autor: AriadnaMaj » pn lis 25, 2024 11:57 pm
Z obecnym chłopakiem jestem 3 lata i seksu nigdy za dużo nie było (raz na miesiąc), a obecnie to już idziemy na rekord (brak od 3 miesięcy). On się kladzie spać i tyle. Dla niego ogladanie razem filmu oznacza, że ciiii i oglądamy od deski do deski. Nic się nie dzieje. Tak jak są te języki miłości, tak wierzę w coś na wzór języków seksu. Moim językiem jest poczucie, że jestem pożądana i piękna. Jak bylam z facetem, który mnie komplementował, prosił o taniec dla siebie (jestem zawodową tancerką) i czułam, że uwielbia moje ciało i jestem dla niego tak piekna, że nie wytrzyma, żeby mnie nie dotknąć, to byłam zawsze chętna. Po prostu czułam tę gęstą atmosferę. Jak jestem z kimś, kto po prostu siedzi obok, to mi się nie chce. Mimo że mój obecny partner jest bardzo przystojny. No ale z nim nie ma spontaniczności, nie ma napięcia. Nie ma, bo jest ochota. Jest jak się akurat tak wydarzy, że jest cały dzień miło, nie jest zmęczony, taki, owaki. To przyjdzie i powie, że czeka w łóżku na mnie, ja przyjdę i coś będzie. Ale czasem nawet nie przychodzę, bo mi się nie chce, nie czuję się zachęcona. A sama nie proponuję już raczej, bo parę razy się odstawiłam i coś próbowałam, ale on był zmęczony albo nie mial nastroju, bo się wczoraj pokłóciliśmy o kota albo o garnek, czyli o głupoty. Może to dziecinne, ale dla mnie takie odrzucenie jest upokarzające i już nie mam ochoty próbować. Pewnie się rozstaniemy, mimo że w innych sprawach wszystko super. Oczywiście rozmowy były, on przekonuje, że chciałby więcej. Problem jest taki, że oboje chcemy, ale nie umiemy chyba sobie dać tego w taki sposób jak każde z nas chce.
Z obecnym chłopakiem jestem 3 lata i seksu nigdy za dużo nie było (raz na miesiąc), a obecnie to już idziemy na rekord (brak od 3 miesięcy). On się kladzie spać i tyle. Dla niego ogladanie razem filmu oznacza, że ciiii i oglądamy od deski do deski. Nic się nie dzieje. Tak jak są te języki miłości, tak wierzę w coś na wzór języków seksu. Moim językiem jest poczucie, że jestem pożądana i piękna. Jak bylam z facetem, który mnie komplementował, prosił o taniec dla siebie (jestem zawodową tancerką) i czułam, że uwielbia moje ciało i jestem dla niego tak piekna, że nie wytrzyma, żeby mnie nie dotknąć, to byłam zawsze chętna. Po prostu czułam tę gęstą atmosferę. Jak jestem z kimś, kto po prostu siedzi obok, to mi się nie chce. Mimo że mój obecny partner jest bardzo przystojny. No ale z nim nie ma spontaniczności, nie ma napięcia. Nie ma, bo jest ochota. Jest jak się akurat tak wydarzy, że jest cały dzień miło, nie jest zmęczony, taki, owaki. To przyjdzie i powie, że czeka w łóżku na mnie, ja przyjdę i coś będzie. Ale czasem nawet nie przychodzę, bo mi się nie chce, nie czuję się zachęcona. A sama nie proponuję już raczej, bo parę razy się odstawiłam i coś próbowałam, ale on był zmęczony albo nie mial nastroju, bo się wczoraj pokłóciliśmy o kota albo o garnek, czyli o głupoty. Może to dziecinne, ale dla mnie takie odrzucenie jest upokarzające i już nie mam ochoty próbować. Pewnie się rozstaniemy, mimo że w innych sprawach wszystko super. Oczywiście rozmowy były, on przekonuje, że chciałby więcej. Problem jest taki, że oboje chcemy, ale nie umiemy chyba sobie dać tego w taki sposób jak każde z nas chce.