Tak! Ewentualnie jak chcesz się dowiedzieć czegoś w danym wątku i ktoś odpowiada, że ten temat był omawiany 2137 stron temu xd
Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry- gunernialne
- Currently:Dominicana
- Posty: 1730
- Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm
Re: Niepopularne opinie o życiu
Przekazuję się w spadku ziemi, by wyrosnąć z trawy, którą kocham,
Jeśli zechcecie mnie znowu, szukajcie mnie pod podeszwą buta
Jeśli zechcecie mnie znowu, szukajcie mnie pod podeszwą buta
Zgadzam się. Dodam jeszcze że uważam, że przed zakwalifikowaniem do operacji jeśli nie ma pacjent faktycznie wyraźnych deformacji, to powinna być obowiązkowa konsultacja z psychiatrą lub psychologiem aby nie było tak, że operacjami leczy się zaburzone widzenie swojego ciała.
I nie zgadzam się z tym, że dorosły człowiek to powinien móc ze swoim ciałem robić co chce (operacje plastyczne ale też dotyczy to tranzycji) bo ludzie dorośli też miewają zaburzenia psychiczne które utrudniają im postrzeganie i w pełni świadome podejmowanie decyzji. A medycyna powinna leczyć a nie pogłębiać zaburzenia.
Kto jest w cyrku ten się nie śmieje
Nie powiem nic odkrywczego, ale... moda się zmienia, ze skrajności w skrajność i jestem pewna, że za chwilę ludziom znudzi się minimalizm, clean girl i znowu będziemy mieli krzykliwe kolory, printy i nadruki. Rzeczy w sieciówkach zawsze były robione na jedno kopyto - pamiętam czasy, jak były modne poszarpane dżinsy i nigdzie, ale to nigdzie nie mogłam znaleźć "całych" spodni. Ja z kolei jestem własnie dość basicowa: nie lubię nadruków, wzorów, wybieram wszystko w jednolitych, stonowanych kolorach. Doceniam, że nie muszę już spędzać długich godzin w galerii, by znaleźć prosty, biały t-shirt bez napisów, bez cekinów, guziczków i innych niepotrzebnych akcesoriów.marta bigl pisze: ↑sob sty 17, 2026 2:43 am Uważam, że moda w ostatnich latach jest okrutnie nudna. Minimalizm zaszedł za daleko, ubrania w sieciówkach są w większości basicowe i robione na jedno kopyto i żeby znaleźć coś ciekawego trzeba naprawdę dobrze poszukać. Trend clean girl jest nijaki, jedyne co z niego lubię to skincare XDD Moda zaliczyła regres, według mnie najlepsze czasy to były lata 2000, dla wielu kicz, jednak to był mix wielu estetyk. Ciuchy nie były basicowe, miały pełno ciekawych nadruków, haftów, błyskotek czy innych dupereli, a ludzie nie bali się eksperymentować. Lata 2010 też były o wiele ciekawsze niż czasy współczesne pod tym względem, w tym często wspominany ostatnio na tik toku rok 2016. To samo makijaże. Dzisiejszy modny make up również jest do bólu minimalistyczny, po prostu nudny.
Myślę, że ogólnie nie warto podążać za modą tylko za tym, co się nam faktycznie podoba. Sama noszę skinny jeansy, ignoruję to, że panuje na nie wszędzie hejt. Hot take: nie każdy dobrze wygląda w szerokich spodniach, oczywiście, wszystko jest kwestią stylizacji, ale jak sama kiedyś takie z ciekawości przymierzyłam, to przy moim niskim wzroście wyglądałam jak jakiś karakan + patrząc, jak dziewczyny poprawiają je co chwila, nie uwierzę, że jest im w nich wygodnie. Do tego noszę makijaż się jak we wspomnianym przez ciebie 2016 i świat się od tego nie zawalił.
A ludzie nadal eksperymentują! Często widuję na ulicach gotów, punków, dziewczyny w pięknych, hipisowskich spódnicach, z wiankami we włosach, z odważnym makijażem. Możemy sobie narzekać na modę, tak jak w latach 2000 nasi rodzice narzekali na kicz i dżinsy biodrówki, tak jak nasi dziadkowie narzekali na flanelowe koszule i glany, a pradziadkowie na lakier we włosach i kolorowe cienie na powiekach. Za 10 lat dziewczyny noszące dzisiaj mikroskopijne torebeczki i szerokie spodnie będą się zastanawiać "jak ja mogłam się tak ubierać?" Taka jest po prostu moda:)
i am a god
Poprawność polityczna zabija dyskusję, a nadmierne skakanie retoryczne, aby nikogo nie urazić powoduje, że rozmowy stają się puste i tracimy możliwość rozwijania się poprzez wymianę poglądów z osobami o poglądach odmiennych.
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1719
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Moim zdaniem ludzie na pewnym etapie życia dobierają sobie znajomych po tym, co ci ludzie sobą ogólnie reprezentują. Nie chodzi o finanse, choć jeśli ktoś jest zaradny, to pewnie jest też ogarnięty życiowo. Ale też po obyciu, kulturze osobistej lub jej braku, otwarości lub jej braku, ogładzie lub jej braku. Leci swój do swego. Mowa o bliższych znajomościach, a nie cześć - cześć. Wyjątki zdarzają się rzadko, np. gdy ktoś ma super poczucie humoru czy osobowość. Dlatego jeśli ktoś dojrzeje, dokształci się czy zmieni priorytety to czasem czuje się obco wśród dawnych znajomych, którzy zostali tam gdzie byli.Honoratalo pisze: ↑sob sty 17, 2026 10:54 am Może zależy jakie masz środowisko. Z kolei ja widzę , że w bogatszym środowisku bardziej patrzą na kasę niektórzy i nie kolegują się z sympatii a z układów jakie da im ta relacja. O ile sama rozumiem, że nie koleguje się z kimś kto nie ma dobrych nawyków, o tyle rozumiem różne statusy poziomu dorabiania i dla mnie nie jest to wyznacznik szacunku do człowieka. O tyle wiele razy obserwowałam jak ludzie potrafią wchodzić w tyłek bo uważają że ktoś ma dużo kasy co było przykre.
Co relacji to zależy od wykształcenia i pracowitości moim zdaniem. Osoby pracowite czy wykształcone i pnące się po swojej ścieżce kariery raczej dążą do niezależności. Ale owszem sporo jest takich ludzi pasożytów w społeczeństwie którzy uwisna na partnerze: a to chłop znajduje sobie partnerkę by robiła za mamusię, a to kobieta faceta bo widzi w nim finanse.
No tak tam gdzie można mi dokopać tam zawsze jesteś Ty, rzekaRzeka.chaosu pisze: ↑sob sty 17, 2026 9:47 pm Moim zdaniem ludzie na pewnym etapie życia dobierają sobie znajomych po tym, co ci ludzie sobą ogólnie reprezentują. Nie chodzi o finanse, choć jeśli ktoś jest zaradny, to pewnie jest też ogarnięty życiowo. Ale też po obyciu, kulturze osobistej lub jej braku, otwarości lub jej braku, ogładzie lub jej braku. Leci swój do swego. Mowa o bliższych znajomościach, a nie cześć - cześć. Wyjątki zdarzają się rzadko, np. gdy ktoś ma super poczucie humoru czy osobowość. Dlatego jeśli ktoś dojrzeje, dokształci się czy zmieni priorytety to czasem czuje się obco wśród dawnych znajomych, którzy zostali tam gdzie byli.
-
Honoratalo
- BlondDoczep
- Posty: 143
- Rejestracja: sob wrz 20, 2025 2:46 pm
Pięknie ujęte.Rzeka.chaosu pisze: ↑sob sty 17, 2026 9:47 pm Moim zdaniem ludzie na pewnym etapie życia dobierają sobie znajomych po tym, co ci ludzie sobą ogólnie reprezentują. Nie chodzi o finanse, choć jeśli ktoś jest zaradny, to pewnie jest też ogarnięty życiowo. Ale też po obyciu, kulturze osobistej lub jej braku, otwarości lub jej braku, ogładzie lub jej braku. Leci swój do swego. Mowa o bliższych znajomościach, a nie cześć - cześć. Wyjątki zdarzają się rzadko, np. gdy ktoś ma super poczucie humoru czy osobowość. Dlatego jeśli ktoś dojrzeje, dokształci się czy zmieni priorytety to czasem czuje się obco wśród dawnych znajomych, którzy zostali tam gdzie byli.
Co do mody i trendów, obecnego clean girl i basiców - to jest ściśle związane wbrew pozorom z sytuacją ekonomiczno-polityczną. Jesteśmy światowo skręceni w prawo: konserwatywne wartości, do tego kryzys gospodarczy, więc musi być "uniwersalniej".
Wbrew temu co napisze niżej, jestem Polką i uważam, że Polacy mają kilka fajnych cech, ale:
1. Uważam, że Polacy są mega brudnym narodem. Mam na myśli to, że ludzie się nie myją i ok, mogą się wypachnieć, wypsikać wodą kolońską czy założyć czystą koszulę do lekarza, ale po prostu ten brud jest "wżarty" w skórę, bo myją się raz na tydzień
2. Najlepszą metodą współpracy z nami jest niestety zamordyzm i kij, a nie marchewka + ciągła kontrola. Mówię to jako osoba, która przez kilka lat swoim podwładnym w korpo dawała "ludzkie traktowanie" czyli np. pozwalałam czytać gdy robota jest zrobiona czy pisać pracę magisterską. Kończyło się tak, że prędzej czy później, albo praca nie była wykonywana, albo była wykonywana po łebkach byle by móc zająć się "rozrywką". Szczególni niestety dostrzegam to w Gen Z, bo starsi mieli jakieś poczucie obowiązku i wstydu. Po prostu nie jesteśmy nauczeni partnerskiego traktowania
3. Jedyne, co powstrzymuje Polaków przed nie byciem przemocowymi kutasami względem siebie jest albo strach, albo podziw. Generalnie mamy w genach przemoc wobec siebie: to jak jesteś traktowany gdy jedziesz "kobietkowym" samochodem (i ta zmiana podejścia, gdy z takiego auta wychodzi wielki młody chłop), gdy jesteś młodą laską zbierasz w losowych miejscach: a to, że źle chodnikiem idziesz, a to, że stoisz nie tu gdzie trzeba w autobusie...A jak jesteś dzieckiem to już w ogóle: jak mama wyśle do warzywniaka to wiadomo, że wepchną ci najstarszą marchewkę, dostaniesz zjebę że nie chcesz ustąpić w tramwaju mimo, że miałeś ciężki dzień w szkole. Nie ma znaczenia czy starsza kobieta, młody mężczyzna - dosra ci kto może. Sytuacja zmienia się gdy jeździsz drogim samochodem - wtedy możesz lecieć ludziom po lusterkach, możesz jechać 250km/h, możesz zastawić wjazd do szpitala czy zaparkować w poprzek zajmując 5 miejsc. Jak jesteś względnie młodym, umięśnionym mężczyzną, nie grozi ci też nic.
A Z INNEJ KATEGORII:
4. Uważam, że słuszna jest sprzedaż energoli po 18+ roku życia i powinna być dużo solidniej egzekwowana a nie tak wyśmiewana. Są koszmarnie szkodliwe, dzieciaki w wieku licealnym mają serca jak starcy albo pigularze, do tego też uzależniają. To taka sama luka w prawie jak kiedyś dopalacze
Wbrew temu co napisze niżej, jestem Polką i uważam, że Polacy mają kilka fajnych cech, ale:
1. Uważam, że Polacy są mega brudnym narodem. Mam na myśli to, że ludzie się nie myją i ok, mogą się wypachnieć, wypsikać wodą kolońską czy założyć czystą koszulę do lekarza, ale po prostu ten brud jest "wżarty" w skórę, bo myją się raz na tydzień
2. Najlepszą metodą współpracy z nami jest niestety zamordyzm i kij, a nie marchewka + ciągła kontrola. Mówię to jako osoba, która przez kilka lat swoim podwładnym w korpo dawała "ludzkie traktowanie" czyli np. pozwalałam czytać gdy robota jest zrobiona czy pisać pracę magisterską. Kończyło się tak, że prędzej czy później, albo praca nie była wykonywana, albo była wykonywana po łebkach byle by móc zająć się "rozrywką". Szczególni niestety dostrzegam to w Gen Z, bo starsi mieli jakieś poczucie obowiązku i wstydu. Po prostu nie jesteśmy nauczeni partnerskiego traktowania
3. Jedyne, co powstrzymuje Polaków przed nie byciem przemocowymi kutasami względem siebie jest albo strach, albo podziw. Generalnie mamy w genach przemoc wobec siebie: to jak jesteś traktowany gdy jedziesz "kobietkowym" samochodem (i ta zmiana podejścia, gdy z takiego auta wychodzi wielki młody chłop), gdy jesteś młodą laską zbierasz w losowych miejscach: a to, że źle chodnikiem idziesz, a to, że stoisz nie tu gdzie trzeba w autobusie...A jak jesteś dzieckiem to już w ogóle: jak mama wyśle do warzywniaka to wiadomo, że wepchną ci najstarszą marchewkę, dostaniesz zjebę że nie chcesz ustąpić w tramwaju mimo, że miałeś ciężki dzień w szkole. Nie ma znaczenia czy starsza kobieta, młody mężczyzna - dosra ci kto może. Sytuacja zmienia się gdy jeździsz drogim samochodem - wtedy możesz lecieć ludziom po lusterkach, możesz jechać 250km/h, możesz zastawić wjazd do szpitala czy zaparkować w poprzek zajmując 5 miejsc. Jak jesteś względnie młodym, umięśnionym mężczyzną, nie grozi ci też nic.
A Z INNEJ KATEGORII:
4. Uważam, że słuszna jest sprzedaż energoli po 18+ roku życia i powinna być dużo solidniej egzekwowana a nie tak wyśmiewana. Są koszmarnie szkodliwe, dzieciaki w wieku licealnym mają serca jak starcy albo pigularze, do tego też uzależniają. To taka sama luka w prawie jak kiedyś dopalacze
Albo kijku w czterech literachRzeka.chaosu pisze: ↑sob sty 17, 2026 9:47 pm Moim zdaniem ludzie na pewnym etapie życia dobierają sobie znajomych po tym, co ci ludzie sobą ogólnie reprezentują. Nie chodzi o finanse, choć jeśli ktoś jest zaradny, to pewnie jest też ogarnięty życiowo. Ale też po obyciu, kulturze osobistej lub jej braku, otwarości lub jej braku, ogładzie lub jej braku. Leci swój do swego. Mowa o bliższych znajomościach, a nie cześć - cześć. Wyjątki zdarzają się rzadko, np. gdy ktoś ma super poczucie humoru czy osobowość. Dlatego jeśli ktoś dojrzeje, dokształci się czy zmieni priorytety to czasem czuje się obco wśród dawnych znajomych, którzy zostali tam gdzie byli.
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1719
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
-
ballerinacappuccina
- Skarpeta Rakieta
- Posty: 86
- Rejestracja: pt kwie 25, 2025 11:53 am
Rany, ktoś w końcu napisał, co sama czuję. To ze mnie zawsze robiono arystokratkę czyścioszkę, bo codziennie prysznic, mycie rąk od razu po wejściu do domu/po toalecie/przed posiłkiem, codziennie zmienianie ubrań. Jak byłam dzieckiem, w wigilię miałam mały wypadek przy kąpieli - rozwalona głowa, rodzice zawieźli mnie na pogotowie i lekarze w szoku, że "po co dziecko kąpać w święta? trzeba bylo kąpać przed świętami!" (WTF?). U mnie w pracy niektórzy chodzą dzień w dzień w tej samej koszuli - to nie tak, że mają kilka takich samych koszul, tylko że jak w poniedziałek kolega pobrudził sobie rękaw przy obiedzie, tak chodził z tym zaschniętym sosem do piątku. Jednoczesnie dostrzegam pewną sprzeczność u koleżanek, które chodzą wyperfumowane, z doklejonymi pazurami, perfekcyjnym makijażem, ale włosy związują w koka myśląc, że nikt nie zauważy, że nie myły ich od kilku dni, rąk po toalecie też nie umyją, za to wychodząc z kibla, od razu wyciągają puderniczkę.
Odważnie, ostatnio jak ktoś napisał tu coś podobnego to zleciały się zetki płaczące, że one zmieniają świat i nie dadzą sobą poniewieraćterrible pisze: ↑sob sty 17, 2026 9:59 pm 2. Najlepszą metodą współpracy z nami jest niestety zamordyzm i kij, a nie marchewka + ciągła kontrola. Mówię to jako osoba, która przez kilka lat swoim podwładnym w korpo dawała "ludzkie traktowanie" czyli np. pozwalałam czytać gdy robota jest zrobiona czy pisać pracę magisterską. Kończyło się tak, że prędzej czy później, albo praca nie była wykonywana, albo była wykonywana po łebkach byle by móc zająć się "rozrywką". Szczególni niestety dostrzegam to w Gen Z, bo starsi mieli jakieś poczucie obowiązku i wstydu. Po prostu nie jesteśmy nauczeni partnerskiego
i am a god
-
duppajasio
- Koczkodan
- Posty: 107
- Rejestracja: pn cze 17, 2024 4:53 pm
Jest sto razy lepiej niż kilkanaście lat temu. Wiadomo, że było biedniej, ale jak długo da się tłumaczyć biedą to, że dorosły, pracujący facet nosi jedne dżinsy aż z niebieskich się zrobią szare, warstwy brudu na szyi, włosy takie, że frytki smażyć, do tego smród fajurów. Dzisiaj przeciętny bezdomny mężczyzna jest schludniejszy od niejednego pracującego przeciętniaka z początku lat zerowych. Wtedy ludziom się bardzo nie chciało, zwłaszcza facetom. Ale w domach mieli porządek, bo im mama sprzątała. Oczywiście kobiety też miały swoje za paznokciami.ballerinacappuccina pisze: ↑sob sty 17, 2026 10:21 pm Rany, ktoś w końcu napisał, co sama czuję. To ze mnie zawsze robiono arystokratkę czyścioszkę, bo codziennie prysznic, mycie rąk od razu po wejściu do domu/po toalecie/przed posiłkiem, codziennie zmienianie ubrań. Jak byłam dzieckiem, w wigilię miałam mały wypadek przy kąpieli - rozwalona głowa, rodzice zawieźli mnie na pogotowie i lekarze w szoku, że "po co dziecko kąpać w święta? trzeba bylo kąpać przed świętami!" (WTF?). U mnie w pracy niektórzy chodzą dzień w dzień w tej samej koszuli - to nie tak, że mają kilka takich samych koszul, tylko że jak w poniedziałek kolega pobrudził sobie rękaw przy obiedzie, tak chodził z tym zaschniętym sosem do piątku. Jednoczesnie dostrzegam pewną sprzeczność u koleżanek, które chodzą wyperfumowane, z doklejonymi pazurami, perfekcyjnym makijażem, ale włosy związują w koka myśląc, że nikt nie zauważy, że nie myły ich od kilku dni, rąk po toalecie też nie umyją, za to wychodząc z kibla, od razu wyciągają puderniczkę.
-
malloryknox
- Mokra Włoszka
- Posty: 64
- Rejestracja: ndz paź 05, 2025 2:15 pm
Tak jak moda zatacza koło - kiedyś kicz, później basic i clean girl, później znowu kicz i tak w kółko - tak w tym aspekcie też tak będzie. Dzisiejsze pokolenie też kiedyś będzie czyimiś przełożonymi, managerami i szefami. Sami będąc niezdyscyplinowani poczują na własnej skórze, czym jest brak kontroli i autorytetów. Dzisiejszy model partnerski, którym szczycą się nowoczesne korporacje de facto nie ma nic wspólnego z partnerstwem. Bo taki model powinien działać w dwie strony - pracodawca idzie pracownikowi na rękę, a on nie wykorzystuje tego i nie osiada na laurach, tylko robi to, co do niego należy - pracuje.terrible pisze: ↑sob sty 17, 2026 9:59 pm 2. Najlepszą metodą współpracy z nami jest niestety zamordyzm i kij, a nie marchewka + ciągła kontrola. Mówię to jako osoba, która przez kilka lat swoim podwładnym w korpo dawała "ludzkie traktowanie" czyli np. pozwalałam czytać gdy robota jest zrobiona czy pisać pracę magisterską. Kończyło się tak, że prędzej czy później, albo praca nie była wykonywana, albo była wykonywana po łebkach byle by móc zająć się "rozrywką". Szczególni niestety dostrzegam to w Gen Z, bo starsi mieli jakieś poczucie obowiązku i wstydu. Po prostu nie jesteśmy nauczeni partnerskiego traktowania
Nie wiem, jak jest za granicą, ale w Polsce wielu ma w genach kombinowanie i cwaniactwo, co wykorzystuje w takich właśnie sytuacjach. Pracowałam w środowisku, gdzie szef był mega cool fajnym ziomkiem, co pozwalał ludziom na zbyt wiele, to weszli mu na głowę i koleś poleciał, bo dawał podwładnym tyle luzu, że w końcu coś musiało się nie udać. Obecnie moja szefowa jest prawdziwą profesjonalistką, która wiele wymaga od pracowników, ale kiedy trzeba, to idzie na rękę i ludzie czują do niej taki respekt, że nikomu ani się śni to wykorzystywać. Prawda jest taka, że to, co jest uczciwą pracą, dzisiejsze pokolenie nazywa zamordyzmem, a w praktyce jest to korzystne zarówno dla pracodawcy, jak i dla pracownika. Tylko że do tego wniosku niestety trzeba dorosnąć.
No miały być niepopularne opinie, to są ;p
Może tylko się wybronię: nie przeprowadziłam jakichś badań socjologicznych, to po prostu moje doświadczenie z nimi + uważam, że w życiu zawodowym zawdzięczamy zetkom wspaniałe rzeczy, typu nacisk na work-life balance, stawianie na 1 miejscu siebie, kwestionowanie autorytetów i statusu quo. Ale mam po prostu wrażenie że poszło to w drugą skrajność, czyli oburzenie że ktoś wymaga od nich tego, do czego się zobowiązywali w umowie w zamian za pieniądze ;) No i wiadomo, "nie mam przestrzeni" / "to jest toksyczne" / "stawiam granice"/"jestem przebodźcowana/y"... Moja próba badawcza wynosi kilkanaście osob, więc nie wiem czy mogę to przenieść na całą populację ;p
ALE WCIĄŻ dużo łatwiej i lepiej niż z boomerami, którzy wszystko wiedzą najlepiej i "oni tak robią od zawsze więc nikt nie będzie im mówił jak mają to robić" + naprawdę ogromna dawka passive agressive.
- gunernialne
- Currently:Dominicana
- Posty: 1730
- Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm
Jeśli w rozmowie o książkach ktoś wymienia jako swoją ulubioną "Małego księcia" to znak, że najprawdopodobniej nie przeczytał ani tej, ani raczej żadnej innej książki.
"Mały książę" należy do fejsbukowych matek, które dodają z niego cytaty myśląc, że jest to takie głębokie i tam powinien zostać xd
"Mały książę" należy do fejsbukowych matek, które dodają z niego cytaty myśląc, że jest to takie głębokie i tam powinien zostać xd
Przekazuję się w spadku ziemi, by wyrosnąć z trawy, którą kocham,
Jeśli zechcecie mnie znowu, szukajcie mnie pod podeszwą buta
Jeśli zechcecie mnie znowu, szukajcie mnie pod podeszwą buta
O jak ja się z Tobą zgadzam w tym, co napisałaś. Jestem już takim wyjadaczem na rynku pracy, że przechodziłam dokładnie przez różne typy szefostwa i, co za tym idzie, przeróżnych pracowników. Jeden wniosek wyciągnęłam. Szef musi mieć ludzką twarz, ale przede wszystkim ma wzbudzać respekt, nie strach, ale respekt. Kolegowanie się jest po robocie. W pracy są obowiązki do wykonania, a po ich zrobieniu czas, żeby odetchnąć. Wszyscy tu szafują szufladkowaniem milenialsi, Z-et, itd. Ja jestem tym pierwszym, gdzie tuż po studiach praca w korpo ponad siły i godziny była powodem do dumy. Do czego to prowadziło? Do wypalenia i obrzydzenia sobie roboty. Po około 20 latach na rynku pracy powiedziałam sobie, że nigdy nie będę pracować w miejscu, do którego nie lubię chodzić i tego się trzymam, a mimo tego jeszcze teraz słyszę, że praca nie jest od tego, żeby ją lubić, tylko żeby zarabiać. W życiu! Spędzam tam 160-180 godzin miesięcznie i ja mam tego nie lubić? Mam nie lubić ludzi, z którymi pracuję, albo ciągle znosić opresyjnego szefa psychopatę przykładowo? Nie. Wybiorę firmę, gdzie być może mniej zarobię, ale bycie w której mnie cieszy. I nie ma to nic wspólnego z lenistwem, bo jeżeli mam super przełożonego, to chcę się odwdzięczyć tym samym- podobnie traktuję ludzi, którzy ze mną pracują. Nie generalizuję, że Zetki to np. lenie, bo mam różne doświadczenia- kiedyś usłyszałam od stażystki, którą poprosiłam o pomoc w projekcie, że ona tego nie zrobi, bo nie po to kończyła studia, żeby teraz wycinać coś nożyczkami. Z kolei inna była tytanem pracy, szybkości, chciała się rozwijać- studiowała, w pracy dawała z siebie wszystko, prywatnie próbowała rozwinąć swój biznes na insta, a prócz tego mieszkała sama i nie wyciągała łapy po kasę do rodziny, chociaż mogła. Miała raptem 22 lata. Są 40 letnie lenie i nieroby i są super pracowici 20 latkowie, i odwrotnie. A co do szefowania. Szefem nie powinien być ten, kto merytorycznie jest najbardziej kompetentny i doświadczony, ale ten kto ma największą wiedzę o ludziach i umiejętność kierowania ludźmi.malloryknox pisze: ↑sob sty 17, 2026 10:34 pm Tak jak moda zatacza koło - kiedyś kicz, później basic i clean girl, później znowu kicz i tak w kółko - tak w tym aspekcie też tak będzie. Dzisiejsze pokolenie też kiedyś będzie czyimiś przełożonymi, managerami i szefami. Sami będąc niezdyscyplinowani poczują na własnej skórze, czym jest brak kontroli i autorytetów. Dzisiejszy model partnerski, którym szczycą się nowoczesne korporacje de facto nie ma nic wspólnego z partnerstwem. Bo taki model powinien działać w dwie strony - pracodawca idzie pracownikowi na rękę, a on nie wykorzystuje tego i nie osiada na laurach, tylko robi to, co do niego należy - pracuje.
Nie wiem, jak jest za granicą, ale w Polsce wielu ma w genach kombinowanie i cwaniactwo, co wykorzystuje w takich właśnie sytuacjach. Pracowałam w środowisku, gdzie szef był mega cool fajnym ziomkiem, co pozwalał ludziom na zbyt wiele, to weszli mu na głowę i koleś poleciał, bo dawał podwładnym tyle luzu, że w końcu coś musiało się nie udać. Obecnie moja szefowa jest prawdziwą profesjonalistką, która wiele wymaga od pracowników, ale kiedy trzeba, to idzie na rękę i ludzie czują do niej taki respekt, że nikomu ani się śni to wykorzystywać. Prawda jest taka, że to, co jest uczciwą pracą, dzisiejsze pokolenie nazywa zamordyzmem, a w praktyce jest to korzystne zarówno dla pracodawcy, jak i dla pracownika. Tylko że do tego wniosku niestety trzeba dorosnąć.
-
marta bigl
- Bagietka z szarlott
- Posty: 163
- Rejestracja: pt sie 23, 2024 3:02 pm
Jak już przy tym temacie jesteśmy to ogólnie mam prośbę
https://www.naszademokracja.pl/petition ... tii-brauna
Polecam podpisać ten apel o delegalizację jego partii
Żałosne są kobiety 55+ na fb czy instagramie, które w komentarzach dodają swoje selfie twierdzą, że nie mają ani jednej zmarszczki a ludzie dają i max 40 latlalisa pisze: ↑śr sty 14, 2026 11:36 am W każdej z nas są dwa wilki![]()
A tak serio to nie wyklucza się to. Grażynki mogą narzekać na swój wygląd, ale i tak będą pisały komentarze, że Dowborowa jest pomarszczona, a one mają zero zmarszczek. Ten tekst "mam 40 lat i wciąż pytają mnie o dowód" to klasyk komentarzy na Pudelku pod każdym artykułem o młodej dziewczynie, która zdaniem komentatorek wygląda staro (np. Roksana Węgiel).
Z drugiej strony zauważyłam, że jak kobieta mówi np. "mam 35 lat", to ludzie mają potrzebę powiedzenia "nie wyglądasz!", nawet jak to nieprawda i tak jakby ten wiek był jakąś obrazą. Moja mama wygląda na swój wiek, a nawet prawdę mówiąc starzej, bo otyłość postarza. Natomiast ona sama uważa, że wygląda młodziej i jako wyglądającą starzej od siebie wskazuje swoją koleżankę, która faktycznie może ma więcej zmarszczek wokół oczu, ale ogólnie wygląda super, jest wysoką, atrakcyjną kobietą pomimo wieku. Więc czasem to po prostu kwestia zazdrości. Ale nie ma nic żałośniejszego niż starsza kobieta, która siedzi przy młodych i oczekuje, że będą piać z zachwytu nad jej młodym wyglądem i nie dowierzać, że ma 35/45/55 lat. Miałam taką w pracy i jak kiedyś powiedziała, że ona wie, że nie widać różnicy wieku między nami (wówczas ja 23, ona 38), to myślałam, że yebnę.
No i klasyk, 30+ łatki które są wiecznie proszone o pokazanie dowodu. Też mnie kiedyś młody chłopak w Żabce zapytał (miałam 30 lat), ale widać było że po prostu zrobił to żeby sprawić mi radość, był po prostu mega miły i czarujący.
Kurde, mam 37 karni na tyle wyglądam. Co w tym złego?
Dlaczego tych czasach wyglądanie na tyle ile się ma jest uznawane za zaniedbanie?
-
Honoratalo
- BlondDoczep
- Posty: 143
- Rejestracja: sob wrz 20, 2025 2:46 pm
Jest coś takiego we współczesnej medycynie jak wiek biologiczny i on jest namacalnie realniejszym wyznacznikiem wieku niż pesel.Pilu pisze: ↑ndz sty 18, 2026 12:11 pm Żałosne są kobiety 55+ na fb czy instagramie, które w komentarzach dodają swoje selfie twierdzą, że nie mają ani jednej zmarszczki a ludzie dają i max 40 latGirl….
No i klasyk, 30+ łatki które są wiecznie proszone o pokazanie dowodu. Też mnie kiedyś młody chłopak w Żabce zapytał (miałam 30 lat), ale widać było że po prostu zrobił to żeby sprawić mi radość, był po prostu mega miły i czarujący.
Kurde, mam 37 karni na tyle wyglądam. Co w tym złego?
Dlaczego tych czasach wyglądanie na tyle ile się ma jest uznawane za zaniedbanie?
Dobrze, że się to nagłaśnia bo wiek metaboliczny zależy od naszych nawyków.
Ja mam 16 wiek biologiczny ale uwierz, nie wyglądamHonoratalo pisze: ↑ndz sty 18, 2026 1:53 pm Jest coś takiego we współczesnej medycynie jak wiek biologiczny i on jest namacalnie realniejszym wyznacznikiem wieku niż pesel.
Dobrze, że się to nagłaśnia bo wiek metaboliczny zależy od naszych nawyków.
Zgadzam się i w 100% podpisuje. Jestem po 30 i wciąż mam kilku znajomych z liceum i mówiąc szczerze, odwalam z nimi spotkania na siłę raz lub dwa w roku i pomiędzy nie utrzymuję kontaktu. Mam wrażenie, ze kilka z tych osób zatrzymały się mentalnie w wieku 18 lat i ciągle rzucają żartami w stylu "pen*s i cycki, haha picie alkoholu na ławce w parku i imprezki do porzygu haha", do tego wiecznie wracają do jakichś żenujących sytuacji z przeszłości i odgrzewają w kółko tego samego kotleta. I ja np uważam, ze o ile kiedyś rzeczywiście mieliśmy fajny kontakt, tak teraz nic mnie już z tymi ludźmi nie łączy, nie mamy wspólnych tematów, zainteresowań, nie mamy nawet nowych wspomnień i dlatego w koło grzejemy sytuacje sprzed ponad 10 lat xd Ja się czuję bardzo obco wśród tych ludzi, bo mówiąc szczerze, oni kompletnie mnie już nie znają, mam wrażenie, ze nie wiedzą nawet jakie mam obecnie hobby xdRzeka.chaosu pisze: ↑sob sty 17, 2026 9:47 pm Moim zdaniem ludzie na pewnym etapie życia dobierają sobie znajomych po tym, co ci ludzie sobą ogólnie reprezentują. Nie chodzi o finanse, choć jeśli ktoś jest zaradny, to pewnie jest też ogarnięty życiowo. Ale też po obyciu, kulturze osobistej lub jej braku, otwarości lub jej braku, ogładzie lub jej braku. Leci swój do swego. Mowa o bliższych znajomościach, a nie cześć - cześć. Wyjątki zdarzają się rzadko, np. gdy ktoś ma super poczucie humoru czy osobowość. Dlatego jeśli ktoś dojrzeje, dokształci się czy zmieni priorytety to czasem czuje się obco wśród dawnych znajomych, którzy zostali tam gdzie byli.
-
Honoratalo
- BlondDoczep
- Posty: 143
- Rejestracja: sob wrz 20, 2025 2:46 pm