Nie sądzisz, ze niektórzy mają różne potrzeby co do relacji? Poza osobistymi potrzebami uważam, że w człowieku jednak sporo spada potrzeba posiadania przyjaciół w takiej ilości i częstotliwości jak w młodości. Poza tym w ogóle przyjaźnie są przereklamowane.PEONIA pisze: ↑wt lut 10, 2026 11:10 am Jak pisałam wcześniej - nie da się w dorosłym życiu utrzymywać kontaktu ze wszystkimi ale jednocześnie uważam, ze osoby "mam kontakt z przyjaciółką trzy razy do roku i jakoś dalej się przyjaźnimy " same się oszukują albo po prostu zwyczajnie nie widza, ze tej przyjaźni już nie ma tylko została dalsza znajomość....
Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry-
astronautka123
Re: Niepopularne opinie o życiu
- Juliaturczyniak
- Dieta 600 kcal
- Posty: 2326
- Rejestracja: czw gru 19, 2024 8:36 pm
Wg mnie facet powinien być głównym żywicielem rodziny i jeśli oboje planują być rodzicami to powinien znaleźć lepiej płatną pracę,by później jego partnerka spokojnie mogła przygotować się do porodu oraz wychowywać dziecko. Wiadomo, że jest macierzyńskie i różne dodatki,ale wyprawka, utrzymanie ciąży,poród itp. to też są koszta. A weźmy pod uwagę również to, że czasami dziecko urodzi się za wcześnie lub będzie chorować ciężko przez pierwszy rok lub dwa i wtedy trzeba zapewnić mu leki, rehabilitację i wiele innych rzeczy, by mogło formalnie funkcjonować. Kobieta powinna się dlatego przez ten czas skupić na sobie i dziecku, a nie denerwować i stresować czy na pewno starczy na to i na tamto. Nie mówię o tym, że kobieta ma nie pracować,jeśli chce i ma chęci to dlaczego nie, jeśli zdrowie i sytuacja jej pozwalają to również,ale jednak facet powinien wtedy i tak zarabiać więcej. No to jest kontrowersyjna opinia moim zdaniem,ponieważ mam 23 lata i większość ludzi w moim wieku jest za tym by było 50/50, a wg mnie osobiście ciężko jest mając dziecko czy będąc nawet w zwykłym związku trzymać się tego 50/50. Tak samo jak nie mówię o tym, że mężczyzna ma nie pomagać w obowiązkach domowych lub nie zajmować się swoim dzieckiem.
bo 50/50 jest źle rozumiane - powinniśmy tu uwzględniać wszystkie zasoby, a nie tylko finanseJuliaturczyniak pisze: ↑wt lut 10, 2026 3:33 pm Wg mnie facet powinien być głównym żywicielem rodziny i jeśli oboje planują być rodzicami to powinien znaleźć lepiej płatną pracę,by później jego partnerka spokojnie mogła przygotować się do porodu oraz wychowywać dziecko. Wiadomo, że jest macierzyńskie i różne dodatki,ale wyprawka, utrzymanie ciąży,poród itp. to też są koszta. A weźmy pod uwagę również to, że czasami dziecko urodzi się za wcześnie lub będzie chorować ciężko przez pierwszy rok lub dwa i wtedy trzeba zapewnić mu leki, rehabilitację i wiele innych rzeczy, by mogło formalnie funkcjonować. Kobieta powinna się dlatego przez ten czas skupić na sobie i dziecku, a nie denerwować i stresować czy na pewno starczy na to i na tamto. Nie mówię o tym, że kobieta ma nie pracować,jeśli chce i ma chęci to dlaczego nie, jeśli zdrowie i sytuacja jej pozwalają to również,ale jednak facet powinien wtedy i tak zarabiać więcej. No to jest kontrowersyjna opinia moim zdaniem,ponieważ mam 23 lata i większość ludzi w moim wieku jest za tym by było 50/50, a wg mnie osobiście ciężko jest mając dziecko czy będąc nawet w zwykłym związku trzymać się tego 50/50. Tak samo jak nie mówię o tym, że mężczyzna ma nie pomagać w obowiązkach domowych lub nie zajmować się swoim dzieckiem.
Moim zdaniem (z perspektywy bycia nieco starszą) to dzielenie skóry na żywym niedźwiedziu, kto powinien ile wnosić to utopia. Później życie weryfikuje. Widze wiele sytuacji, w których pary startowały zarabiając podobnie albo 50/50, a później uwarunkowania rynkowe bardziej sprzyjały jednej z osób i przez kilka lat jej wynagrodzenie skakało znacznie i na koniec po trzydziestce mamy kobietę zarabiającą powiedzmy 2x więcej od partnera, ale za to w branży mało odpornej na zawirowania gospodarcze, a z kolei partner osiągnął już sufit powiedzmy średnia krajową, ale ma turbo stabilną pracę z benefitami. I co wtedy? (Odpowiem sama - przykładowo można uzbierać poduszkę finansową).Juliaturczyniak pisze: ↑wt lut 10, 2026 3:33 pm Wg mnie facet powinien być głównym żywicielem rodziny i jeśli oboje planują być rodzicami to powinien znaleźć lepiej płatną pracę,by później jego partnerka spokojnie mogła przygotować się do porodu oraz wychowywać dziecko. Wiadomo, że jest macierzyńskie i różne dodatki,ale wyprawka, utrzymanie ciąży,poród itp. to też są koszta. A weźmy pod uwagę również to, że czasami dziecko urodzi się za wcześnie lub będzie chorować ciężko przez pierwszy rok lub dwa i wtedy trzeba zapewnić mu leki, rehabilitację i wiele innych rzeczy, by mogło formalnie funkcjonować. Kobieta powinna się dlatego przez ten czas skupić na sobie i dziecku, a nie denerwować i stresować czy na pewno starczy na to i na tamto. Nie mówię o tym, że kobieta ma nie pracować,jeśli chce i ma chęci to dlaczego nie, jeśli zdrowie i sytuacja jej pozwalają to również,ale jednak facet powinien wtedy i tak zarabiać więcej. No to jest kontrowersyjna opinia moim zdaniem,ponieważ mam 23 lata i większość ludzi w moim wieku jest za tym by było 50/50, a wg mnie osobiście ciężko jest mając dziecko czy będąc nawet w zwykłym związku trzymać się tego 50/50. Tak samo jak nie mówię o tym, że mężczyzna ma nie pomagać w obowiązkach domowych lub nie zajmować się swoim dzieckiem.
Nie mówiąc o tym, że w dzisiejszych czasach, jeśli mieszkasz w większym mieście, jeśli chcesz zapewnić swojemu przyszłemu dziecku jako taką przestrzeń (czyli kredyt na przynajmniej 3-pokojowe mieszkanie) to koszty życia są ogromne. Żeby być głownym żywicielem to ta lepiej płatna praca to by musiało być minimum z 10K na rękę. Takie wynagrodzenia są w odsetku zawodów i nie każdy przebranżowi się, żeby tyle zarabiać. (Wracamy do punktu wyjścia, że "jeśli nie masz środków to nie decyduj się na dziecko", ale właśnie o to chodzi, że gdybyśmy kierowali się tak wyśrubowanymi wymaganiami, że dzieci mogą mieć tylko powiedzmy faceci zarabiający powyżej 10K to nigdzie byśmy nie doszli).
- Anastazja_smietana
- SkrzydełkaZhooters
- Posty: 209
- Rejestracja: ndz lis 23, 2025 2:02 pm
Życie to nie matematyka, nigdy nie będzie sprawiedliwie. Małżeństwo to współpraca, a nie walka płci. Nawet jeżeli ktoś upiera się na 50/50 to kobieta i tak zapłaci wyższą cenę, bo jej ciało zniosło trudy ciąży, porodu, karmienia i nieprzespanych nocy. Kobieta nie jest robotem, bez sensu udawać że "nic się nie stało", ciąża to nie choroba i wcale ale to wcale nie potrzebuje regeneracji po tym jak straciła krew, cośtam pękło, coś zszywano itd. Niech wraca do pracy, trzeba się dołożyć do czynszu. To są rzeczy niepoliczalne, nie da się tego sprawiedliwie rozliczać.
- Juliaturczyniak
- Dieta 600 kcal
- Posty: 2326
- Rejestracja: czw gru 19, 2024 8:36 pm
Mi bardziej właśnie chodzi o okres ciąży, połogu oraz czasu zanim dziecko nie pójdzie do przedszkola czy żłobka, wiadomo, że na dalszą metę to by faktycznie zarobki musiały być wysokie, a praca bardzo dobrze płatna i przede wszystkim stabilna, żeby można było mówić o czymkolwiek w tym temacie.
Ale ja sama osobiście nie wyobrażam sobie sytuacji gdzie do 18 mojego syna czy córki nie pracuje lub jestem na 1/2 etatu - okej to ma sens jak szukasz pracy i trafisz na coś na przeczekanie,ale tak to lepiej już szukać czegoś na etat lub nawet 3/4.
Raz, że potrzebuje mieć swoje pieniądze, a dwa, że ja bym siedząc w domu 24/h się zanudziła,nawet pracować za długo zdalnie nie jestem w stanie bo mam ochotę wyjść do ludzi i nie umiem siedzieć w jednym miejscu, a co dopiero.
Po prostu wiem jak ciąża, poród i połóg mogą być dla kobiety obciążające, bolesne, ciężkie i, że czasami kobieta nie może nawet czegoś w domu do końca załatwić, a co dopiero w pracy. Dodatkowo niektóre zawody są takie, gdzie kobieta z góry nie może w nich pracować i od razu musi iść na L4.
Ale ja sama osobiście nie wyobrażam sobie sytuacji gdzie do 18 mojego syna czy córki nie pracuje lub jestem na 1/2 etatu - okej to ma sens jak szukasz pracy i trafisz na coś na przeczekanie,ale tak to lepiej już szukać czegoś na etat lub nawet 3/4.
Raz, że potrzebuje mieć swoje pieniądze, a dwa, że ja bym siedząc w domu 24/h się zanudziła,nawet pracować za długo zdalnie nie jestem w stanie bo mam ochotę wyjść do ludzi i nie umiem siedzieć w jednym miejscu, a co dopiero.
Po prostu wiem jak ciąża, poród i połóg mogą być dla kobiety obciążające, bolesne, ciężkie i, że czasami kobieta nie może nawet czegoś w domu do końca załatwić, a co dopiero w pracy. Dodatkowo niektóre zawody są takie, gdzie kobieta z góry nie może w nich pracować i od razu musi iść na L4.
- Juliaturczyniak
- Dieta 600 kcal
- Posty: 2326
- Rejestracja: czw gru 19, 2024 8:36 pm
Jeszcze nie zapomnijmy o tym, że kobieta w trakcie ciąży zagrożonej potrafi być parokrotnie w szpitalu przez okres jej trwania. Znam taki przypadek i niestety nic przyjemnego,co prawda ta osoba czasami chodziła do pracy sobie dorobić,ale i tak nie wykonywała wszystkich swoich obowiązków w jej trakcie i ja się WCALE,WCALE nie dziwię.Anastazja_smietana pisze: ↑wt lut 10, 2026 3:53 pm Życie to nie matematyka, nigdy nie będzie sprawiedliwie. Małżeństwo to współpraca, a nie walka płci. Nawet jeżeli ktoś upiera się na 50/50 to kobieta i tak zapłaci wyższą cenę, bo jej ciało zniosło trudy ciąży, porodu, karmienia i nieprzespanych nocy. Kobieta nie jest robotem, bez sensu udawać że "nic się nie stało", ciąża to nie choroba i wcale ale to wcale nie potrzebuje regeneracji po tym jak straciła krew, cośtam pękło, coś zszywano itd. Niech wraca do pracy, trzeba się dołożyć do czynszu. To są rzeczy niepoliczalne, nie da się tego sprawiedliwie rozliczać.
W związku partnerzy powinni dawać od siebie tyle ile są w stanie, bez liczenia czy to 50:50, czy 70:30 (oczywiście bez żerowania na drugiej osobie). Jeśli ktoś zarabia więcej to daje więcej, jeśli ktoś ma więcej czasu to więcej robi w domu, jeśli ktoś potrafi coś czego druga osoba nie potrafi to ona to robi. W przypadku ciąży kobieta powinna skupić się na ciąży, a nie na zarabianiu i wtedy facet powinien wykorzystać to, że on nie jest w ciąży i ma większe możliwości do pracy zawodowej, a nawet gotowania i sprzątania, jeśli ta kobieta nie może. Każda ciąża jest inna i każdy zawód jest inny i jedna kobieta będzie pracować bez problemu do porodu, a druga od razu pójdzie na zwolnienie i np. będzie leżeć i to ojciec dziecka jest tym, który powinien za nią nadganiać.
Związek powinien działać drużynowo. Masz piłkę to strzelasz gola dla całej drużyny, masz piłkę, ale nie dasz rady trafić w bramkę to podajesz innej osobie z drużyny i to ona strzeli.
Związek powinien działać drużynowo. Masz piłkę to strzelasz gola dla całej drużyny, masz piłkę, ale nie dasz rady trafić w bramkę to podajesz innej osobie z drużyny i to ona strzeli.
Z jednej strony rozumiem Twój punkt widzenia, z drugiej strony trudno nagle oczekiwać od człowieka, który już pracuje na pełen etat jako specjalista w jakiejś branży i osiągnął obecny max zarobków, że jeszcze je podwyższy na czas ciąży (gdyby nawet hipotetycznie taki partner miał możliwość zmiany pracy na lepiej płatną to może nie być dobrym pomysłem tuż przed pojawieniem się dziecka - zmiana stabilnej pracy z umową na czas nieokreślony na nową, niepewną, z umową na okres próbny - w życiu liczą się też takie aspekty). Oczywiście super by było na stałe zarabiać dużo, ale wiadomo, jest jak jest i nie każdy zarabia pięciocyfrowe kwoty na rękę.Juliaturczyniak pisze: ↑wt lut 10, 2026 4:00 pm Mi bardziej właśnie chodzi o okres ciąży, połogu oraz czasu zanim dziecko nie pójdzie do przedszkola czy żłobka, wiadomo, że na dalszą metę to by faktycznie zarobki musiały być wysokie, a praca bardzo dobrze płatna i przede wszystkim stabilna, żeby można było mówić o czymkolwiek w tym temacie.
Ale ja sama osobiście nie wyobrażam sobie sytuacji gdzie do 18 mojego syna czy córki nie pracuje lub jestem na 1/2 etatu - okej to ma sens jak szukasz pracy i trafisz na coś na przeczekanie,ale tak to lepiej już szukać czegoś na etat lub nawet 3/4.
Raz, że potrzebuje mieć swoje pieniądze, a dwa, że ja bym siedząc w domu 24/h się zanudziła,nawet pracować za długo zdalnie nie jestem w stanie bo mam ochotę wyjść do ludzi i nie umiem siedzieć w jednym miejscu, a co dopiero.
Po prostu wiem jak ciąża, poród i połóg mogą być dla kobiety obciążające, bolesne, ciężkie i, że czasami kobieta nie może nawet czegoś w domu do końca załatwić, a co dopiero w pracy. Dodatkowo niektóre zawody są takie, gdzie kobieta z góry nie może w nich pracować i od razu musi iść na L4.
Ogólnie warto mieć zawsze finansowy plan B na życie, czy to na czas ciąży i małego dziecka, czy każdy inny trudniejszy czas. I to w dwie strony. Bo dobrze zarabiający mąż może nagle stracić pracę, zostać zdiagnozowany na jakąś chorobę albo mieć wypadek i wypaść z rynku pracy na całe miesiące, co wtedy? Poduszka finansowa i ubezpieczenia to zawsze dobry pomysł.
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1719
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
W temacie dzielenia się 50/50. Moim zdaniem jednak trzeba się zrzucać wg możliwości. W mieście kobiety mogą zarabiać więcej. Ale w małuch miejscowościach jest pay gap lub po prostu nie ma pracy dla kobiet. Facet po szkole może zrobić sobie kursy na jakieś maszyny, może pracować na roli. Kobiecie trudniej o takie prace, nawet jakby zdobywała kwalifikacje. Przykład z mojej rodziny: chłopak po szkoke, małe miasteczko przy pracach typu wyrąb drewna (pracuje na maszynie), usługi koparką, drobne naprawy, jakieś zlecenia przewóz / wywóz może sobie zarobić całkiem przyzwoicie.
Zresztą wiem ile kosztują głupie usługi na działce. A i tak nie ma komu tego zrobić. Zamawiamy faceta z podnośnikiem na 2h - poczyści rynny, przytnie drzewa i pyk 600 zł. A i tak super, bo inny chciał jeszcze za dojazd. :D
Młodej kobiety tuż po szkole nikt do takich prac nie weźmie. Może iść na kasę, sprzątać, do jakichś małych biznesów do biura lub do firm na produkcję, o ile nie trzeba daleko dojeżdżać. Ewentualnie jakaś praca zdalna. I jeczcze jest dobrze, jak dadzą uop. Na wsi też to raczej kobiety robią większość rzeczy przy domu / na podwórku.
Także w małych miejscowościach uklad 50/50 jest trudniejszy do realizacji niż w mieście.
Zresztą wiem ile kosztują głupie usługi na działce. A i tak nie ma komu tego zrobić. Zamawiamy faceta z podnośnikiem na 2h - poczyści rynny, przytnie drzewa i pyk 600 zł. A i tak super, bo inny chciał jeszcze za dojazd. :D
Młodej kobiety tuż po szkole nikt do takich prac nie weźmie. Może iść na kasę, sprzątać, do jakichś małych biznesów do biura lub do firm na produkcję, o ile nie trzeba daleko dojeżdżać. Ewentualnie jakaś praca zdalna. I jeczcze jest dobrze, jak dadzą uop. Na wsi też to raczej kobiety robią większość rzeczy przy domu / na podwórku.
Także w małych miejscowościach uklad 50/50 jest trudniejszy do realizacji niż w mieście.
- MissNobody66
- GreckieWakacje
- Posty: 281
- Rejestracja: pn sty 08, 2024 10:09 pm
Lecę z niepopularną opinią bo daję sobie rękę odciąć że tak jak w SM tak i na tym forum jest dużo zwolenników - wkurza mnie że do wszystkich wytrawnych dań pakowane są chore ilości czosnku xD zanim ktoś się przy***rdoli: tak wiem że mogę pominąć czosnek w przepisie i tak właśnie robię, tak wiem że są ludzie którzy go lubią no ale kurde bez przesady xd musiałam to z siebie wyrzucić 
- agbmrctorakwin
- MoetGlass
- Posty: 250
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Mięso dla człowieka nie jest niezbędne. Denerwują mnie osoby, które usprawiedliwiają swoje jedzenia mięsa tym że są mięsożercami XDD. Człowiek to wszystkożerca i jedzenie mięsa to nasz wybór, a nie przymus. Prawdziwy mięsożerca, np. lew, musi jeść mięso by przeżyć, ma inne uzębienie, krótsze jelita - jego organizm jest przystosowany do jedzenia wyłącznie mięsa. A my mamy wybór, bo nasz organizm doskonale radzi sobie z dietą roślinną - mamy dłuższe jelita, które pozwalają nam trawić błonnik roślinny. Co więcej by w ogóle zjeść mięso musimy je najpierw poddać obróbce termicznej i doprawić przyprawami (głównie roślinami) XDD - a raczej dla mięsożerców nie powinno to być konieczne.
Jeśli jesz mięso bo ci smakuje - spoko, twoja sprawa ale nie zasłaniaj się biologią, bo jako wszystkożercy nie mamy żadnego obowiązku jedzenia zwierząt by zachować zdrowie.
Jeśli jesz mięso bo ci smakuje - spoko, twoja sprawa ale nie zasłaniaj się biologią, bo jako wszystkożercy nie mamy żadnego obowiązku jedzenia zwierząt by zachować zdrowie.
-
chleb_ze_smalcem
- LouiBag
- Posty: 321
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Mnie tez. Tylko największy problem mam z tym, że jak wychodzę do restauracji, to nie moge prawie nic zamówić bez czosnku tu gdzie mieszkam, bo jest niezmiernie popularny w ogromnych ilościach.MissNobody66 pisze: ↑wt lut 10, 2026 7:29 pm Lecę z niepopularną opinią bo daję sobie rękę odciąć że tak jak w SM tak i na tym forum jest dużo zwolenników - wkurza mnie że do wszystkich wytrawnych dań pakowane są chore ilości czosnku xD zanim ktoś się przy***rdoli: tak wiem że mogę pominąć czosnek w przepisie i tak właśnie robię, tak wiem że są ludzie którzy go lubią no ale kurde bez przesady xd musiałam to z siebie wyrzucić![]()
Kiedyś zdarzyło mi się pochorować po takim daniu, może czosnkiem chcieli zamaskować, że mięso było nieświeże.
-
chleb_ze_smalcem
- LouiBag
- Posty: 321
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Sos czosnkowy jest niedobry. Na pizzy to jedno z największych nieporozumień kulinarnych. Prawie jak frytki z majonezem.
- Anastazja_smietana
- SkrzydełkaZhooters
- Posty: 209
- Rejestracja: ndz lis 23, 2025 2:02 pm
Wszystko ci się pomieszało. Błonnik pokarmowy jest frakcją, która jako właśnie ta nietrawiona jest nam niezbędna dla formowania kału nadając mu objętość (stąd też wiedza, że pomaga w zaparciach). Na błonnik składają się zwłókniałe części roślin, pewne ilości celulozy, skórka itd. Dzięki temu że go NIE TRAWIMY nam pomaga. Żeby trawić celulozę trzeba mieć wielokomorowy żołądek jak krowa.agbmrctorakwin pisze: ↑wt lut 10, 2026 7:42 pm Mięso dla człowieka nie jest niezbędne. Denerwują mnie osoby, które usprawiedliwiają swoje jedzenia mięsa tym że są mięsożercami XDD. Człowiek to wszystkożerca i jedzenie mięsa to nasz wybór, a nie przymus. Prawdziwy mięsożerca, np. lew, musi jeść mięso by przeżyć, ma inne uzębienie, krótsze jelita - jego organizm jest przystosowany do jedzenia wyłącznie mięsa. A my mamy wybór, bo nasz organizm doskonale radzi sobie z dietą roślinną - mamy dłuższe jelita, które pozwalają nam trawić błonnik roślinny. Co więcej by w ogóle zjeść mięso musimy je najpierw poddać obróbce termicznej i doprawić przyprawami (głównie roślinami) XDD - a raczej dla mięsożerców nie powinno to być konieczne.
Jeśli jesz mięso bo ci smakuje - spoko, twoja sprawa ale nie zasłaniaj się biologią, bo jako wszystkożercy nie mamy żadnego obowiązku jedzenia zwierząt by zachować zdrowie.
Jak najbardziej jesteśmy w stanie trawić surowe mięso, wielu ludzi je spożywa, choćby tatar. Ze względów mikrobiologicznych nie spożywamy drobiu i wieprzowinyw formie surowej, ale to absolutnie nie wyklucza naszej zdolności do trawienia białek. Lwy że tak powiem nie mają wiedzy związanej z pasożytami i jeszcze nie odkryły jak wskrzesić ogień, więc nie traktowałabym tego jako dowód anegdotyczny.
-
maildonewsletterow
- Naczelny Zapierdalacz
- Posty: 510
- Rejestracja: ndz lis 12, 2023 3:30 pm
Ja akurat lubie, tylko ze w rozsadnych ilosciach i nie do wszystkiego. Ale tez wlasnie zwrocilam uwage na jednego tworce na ig, ktory do wszystkiego na slono sciera czosnek. No do wszystkiegoMissNobody66 pisze: ↑wt lut 10, 2026 7:29 pm Lecę z niepopularną opinią bo daję sobie rękę odciąć że tak jak w SM tak i na tym forum jest dużo zwolenników - wkurza mnie że do wszystkich wytrawnych dań pakowane są chore ilości czosnku xD zanim ktoś się przy***rdoli: tak wiem że mogę pominąć czosnek w przepisie i tak właśnie robię, tak wiem że są ludzie którzy go lubią no ale kurde bez przesady xd musiałam to z siebie wyrzucić![]()
- agbmrctorakwin
- MoetGlass
- Posty: 250
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Sama przyznajesz, że błonnik jest nam niezbędny do formowania kału, i tym właśnie udowodniłaś, że nie jesteśmy mięsożercami. Prawdziwy drapieżnik jak np. lew, ma krótki układ pokarmowy i nie potrzebuje żadnych wypełniaczy, jego jelita radzą sobie bez roślin. Zdaje sobie sprawa, że są dania, które zawierają surowe mięso - tatar, carpaccio czy choćby sushi (tak, ryby to mięso zanim ktoś zechce mnie poprawić bo to też kwestia sporna) - w dalszym ciągu te dania podawane są w specjalny sposób, a nie solo. Jednak większość mięsa spożywana na co dzień przez ludzi wzywających się dumnie mięsożercami jest oddana obróbce termicznej i przyprawiona. Ludzie tak zaciekle bronią swojego "mięsożerstwa" podczas gdy ich kubki smakowe są uzależnione od owoców, nasion i liści, bez których surowy kawałek mięcha byłby dla nich po prostu niesmaczny. A lwy są adekwatnym przykładem w mojej wypowiedzi bo są przedstawicielami mięsożerców w przeciwieństwie do ludzi. Lwy jako mięsożercy nie przeżyłyby na diecie w 100% roślinnej, a ludzie tak.Anastazja_smietana pisze: ↑wt lut 10, 2026 8:03 pm Wszystko ci się pomieszało. Błonnik pokarmowy jest frakcją, która jako właśnie ta nietrawiona jest nam niezbędna dla formowania kału nadając mu objętość (stąd też wiedza, że pomaga w zaparciach). Na błonnik składają się zwłókniałe części roślin, pewne ilości celulozy, skórka itd. Dzięki temu że go NIE TRAWIMY nam pomaga. Żeby trawić celulozę trzeba mieć wielokomorowy żołądek jak krowa.
Jak najbardziej jesteśmy w stanie trawić surowe mięso, wielu ludzi je spożywa, choćby tatar. Ze względów mikrobiologicznych nie spożywamy drobiu i wieprzowinyw formie surowej, ale to absolutnie nie wyklucza naszej zdolności do trawienia białek. Lwy że tak powiem nie mają wiedzy związanej z pasożytami i jeszcze nie odkryły jak wskrzesić ogień, więc nie traktowałabym tego jako dowód anegdotyczny.
- Anastazja_smietana
- SkrzydełkaZhooters
- Posty: 209
- Rejestracja: ndz lis 23, 2025 2:02 pm
Bo napisałeś/łaś bzdury które przeczą nauce, jak np. To że błonnik pokarmowy jest trawiony przez nasz układ pokarmowy, albo że nie jesteśmy strawić surowego mięsa.agbmrctorakwin pisze: ↑wt lut 10, 2026 8:38 pm Sama przyznajesz, że błonnik jest nam niezbędny do formowania kału, i tym właśnie udowodniłaś, że nie jesteśmy mięsożercami. Prawdziwy drapieżnik jak np. lew, ma krótki układ pokarmowy i nie potrzebuje żadnych wypełniaczy, jego jelita radzą sobie bez roślin. Zdaje sobie sprawa, że są dania, które zawierają surowe mięso - tatar, carpaccio czy choćby sushi (tak, ryby to mięso zanim ktoś zechce mnie poprawić bo to też kwestia sporna) - w dalszym ciągu te dania podawane są w specjalny sposób, a nie solo. Jednak większość mięsa spożywana na co dzień przez ludzi wzywających się dumnie mięsożercami jest oddana obróbce termicznej i przyprawiona. Ludzie tak zaciekle bronią swojego "mięsożerstwa" podczas gdy ich kubki smakowe są uzależnione od owoców, nasion i liści, bez których surowy kawałek mięcha byłby dla nich po prostu niesmaczny. A lwy są adekwatnym przykładem w mojej wypowiedzi bo są przedstawicielami mięsożerców w przeciwieństwie do ludzi. Lwy jako mięsożercy nie przeżyłyby na diecie w 100% roślinnej, a ludzie tak.
Jedno nie wyklucza drugiego, możliwość trawienia roślin nie wyklucza możliwości trawienia mięsa. Skoro ty się powołujesz na przewód pokarmowy lwa, to ja się moge powołać na przewód pokarmowy krowy, który umożliwia jej trawienie celulozy, a nam nie. Więc co? Mamy nie jeść roślin? Nasze kubki smakowe lubią to z czym są oswojone. Obróbka mięsa jest wynikiem rozwoju ludzkości. To nie jest żaden argument. Życie nie jest zero jedynkowe, potrzebujemy zarówno warzyw, jak i mięsa, a mięso jest źródłem najlepiej przyswajalnego białka, pozbawionego dodatkowych węglowodanów. Dania podany w specjalny sposób? Czyli w jaki? Co zmienia żółtko jajka w tatarze? Odpowiem za ciebie- nic.
- agbmrctorakwin
- MoetGlass
- Posty: 250
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Nadal to co napisałaś nie udowadnia tego, że ludzie są MIĘSOŻERCAMI. Ludzie są wszystkożerni i to był główny cel mojej wypowiedzi. Nie interesuje mnie czy ktoś je mięso czy nie, sama je czasami jem ale nie usprawiedliwiam tego faktu tym, że jestem mięsożercą - bo wiem że kwestia tego czy je jem jest moim wyborem a nie przymusem. To tak samo jakby osoba która jest weganinem wmawiała wszystkim dookoła że ludzie są roślinożerni - a to też nie jest prawda.Anastazja_smietana pisze: ↑wt lut 10, 2026 8:51 pm Bo napisałeś/łaś bzdury które przeczą nauce, jak np. To że błonnik pokarmowy jest trawiony przez nasz układ pokarmowy, albo że nie jesteśmy strawić surowego mięsa.
Jedno nie wyklucza drugiego, możliwość trawienia roślin nie wyklucza możliwości trawienia mięsa. Skoro ty się powołujesz na przewód pokarmowy lwa, to ja się moge powołać na przewód pokarmowy krowy, który umożliwia jej trawienie celulozy, a nam nie. Więc co? Mamy nie jeść roślin? Nasze kubki smakowe lubią to z czym są oswojone. Obróbka mięsa jest wynikiem rozwoju ludzkości. To nie jest żaden argument. Życie nie jest zero jedynkowe, potrzebujemy zarówno warzyw, jak i mięsa, a mięso jest źródłem najlepiej przyswajalnego białka, pozbawionego dodatkowych węglowodanów. Dania podany w specjalny sposób? Czyli w jaki? Co zmienia żółtko jajka w tatarze? Odpowiem za ciebie- nic.
Moja wypowiedź była spowodowana tym, że przez 9 lat będąc wegetarianką wysłuchiwałam bzdur od ludzi, że jak mogę nie jeść mięsa skoro ludzie są mięsożercami albo tłumaczenie, że ONI by bez mięsa nie przeżyli bo są mięsożercami - no to po prostu zakłamywanie rzeczywistości. Przez te 9 lat robiłam regularnie badania i wszystko było w porządku, oddawałam regularnie krew więc nie mialam razu niedoboru żelaza, którym tak straszą. A wróciłam do sporadycznego jedzenia mięsa bo po prostu zatęskniłam za niektórymi potrawami z mięsem i tyle. Nie tłumaczyłam swojego wyboru przymusem. I znam pełno osób nie jedzących mięsa wiele lat i są zdrowi i szczęśliwi (i jeśli znów zarzucisz mi przykład anegdotyczny to po prostu poczytaj badania na ten temat) Także tak, mięso nie jest niezbędne a ludzie nie są mięsożercami tylko wszystkożercami.
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1719
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Ja myślę, że ludzie używający określenia "jestem mięsożercą" używają go w przenośni. W sensie uwielbiają mięso i nie mogą bez niego żyć. Poza jakimiś zafikowanumi ludźmi na diecie carnivor, ale to już chyba efekt ideologii, która za mocno weszła. Zresztą chyba nie ma nikogo, kto całe życie jadł tylko mleko matki i potem mięso. Nawet dawni Inuici latem sięgali po rośliny.
Obiektywnie jesteśmy wszystkożerni i czesto intuicyjnie wybieramy jakiś pokarm, żeby uzupełnić składniki odżywcze.
Obiektywnie jesteśmy wszystkożerni i czesto intuicyjnie wybieramy jakiś pokarm, żeby uzupełnić składniki odżywcze.
- Anastazja_smietana
- SkrzydełkaZhooters
- Posty: 209
- Rejestracja: ndz lis 23, 2025 2:02 pm
Ale ja również uważam że jesteśmy wszystkożercami. Poprostu poparłaś swoją tezę o argumenty sprzeczne z nauką, jak np. To że nie trawimy surowego mięsa. Trawimy, mało tego, jest dużo więcej frakcji w roślinach które muszą zostać poddane obróbce termicznej żeby były przyswajalne. Zboża, ziemniaki, skrobia, fasola. Chyba nie powiesz mi że jesz surowe ziemniaki, czy mąkę? Czy to że poddajemy je temperaturze sprawia że nie powinniśmy tego jeść?agbmrctorakwin pisze: ↑wt lut 10, 2026 9:10 pm Nadal to co napisałaś nie udowadnia tego, że ludzie są MIĘSOŻERCAMI. Ludzie są wszystkożerni i to był główny cel mojej wypowiedzi. Nie interesuje mnie czy ktoś je mięso czy nie, sama je czasami jem ale nie usprawiedliwiam tego faktu tym, że jestem mięsożercą - bo wiem że kwestia tego czy je jem jest moim wyborem a nie przymusem. To tak samo jakby osoba która jest weganinem wmawiała wszystkim dookoła że ludzie są roślinożerni - a to też nie jest prawda.
Moja wypowiedź była spowodowana tym, że przez 9 lat będąc wegetarianką wysłuchiwałam bzdur od ludzi, że jak mogę nie jeść mięsa skoro ludzie są mięsożercami albo tłumaczenie, że ONI by bez mięsa nie przeżyli bo są mięsożercami - no to po prostu zakłamywanie rzeczywistości. Przez te 9 lat robiłam regularnie badania i wszystko było w porządku, oddawałam regularnie krew więc nie mialam razu niedoboru żelaza, którym tak straszą. A wróciłam do sporadycznego jedzenia mięsa bo po prostu zatęskniłam za niektórymi potrawami z mięsem i tyle. Nie tłumaczyłam swojego wyboru przymusem. I znam pełno osób nie jedzących mięsa wiele lat i są zdrowi i szczęśliwi (i jeśli znów zarzucisz mi przykład anegdotyczny to po prostu poczytaj badania na ten temat) Także tak, mięso nie jest niezbędne a ludzie nie są mięsożercami tylko wszystkożercami.
-
sergioleone
- Channelka
- Posty: 36
- Rejestracja: pn lut 03, 2025 9:42 am
Zdobycie kwalifikacji olimpijskiej jest mega trudne, a „bujanie się” w okolicach 15-go miejsca oznacza matematycznie tyle, że kiedy na 100 sportowców z każdego kraju w jakiejś obleganej dyscyplinie np biegi (w Paryżu było około 200 reprezentacji, no to uśrednijmy, że w 100 krajach było tylu konkurentów do miejsca w ekipie) udaje się to 15 miejsce zdobyć i utrzymać, to jest się 15-tą osobą ze 10.000, tak, dziesięciu tysięcy.
Twoja opinia nie jest bynajmniej niepopularna, jest typowa dla ludzi, którzy uprawiają sport wyczynowy z kanapy przed tv, bez urazy.
Jak ktoś w sporcie zawodowym bardziej siedzi, to raczej ogarnia, na czym polega to bujanie się.
Dlatego jak słucham tych domorosłych dziennikarzyn w mediach typu wp rwących szaty, że co za dramat, ktoś zajął 21 miejsce na olimpiadzie, ale żenada, to się pukam w głowę czasami. Eksperci takich głupot nie mówią.
I nie mówię o sytuacjach, kiedy np. Świątek czy Skrzeszowska w top wysokiej formie od 3 sezonów na olimpiadzie zajmują miejsce w drugiej dziesiątce - tu można wtedy mówić o przykrej niespodziance, jakimś zawodzie czy rozczarowaniu, ale i tak przede wszystkim dla nich samych. Widz przed tv sobie zapewne z tym zawodem poradzi, se ponarzeka i się posmuci. Krach marzeń i wielomiesięcznych przygotowań jest, mam wrażenie, dużo gorszy dla samego sportowca.
Warto doceniać te 15-te miejsca, to jest duży sukces. I ogrom pracy.
Edit: i gwoli ścisłości owszem, buja się za swoje - bo nawet jeśli ma sponsorów, to nie za darmo; dostaje kasę za logo na koszulce pokazywanej w transmisjach. Ergo, zarobił na to, a nie dostał za darmo.
-
Aleksandra_18
- Mokra Włoszka
- Posty: 62
- Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm
Nie lubię słonego karmelu, zdecydowanie bardziej wolę "zwykły" karmel i ubolewam, że prawie wszędzie wciskają tę sól. Tak samo nie lubię czekolady z solą (choć to raczej rzadkie połączenie, ale zdarzyło mi się spróbować).
-
Aleksandra_18
- Mokra Włoszka
- Posty: 62
- Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm
Wg mnie pod warstwą prostego (momentami prostackiego) humoru, Kiepscy byli jakąś tam satyrą na społeczeństwo. Oczywiście to nie była żadna wybitna satyra ani głęboki, wielopoziomowy przekaz, ale starali się coś tam przemycić w żartach, moim zdaniem więcej niż tacy Graczykowie, gdzie to był czysta rozrywka do obiadu. Mówię szczególnie o tych "środkowych" odcinkach Kiepskich, tak z lat 2004/2005-2008, wcześniej i później różnie z tym było.astronautka123 pisze: ↑pn lut 09, 2026 3:46 pm Ja nic nie dorabiam. Po prostu porównuję średni humor z jeszcze gorszym ;) raczej guilty pleasure. nikt nigdy chyba nie uważał tego za jakoś majstersztyk z ukrytymi prawdami o ludzkości. Jednak coś sprawiło, że serial przetrwał ciut dłużej niż graczykowie itd
Nie potrzebujemy mięsa, potrzebujemy źródeł białka. Wg co najmniej kilku instytucji naukowych na świecie (nie wrzucam linków bo już późno...) dieta roślinna jest okej na każdym etapie życia człowieka.Anastazja_smietana pisze: ↑wt lut 10, 2026 8:51 pm Bo napisałeś/łaś bzdury które przeczą nauce, jak np. To że błonnik pokarmowy jest trawiony przez nasz układ pokarmowy, albo że nie jesteśmy strawić surowego mięsa.
Jedno nie wyklucza drugiego, możliwość trawienia roślin nie wyklucza możliwości trawienia mięsa. Skoro ty się powołujesz na przewód pokarmowy lwa, to ja się moge powołać na przewód pokarmowy krowy, który umożliwia jej trawienie celulozy, a nam nie. Więc co? Mamy nie jeść roślin? Nasze kubki smakowe lubią to z czym są oswojone. Obróbka mięsa jest wynikiem rozwoju ludzkości. To nie jest żaden argument. Życie nie jest zero jedynkowe, potrzebujemy zarówno warzyw, jak i mięsa, a mięso jest źródłem najlepiej przyswajalnego białka, pozbawionego dodatkowych węglowodanów. Dania podany w specjalny sposób? Czyli w jaki? Co zmienia żółtko jajka w tatarze? Odpowiem za ciebie- nic.
Dobranoc robaczki, nie kłóćcie się już bo Wam się baboki przyśnią