami o wdzięczności. Z pustego Salomon nie naleje… a czym chcesz ryzykować nie posiadając żadnego kapitału tego nie wiem ☺️ jak czytam takie farmazony że tym biednym to potrzebne jest dosłownie WSZYSTKO poza pieniędzmi, bo wędka a nie ryba, to śmiać mi się chce. Silny charakter bez strukturalnej ochrony rodziny i środowiska — nim tak samo można sobie podetrzeć tyłek, na pewno twoim kolegom byłoby łatwiej, gdyby do tego wszystkiego nie wiedzieli za co znaleźć pieniądze od pierwszego do pierwszego albo nawet jakby trochę się dorobili to np w wieku 30 lat zaczęliby dopiero nadrabiać to co większość dostaje na starcie, dostali długi albo naprawianie siebie za ogromne kwoty. A to wszystko przy radosnym założeniu, że poszczęściło ci się na tyle, żeby nie zachorować, nie mieć żadnej deformacji czy niepełnosprawności.
Dodam, że bieda to jest ciągła socjalizacja do poddaństwa i służalczości a sprzeciw może się skończyc brzydko i kryminalnie niestety. Ludzie którzy cię wykorzystują mają najczęściej sporą przewagę i nie wygrasz z nimi w państwie które stoi po stronie silniejszych, z mokrych snów Brzoski :)
staratwoja
Koczkodan
Posty: 105
Rejestracja: czw gru 12, 2024 1:32 pm

Post autor: staratwoja »

Kapitał kulturowy i normalny dom bez patologii/przemocy > ponadprzeciętny standard materialny

Ludzie którym starzy opłacają korki ze wszystkiego wcale nie radzą sobie lepiej akademicko niż ci którzy po prostu są inteligentni (i oczywiście nie muszą się mierzyć z problemami psychicznymi/patolą)

Jeśli ktoś jest bogatym dzieciakiem i w pewnym momencie nie przemyślał i nie odrzucił materialistycznych "wartości" wpojonych w domu to nie da się z nim wytrzymać jako dorosłym
[email protected]
Channelka
Posty: 37
Rejestracja: śr kwie 01, 2026 8:57 pm

Post autor: [email protected] »

staratwoja pisze: czw kwie 02, 2026 9:56 am Kapitał kulturowy i normalny dom bez patologii/przemocy > ponadprzeciętny standard materialny

Ludzie którym starzy opłacają korki ze wszystkiego wcale nie radzą sobie lepiej akademicko niż ci którzy po prostu są inteligentni (i oczywiście nie muszą się mierzyć z problemami psychicznymi/patolą)

Jeśli ktoś jest bogatym dzieciakiem i w pewnym momencie nie przemyślał i nie odrzucił materialistycznych "wartości" wpojonych w domu to nie da się z nim wytrzymać jako dorosłym
No na dobre kierunki idą najczęściej zwykłe dzieciaki z klasy średniej które miały spokój ale też starzy potrafili ogarnąć przygotowanie do matury żeby mieli dobre wyniki, raczej rzadko ktoś jest takim geniuszem, żeby bez pomocy dostać się np. na medycynę na dobrym uniwersytecie, więc siłą rzeczy trzeba było to dziecko gonić i czasem pilnowac, żeby nie zboczyło z dobrej ścieżki :) A jak zejdzie to zagasić pożar, czasem wykorzystać znajomości. Problem w tych, którzy nie zostali tą normalnością obdarzeni. Biedota niestety nie rozumie często, że rodzic musi mieć jakiś wkład i zwala wszystko na determinacje dzieciaka, dziwi się że jak swojego nie tłukli codziennie i dostał biurko w kącie zatłoczonego pokoju to nie robi kariery życia, widać coś z nim nie tak i ma za swoje nieudacznik 🤷‍♀️ tymczasem cała puenta w tym, że właśnie to nie geniusze robią te kariery, tylko dobrze zaopiekowane przeciętniaki.
[email protected]
Channelka
Posty: 37
Rejestracja: śr kwie 01, 2026 8:57 pm

Post autor: [email protected] »

[email protected] pisze: czw kwie 02, 2026 10:11 am No na dobre kierunki idą najczęściej zwykłe dzieciaki z klasy średniej które miały spokój ale też starzy potrafili ogarnąć przygotowanie do matury żeby mieli dobre wyniki, raczej rzadko ktoś jest takim geniuszem, żeby bez pomocy dostać się np. na medycynę na dobrym uniwersytecie, więc siłą rzeczy trzeba było to dziecko gonić i czasem pilnowac, żeby nie zboczyło z dobrej ścieżki :) A jak zejdzie to zagasić pożar, czasem wykorzystać znajomości. Problem w tych, którzy nie zostali tą normalnością obdarzeni. Biedota niestety nie rozumie często, że rodzic musi mieć jakiś wkład i zwala wszystko na determinacje dzieciaka, dziwi się że jak swojego nie tłukli codziennie i dostał biurko w kącie zatłoczonego pokoju to nie robi kariery życia, widać coś z nim nie tak i ma za swoje nieudacznik 🤷‍♀️ tymczasem cała puenta w tym, że właśnie to nie geniusze robią te kariery, tylko dobrze zaopiekowane przeciętniaki.
A taki biedak - finansowy i mentalny - jak dzieciak natrafi na przeszkodę w nauce i nie wykaże pierwiastka geniuszu? Aaaa ja to mówiłem, że z gnoja nic nie będzie! Co poradzisz…
Awatar użytkownika
Anastazja_smietana
SkrzydełkaZhooters
Posty: 209
Rejestracja: ndz lis 23, 2025 2:02 pm

Post autor: Anastazja_smietana »

Chyba jak zwykle to wszystko zależy od poziomu skrajności. Skrajności biedy, skrajności patologii itd. Masz z drugiej strony barykady takiego martyniuka, który zwariował gdy zderzył się z realnym światem.
Mualla
SushiRoll
Posty: 225
Rejestracja: wt mar 19, 2024 9:32 am

Post autor: Mualla »

Moim zdaniem, to nie bieda czy kasa determinuje nas jakimi będziemy ludźmi w dorosłości tylko wkład rodziców. Można pochodzić z domu biedniejszego, gdzie rodzice pracują za najniższą i wiadomo, że w tych czasach są to zarobki nieadekwatne do wydatków, ale jeśli nie piją, dbają, interesują się, to mogą dziecko wykształcić i wpoić mu dobre wzorce. Tutaj duża praca musi być wykonana przez obie strony, bo w tym przypadku dziecko musi naprawdę się uczyć, żeby dostać stypendium na studia, bo inaczej ciężko będzie wysłać dziecko na teoretycznie darmowe studia, ale do miasta oddalonego o kilkaset kilometrów.
Niestety wraz z biedą, bardzo często idzie w parze przemoc, alkohol lub ogólna nieporadność życiowa rodziców, więc często dziecko podziela los rodziców, bo nie zna innych wzorców, bo i skąd ma znać?
Oczywiście bieda w Polsce ma dużo odcieni i każdy przypadek jest inny, więc nie chce też uogólniać.
[email protected]
Channelka
Posty: 37
Rejestracja: śr kwie 01, 2026 8:57 pm

Post autor: [email protected] »

Mualla pisze: czw kwie 02, 2026 10:39 am Moim zdaniem, to nie bieda czy kasa determinuje nas jakimi będziemy ludźmi w dorosłości tylko wkład rodziców. Można pochodzić z domu biedniejszego, gdzie rodzice pracują za najniższą i wiadomo, że w tych czasach są to zarobki nieadekwatne do wydatków, ale jeśli nie piją, dbają, interesują się, to mogą dziecko wykształcić i wpoić mu dobre wzorce. Tutaj duża praca musi być wykonana przez obie strony, bo w tym przypadku dziecko musi naprawdę się uczyć, żeby dostać stypendium na studia, bo inaczej ciężko będzie wysłać dziecko na teoretycznie darmowe studia, ale do miasta oddalonego o kilkaset kilometrów.
Niestety wraz z biedą, bardzo często idzie w parze przemoc, alkohol lub ogólna nieporadność życiowa rodziców, więc często dziecko podziela los rodziców, bo nie zna innych wzorców, bo i skąd ma znać?
Oczywiście bieda w Polsce ma dużo odcieni i każdy przypadek jest inny, więc nie chce też uogólniać.
Właśnie wydaje mi się, że taka postawa to rzadkość. Generalnie ludzie biedni potrafią być ze soba strasznie niesolidarni, co sie przejawia w takim podejściu, że np. wszyscy biedni dookoła to patologia, tylko oni są tacy w wyniku nieszczęśliwego losu i ich stan jest usprawiedliwiony, ale reszta mogłaby sie wziąć do roboty, bo mają na co zasłużyli. I tak samo nierealne wymagania stawiają dzieciom, przy czym są pewni, że oni to nic im nie sa winni.
lalisa
Trening tenisa
Posty: 2718
Rejestracja: śr lip 07, 2021 9:59 pm

Post autor: lalisa »

[email protected] pisze: czw kwie 02, 2026 8:46 am Bieda bardzo często idzie w parze ze stresem, napięciem, przemocą i chronicznym brakiem zasobów. W takich warunkach rodzice często nie mają ani siły, ani kompetencji, żeby zapewnić realne wsparcie emocjonalne, to chyba dosyć logiczne. A nawet jeśli próbują, to samo abstrakcyjne „wsparcie” bez pokrycia w rzeczywistości niewiele znaczy. Dla dziecka i jego otoczenia liczy się spójność bo jeśli słyszysz jedno, a życie pokazuje coś zupełnie innego, to nie buduje to poczucia wartości, tylko chaos i poczucie niesprawiedliwości. Dla otoczenia pewny siebie dzieciak ale obdarty też nie będzie budził szacunku tylko zostanie irytującym pajacem a jego „pewność” będzie odbierana negatywnie, już nie mówię że to okrutne wymaganie takiego heroizmu ponad wszystko od dziecka i wbrew choremu światu stworzonego przez dorosłych.
Ja się z Tobą w pełni zgadzam. O biedzie w przestrzeni publicznej generalnie wypowiadają się dwie grupy ludzi: 1) ludzie, którzy nie mają pojęcia o biedzie w praktyce 2) ludzie, którzy byli tymi szczęściarzami, którzy wyszli z biedy. Nawet jak są pokazywani biedni ludzie, to za nich narrację prowadzi bogata dziennikarka.

Bieda to nie jest brak markowej torebki i wakacji w Dubaju. To jest brak podstaw. Niemożność uczestniczenia w normalnym życiu. Nieporadni rodzice, bo bieda najczęściej idzie w parze z brakiem perspektyw, wykształcenia, kręgu znajomości, dostępu do kultury. Wiele się mówi o cudownych rodzinach, gdzie tylko brakuje pieniędzy. Sorry, ale ja takiej rodziny nie znam. Jak jest bieda, to zawsze jest dramat. Mniejszy lub większy. Po drugie, wszystkie znane mi osoby, które wyszły z biedy, są wyróżniające się i odstające od swoich rodzin. Takie były od małego. Nie chodzi o to, że były wybitne. Były po prostu bardziej normalne. Dlatego uważam, że to nie jest tak, że każdy może. Przykładowo, mieszkałam jako dziecko na osiedlu, gdzie patusiara miała dzieci z różnymi facetami. Najstarszego syna miała z jakimś normalnym gościem i tam była opieka naprzemienna. Pozostałe dzieci już z patusami, w tym jedno z kryminalistą. Najstarszy syn na studiach, normalnie wygląda, normalnie się zachowuje, mimo że było mu ciężko z tą matką. Pozostałe dzieci patola wyryta na twarzach, od małego kompletna niechęć do nauki, łobuzerka. Po prostu głupki, głupie dzieci i obecnie głupi dorośli. Kto taką osobę przyjmie do lepszej pracy? Im starsza jestem, tym bardziej widzę, że wszystko jest zdeterminowane w momencie urodzenia, a najdalej gdzieś na etapie początku szkoły.
[email protected]
Channelka
Posty: 37
Rejestracja: śr kwie 01, 2026 8:57 pm

Post autor: [email protected] »

lalisa pisze: czw kwie 02, 2026 10:57 am Ja się z Tobą w pełni zgadzam. O biedzie w przestrzeni publicznej generalnie wypowiadają się dwie grupy ludzi: 1) ludzie, którzy nie mają pojęcia o biedzie w praktyce 2) ludzie, którzy byli tymi szczęściarzami, którzy wyszli z biedy. Nawet jak są pokazywani biedni ludzie, to za nich narrację prowadzi bogata dziennikarka.

Bieda to nie jest brak markowej torebki i wakacji w Dubaju. To jest brak podstaw. Niemożność uczestniczenia w normalnym życiu. Nieporadni rodzice, bo bieda najczęściej idzie w parze z brakiem perspektyw, wykształcenia, kręgu znajomości, dostępu do kultury. Wiele się mówi o cudownych rodzinach, gdzie tylko brakuje pieniędzy. Sorry, ale ja takiej rodziny nie znam. Jak jest bieda, to zawsze jest dramat. Mniejszy lub większy. Po drugie, wszystkie znane mi osoby, które wyszły z biedy, są wyróżniające się i odstające od swoich rodzin. Takie były od małego. Nie chodzi o to, że były wybitne. Były po prostu bardziej normalne. Dlatego uważam, że to nie jest tak, że każdy może. Przykładowo, mieszkałam jako dziecko na osiedlu, gdzie patusiara miała dzieci z różnymi facetami. Najstarszego syna miała z jakimś normalnym gościem i tam była opieka naprzemienna. Pozostałe dzieci już z patusami, w tym jedno z kryminalistą. Najstarszy syn na studiach, normalnie wygląda, normalnie się zachowuje, mimo że było mu ciężko z tą matką. Pozostałe dzieci patola wyryta na twarzach, od małego kompletna niechęć do nauki, łobuzerka. Po prostu głupki, głupie dzieci i obecnie głupi dorośli. Kto taką osobę przyjmie do lepszej pracy? Im starsza jestem, tym bardziej widzę, że wszystko jest zdeterminowane w momencie urodzenia, a najdalej gdzieś na etapie początku szkoły.
Dokładnie, a nawet jak będzie nie wiem jak przebojowy i poznasz ludzi z wyższych sfer, czy tam po prostu w lepszej sytuacji, to co może z tej relacji wyjść na dłuższą metę? Jeżeli nie możecie uczestniczyć w tych samych rzeczach, wasze doświadczenia życiowe się totalnie rozjeżdżają, ogólnie nie ma mowy o jakiejś wymianie. Biedny nie chce się upokarzać a bogaty mu przecież nie odda tego co ma. Tak naprawdę ani jedna ani druga strona tutaj nie zyskuje. Jest między nimi niewidzialna bariera. Tak samo z tym kapitałem kulturowym, można sobie czytać książki do woli i poznawać ten dorobek, ale realnie nie wykorzystasz tego w ten sam sposób co człowiek z kręgów intelektualnych i nie zbijesz na tym kapitału.. np. w takich lewicowych redakcjach są osoby po jednym uniwerku czasem po jednym liceum, wszyscy się tam znają i sobie ufają, załatwianie propozycji wydawniczej koledze tego i tego to nie problem. Ale zapomnij że oddadzą miejsce obcemu :P ja też takich rodzin nie znam niestety… plus te słynne osoby z biedy co się wybily to prawie zawsze są z dużych miast a to też inna bajka.
g_girl
SushiRoll
Posty: 232
Rejestracja: pn sty 05, 2026 8:48 pm

Post autor: g_girl »

Klasowosc istnieje i istnieć będzie. W naszym kraju jest i tak w miarę ok, nie ma aż tak dużych nierówności i awans społeczny wciąż jest możliwy.
[email protected]
Channelka
Posty: 37
Rejestracja: śr kwie 01, 2026 8:57 pm

Post autor: [email protected] »

g_girl pisze: czw kwie 02, 2026 11:14 am Klasowosc istnieje i istnieć będzie. W naszym kraju jest i tak w miarę ok, nie ma aż tak dużych nierówności i awans społeczny wciąż jest możliwy.
Poszerza się krąg średniaków na pewno, a to daje wrażenie „ogólnej poprawy” i często prowadzi do przekonania, że system działa i że awans społeczny jest możliwy, no i zmienia wymiar biedy, ale przez to że ta „rasowa bieda” ma coraz bardziej marginalny charakter to jest mniejsze zainteresowanie poprawą sytuacji tej coraz mniejszej grupy, więc jest bardziej okrutniej być jej częścią, no bo jak grupa osób w skrajnym ubóstwie staje się mniejsza i bardziej „niewidoczna”, to paradoksalnie spada presja polityczna i społeczna, żeby coś z tym zrobić. Biedni nigdy nie byli w PL w takiej mniejszości.
Awatar użytkownika
Brida
MiamiBicz
Posty: 376
Rejestracja: czw gru 08, 2022 7:14 pm

Post autor: Brida »

g_girl pisze: czw kwie 02, 2026 11:14 am Klasowosc istnieje i istnieć będzie. W naszym kraju jest i tak w miarę ok, nie ma aż tak dużych nierówności i awans społeczny wciąż jest możliwy.
Taki trochę off top, ale jak miałam kiedyś szefową Niemkę, to ona powiedziała coś takiego, że w Niemczech każdy już od dziecka zna "swoje miejsce w szeregu" i takie wykształcenie/zawód zdobywa. Czyli jak ktoś się rodzi w rodzinie "elitarnej" typu prawnicy, lekarze, to celuje w równie prestiżowe zawody, a jak ktoś ma rodziców np. rzemieślników, to też trzyma się tego poziomu. Bardzo mnie to zaskoczyło wtedy.
g_girl
SushiRoll
Posty: 232
Rejestracja: pn sty 05, 2026 8:48 pm

Post autor: g_girl »

[email protected] pisze: czw kwie 02, 2026 11:41 am Poszerza się krąg średniaków na pewno, a to daje wrażenie „ogólnej poprawy” i często prowadzi do przekonania, że system działa i że awans społeczny jest możliwy, no i zmienia wymiar biedy, ale przez to że ta „rasowa bieda” ma coraz bardziej marginalny charakter to jest mniejsze zainteresowanie poprawą sytuacji tej coraz mniejszej grupy, więc jest bardziej okrutniej być jej częścią, no bo jak grupa osób w skrajnym ubóstwie staje się mniejsza i bardziej „niewidoczna”, to paradoksalnie spada presja polityczna i społeczna, żeby coś z tym zrobić. Biedni nigdy nie byli w PL w takiej mniejszości.
Niby tak, z 2 strony teraz biedne rodziny chociaż mają dodatki typu 800+, 20 lat temu tego nie było. Jest też dostęp do internetu który jest ogromnym źródłem wiedzy, można też pracować zdalnie co przed pandemia nie było tak powszechne jak teraz. Wyrwanie się z biedy nie jest łatwe i nigdy nie było, ale naprawdę na tle wielu krajów świata mamy dobrą sytuację.
g_girl
SushiRoll
Posty: 232
Rejestracja: pn sty 05, 2026 8:48 pm

Post autor: g_girl »

Niesamowicie denerwuje mnie zakaz handlu w niedzielę i związany z tym tematem lament ludzi jak to pracownicy sklepów mają ciężkie życie i teksty że "nie trzeba robić zakupów w niedzielę, jest na to cały tydzień, przez was biedna ekspedientka nie może spędzić czasu z rodziną chlip chlip". Wiele zawodów ciężko pracuje, również w niedzielę i święta, muszą opuścić swoje rodziny żeby ktoś mógł np pójść do restauracji, czy do kina, ale ekspedientki zawsze najbardziej pokrzywdzone. A osoby które naprawdę ciężko pracują od poniedziałku do soboty, często dłużej niż po 9 godzin (tak, takich osób w naszym kraju jest mnóstwo), muszą się tłumaczyć z tego, że w tygodniu nie mają czasu ani siły iść na zakupy po pracy. A to co się dzieje teraz w sklepach w soboty to jedna wielka patologia.
Moim zdaniem lament ten jest spowodowany tym, że zawód sprzedawcy w sklepie jest zdominowany przez kobiety, a kobiety w naszym kraju uwielbiają się nad sobą użalać, szczególnie te starsze pokolenia. Archetyp spracowanej matki Polki ma się dobrze. W końcu nikt nie podnosi tematu ciężkiej pracy pracowników budowy pracujących w każdą pogodę i niepogodę po kilkanaście godzin dziennie. Nikt nie lamentuje, że gdyby ludzie nie smiecili to sprzątanie ulic nie byłoby potrzebne w niedzielę. Albo wreszcie, że gdyby ludzie bardziej uważali i dbali o zdrowie w szpitalach i na sorach nie musialoby pracowac tylu ludzi również w niedzielę.
Jakoś wszyscy piją i odpalają petardy w Sylwestra przez co sory mają pełne ręce roboty 1. Stycznia - i wynika to tylko i wyłącznie z ludzkiej głupoty i chęci zabawienia się - jakoś nie słyszę głosów że biedni lekarze nie mogą spędzić czasu z rodziną w Nowy Rok bo ktoś był głupi i się wywrócił po pijaku albo urwało mu rękę od petardy.
Awatar użytkownika
Brida
MiamiBicz
Posty: 376
Rejestracja: czw gru 08, 2022 7:14 pm

Post autor: Brida »

g_girl pisze: czw kwie 02, 2026 12:50 pm Niesamowicie denerwuje mnie zakaz handlu w niedzielę
Mnie też. Dodatkowo spowodowało to, że ludziom, którzy np. mogą pracować tylko w weekendy, pozostały soboty. Ponad to handlowe niedziele są tak nieregularne, że nikt tego nie ogarnia i wszyscy chyba zakładają, że wszystkie są niehandlowe. W tej sytuacji nie wiem, co się bardziej opłaca - mieć sklep otwarty 10h i zero klientów czy mieć otwarty co niedzielę przez np. 4h.
Awatar użytkownika
Anastazja_smietana
SkrzydełkaZhooters
Posty: 209
Rejestracja: ndz lis 23, 2025 2:02 pm

Post autor: Anastazja_smietana »

g_girl pisze: czw kwie 02, 2026 12:50 pm Niesamowicie denerwuje mnie zakaz handlu w niedzielę i związany z tym tematem lament ludzi jak to pracownicy sklepów mają ciężkie życie i teksty że "nie trzeba robić zakupów w niedzielę, jest na to cały tydzień, przez was biedna ekspedientka nie może spędzić czasu z rodziną chlip chlip". Wiele zawodów ciężko pracuje, również w niedzielę i święta, muszą opuścić swoje rodziny żeby ktoś mógł np pójść do restauracji, czy do kina, ale ekspedientki zawsze najbardziej pokrzywdzone. A osoby które naprawdę ciężko pracują od poniedziałku do soboty, często dłużej niż po 9 godzin (tak, takich osób w naszym kraju jest mnóstwo), muszą się tłumaczyć z tego, że w tygodniu nie mają czasu ani siły iść na zakupy po pracy. A to co się dzieje teraz w sklepach w soboty to jedna wielka patologia.
Moim zdaniem lament ten jest spowodowany tym, że zawód sprzedawcy w sklepie jest zdominowany przez kobiety, a kobiety w naszym kraju uwielbiają się nad sobą użalać, szczególnie te starsze pokolenia. Archetyp spracowanej matki Polki ma się dobrze. W końcu nikt nie podnosi tematu ciężkiej pracy pracowników budowy pracujących w każdą pogodę i niepogodę po kilkanaście godzin dziennie. Nikt nie lamentuje, że gdyby ludzie nie smiecili to sprzątanie ulic nie byłoby potrzebne w niedzielę. Albo wreszcie, że gdyby ludzie bardziej uważali i dbali o zdrowie w szpitalach i na sorach nie musialoby pracowac tylu ludzi również w niedzielę.
Jakoś wszyscy piją i odpalają petardy w Sylwestra przez co sory mają pełne ręce roboty 1. Stycznia - i wynika to tylko i wyłącznie z ludzkiej głupoty i chęci zabawienia się - jakoś nie słyszę głosów że biedni lekarze nie mogą spędzić czasu z rodziną w Nowy Rok bo ktoś był głupi i się wywrócił po pijaku albo urwało mu rękę od petardy.
Zgadzam się, można było to uregulować w inny sposób, myślę, że mogłoby to poprawić sytuację zawodową choćby tych matek, które nie mogą chodzić do pełnoetatowej pracy. Weekendowe kontrakty naprawdę by się przydały wielu osobom, studentom, matkom z małymi dziećmi, czy emerytom którzy chcą sobie dorobić.
Awatar użytkownika
HeyJude
ZdalnaFanka
Posty: 486
Rejestracja: ndz gru 08, 2024 3:29 am

Post autor: HeyJude »

g_girl pisze: czw kwie 02, 2026 12:50 pm Niesamowicie denerwuje mnie zakaz handlu w niedzielę i związany z tym tematem lament ludzi jak to pracownicy sklepów mają ciężkie życie i teksty że "nie trzeba robić zakupów w niedzielę, jest na to cały tydzień, przez was biedna ekspedientka nie może spędzić czasu z rodziną chlip chlip".
A najśmieszniejsze jest to, że teraz Biedronki są pootwierane w tygodniu do 23-23:30, jakieś Dino do 22:30 i te panie, które w niedziele mogą spędzić czas z bliskimi, nie mogą już tego robić w tygodniu, bo siedzą w pracy do nocy. Świetna zmiana. :p
Rosyjska Miss AI 2026.🔌
Clarion
FejkTiffany
Posty: 656
Rejestracja: ndz mar 17, 2024 12:41 pm

Post autor: Clarion »

A jakie to jest wkurzające, jak np, wracasz z wyjazdu w niedzielę wieczorem i zamiast do Biedry pod blokiem na normalne zakupy musisz iść do Żabki przepłacić, by kupić chociaż coś na kolację i na śniadanie rano w poniedziałek. aaaaaa
lalisa
Trening tenisa
Posty: 2718
Rejestracja: śr lip 07, 2021 9:59 pm

Post autor: lalisa »

g_girl pisze: czw kwie 02, 2026 11:14 am Klasowosc istnieje i istnieć będzie. W naszym kraju jest i tak w miarę ok, nie ma aż tak dużych nierówności i awans społeczny wciąż jest możliwy.
Jest możliwy, ale w kilku pokoleniach. W pierwszym pokoleniu to bardzo pozorne, bo ok, masz to mieszkanie na kredyt i masz dobrą pensję, ale tak naprawdę nie posiadasz kapitału. To jest takie typowe dla nowej klasy średniej, że niby mieszkanie jest, samochód jest, ale wystarczy utrata pracy na 3 miesiące i człowiek jest w dupie. Bo nawet fajna i wysoka pensja nie zastąpi kapitału z domu, wypracowanego latami. Mam kolegę, który zarabia 30% tego co ja. On jest z kręgów artystycznych, pracuje w galerii. Ale to on jest bogaty, a nie ja. On może sobie kupić mieszkanie za gotówkę, ja nie. Kwestia rodziny wyłącznie.
GapaGlapa
ZdalnaFanka
Posty: 495
Rejestracja: pt gru 13, 2024 10:01 pm

Post autor: GapaGlapa »

Brida pisze: czw kwie 02, 2026 1:12 pm Mnie też. Dodatkowo spowodowało to, że ludziom, którzy np. mogą pracować tylko w weekendy, pozostały soboty. Ponad to handlowe niedziele są tak nieregularne, że nikt tego nie ogarnia i wszyscy chyba zakładają, że wszystkie są niehandlowe. W tej sytuacji nie wiem, co się bardziej opłaca - mieć sklep otwarty 10h i zero klientów czy mieć otwarty co niedzielę przez np. 4h.
Zdecydowanie

Pracuje w handlu już 25 lat i jestem za opcją albo wszystkie niedzielę handlowe, albo żadna

Te 7 niedziel wyciągniętych z d... rządzących powoduje, tak jak piszesz, że nikt nie wie kiedy ta handlowa jest i absolutnie nie przekłada sie na utargi

Obecnie w handlowe niedziele w galeriach handlowych pojawiają sie w 80% niedzielni klienci ( kto kiedyś pracował w handlu pewnie wie o jaki typ ƙlienta chodzi) a oni utargów nie robią
g_girl
SushiRoll
Posty: 232
Rejestracja: pn sty 05, 2026 8:48 pm

Post autor: g_girl »

lalisa pisze: czw kwie 02, 2026 1:59 pm Jest możliwy, ale w kilku pokoleniach. W pierwszym pokoleniu to bardzo pozorne, bo ok, masz to mieszkanie na kredyt i masz dobrą pensję, ale tak naprawdę nie posiadasz kapitału. To jest takie typowe dla nowej klasy średniej, że niby mieszkanie jest, samochód jest, ale wystarczy utrata pracy na 3 miesiące i człowiek jest w dupie. Bo nawet fajna i wysoka pensja nie zastąpi kapitału z domu, wypracowanego latami. Mam kolegę, który zarabia 30% tego co ja. On jest z kręgów artystycznych, pracuje w galerii. Ale to on jest bogaty, a nie ja. On może sobie kupić mieszkanie za gotówkę, ja nie. Kwestia rodziny wyłącznie.
Jasne, ale to nadal lepsza sytuacja niż pozostanie w biedzie. Twój kolega też raczej nie osiągnie poziomu Bezosa jeśli się nie urodził w rodzinie amerykańskich milionerów, obecnie jest za duża konkurencja na taki sukces. Nadal jesteśmy jednak w stanie żyć na dobrym poziomie nawet wywodząc sie z biedy i ze wsi - mamy darmowa edukację, opiekę zdrowotną, stosunkowo mało osób wysyła u nas dzieci do szkół prywatnych więc nie ma aż takich różnic w edukacji, przecietni ludzie nie mieszkają w slumsach "domach" z dykty jak gdzieś w RPA, gdzie garstka osób akumuluje większość kapitału kraju. Możemy wyemigrować do dowolnego kraju w UE, czyli jednych z najbardziej rozwiniętych krajów swiata, a nawet poza unię.

W Polsce w latach 90 czy wczesnych 00 wcale nie było łatwiej, owszem bieda była bardziej powszechna ale po transformacji ustrojowej w wielu rejonach kraju pracy było naprawdę niewiele(poza ludźmi którzy skorzystali z bezprawia bądź przejęli zakłady państwowe zakładając własne firmy), umowy w większości śmieciówki, brak możliwości wyjazdu za granicę przed dołączeniem do Schengen, rodzice dzieci nie otrzymywali 800+, nie było dofinansowań np dla młodych firm czy rolników. Na plus na pewno była wieksza liczba połączeń autobusowych z mniejszych miejscowości - teraz wydaje mi się, że wykluczenie komunikacyjne jest większe, ale też więcej ludzi posiada samochód. W mojej rodzinie w tamtych czasach większość młodych ludzi musiała wyjechać za granicę za chlebem, resztą pracowała za najniższą, coś takiego jak L4 w praktyce nie istniało, trzeba było iść na urlop w razie choroby, bo na ich miejsce zawsze było 10 chętnych do pracy, rynek pracodawcy trwał w najlepsze. Teraz polscy pracodawcy zatrudniają imigrantów zza wschodniej granicy, a i tak często brakuje rąk do pracy. Zgadzam się że nierówności rosną, ale nie ma u nas jeszcze takiej tragedii.

Natomiast zawsze będą domy gdzie dzieci są zaniedbywane, a rodzice wolą wydać pieniadze na alkohol zamiast ich bezpieczeństwo czy edukację. Tutaj powinna być większa rola państwa aby to regulować, ale niestety na to ludzie jeszcze długo nie pozwolą.
Oakoak
LouiBag
Posty: 326
Rejestracja: śr kwie 02, 2025 5:30 pm

Post autor: Oakoak »

lalisa pisze: czw kwie 02, 2026 10:57 am Ja się z Tobą w pełni zgadzam. O biedzie w przestrzeni publicznej generalnie wypowiadają się dwie grupy ludzi: 1) ludzie, którzy nie mają pojęcia o biedzie w praktyce 2) ludzie, którzy byli tymi szczęściarzami, którzy wyszli z biedy. Nawet jak są pokazywani biedni ludzie, to za nich narrację prowadzi bogata dziennikarka.

Bieda to nie jest brak markowej torebki i wakacji w Dubaju. To jest brak podstaw. Niemożność uczestniczenia w normalnym życiu. Nieporadni rodzice, bo bieda najczęściej idzie w parze z brakiem perspektyw, wykształcenia, kręgu znajomości, dostępu do kultury. Wiele się mówi o cudownych rodzinach, gdzie tylko brakuje pieniędzy. Sorry, ale ja takiej rodziny nie znam. Jak jest bieda, to zawsze jest dramat. Mniejszy lub większy. Po drugie, wszystkie znane mi osoby, które wyszły z biedy, są wyróżniające się i odstające od swoich rodzin. Takie były od małego. Nie chodzi o to, że były wybitne. Były po prostu bardziej normalne. Dlatego uważam, że to nie jest tak, że każdy może. Przykładowo, mieszkałam jako dziecko na osiedlu, gdzie patusiara miała dzieci z różnymi facetami. Najstarszego syna miała z jakimś normalnym gościem i tam była opieka naprzemienna. Pozostałe dzieci już z patusami, w tym jedno z kryminalistą. Najstarszy syn na studiach, normalnie wygląda, normalnie się zachowuje, mimo że było mu ciężko z tą matką. Pozostałe dzieci patola wyryta na twarzach, od małego kompletna niechęć do nauki, łobuzerka. Po prostu głupki, głupie dzieci i obecnie głupi dorośli. Kto taką osobę przyjmie do lepszej pracy? Im starsza jestem, tym bardziej widzę, że wszystko jest zdeterminowane w momencie urodzenia, a najdalej gdzieś na etapie początku szkoły.
Zupełnie się nie zgadzam.
Nie ma ludzi “szczęściarzy bo wyszli z biedy”. Co to znaczy że mieli szczęście ? Nawet jeśli żyjąc w biedzie pewnego dnia wstaniesz rano i założysz że wyjdziesz z biedy, to tylko twoje założenie, za którym muszą iść świadome działania, nie szczęście.
Bieda to nie jest brak podstaw. To nie zawsze sa nieporadni rodzice. Oddzielcie biedę od patologii - jeśli w rodzinie jest przemoc, alkohol i tym samym brak pieniędzy, to zupełnie inny temat.
Dla mnie bieda ma twarz kobiety, która zarabia w Warszawie poniżej przeciętna i ma na wychowaniu 2 dzieci bo ojciec nie płaci zasądzonych alimentów.
Dla mnie bieda to ma twarz ojca, którego dziecko prosi w Biedronce o zakup małej zabawki, a on odmawia. Ten sam ojciec prosi dziecko o wzięcie owoców -“odłóż parę sztuk, to za dużo”, a także kupuje tylko to co na kartce. Powiecie, jasne, może nie kupił mu zabawki, bo nie chce dziecka rozpieszczać, albo że każdy teraz oszczędza bo kupuje tylko rzeczy z listy. Rozejrzyjcie się kiedyś w sklepie. To widać, to naprawdę widać.
Dowiedziałam się, że ten ojciec mieszka na kiepskim osiedlu niedaleko, ma na utrzymaniu chorą matkę, żona pracuje w spożywczaku, mają 2 dzieci. Normalna rodzina.

Moje zatem powiedzieć że znam mniej lub bardziej wiele fajnych rodzin, gdzie brakuje pieniędzy, rodzina jest normalna, a dzieci zaopiekowane.
Sama wychowałam się na wiosce, gdzie mój kolega miał 6 rodzeństwa i nosił zjechane buty jeden po drugim. Bieda była u nich taka, że inni rodzice zrzucali się żeby chłopak mógł pojechać na wycieczkę. Jego matka była przedszkolanka, tata nauczycielem, rodzeństwo skończyło szkoły, niektórzy mają wyższe wykształcenie.
Nic zatem nie jest zdeterminowane w momencie urodzenia, a każdy jest kowalem własnego losu. Jedni mają łatwiej, inni trudniej.

A markowa torebka i wakacje w Dubaju są sukcesem ludzi, którzy wyszli z biedy. Coś na zasadzie - jeśli jesteś Turkiem w Berlinie, robisz dobry kebab, twój biznes spoko się kręci, to kupujesz mercedesa, nawet paroletniego, żeby wrócić do Turcji na wakacje i pochwalić się sąsiadom. Oni serio tak robią, można się z tego śmiać lub nie, ale tak po prostu jest.
Gdy jesteś kobietą pochodzącą ze skrajnej biedy, bardziej marzysz o torebce LV I Dubaju niż inni - jesteś już middle class, aspirujesz do klasy wyższej. Musisz to wszystkim pokazać. Gdy wrócisz w rodzinne strony z torebką w prawdziwym futrze i pójdziesz tak ubrana do kościoła każdy uzna, że ta to się dorobiła.