Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Jak często uprawiacie keks ?

Moderator: Moderatorzy lokalni
Lilly

Jak często uprawiacie keks ?

Post autor: Lilly »

Hej, jak często uprawiacie keks ? Jestem ciekawa jak to się ma do stażu związku ? Pytanie dla singli - czy korzystacie z ONS/FWB/masturbacji , czy abstynencja?

Mój staż związku 7 lat. Średnio keks raz w tygodniu. Oczywiście bywają okresy o większej częstotliwości i mniejszej.
gurl

Post autor: gurl »

Myślę, że keks zależy od wielu czynników. Np. można być w związku i nie mieszkać razem, więc nawet gdy się chce, to tego seksu nie można mieć trzy razy dziennie.

Jestem singielką. Głównie radzę sobie masturbacją przynajmniej raz w tygodniu. Mam też jednego fwb od 1,5 roku, nie spotykamy się regularnie, ale gdy mam ochotę na stricte bdsmowski keks, kontaktuję się z nim. Nigdy mi nie odmawia 😅 Jak mam ochotę na coś nowego i świeżego, to mam konto na datezone więc tam kogoś wynajduję. Jestem w celibacie od ponad miesiąca i już mnie kusi, więc czekam aż mi się okres skończy i umawiam się na keks.
Paolka

Post autor: Paolka »

Ostatni raz uprawiałam keks w czerwcu 2023 roku XD mnie keks nie kręci, ogólnie mężczyźni mnie prawie nie kręcą (kobiety też nie, jestem lekko aseksualna). Próbowałam fwb ale jednak potrzebuje z kimś poczuć jakąś więź, keks z byle kim mnie brzydzi
Calmona

Post autor: Calmona »

Paolka pisze: pt sie 23, 2024 6:33 pm Ostatni raz uprawiałam keks w czerwcu 2023 roku XD mnie keks nie kręci, ogólnie mężczyźni mnie prawie nie kręcą (kobiety też nie, jestem lekko aseksualna). Próbowałam fwb ale jednak potrzebuje z kimś poczuć jakąś więź, keks z byle kim mnie brzydzi
W sumie zazdroszczę ja nie uprawiałam seksu z 2-3tyg i już nie daje rady, aczkolwiek keks z byle kim też mnie brzydzi a masturbacja nie kręci.
Maniii

Post autor: Maniii »

Z 6 miesięcznym niemowlakiem od jakiegoś czasu dwa razy w tygodniu z mężem ten keks zawsze jest. Wcześniej wyłącznie raz, bo młody dał popalić i nie to było w głowie. Przed dzieckiem 3-4 razy w tygodniu, a w pierwszym roku związku i 2 razy dziennie. Razem całościowo 4 lata jesteśmy. Natężenie seksu zależy od obowiązków na głowie, a co za tym idzie - chęci.
Bubblevagi

Post autor: Bubblevagi »

Hej. Ja powiem na swoim przypadku. Mam 27 lat i narzeczonego starszego o 8 lat. My keks uprawiamy 1 raz na ROK. Aczkolwiek możliwe, że nie będę w stanie już więcej tego zrobić. Ale to dlatego, że ja nie czuję wgl takiej potrzeby, nie sprawia mi żadnej przyjemności a także mam problem bo od dziecka męczy mnie uczucie ,,bąbelki” w pochwie. Nie wiem kiedy dokładnie się to zaczęło. Tak jakby była przy samym wejściu taka bańka mydlana, która się przemieszcza w stronę bardziej odbytu (do tylu po prostu lub głębiej) w momencie kiedy mam mięśnie rozluźnione.
Zaczęło się od tego, że przed pójściem spać zaczęłam czuć niekomfortową bąbelkę i próbowałam ruszając się i spinając mięśnie pochwy na różne sposoby zniwelować to uczucie. Na próżno. Sprawia mi to dyskomfort kiedy stoję, siedze lub leżę (jak chodzę to nie czuje tylko) więc muszę ją cały czas ,,przesuwać” do góry wykonując ruchy spinające mięśnie pochwy. Jest to mega uciążliwe. Od jakiegos czasu zastanawiam się czy ma to związek z nerwicą. Są okresy kiedy myślę o tym i czuje to 24/h i są okresy, że zapominam i nie kontroluje tego. 
Próbowałam kontaktowac się z fizjoterapeutką uroginekologiczną i psychoterapeuta ale nie pomogło. Nie wiem czy problem nie leży po stronie fizjologicznej.

Wczesniej jeszcze miałam takie okresy gdzie czułam się lepiej a teraz cały czas o tym mysle i to czuje i pogorszyło mi się wiec z kwestii czysto psychiki nie jestem w stanie się przemóc.
Taktotak

Post autor: Taktotak »

Jestem singielką czasami zrobię sobie dobrze przy datezone a czasami bywam gdzieś w klubach a nóż widelec ktoś się spodoba ogólnie sama tym steruję chociaż ochotę mam dosyć często.
anna_bercman

Post autor: anna_bercman »

Jesteśmy razem 10 lat. Od piątku do niedzieli codziennie bo oboje mamy wolne weekendy i jesteśmy wyluzowani ;) w tygodniu bywa różnie, są dni, że potrafimy codziennie a są takie, że w ogóle i czekamy weekendu 😂 mamy oboje stresujące prace niestety. Przy czym staramy się celebrować środę, bo wiadomo środa dzień loda a oboje to lubimy 😀 no i dużo eksperymentujemy, oglądamy razem por*no, bawimy się generalnie se*ksem: trytytki, sztuczny pen*is, olejki itp 😀
AriadnaMaj

Post autor: AriadnaMaj »

Z obecnym chłopakiem jestem 3 lata i seksu nigdy za dużo nie było (raz na miesiąc), a obecnie to już idziemy na rekord (brak od 3 miesięcy). On się kladzie spać i tyle. Dla niego ogladanie razem filmu oznacza, że ciiii i oglądamy od deski do deski. Nic się nie dzieje. Tak jak są te języki miłości, tak wierzę w coś na wzór języków seksu. Moim językiem jest poczucie, że jestem pożądana i piękna. Jak bylam z facetem, który mnie komplementował, prosił o taniec dla siebie (jestem zawodową tancerką) i czułam, że uwielbia moje ciało i jestem dla niego tak piekna, że nie wytrzyma, żeby mnie nie dotknąć, to byłam zawsze chętna. Po prostu czułam tę gęstą atmosferę. Jak jestem z kimś, kto po prostu siedzi obok, to mi się nie chce. Mimo że mój obecny partner jest bardzo przystojny. No ale z nim nie ma spontaniczności, nie ma napięcia. Nie ma, bo jest ochota. Jest jak się akurat tak wydarzy, że jest cały dzień miło, nie jest zmęczony, taki, owaki. To przyjdzie i powie, że czeka w łóżku na mnie, ja przyjdę i coś będzie. Ale czasem nawet nie przychodzę, bo mi się nie chce, nie czuję się zachęcona. A sama nie proponuję już raczej, bo parę razy się odstawiłam i coś próbowałam, ale on był zmęczony albo nie mial nastroju, bo się wczoraj pokłóciliśmy o kota albo o garnek, czyli o głupoty. Może to dziecinne, ale dla mnie takie odrzucenie jest upokarzające i już nie mam ochoty próbować. Pewnie się rozstaniemy, mimo że w innych sprawach wszystko super. Oczywiście rozmowy były, on przekonuje, że chciałby więcej. Problem jest taki, że oboje chcemy, ale nie umiemy chyba sobie dać tego w taki sposób jak każde z nas chce.
Katching

Post autor: Katching »

Powiem Ci, że miałam tak samo z moim byłym 10 letnim partnerem, obecnie byłym mężem. Doszło do tego, że nie uprawialiśmy seksu przez pół roku, proponowałam terapie, badania i inne, ale to nie ma sensu. Obecnie mam nowego partnera, który tak mnie pożąda że uprawiamy keks codziennie, a bywają takie dni, że 2-3 razy, mieszkamy razem. Czuję pożądanie z jego strony i on sam mnie tak bardzo pociąga, że chce go w moment :) ale nie wiem czy to normalne. Może dobraliśmy się przypadkiem jako dwie osoby, które bardzo lubią bliskość.
Inkasin

Post autor: Inkasin »

Ja mam tak że lubię na videoczacie z kimś popisac lub poogladać i jak mam ochotę czasami to zakładam coś fajnego i wchodzę na flingster oczywiście bez twarzy, ale lubię jak kogoś tak podniecam i bawimy się razem plus jest taki, że wszyscy są tam anonimowo B)
Zanka92

Post autor: Zanka92 »

Standardowo na początku ile fabryka dała :P Później przez dłuższy czas miałam problem z libido przez tabletki anty. Działają antykoncepcyjnie nie tylko przez to jak sterują hormonami. Po prostu biorąc je odechciewa Ci się wszelkich aktywności, które skutkują ciążą 😅. Długo próbowałam i zmieniałam na coraz to inne, ale nie udało się znaleźć takich, które nie obniżałyby libido, nie dając przy tym innych skutków ubocznych. Spokojna głowa w kwestii niechcianej ciąży i wygoda dość długo mnie i nas jako parę w tym trzymały przez co życie erotyczne ucierpiało. Na szczęście nie wpłynęło to na związek bo też ja z tym walczyłam, zdając sobie sprawę, że to tabletki tak na mnie wpływają. Mimo to jak wyszło 2 razy w tygodniu to już było dobrze.
Niedawno odstawiłam tabsy bo chcemy starać się o dziecko i czuję ogromną zmianę. Jak już uda się się z ciążą, a właściwie dwiema, bo chcielibyśmy dwójkę dzieci to będziemy szukać innej metody antykoncepcji, która nie będzie tak na libido wpływać.
PannaManna

Post autor: PannaManna »

Zanka92, polecam gorąco spiralę bezhormonalną, spokój na 5 lat.
U nas z seksem jest kiepsko. Razem od 15 lat, 10 lat temu mieliśmy kryzys, pojawił się "książę z bajki" i wdałam się w romans. Na początku to była znajomość internetowa (facet z drugiego końca świata) i mąż o wszystkim wiedział, ale chyba nie czuł zagrożenia ze względu na dystans. W końcu się spotkaliśmy (mój wyjazd służbowy na 4 tygodnie). Kochaliśmy się przez większość czasu, z przerwami na rozmowy i krótki sen. Właściwie wszystkie razy z nim to był najlepszy keks w moim życiu (a wcześniej uważałam, że z mężem mi całkiem dobrze). Spotkaliśmy się jeszcze nie raz, zawsze po kilkanaście dni. Nie przynudzając szczegółami, zakończyłam romans. Mąż mi wybaczył, wziął dużą odpowiedzialność na siebie za nasz kryzys, wręcz za dużą, ale to jest po prostu tak dobry, empatyczny człowiek. Tylko ja sobie nie wybaczyłam. Przez pierwsze 2-3 lat mialam obrzydzenie do siebie i do seksu, w trakcie zbliżeń z mężem czułam się jeszcze gorzej, bo wiedziałam, że z tamtym było mi lepiej, i że to jest takie niesprawiedliwe w stosunku do męża... Mąż też to wiedział, więc gorzej już być nie mogło. Z czasem się troszeczkę przełamywałam, ale doszły problemy zdrowotne, przez które często zwyczajnie nie mogliśmy się kochać. I robimy to bardzo rzadko, potrafimy mieć kilkumiesięczne przerwy. Uratowaliśmy związek tym, że bardzo się kochamy i idealnie pasujemy/uzupełniamy się, tylko sfera erotyczna leży. Dużo o tym rozmawiamy i chyba nieoficjalnie oboje doszliśmy do tego, że jesteśmy w stanie przełknąć brak systematycznych zbliżeń na rzecz naszej miłości.

Sorry, za taki wyrzyg, nigdy nikomu o tym nie mówiłam, chyba musiałam to z siebie wyrzucić.

Więc odpowiadając na pytanie w wątku - rzadko, raz na kilka tygodni przy dobrych wiatrach.
Skskskakak

Post autor: Skskskakak »

Z byłym z którym byłam 10 lat keks zawsze był stosunkowo rzadko a ostatnie 5-6 lat dosłownie raz w miesiącu, potem nawet raz na 3 miesiące. W ogóle nie miałam na niego ochoty, wolałam zrobić sobie dobrze pod corn. Wynikało to z tego, że olewal kwestie zaręczyn, oglądal się za innymi pannami i nie czułam się przy nim przez to atrakcyjna, ważna. Jak dowiedziałam się, że regularnie ogląda corn, tj przynajmniej raz w tygodniu, a nie ma ochoty ze mną na keks, to go zdradzilam i nie żałuję. Obok tego wcześniej przez dwa lata meczyły mnie jego pisanki z koleżankami po nocach, o których mówiłam że mnie to boli. Jak szlam na keks na który się umówiłam to nawet nie miałam wyrzutów sumienia. On beczał że mu na mnie zależało i potem wyzywal, jakby sam był w porządku gadając z koleżanką o seksie, ale jak do niego nie doszło tylko na rozmowach się kończyło to spoko, w jego mniemaniu był krystaliczny. Rozstaliśmy się. Odetchnęłam.
Jestem z mężem 5 rok. keks na pierwszej randce był najlepszym seksem mojego życia. Namiętny, oboje byliśmy totalnie w sobie zakochani bo widywaliśmy się w pracy. Potem keks był często, przez pierwszy rok codziennie albo i kilka razy dziennie. Potem minimum 2-3 razy w tygodniu. Mamy roczną córkę, ale nawet mimo to od razu po połogu była ochota i mimo zmęczenia mieliśmy na siebie ochotę zawsze te 2 razy w tygodniu. Teraz odżywam, więc np dziś był trzeci dzień kiedy się bzykamy. Natomiast mój mąż to z tych przy których kobieta czuje się totalnie pożądana. Jak przechodzi, klepnie mnie w pupę, jak stoję i coś kroję, potrafi podejść i wziąć mnie za piersi i pougniatać albo wsadzić palec w cipkę. Wiem, że to miłość mojego życia i że z seksem nie powinno być problemu nigdy. Nawet teraz jak to pisze to wiem, że jak wrócę spod prysznica to mam ochotę na jego penisa w mojej cipce. Sporo eksperymentujemy, anal, głębokie gardło, keks w przymierzalni na szybko, jak nie było dziecka to często jadąc gdzieś brał mnie na masce. Czasem spontanicznie popchnie mnie na ścianę i dosłownie zerżnie - uwielbiam to i nie upokaza mnie to absolutnie a kręci. Zawsze chciałam takiego związku, w którym można się pobawić seksem, a po nim z czułością przytulić i powiedzieć, że się kocha.
Skskskakak

Post autor: Skskskakak »

Skskskakak pisze: ndz gru 22, 2024 4:09 pm Z byłym z którym byłam 10 lat keks zawsze był stosunkowo rzadko a ostatnie 5-6 lat dosłownie raz w miesiącu, potem nawet raz na 3 miesiące. W ogóle nie miałam na niego ochoty, wolałam zrobić sobie dobrze pod corn. Wynikało to z tego, że olewal kwestie zaręczyn, oglądal się za innymi pannami i nie czułam się przy nim przez to atrakcyjna, ważna. Jak dowiedziałam się, że regularnie ogląda corn, tj przynajmniej raz w tygodniu, a nie ma ochoty ze mną na keks, to go zdradzilam i nie żałuję. Obok tego wcześniej przez dwa lata meczyły mnie jego pisanki z koleżankami po nocach, o których mówiłam że mnie to boli. Jak szlam na keks na który się umówiłam to nawet nie miałam wyrzutów sumienia. On beczał że mu na mnie zależało i potem wyzywal, jakby sam był w porządku gadając z koleżanką o seksie, ale jak do niego nie doszło tylko na rozmowach się kończyło to spoko, w jego mniemaniu był krystaliczny. Rozstaliśmy się. Odetchnęłam.
Jestem z mężem 5 rok. keks na pierwszej randce był najlepszym seksem mojego życia. Namiętny, oboje byliśmy totalnie w sobie zakochani bo widywaliśmy się w pracy. Potem keks był często, przez pierwszy rok codziennie albo i kilka razy dziennie. Potem minimum 2-3 razy w tygodniu. Mamy roczną córkę, ale nawet mimo to od razu po połogu była ochota i mimo zmęczenia mieliśmy na siebie ochotę zawsze te 2 razy w tygodniu. Teraz odżywam, więc np dziś był trzeci dzień kiedy się bzykamy. Natomiast mój mąż to z tych przy których kobieta czuje się totalnie pożądana. Jak przechodzi, klepnie mnie w pupę, jak stoję i coś kroję, potrafi podejść i wziąć mnie za piersi i pougniatać albo wsadzić palec w cipkę. Wiem, że to miłość mojego życia i że z seksem nie powinno być problemu nigdy. Nawet teraz jak to pisze to wiem, że jak wrócę spod prysznica to mam ochotę na jego penisa w mojej cipce. Sporo eksperymentujemy, anal, głębokie gardło, keks w przymierzalni na szybko, jak nie było dziecka to często jadąc gdzieś brał mnie na masce. Czasem spontanicznie popchnie mnie na ścianę i dosłownie zerżnie - uwielbiam to i nie upokaza mnie to absolutnie a kręci. Zawsze chciałam takiego związku, w którym można się pobawić seksem, a po nim z czułością przytulić i powiedzieć, że się kocha.
Dodam jeszcze, że przed mężem myślałam że jestem z tych kobiet które keks nieszczególnie kręci. Jest ok, ale nie miałam ochoty jakoś szczególnie. Ile odpowiedni facet jest w stanie zmienić w podejściu kobiety do siebie, do łóżkowych spraw, do poziomu wyuzdania - jestem zaskoczona. To znajomość która odkryła we mnie wiele wiele wiele.
Bebene

Post autor: Bebene »

Najczęściej tak właśnie jest że problem po prostu leży w tym że partner nas nie pociąga czy to fizycznie czy mentalnie.
Uwodzić też trzeba się nauczyć a w związku wieloletnim to już w ogóle dyscyplina jest ważna w tej kwestii.
Inaczej znudzi się jak wszystko w życiu.
LondonGirl

Post autor: LondonGirl »

W każdy weekend i w tygodniu wtedy kiedy mam ochotę. Ale weekendy w łóżku to jest to co lubię najbardziej. Jestem singielką (po rozwodzie), jestem dość po 40stce. Bezdzietna lambadziara 🫣 Mam kilku stałych kochanków, każdy to kilkuletnią znajomość typu fwb. Każdy jest przynajmniej 10 lat młodszy ode mnie. Różnica wieku kręci i mnie i ich. Wiem co lubię i dostaje dokładnie to, za każdym razem. To jest jak narkotyk. Z każdym keks jest za*ebisty ale każdy jest trochę inny, dotyk, zapach, małe detale, lubię to uczucie kiedy wiem że dziś akurat mam ochotę na kolegę X a nie Y i mam to na co miałam ochote. Przed 40stka poznałam kogoś kto totalnie otworzył mi głowę i dał bezpieczną przestrzeń na experymenty i odkrywanie siebie i sprawił że pokochałam moje ciało. Od tego czasu znajomości typu fwb pełne naprawdę dobrego seksu to jest to co lubię najbardziej. Chciałabym być jak najdłużej skrywana seksualnie, to jest siła życia ( moja przyjaciółka mówi że krew młodych kochanków dobrze mi robi ale rzeczywiście często słyszę że wyglądam dużo młodziej niż mówi metryką )
Brakk

Post autor: Brakk »

A dajcie spokój. Jestem prawie 10 lat w związku i w tym roku już prawie zapomniałam co to keks, mało tego nawet na zabawy sama ze sobą nie mam ochoty. Jestem na krążkach hormonalnych od wielu lat. Sama już nie wiem czego to kwestia, być może nieleczonej depresji, która u siebie podejrzewam już od wielu lat albo jakiejś innej choroby fizycznej. Oczywiście na początku związku potrafiłoby być po kilka razy dziennie. Boję się że straciłam bezpowrotnie te część życia.
Piipii

Post autor: Piipii »

A może znacie coś na pobudzenie libido dla kobiet? Jest coś takiego? Jakieś środki? Działają takie rzeczy w ogóle? 😁😁😁
brianaalove

Post autor: brianaalove »

Bebene pisze: pn gru 23, 2024 4:05 pm Najczęściej tak właśnie jest że problem po prostu leży w tym że partner nas nie pociąga czy to fizycznie czy mentalnie.
Uwodzić też trzeba się nauczyć a w związku wieloletnim to już w ogóle dyscyplina jest ważna w tej kwestii.
Inaczej znudzi się jak wszystko w życiu.
Mnie partner pociąga fizycznie. Podoba mi się. Jest przystojny, wysoki. Ale nie pociąga mnie sposób w jaki się do tego zabiera, bo robi to tak... nie wiem, tak po prostu. Tak nudno, jakby mnie prosił do tańca na dyskotece szkolnej. To ja się bardziej nakręcam by cos poczuć. Oczywiście keks raz na miesiąc. Przez to, ze jest rzadko, to jest krotko (jak było częściej było normalnie). Nasz najlepszy keks był na wyjezdzie w hotelu pod prysznicem, gdy oboje byliśmy lekko pijani, właśnie wróciliśmy z randki. Bez planowania. Były takie emocje, ze samo się stało. Wtedy w ogóle zrozumiałam o co chodzi z tym seksem i czemu ludzie tak na to czekają.
Farma

Post autor: Farma »

Jesteśmy razem prawie 3 lata. keks jest super, kilka razy w tygodniu, mąż mnie bardzo pożąda i ja jego też. Chciałabym częściej uprawiać anal, chociaż troszeczkę boję się, bo raz się zdarzyło, że później zauważyłam kilka kropli krwi… niby nic takiego, nie czułam większego bólu, ale mam trochę paranoję że coś się stanie