trollujesz nie?
Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry- berry blast
- Currently:Dubaj
- Posty: 1995
- Rejestracja: śr cze 11, 2025 3:48 pm
Re: Niepopularne opinie o życiu
A po co bym miała to robić? Przecież to wątek o niepopularnych opiniach.
Kto jest w cyrku ten się nie śmieje
- MissNobody66
- GreckieWakacje
- Posty: 281
- Rejestracja: pn sty 08, 2024 10:09 pm
xD x3 bait 2/10 bo odpisałam
Nie bait. Jejku, czy zawsze tak reagujesz na opinie, z którymi się nie zgadzasz?
Kto jest w cyrku ten się nie śmieje
- kiciakociaaa2137
- Bagietka z szarlott
- Posty: 166
- Rejestracja: śr paź 30, 2024 1:52 pm
Rozwiniesz punkt trzeci?
𝘭𝘪𝘷𝘦, 𝘭𝘢𝘶𝘨𝘩, 𝘭𝘰𝘣𝘰𝘵𝘰𝘮𝘺
1. Psuje relację z jedzeniem i wzmaga obsesyjność, jest to też dodatkowy czynnik stresowy
2. Kaloria kalorii nierówna a organizm ludzi i metabolizm są bardziej skomplikowane niż piec że ile wrzucisz tyle spalisz
3. Restrykcje żywieniowe będą prowadziły do niedoborów u większości
Trzeba zachować zdrowy rozsądek w kwestii ilości, jednak skupić się przede wszystkim na jakości tych kalorii oraz aktywności fizycznej, nawodnieniu i odpowiedniej ilości jakościowego snu.
Mówię to jako osoba, która sama b. dużo skutecznie schudła (30+), również po przebojach i zaburzonej relacji z jedzeniem. Pomijam jakieś poważne syndromy typu Willego Pradera, ale to co wyżej napisałam będzie pewnie dotyczyło większości.
Kto jest w cyrku ten się nie śmieje
- agbmrctorakwin
- MoetGlass
- Posty: 250
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Tylko nie da się schudnąć nie ograniczając kalorii tzn. bez deficytu kalorycznego.Fjoki pisze: ↑śr lut 11, 2026 10:53 pm 1. Psuje relację z jedzeniem i wzmaga obsesyjność, jest to też dodatkowy czynnik stresowy
2. Kaloria kalorii nierówna a organizm ludzi i metabolizm są bardziej skomplikowane niż piec że ile wrzucisz tyle spalisz
3. Restrykcje żywieniowe będą prowadziły do niedoborów u większości
Trzeba zachować zdrowy rozsądek w kwestii ilości, jednak skupić się przede wszystkim na jakości tych kalorii oraz aktywności fizycznej, nawodnieniu i odpowiedniej ilości jakościowego snu.
Mówię to jako osoba, która sama b. dużo skutecznie schudła (30+), również po przebojach i zaburzonej relacji z jedzeniem. Pomijam jakieś poważne syndromy typu Willego Pradera, ale to co wyżej napisałam będzie pewnie dotyczyło większości.
Jeśli chcesz schudnąć bez aktywności fizycznej i odejmujesz od swojego zera kalorycznego 300-500kcal to jesteś na deficycie.
Jeśli chcesz schudnąć za pomocą aktywności fizycznej i jesz tyle kalorii ile wynosi twoje zero + dodajesz aktywność fizyczna i spalasz te kilkaset kalorii to nadal jesteś na deficycie kalorycznym, bo zwiększając swoją aktywność rośnie ci zapotrzebowanie. Wiadomo, że restrykcje nie są dobre ale nie każdy deficyt równa się z restrykcjami, wiadomo że trzeba zachować zdrowy rozsądek
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1719
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Zgadzam się. Ja jako tort robię całkiem proste ciasto i tylko ładnie ozdabiam. Zawsze schodzi.agbmrctorakwin pisze: ↑śr lut 11, 2026 9:03 pm Nie wiem czy to się zaliczy do niepopularnej opinii ale korzystając, że jest temat tortów skorzystam:
Dużo bardziej wolę od tortu jakiekolwiek ciasto, nawet najzwyklejsze.
W życiu nie jadłam tortu, który zasmakował mi tak, że wzięłabym dokładkę, w najlepszym przypadku byłam w stanie zjeść cały kawałek. I to nieistotne czy tort był robiony przez kogoś, czy z "najlepszej" cukierni w mieście. I te torty z wczesnych lat 2000 także średnio wspominam, pamiętam jak zawsze na moje urodziny prosiłam babcie o miodownik - i tak jak tort zawsze po różnych okolicznościach zostawał i trzeba było wciskać gościom na wynos, to ciasto zawsze schodziło
1. Zupełnie pomijasz kwestie hormonów, które de facto decydują o tym, jak kalorie są wykorzystywane. Jak wspomniałam, organizm ludzki to nie piec, każdy będzie tę samą ilość kcal metabolizować trochę inaczej.agbmrctorakwin pisze: ↑śr lut 11, 2026 10:59 pm Tylko nie da się schudnąć nie ograniczając kalorii tzn. bez deficytu kalorycznego.
Jeśli chcesz schudnąć bez aktywności fizycznej i odejmujesz od swojego zera kalorycznego 300-500kcal to jesteś na deficycie.
Jeśli chcesz schudnąć za pomocą aktywności fizycznej i jesz tyle kalorii ile wynosi twoje zero + dodajesz aktywność fizyczna i spalasz te kilkaset kalorii to nadal jesteś na deficycie kalorycznym, bo zwiększając swoją aktywność rośnie ci zapotrzebowanie. Wiadomo, że restrykcje nie są dobre ale nie każdy deficyt równa się z restrykcjami, wiadomo że trzeba zachować zdrowy rozsądek
2. Nie jesteś w stanie z tak dużą dokładnością wyliczyć realnego zapotrzebowania, szczególnie u kobiet, bo my mamy duże wahania a już szczególnie kobiety otyłe bo tkanka tłuszczowa jest hormonalnie aktywna, co wpływa na wchłanianie i metabolizm
3. Nie jesteś w stanie bez specjalistycznych badań wyliczyć dokładnie wchłaniania a różnice potrafią iść w kilkaset kcal dobowo - jak masz na jakimś powiedzmy batoniku napisane że ma 100 kcal to gwarantuję Ci, że tych 100 kcal nie wchłoniesz, bo to jest zależne od hormonów, stanu jelit, mikrobioty i to wchłanianie też się w czasie zmienia (choćby gdy zmienia się mikrobiota, a ona się zmienia jak np wchodzić na dietę) więc nawet gdybyś zrobił bardzo dokładne badania ile wchłaniają, to byś je i tak musiał powtarzać co chwila. W każdym razie efekt jest taki, że przyswajasz mniej niż Ci się wydaje i co przede wszystkim podważa sens takich wyliczeń, a po drugie bardzo łatwo zejść do zbyt niskich poziomów a chyba się zgodzisz, że nadmierny niedobór kcal jest wyniszczający w dłuższym okresie.
O aktywność fizycznej już napisałam. Zaś do tego, na co wypada zwrócić uwagę dodam, że istotna jest też pora posiłków, by zawsze była zbliżona. Dodatkowo, nie jestem zwolennikiem jedzenia wielu małych posiłków, wielu ekspertów na których opinie się natknęłam twierdzi, że lepiej zjeść mniejszą ilość większych posiłków. Chociaż to akurat każdy musi dostosować pod styl życia ale też np czy nie ma za dużych spadków glukozy.
Jest jeszcze kilka innych kwestii, które u mnie były pomocne. Co mogę powiedzieć to to, że ani razu nie przeliczyłam kcal a jednak metoda okazała się najskuteczniejsza.
Kto jest w cyrku ten się nie śmieje
- agbmrctorakwin
- MoetGlass
- Posty: 250
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Zdaje sobie sprawę, że hormony są ważne przy odchudzaniu, ale one nie zastępują deficytu, tylko wpływają na to jak on u nas wygląda. To że każdy metabolizuje jedzenie trochę inaczej oznacza po prostu, że jedna osoba chudnie np. przy 2000 kcal, a inna przy 1800 kcal, ale zasada pozostaje ta sama. Brak możliwości idealnego wyliczenia kalorii nie sprawia, że liczby są bezużyteczne, one są punktem odniesienia, który sprawdzasz w praktyce i zmieniasz gdy waga nie spada. Jeśli ktoś chudnie bez liczenia to dlatego, że dzięki lepszym wyborom nieświadomie zaczął dostarczać mniej energii niż zużywa. Prawda jest taka, że nawet jedząc same fast foody i słodycze, zachowując przy tym deficyt kaloryczny można schudnąć (oczywiście nie oznacza to, że jest to zdrowe, wręcz przeciwnie).Fjoki pisze: ↑śr lut 11, 2026 11:18 pm 1. Zupełnie pomijasz kwestie hormonów, które de facto decydują o tym, jak kalorie są wykorzystywane. Jak wspomniałam, organizm ludzki to nie piec, każdy będzie tę samą ilość kcal metabolizować trochę inaczej.
2. Nie jesteś w stanie z tak dużą dokładnością wyliczyć realnego zapotrzebowania, szczególnie u kobiet, bo my mamy duże wahania a już szczególnie kobiety otyłe bo tkanka tłuszczowa jest hormonalnie aktywna, co wpływa na wchłanianie i metabolizm
3. Nie jesteś w stanie bez specjalistycznych badań wyliczyć dokładnie wchłaniania a różnice potrafią iść w kilkaset kcal dobowo - jak masz na jakimś powiedzmy batoniku napisane że ma 100 kcal to gwarantuję Ci, że tych 100 kcal nie wchłoniesz, bo to jest zależne od hormonów, stanu jelit, mikrobioty i to wchłanianie też się w czasie zmienia (choćby gdy zmienia się mikrobiota, a ona się zmienia jak np wchodzić na dietę) więc nawet gdybyś zrobił bardzo dokładne badania ile wchłaniają, to byś je i tak musiał powtarzać co chwila. W każdym razie efekt jest taki, że przyswajasz mniej niż Ci się wydaje i co przede wszystkim podważa sens takich wyliczeń, a po drugie bardzo łatwo zejść do zbyt niskich poziomów a chyba się zgodzisz, że nadmierny niedobór kcal jest wyniszczający w dłuższym okresie.
O aktywność fizycznej już napisałam. Zaś do tego, na co wypada zwrócić uwagę dodam, że istotna jest też pora posiłków, by zawsze była zbliżona. Dodatkowo, nie jestem zwolennikiem jedzenia wielu małych posiłków, wielu ekspertów na których opinie się natknęłam twierdzi, że lepiej zjeść mniejszą ilość większych posiłków. Chociaż to akurat każdy musi dostosować pod styl życia ale też np czy nie ma za dużych spadków glukozy.
Jest jeszcze kilka innych kwestii, które u mnie były pomocne. Co mogę powiedzieć to to, że ani razu nie przeliczyłam kcal a jednak metoda okazała się najskuteczniejsza.
*moja odpowiedź dotyczy osób zdrowych, nie wypowiadam się jak sytuacja wygląda u osób z chorobami/zaburzeniami typu IO, bo się na nich nie znam*
-
Gdymniesenzmorzy
- ToTylkoHermes
- Posty: 744
- Rejestracja: sob maja 20, 2023 11:29 am
Mam tak samo.Tylko dla mnie mogą nie istnieć żadne ciastaagbmrctorakwin pisze: ↑śr lut 11, 2026 9:03 pm Nie wiem czy to się zaliczy do niepopularnej opinii ale korzystając, że jest temat tortów skorzystam:
Dużo bardziej wolę od tortu jakiekolwiek ciasto, nawet najzwyklejsze.
W życiu nie jadłam tortu, który zasmakował mi tak, że wzięłabym dokładkę, w najlepszym przypadku byłam w stanie zjeść cały kawałek. I to nieistotne czy tort był robiony przez kogoś, czy z "najlepszej" cukierni w mieście. I te torty z wczesnych lat 2000 także średnio wspominam, pamiętam jak zawsze na moje urodziny prosiłam babcie o miodownik - i tak jak tort zawsze po różnych okolicznościach zostawał i trzeba było wciskać gościom na wynos, to ciasto zawsze schodziło
Miałam IO.agbmrctorakwin pisze: ↑śr lut 11, 2026 11:46 pm Zdaje sobie sprawę, że hormony są ważne przy odchudzaniu, ale one nie zastępują deficytu, tylko wpływają na to jak on u nas wygląda. To że każdy metabolizuje jedzenie trochę inaczej oznacza po prostu, że jedna osoba chudnie np. przy 2000 kcal, a inna przy 1800 kcal, ale zasada pozostaje ta sama. Brak możliwości idealnego wyliczenia kalorii nie sprawia, że liczby są bezużyteczne, one są punktem odniesienia, który sprawdzasz w praktyce i zmieniasz gdy waga nie spada. Jeśli ktoś chudnie bez liczenia to dlatego, że dzięki lepszym wyborom nieświadomie zaczął dostarczać mniej energii niż zużywa. Prawda jest taka, że nawet jedząc same fast foody i słodycze, zachowując przy tym deficyt kaloryczny można schudnąć (oczywiście nie oznacza to, że jest to zdrowe, wręcz przeciwnie).
*moja odpowiedź dotyczy osób zdrowych, nie wypowiadam się jak sytuacja wygląda u osób z chorobami/zaburzeniami typu IO, bo się na nich nie znam*
Ja zaznaczę, że mówię o zrzucaniu nadmiernych kilogramów, nie np z wagi prawidłowej do niedowagi, czyli mówię o przywracaniu zdrowia. Jak mówisz, można zeszczupleć na hamburgerach ale to będzie ze szkodą dla zdrowia, nabawisz się niedoborów, rozwalisz wątrobę, nerki etc. a to jest odwrotne do celu, czyli właśnie przywrócenia zdrowia. Jeśli komuś zależy tylko i wyłącznie na estetyce, to wiadomo, metod jest dużo, legalne, nielegalne. Ja mówię o zdrowym i zdroworozsądkowym podejściu i walce o zdrowie.
Podtrzymuję to, że liczby nie mają aż takiego znaczenia, bo jeśli masz mocno zaburzoną mikrobiotę i rozregulowane hormony, wydzielanie, to sobie rozpiszesz np 1800 a finalnie Twoje ciało dostanie 1300 i nie masz nawet podstaw pokrytych. Jakość kalorii jest istotniejsza.
To jest oparte na tezie, że energetycznie nie kalkuluje się wchłanianie wszystkiego jeśli zapotrzebowanie zostało pokryte, więc jak się zje za dużo, to organizm niepotrzebną resztę po prostu wydali - pod warunkiem że żywność jest zdrowa (czyli niepotrzetworzona bądź przetworzona w niewielkim stopniu). Biologia promuje efektywność i optymalizację, a nie kalkuluje się wydawanie energii na pozyskanie energii, która nie jest potrzebna. (Bo trawienie i metabolizowanie też spala energię)
Oczywiście jak się startuje, to mikrobiota i poziomy hormonów etc nie będą od pierwszego posiłku idealne, natomiast kontynuując organizm wraca stopniowo do balansu, czyli stanu wyjściowego - poprawa mikrobioty, zmniejszenie ilości tkanki tłuszczowej, wyregulowanie hormonów. I oczywiście, jak już pisałam, aktywność fizyczna (codzienny ruch, choćby dłuższy spacer też będzie super jak nie można sobie pozwolić na więcej), nawadnianie, dobry sen, regularne posiłki. Szkoda mentalnej energii na liczenie kcal, lepiej się skupić na tym, żeby było zdrowo.
Kto jest w cyrku ten się nie śmieje
Obie macie rację dziewczyny bo każdy medal ma dwie strony. Owszem deficyt jest kluczowy i bez niego nie da się schudnąć ale szereg czynników utrudniających np. Io czy wahania cukru przez które aż zmusza człowieka do ciągłego podjadania może powodować że ciężko go utrzymać.
Ja jeszcze dodam, że ta narracja „możesz jeść wszystko byle być na deficycie” to troszkę pułapka! A już mówię czemu. Owszem jest to prawda i jak zjesz sobie pączka czy chipsy to nie umrzesz ALE z tego co obserwuję to podejście nie uczy w ogóle zdrowych nawyków często. W sensie przechodzą ludzie na dietę i liczą kalorie i jedzą jak jedli tylko mniej. Np. Dużo słodyczy czy fast foodow tylko wliczają to w kalorie. I działa bo deficyt działa tylko zgadnijcie co się dzieje jak odstawiają liczenie kalorii i wagę kuchenną? No jojo bo nie wykształcili zdrowych i nowych nawyków żywieniowych i wracają do tego co było. A dobrze wiemy, że nie da się całe życie ważyć wszystkiego i liczyć kalorii
Ja jeszcze dodam, że ta narracja „możesz jeść wszystko byle być na deficycie” to troszkę pułapka! A już mówię czemu. Owszem jest to prawda i jak zjesz sobie pączka czy chipsy to nie umrzesz ALE z tego co obserwuję to podejście nie uczy w ogóle zdrowych nawyków często. W sensie przechodzą ludzie na dietę i liczą kalorie i jedzą jak jedli tylko mniej. Np. Dużo słodyczy czy fast foodow tylko wliczają to w kalorie. I działa bo deficyt działa tylko zgadnijcie co się dzieje jak odstawiają liczenie kalorii i wagę kuchenną? No jojo bo nie wykształcili zdrowych i nowych nawyków żywieniowych i wracają do tego co było. A dobrze wiemy, że nie da się całe życie ważyć wszystkiego i liczyć kalorii
Jako że były rozmowy o słodkościach i kaloriach, w ten tłusty czwartek chcę powiedzieć, że NIE ZNOSZĘ tych wszystkich fancy dubajskich red velvet pączków za miliony monet. Dla mnie prawdziwy pączek to tylko z lukrem i marmoladą. Dziękuję, pozdrawiam.
i am a god
- gunernialne
- SweetsGallery
- Posty: 1721
- Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm
Jak widzę te pączki, w których jest więcej budyniopodobnego nadzienia niż ciasta to robi mi się słabo
Przekazuję się w spadku ziemi, by wyrosnąć z trawy, którą kocham,
Jeśli zechcecie mnie znowu, szukajcie mnie pod podeszwą buta
Jeśli zechcecie mnie znowu, szukajcie mnie pod podeszwą buta
-
PrincessKitty
- Mokra Włoszka
- Posty: 61
- Rejestracja: wt lis 14, 2023 11:24 pm
This, a znalezienie tortu weselnego, który nie byłby nasączony i namoknięty jak gąbka graniczyło z cudem. Dlatego na swoim weselu mieliśmy prosty waniliowy biszkopt z kremem śmietankowym i czymś w rodzaju frużeliny brzoskwiniowej i był super ekstra.
Nie cierpię też tortów/ciast z milionami mas, tysiącem różnych warstw biszkoptów (jeden ciemny, drugi jasny, inny z kokosem etc). Koszmarem mojego dzieciństwa było ciasto "Snickers", które moja matka robiła na wszystkie większe okazje. Staram się teraz wygooglać ten przepis, jednak chyba reszta polski uważa za ciasto snickers coś, co u mnie było nazywane 3Bitem :D Snickers w wykonaniu mojej matki to były dwie warstwy ciemnego biszkopa, w środku był orzechowy, do tego jedna masa była chyba śmietankowa, druga-kakaowa, a całość była oblana polewą czekoladową i wiórkami kokosowymi (rzadziej orzechami włoskimi). Coś strasznego, nie cierpię tego typu wynalazków :D
Mam podobnie choć u mnie bardziej ten pogląd przekłada się na ciasta :D. Akurat ciasto snickers i 3bit lubię ale nie znoszę wielowarstwowych ciast. Chodzi mi o takie, gdzie są biszkopt/pianka/galaretka/polewa/owoce na wierzchu.PrincessKitty pisze: ↑czw lut 12, 2026 12:17 pm This, a znalezienie tortu weselnego, który nie byłby nasączony i namoknięty jak gąbka graniczyło z cudem. Dlatego na swoim weselu mieliśmy prosty waniliowy biszkopt z kremem śmietankowym i czymś w rodzaju frużeliny brzoskwiniowej i był super ekstra.
Nie cierpię też tortów/ciast z milionami mas, tysiącem różnych warstw biszkoptów (jeden ciemny, drugi jasny, inny z kokosem etc). Koszmarem mojego dzieciństwa było ciasto "Snickers", które moja matka robiła na wszystkie większe okazje. Staram się teraz wygooglać ten przepis, jednak chyba reszta polski uważa za ciasto snickers coś, co u mnie było nazywane 3Bitem :D Snickers w wykonaniu mojej matki to były dwie warstwy ciemnego biszkopa, w środku był orzechowy, do tego jedna masa była chyba śmietankowa, druga-kakaowa, a całość była oblana polewą czekoladową i wiórkami kokosowymi (rzadziej orzechami włoskimi). Coś strasznego, nie cierpię tego typu wynalazków :D
Dla mnie proste kruche ciasto z owocami > wielowarstwowce :D
- Juliaturczyniak
- Dieta 600 kcal
- Posty: 2326
- Rejestracja: czw gru 19, 2024 8:36 pm
chleb_ze_smalcem pisze: ↑wt lut 10, 2026 7:45 pm Sos czosnkowy jest niedobry. Na pizzy to jedno z największych nieporozumień kulinarnych. Prawie jak frytki z majonezem.
To ja mam tak z keczupem.
Nienawidzę pizzy z keczupem, dodatkowo frytki z keczupem są dla mnie nudne, wolę już je zjeść z tym majonezem.
- Juliaturczyniak
- Dieta 600 kcal
- Posty: 2326
- Rejestracja: czw gru 19, 2024 8:36 pm
W punkt. Jestem z Warszawy,to moje rodzinne miasto i nienawidzę ścisłego centrum,bardzo rzadko tam bywam i nigdy nie mieszkałam w tych okolicach.Jennifer pisze: ↑śr lut 11, 2026 9:53 am Znaczna część ludzi hejtujących Warszawę patrzy na nią przez pryzmat ścisłego, zatłoczonego centrum (okolic dworca centralnego) bądź tiktoków o warszawskim zapaleniu opon mózgowych. Parę lat temu mnie samą to miasto przerażało, a później zaczęłam regularnie tam jeździć, co bardzo zmieniło moją perspektywę. Warszawa jest świetnie skomunikowana, jest tam wiele muzeów, parków, teatrów, galerii, restauracji chyba z każdą możliwą kuchnią świata. Każdy znajdzie coś dla siebie. Znam niestety za dużo osób, którzy będąc tam przejazdem weszli na siku do Złotych Tarasów i później krzyczą, jaka to Warszawa jest brudna, zatłoczona i głośna. Ogólnie to dotyczy też innych miast, gdzie będąc przez 10 minut już wyrabiasz sobie opinię, ale spotykam się z pukaniem w czoło, kiedy otwarcie mówię, że lubię Warszawę i jeżdżę tam przynajmniej kilka razy w roku.
Czy to jest typowe dla mieszkańców dużych miast, którzy się w nich urodzili? Mam znajomą, która mieszka w moim absolutnie ulubionym mieście, w Pradze, i też kiedyś mówiła, że do centrum jeździ najwyżej raz w roku, podczas Świąt :o Ja bym tam chyba codziennie spacerowała po starym mieście :DJuliaturczyniak pisze: ↑czw lut 12, 2026 1:32 pm W punkt. Jestem z Warszawy,to moje rodzinne miasto i nienawidzę ścisłego centrum,bardzo rzadko tam bywam i nigdy nie mieszkałam w tych okolicach.![]()
Jestem jedną z tych osób. Ilość turystów odbiera przyjemność ze spacerowania. Jest za głośno i za tłoczno. Do tego względy logistyczne, bo Warszawa jest bardzo duża, więc do spacerów po starym mieście trzeba doliczyć czas dojazdu ew. Parkowania. Dodam od siebie, że mnie warszawska starówka nie zachwyca. Miejscami widzę, że została odbudowana po kosztach przez komunistow. Dlatego wolę jechać na przykład na dzień do Krakowa, który odbiega znacząco klimatem od Warszawy niż jechać na starówkę w Warszawie.Brida pisze: ↑czw lut 12, 2026 1:49 pm Czy to jest typowe dla mieszkańców dużych miast, którzy się w nich urodzili? Mam znajomą, która mieszka w moim absolutnie ulubionym mieście, w Pradze, i też kiedyś mówiła, że do centrum jeździ najwyżej raz w roku, podczas Świąt :o Ja bym tam chyba codziennie spacerowała po starym mieście :D
- gunernialne
- SweetsGallery
- Posty: 1721
- Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm
Sytuacja, gdy w rodzinie patchworkowej pojawia się wspólne dziecko pary zawsze kończy się krzywdą tego wcześniejszego dziecka/dzieci jednej ze stron
Przekazuję się w spadku ziemi, by wyrosnąć z trawy, którą kocham,
Jeśli zechcecie mnie znowu, szukajcie mnie pod podeszwą buta
Jeśli zechcecie mnie znowu, szukajcie mnie pod podeszwą buta
W Warszawie centrum zawsze zapchane i łażą ci wstrętni ludzie wypuszczający te trucizny z vape'a prosto w twarz, ohyda. Na starówce też bardzo dużo ludzi zazwyczaj, chyba że się zapuścisz głębiej, z drugiej strony, nie od pomnika. Tak to jest chyba, że jak można w każdej chwili podjechać to nie jest to aż tak fascynujące, jak gdyby to miała być rzadka wyprawa.Brida pisze: ↑czw lut 12, 2026 1:49 pm Czy to jest typowe dla mieszkańców dużych miast, którzy się w nich urodzili? Mam znajomą, która mieszka w moim absolutnie ulubionym mieście, w Pradze, i też kiedyś mówiła, że do centrum jeździ najwyżej raz w roku, podczas Świąt :o Ja bym tam chyba codziennie spacerowała po starym mieście :D
Kto jest w cyrku ten się nie śmieje
-
dziwnerzeczy
- Srebrna Kropeczka
- Posty: 155
- Rejestracja: pt wrz 30, 2022 11:04 pm
Coś w tym jest. Znajomi z Nicei mówią, że plaże i ich okolice są dla turystów, bo Nicejczyk po prostu popatrzy z daleka na morze, żeby się upewnić, że ono wciąż tam jest. I to wystarczy do szczęścia i spokoju. :DBrida pisze: ↑czw lut 12, 2026 1:49 pm Czy to jest typowe dla mieszkańców dużych miast, którzy się w nich urodzili? Mam znajomą, która mieszka w moim absolutnie ulubionym mieście, w Pradze, i też kiedyś mówiła, że do centrum jeździ najwyżej raz w roku, podczas Świąt :o Ja bym tam chyba codziennie spacerowała po starym mieście :D