Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Niepopularne opinie o życiu

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
PEONIA
Collagen z chlorellą
Posty: 3979
Rejestracja: wt sty 18, 2022 6:37 pm

Re: Niepopularne opinie o życiu

Post autor: PEONIA »

malloryknox pisze: pn lut 16, 2026 8:20 pm Dla ciebie to może coś złego, dla mnie to święty spokój. Kiedyś jak nie bawiłaś się z kimś w small talk w windzie czy na korytarzu, uznawano cię za dzikuskę, dziś to zupełnie normalne, że nie chcesz gadać z obcymi. Ja nie jestem za tym, żeby zupełnie odcinać się od ludzi. Sama mam partnera i wielu znajomych, z którymi chodzimy często na piwo, na obiad, na kawę, na koncerty. Ale nie wyobrażam sobie wysługiwać się nimi, bo to oznaczałoby dla mnie, że będę im coś dłużna. Chcę mieć znajomych, nie służących.
A dziś jest odwrotnie - chcesz się do kogoś odezwać w windzie to jesteś dzikuską, już nie mówiąc o tym jakby np. upiec ciasto i zaprosić do siebie sąsiadów by się poznać - chyba by ludziom oczy z orbit z szoku wypadły...

Ja rozumiem święty spokój ale sytuacja, że ludzie dzień dobry nie umieją odpowiedzieć na klatce też nie jest normalna...
Clarion
FejkTiffany
Posty: 656
Rejestracja: ndz mar 17, 2024 12:41 pm

Post autor: Clarion »

ballerinacappuccina pisze: pn lut 16, 2026 7:24 pm Dla mnie ta "sąsiedzka życzliwość" trąci parszywą komuną i cwaniactwem. Tylu ludzi zostało wykorzystanych w ten sposób, bo chcieli być mili i komuś pomóc. Ja ogólnie nie rozumiem takich sąsiedzkich zażyłości - rodzina, przyjaciele, jasne, trzymajmy się razem, ale ludzie, którzy po prostu kupili/wynajęli mieszkanie obok mnie to są obce osoby. I mam taką teorię, że ci, którzy płaczą, że kiedyś ludzie mieli mniej, lecz byli bliżej siebie, zwyczajnie nie mogą pogodzić się z tym, że nie każdego już da się tak łatwo wykorzystywać do własnych korzyści.
Ja uważam, że na tym polega zwycięstwo kapitalizmu - pozbawił nas wzajemnej życzliwości i zmonetyzował przysługi, które kiedyś były całkowicie normalne i służyły m.in. podtrzymywaniu więzi. Moja babcia wpadała do sąsiadki jednego dnia po szklankę cukru, w następnym tygodniu sąsiadka pożyczała od niej coś innego. Pogadały przy okazji, wszyscy zadowoleni. Ale to była "parszywa komuna i cwaniactwo", wolność polega na tym, by zrobić zakupy online i czekać, aż przedstawiciel mniejszości etniczej przywiezie ci worek ziemniaków kupiony przez apkę. XD
Awatar użytkownika
Fjoki
WążNaTshircie
Posty: 1584
Rejestracja: wt lis 04, 2025 9:01 pm

Post autor: Fjoki »

PEONIA pisze: pn lut 16, 2026 8:35 pm A dziś jest odwrotnie - chcesz się do kogoś odezwać w windzie to jesteś dzikuską, już nie mówiąc o tym jakby np. upiec ciasto i zaprosić do siebie sąsiadów by się poznać - chyba by ludziom oczy z orbit z szoku wypadły...

Ja rozumiem święty spokój ale sytuacja, że ludzie dzień dobry nie umieją odpowiedzieć na klatce też nie jest normalna...
Tak, właśnie o tym mówię. Jakby z jednej skrajności wskoczyliśmy w drugą. A ja myślę, że to ważne i bardzo w życiu pomocne, jeśli ma się dobre relacje z sąsiadami. Tak, są to ludzie przypadkowi a nie rodzina, ale też nie mówię, że trzeba zawiązywać od razu jakieś głębokie przyjaźnie. Ale żeby się znać, kojarzyć. To również zwiększa bezpieczeństwo nas wszystkich.
Kto jest w cyrku ten się nie śmieje
Awatar użytkownika
agbmrctorakwin
MoetGlass
Posty: 250
Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm

Post autor: agbmrctorakwin »

PEONIA pisze: pn lut 16, 2026 8:35 pm A dziś jest odwrotnie - chcesz się do kogoś odezwać w windzie to jesteś dzikuską, już nie mówiąc o tym jakby np. upiec ciasto i zaprosić do siebie sąsiadów by się poznać - chyba by ludziom oczy z orbit z szoku wypadły...

Ja rozumiem święty spokój ale sytuacja, że ludzie dzień dobry nie umieją odpowiedzieć na klatce też nie jest normalna...
Ja mówię dzień dobry ale nie lubię gdy ktoś obcy do mnie zagaduje, tak samo gdyby ktoś z sąsiadów zaprosiłby mnie na ciasto to grzecznie bym odmówiła i to nie powinno wzbudzać żadnych kontrowersji czy oburzenia. Ludzie mają prawo zgadywać w windzie gdy czują taką potrzebę ale tak samo druga strona ma prawo grzecznie ukrócić rozmowę lub nie być w pełni zaangażowanym. Przez całe życie jako introwertyczka słyszę: "a co ty taka cicha, małomówna" "ktoś tu chyba nie ma humoru" "musisz się po prostu otworzyć" "nie bój się, nikt cię nie ugryzie' itp. Za to gdyby powiedzieć ekstrawertykowi, który ciągle zagaduje i musi być w centrum uwagi że nie każdy może chcieć z nim gadać, że jest zbyt absorbujący lub po prostu żeby się zamknął to od razu oburzenie i obraza, że jak można powiedzieć coś tak "chamskiego".
Awatar użytkownika
again
Koczkodan
Posty: 111
Rejestracja: sob kwie 12, 2025 11:30 pm

Post autor: again »

Fjoki pisze: pn lut 16, 2026 8:13 pm Ja należę do osób, które ubolewają, że ludzie tak bardzo się od siebie odcinają ale akurat daleko mi do wykorzystywania innych. Przecież bycie na stopie koleżeńskiej z sąsiadami też nie oznacza braku granic.
O to to, też od razu pomyślałam o granicach.
Bycie na stopie koleżeńskiej z sąsiadami i sąsiadkami może być super, ALE kiedy się umie stawiać granicę oraz je szanować. Z moich obserwacji oraz autopsji oceniam, że z tym wielu z nas ma ogromny problem.
Szkoda, że nas nie uczą w szkole takiej sąsiedzkiej etykiety :)
Awatar użytkownika
kiciakociaaa2137
Bagietka z szarlott
Posty: 166
Rejestracja: śr paź 30, 2024 1:52 pm

Post autor: kiciakociaaa2137 »

PEONIA pisze: pn lut 16, 2026 8:35 pm A dziś jest odwrotnie - chcesz się do kogoś odezwać w windzie to jesteś dzikuską, już nie mówiąc o tym jakby np. upiec ciasto i zaprosić do siebie sąsiadów by się poznać - chyba by ludziom oczy z orbit z szoku wypadły...

Ja rozumiem święty spokój ale sytuacja, że ludzie dzień dobry nie umieją odpowiedzieć na klatce też nie jest normalna...
Jest różnica miedzy zachowywaniem podstawowych zasad kultury typu mówienie „dzień dobry” a pieczeniem ciast i próbą zaprzyjaźnienia się z ludźmi, którzy sobie tego nie życzą.
𝘭𝘪𝘷𝘦, 𝘭𝘢𝘶𝘨𝘩, 𝘭𝘰𝘣𝘰𝘵𝘰𝘮𝘺
Awatar użytkownika
Fjoki
WążNaTshircie
Posty: 1584
Rejestracja: wt lis 04, 2025 9:01 pm

Post autor: Fjoki »

again pisze: pn lut 16, 2026 10:09 pm O to to, też od razu pomyślałam o granicach.
Bycie na stopie koleżeńskiej z sąsiadami i sąsiadkami może być super, ALE kiedy się umie stawiać granicę oraz je szanować. Z moich obserwacji oraz autopsji oceniam, że z tym wielu z nas ma ogromny problem.
Szkoda, że nas nie uczą w szkole takiej sąsiedzkiej etykiety :)
W szkole niestety nie uczą nas bardzo wielu przydatnych w życiu umiejętności 🥲 nauka o budowaniu relacji z ludźmi byłaby niesamowicie pomocna.
Kto jest w cyrku ten się nie śmieje
Awatar użytkownika
Fjoki
WążNaTshircie
Posty: 1584
Rejestracja: wt lis 04, 2025 9:01 pm

Post autor: Fjoki »

kiciakociaaa2137 pisze: pn lut 16, 2026 10:21 pm Jest różnica miedzy zachowywaniem podstawowych zasad kultury typu mówienie „dzień dobry” a pieczeniem ciast i próbą zaprzyjaźnienia się z ludźmi, którzy sobie tego nie życzą.
Pytanie skąd wiadomo, że sobie nie życzą? Właśnie też o to chodzi, że ludzie się tak od siebie odcinają, że nawet nie ma szansy się przekonać, czy z kimś byś nie złapała jakiejś super nici porozumienia.
Kto jest w cyrku ten się nie śmieje
Awatar użytkownika
again
Koczkodan
Posty: 111
Rejestracja: sob kwie 12, 2025 11:30 pm

Post autor: again »

Fjoki pisze: pn lut 16, 2026 10:21 pm W szkole niestety nie uczą nas bardzo wielu przydatnych w życiu umiejętności 🥲 nauka o budowaniu relacji z ludźmi byłaby niesamowicie pomocna.
Aż mi zaświtał w głowie dowcip o sąsiadach, spytałam ChatGpt jak to leciało (spory off top ale bardzo lubię ten dowcip, bo mam wrażenie że trafnie opisuje nasza naturę nakręcania się w głowie zamiast skutecznej komunikacji heh) Uwaga, leci:

Facetowi zepsuła się półka i potrzebuje wiertarki. Myśli:
„Pójdę do sąsiada, pożyczę. Przecież ma wiertarkę.”

Wychodzi na klatkę, ale już zaczyna rozkminiać:
„Kurczę… dawno z nim nie gadałem. Może pomyśli, że tylko czegoś chcę.”

Schodzi piętro niżej:
„No tak… ostatnio powiedział mi tylko ‘dzień dobry’. Taki jakiś chłodny był. Pewnie mnie nie lubi.”

Staje przed drzwiami:
„On specjalnie taki jest. Na pewno teraz też będzie kręcił nosem. Powie, że nie ma albo że zajęty. Ludzie to jednak są egoistyczni.”

Podnosi rękę do dzwonka:
„Ja bym pożyczył bez problemu! A ten? Pewnie jeszcze będzie miał pretensje, że mu zawracam głowę.”

Dzwoni. Drzwi się otwierają. Sąsiad uśmiechnięty mówi:
— Cześć, co tam?

A facet na to, cały nabuzowany:
— A wiesz co?! Tę swoją wiertarkę to sobie możesz w dupę wsadzić!
PEONIA
Collagen z chlorellą
Posty: 3979
Rejestracja: wt sty 18, 2022 6:37 pm

Post autor: PEONIA »

kiciakociaaa2137 pisze: pn lut 16, 2026 10:21 pm Jest różnica miedzy zachowywaniem podstawowych zasad kultury typu mówienie „dzień dobry” a pieczeniem ciast i próbą zaprzyjaźnienia się z ludźmi, którzy sobie tego nie życzą.
Mówisz jakby zjeżdżali z tym ciastem na linie i próbowali Ci wejść przez balkon :p
Jak sobie nie życzą to powiedzą i po sprawie i nikt nie powinien się o to obrażać. Problem w tym jak pisze ktoś wyżej - nawet zapytać już nie można bo odbierane jest to dziwne
PEONIA
Collagen z chlorellą
Posty: 3979
Rejestracja: wt sty 18, 2022 6:37 pm

Post autor: PEONIA »

agbmrctorakwin pisze: pn lut 16, 2026 9:13 pm Ja mówię dzień dobry ale nie lubię gdy ktoś obcy do mnie zagaduje, tak samo gdyby ktoś z sąsiadów zaprosiłby mnie na ciasto to grzecznie bym odmówiła i to nie powinno wzbudzać żadnych kontrowersji czy oburzenia. Ludzie mają prawo zgadywać w windzie gdy czują taką potrzebę ale tak samo druga strona ma prawo grzecznie ukrócić rozmowę lub nie być w pełni zaangażowanym. Przez całe życie jako introwertyczka słyszę: "a co ty taka cicha, małomówna" "ktoś tu chyba nie ma humoru" "musisz się po prostu otworzyć" "nie bój się, nikt cię nie ugryzie' itp. Za to gdyby powiedzieć ekstrawertykowi, który ciągle zagaduje i musi być w centrum uwagi że nie każdy może chcieć z nim gadać, że jest zbyt absorbujący lub po prostu żeby się zamknął to od razu oburzenie i obraza, że jak można powiedzieć coś tak "chamskiego".
O matko strasznie współczuję w sensie, że musisz słuchać takich głupich tekstów.
Dajmy ludziom być kim są i szanujmy ich granice. Też mnie to denerwuje i staram się stawać w obronie bo to nie jest fair.
Masz prawo być introwertykiem i żyć zgodnie z tym.
Ludzie którzy walą takie teksty to nie szanują czyiś granic i chcą się dowartościować. Serio już ja na własnym przykładzie doświadczyłam i jakbyś była ekstrawertykiem to by się czepiali innych rzeczy.
Miałam tak kiedyś w pracy jak byłam bardzo młoda „ohh przyszła nasza gwiazda”, „trajkocze i trajkocze, buzia się nie zamyka ( niby w żartach), no to uznałam, że widocznie im przeszkadza moja ekspansywność i jestem uciążliwa postanowiłam się stonować, nie zamilknąć i się obrazić ale się wyciszyć bo widocznie im przeszkadzam w pracy . I co wtedy „chyba się obraziłaś”, „zadziera nosa” „nie odzywa się do nas” „ a co ona taka cicha” nawet szefowej płakali w rękaw że się nie integruje z nimi i mogłabym się otworzyć XD to nie chodzi o Twój charakter bezpośrednio przy takich tekstach
GapaGlapa
ZdalnaFanka
Posty: 495
Rejestracja: pt gru 13, 2024 10:01 pm

Post autor: GapaGlapa »

Ja jako introwertyk ogromnie się cieszę, że minęły już czasy, że sąsiad, wujek, szwagier bez pytania ładował się na chatę w celach towarzyskich.

I jestem tak trochę po środku, no bo zdaje sobie sprawę , że nie da się przeżyć życia samemu, ale ja w towarzystwie koszmarnie się męczę, tzn. godzinka-dwie na kawę i ploteczki jak najbardziej, powyżej dwóch godzin jestem zmęczona, zmuszam się do rozmowy, a kolejny dzień odreagowuje milcząc 🙈
123wiosna123
Collagen z chlorellą
Posty: 3991
Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am

Post autor: 123wiosna123 »

Fjoki pisze: pn lut 16, 2026 8:11 pm A nie masz wrażenia, że przez to jako ludzie się od siebie oddalamy? Że nie ma takich więzi społecznych jak kiedyś? Rozumiem Twój punkt widzenia, tylko mam wrażenie, że to ma też swoje negatywne strony.
Dajcie spokoj z tym oddalaniem sie i więziami. Kiedyś ludzie to robili bo musieli a teraz kiedy maja inne możliwości to tego nie chca. Ktoś ma sie zmuszać żeby zachowywav jakies więzi bo trzeba? Po co?
Nie ma nic gorszego niz te wspaniałe więzi polegające na podwozeniu bo trzeba, na robieniu czegokolwiek bo trzeba
Nie ma nic bardziej żałosnego niz to kiedyś to bylo. Wspaniałe ze bylo i nie wroci. Naprawde nikt wam nie broni zawiązywania tych więzi, chodzenia do sąsiada po cukier. Możecie isc nawet dzidiaj. Ja sie ciesze ze te czasy minęły. Nie muszę robic tego czego nie chce i mam święty spokoj
Awatar użytkownika
jenta
ToTylkoHermes
Posty: 748
Rejestracja: pn mar 18, 2024 7:44 pm

Post autor: jenta »

Ja nigdy nie rozumiałam tego proszenia się o szklankę cukru czy mąki. Brakuje mi, to idę do sklepu, a nie chodzę po klatce. Zwłaszcza teraz, kiedy sklepy są na każdym kroku. U nas, jak byłam dzieckiem, to zawsze jakieś drobne remonty, typu odmalowanie mieszkania, robił któryś z sąsiadów, bo ktoś tam był w gorszej sytuacji i zawsze mu chociaż kilka złotych wpadło. Ale jak kiedyś do większego remontu mama wzięła sąsiada, męża najlepszej przyjaciółki, to mieszkanie wyszło tragiczne, a policzył i tak jak innym klientom. Tylko że przez to, że znajomy, to ani reklamacji nie wypada zrobić, ani się kłócić o swoje.

I tak mnie to nauczyło, że nawet samochodu nie oddaję po znajomości. Jak mi już ktoś ma coś spierdolić, to wolę, żeby to było na fakturę i żebym mogła się ubiegać o zwrot kosztów, niż potem się bujać i krzywo uśmiechać. Ogólnie, bardzo mi się podoba w Norwegii to, że tutaj do wszystkiego trzeba mieć specjalistę, więc automatycznie nawet nie można prosić sąsiada, żeby w kablach pogrzebał.
Awatar użytkownika
Clairess
MiamiBicz
Posty: 381
Rejestracja: pn gru 09, 2024 9:58 pm

Post autor: Clairess »

W mojej (pewnie dość popularnej) opinii ludzie zmęczeni tym, co widzieli za dzieciaka (tu: ciągłe natrętne wizyty krewnych i sąsiadów) wpadają w skrajność z drugiego końca spektrum. Tworzy się "pokoleniowa sinusoida", dzieci rodzące się dzisiaj zapewne za 20 lat będą odtwarzały rytuały różnych herbatek i small talków.

U mnie nie było ciągłych wizyt krewnych, relacji z sąsiadami, bo moi rodzice - zmęczeni czymś takim z własnego dzieciństwa - ukrócili to (jak na tamte czasy dość postępowo). I co? Z jednej strony jestem wdzięczna, że ominęły mnie te gorsze aspekty, ale z drugiej czułam się przez to chwilami wyalienowana i dziś sama dążę do np. posiadania relacji z sąsiadami.
I nie chodzi mi absolutnie o zaprzyjaźnianie się (choć jeśli trafi się fajna osoba to czemu nie?) ani narzucanie się.
W dzisiejszych czasach nie potrzebujemy też często przysług typu pożyczenie cukru.
Natomiast uważam, że warto znać (tzn. wiedzieć jak wyglądają, być oficjalnie zapoznanym) najbliższych sąsiadów, móc zgadać się w razie problemów z administracją budynku albo awarii, poprosić o zerknięcie na drzwi w razie wyjazdu. Ewentualnie powymieniać się przysługami zrobienia czegoś przy zwierzakach domowych (w razie wyjazdu posiadanie kogoś takiego na miejscu to złoto).

Widzę, że coraz więcej osób z mojego pokolenia wykazuje podobne inicjatywy i bardzo mnie to cieszy.
Rzeka.chaosu
SweetsGallery
Posty: 1718
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

Clairess pisze: wt lut 17, 2026 8:11 am W mojej (pewnie dość popularnej) opinii ludzie zmęczeni tym, co widzieli za dzieciaka (tu: ciągłe natrętne wizyty krewnych i sąsiadów) wpadają w skrajność z drugiego końca spektrum. Tworzy się "pokoleniowa sinusoida", dzieci rodzące się dzisiaj zapewne za 20 lat będą odtwarzały rytuały różnych herbatek i small talków.

U mnie nie było ciągłych wizyt krewnych, relacji z sąsiadami, bo moi rodzice - zmęczeni czymś takim z własnego dzieciństwa - ukrócili to (jak na tamte czasy dość postępowo). I co? Z jednej strony jestem wdzięczna, że ominęły mnie te gorsze aspekty, ale z drugiej czułam się przez to chwilami wyalienowana i dziś sama dążę do np. posiadania relacji z sąsiadami.
I nie chodzi mi absolutnie o zaprzyjaźnianie się (choć jeśli trafi się fajna osoba to czemu nie?) ani narzucanie się.
W dzisiejszych czasach nie potrzebujemy też często przysług typu pożyczenie cukru.
Natomiast uważam, że warto znać (tzn. wiedzieć jak wyglądają, być oficjalnie zapoznanym) najbliższych sąsiadów, móc zgadać się w razie problemów z administracją budynku albo awarii, poprosić o zerknięcie na drzwi w razie wyjazdu. Ewentualnie powymieniać się przysługami zrobienia czegoś przy zwierzakach domowych (w razie wyjazdu posiadanie kogoś takiego na miejscu to złoto).

Widzę, że coraz więcej osób z mojego pokolenia wykazuje podobne inicjatywy i bardzo mnie to cieszy.
Bliska mi osoba była takim dzieckiem. Jej mama spotykała się tylko z ciocią i babcią. Jedyne dziecko poza szkołą, z którym miała kontakt to była kuzynka. Znajomi z dzieciństwa to pani fryzjerka, ludzie z warzywniaków czy biblioteki. Dopiero w liceum zaczęła nadrabiać, ale jej mama i tak nie akceptowała gości. Miała trudną pracę, po której chciała odpoczywać w ciszy.

Ta osoba ma do mamy straszny żal, bo przełożyło się to wszystko na rekacje społeczne, różne umiejętności. Nadal ma trudności w nawiązywaniu kontaktów, takie odczucie typu "wszyscy obcy". To poszło dalej, bo mimo urody i inteligencji długo miała problemy z poznaniem kogoś do związku. Przez wąski krąg znajomych i trudności w tzw. small talkach była skazana na facetów z sieci. Wielu ją oszukało, wykorzystało. Obecnie jest samodzielna, ale ma starzejącą się i niesamodzielną mamę na głowie. Mama nie ma żadnych znajomych, a potrzebuje towarzystwa, pomocy w zakupach lub urzędzie. Nie mieszkają razem, więc ta mama ciągle do niej wydzwania. Gdyby to nie było tak straszne, to byłoby śmieszne.
astronautka123

Post autor: astronautka123 »

Rzeka.chaosu pisze: wt lut 17, 2026 9:46 am Bliska mi osoba była takim dzieckiem. Jej mama spotykała się tylko z ciocią i babcią. Jedyne dziecko poza szkołą, z którym miała kontakt to była kuzynka. Znajomi z dzieciństwa to pani fryzjerka, ludzie z warzywniaków czy biblioteki. Dopiero w liceum zaczęła nadrabiać, ale jej mama i tak nie akceptowała gości. Miała trudną pracę, po której chciała odpoczywać w ciszy.

Ta osoba ma do mamy straszny żal, bo przełożyło się to wszystko na rekacje społeczne, różne umiejętności. Nadal ma trudności w nawiązywaniu kontaktów, takie odczucie typu "wszyscy obcy". To poszło dalej, bo mimo urody i inteligencji długo miała problemy z poznaniem kogoś do związku. Przez wąski krąg znajomych i trudności w tzw. small talkach była skazana na facetów z sieci. Wielu ją oszukało, wykorzystało. Obecnie jest samodzielna, ale ma starzejącą się i niesamodzielną mamę na głowie. Mama nie ma żadnych znajomych, a potrzebuje towarzystwa, pomocy w zakupach lub urzędzie. Nie mieszkają razem, więc ta mama ciągle do niej wydzwania. Gdyby to nie było tak straszne, to byłoby śmieszne.
Nawiązuje do do pierwszej części - o trudnosci w zawieraniu znajomości. No bez przesady, jak można mieć żal do matki, że się nie umiało relacji nawiązać? Przecież większość relacji nawiązujesz w szkole (wcale nie musisz się z nikim spotykać w domu), na podwórku, swatanie chyba już też nie jest praktykowane?

Oczywiście to bardzo pobieżny opis ich relacji ale to nie brzmi jakby było zdrowo między nimi a temat zawierania znajomości jest tylko pretekstem lub jednym z wielu powodów konfliktu.
PEONIA
Collagen z chlorellą
Posty: 3979
Rejestracja: wt sty 18, 2022 6:37 pm

Post autor: PEONIA »

astronautka123 pisze: wt lut 17, 2026 10:52 am Nawiązuje do do pierwszej części - o trudnosci w zawieraniu znajomości. No bez przesady, jak można mieć żal do matki, że się nie umiało relacji nawiązać? Przecież większość relacji nawiązujesz w szkole (wcale nie musisz się z nikim spotykać w domu), na podwórku, swatanie chyba już też nie jest praktykowane?

Oczywiście to bardzo pobieżny opis ich relacji ale to nie brzmi jakby było zdrowo między nimi a temat zawierania znajomości jest tylko pretekstem lub jednym z wielu powodów konfliktu.
ojjj można. Ja znam sporo ludzi k†trzy wychowali się wsród świadków jehowy i niektórzy mieli naprawdę przerąbane bo mieli rygorystycznych rodziców - nie mogli nawet z dzieciakami w szkole się bawić, żadnych urodzin, żadnych zabaw na podwórku z dziećmi "ze świata", potem w wieku nastoletnim żadnych randek czy imprez.

W dorosłym życiu jak wychodzisz z domu to jest serio przerąbane po takim wychowaniu.
Awatar użytkownika
Clairess
MiamiBicz
Posty: 381
Rejestracja: pn gru 09, 2024 9:58 pm

Post autor: Clairess »

Nie zamierzam diagnozować i nie wiem czy ta historia to taki case, ale w podobny sposób wygląda nierzadko dziedziczenie spektrum autyzmu.

Trochę błędne koło, bo człowiek mający trudności w relacjach społecznych unika ich - nie wystawiając się na żadne sytuacje, w których mógłby uczyć się kompetencji społecznych i je ćwiczyć. Koło się zamyka, sytuacja tylko się pogarsza. Autystyczne dziecko autystycznej dorosłej osoby samo będzie miało problem, żeby w standardowy sposób nawiązywać relacje w szkole, na podwórku. Nie będzie też miało takiego typowego "wsparcia" w postaci naturalnej obecności kuzynów czy dzieci znajomych, z którymi można by powoli budować relacje w komfortowym otoczeniu i ze wsparciem dorosłych (i jako przygotowanie do późniejszego samodzielnego "wyjścia w świat").
Verbena95
Bransoletka50k
Posty: 554
Rejestracja: wt sty 20, 2026 2:23 pm

Post autor: Verbena95 »

agbmrctorakwin pisze: sob lut 14, 2026 12:10 am Rozumiem, że każdy może mieć inne preferencje dotyczące spędzania wolnego czasu, ale robienie z tego wykładu o upadku intelektualnym kobiet i wiązanie plecenia wianków z brakiem klasy to po prostu snobizm i bez podstawne uważanie się za lepszą od innych XDD Można nie trawić kiczu czy "szamańskich filozofii", ale dorabianie do tego ideologii o "sieczce w głowie” tylko dlatego, że ktoś bawi się inaczej niż ty, świadczy jedynie o twojej potrzebie dowartościowania się cudzym kosztem. Z resztą w sytuacji wianków sama przyznałaś, że chodzi głównie o nazwę bo gdyby tą samą czynność nazwać po prostu kursem florystycznym to byłoby już wszystko ok;) Ale it's not that deep, to tylko zabawa.
Prawdziwa klasa, o której tak chętnie wspominasz, polega na tym, że nie trzeba wylewać wiadra pomyj na innych, żeby poczuć się mądrzejszą, a twoja zapowiedź psucia komuś zabawy to po prostu szczyt chamstwa, a nie żaden dowód na intelektualną wyższość. I tak, jesteśmy na forum o niepopularnych opiniach więc masz prawo do wyrażenia swojej, jednak mogłabyś zrobić to nie umniejszając innym - bo wcale nie jesteś od nich lepsza. Ta cała wypowiedź miała klimat tak protekcjonalnego snobizmu, że aż trudno uwierzyć w to rzekome wysokie IQ bo inteligentny człowiek zazwyczaj rozumie, że stopień skomplikowania rozrywki nie definiuje wartości człowieka.
Jeśli uważasz ujawnianie informacji o życiu seksualnym panny młodej za dobrą zabawę (wypowiedź do której odnoszę się w poście, który komentujesz), to cóż... To nie jest już kwestia rozbieżności co do preferencji stylu zabaw, to jest przekroczenie granic i ja przeciwko temu protestuję. Odnośnie mocno emocjonalnego tonu twojej wypowiedzi - nie muszę się czuć lepsza od innych, mam po prostu inne preferencje i też czasem surowo oceniam preferencje, które są bardzo odległe od moich, ponieważ budzą moją niechęć. To chyba jest zrozumiałe.
Co do wianków, nie chodzi jedynie o nazwę, to spłycenie tematu, chodzi o nazywanie rzeczy po imieniu i nie naginanie rzeczywistości, a przez to nie mydlenie ludziom oczu, że coś jest czymś, czym w rzeczywistości nie jest, czyli chodzi o uczciwość. To też wydaje się zrozumiałe, a moje metafory miały na celu wniesienie trochę lekkiej atmosfery i uśmiechu, ale niestety nie każdy to tak odbiera, jeśli czuje się osobiście zaatakowany przez treść i formę wypowiedzi. Psucie zabawy jest czasem nie złośliwością, a dążeniem do elementarnej uczciwości i autentyczności w kontaktach międzyludzkich - ja wspomnianego bawienia się kosztem czyjegoś życia intymnego nie toleruję. Nie widzę powodu, aby tak się odpalać i określać to oraz inną krytykę jako "szczyt chamstwa" itd. Nie warto też mówić komuś, że jest chamski, a w kolejnym zdaniu kwestionować jego IQ :) Jeśli ktoś uważa, że stopień skomplikowania rozrywki mógłby dla kogoś definiować wartość człowieka (takie zdanie przyszło tej osobie do głowy), to mówi to więcej o tej osobie, niż o osobie krytykującej pewnego typu rozrywki - powód ku mojej krytyce był podany w trzecim zdaniu mojej wypowiedzi. Generalnie bardzo ubolewam nad stanem poczucia własnej wartości takich osób - wolałabym jednak, żeby było wyższe, wtedy nie musielibyśmy prowadzić takich dyskusji. Fajnie by było, gdyby można było rzeczywiście racjonalnie i z humorem dyskutować niepopularne opinie, a jeśli ktoś uważa, że jego granice zostały naruszone, po prostu o tym poinformować, w którym miejscu to się stało, bez tak emocjonalnych wypowiedzi i wycieczek lekko ad personam, które zresztą mogłyby drugą stronę też obrazić, czyli również przekroczyć jej granice. To nie pierwszy raz tutaj i ktoś już też o to postulował.
Awatar użytkownika
jenta
ToTylkoHermes
Posty: 748
Rejestracja: pn mar 18, 2024 7:44 pm

Post autor: jenta »

Ja to bym dużo dała, żeby wymazać z pamięci intymne informacje o dziewczynach z panieńskiego. Nie pamiętam ich imion, ale opowiedziały takie rzeczy, że później, widząc je na weselu, miałam przed oczami tylko to
Verbena95
Bransoletka50k
Posty: 554
Rejestracja: wt sty 20, 2026 2:23 pm

Post autor: Verbena95 »

lalisa pisze: sob lut 14, 2026 12:51 am Może oceniam tylko przez swój pryzmat, ale uważam, że nie ma czegoś takiego jak "cieszenie się szczęściem innych". A już na pewno nie wtedy, kiedy ludzie zwykle używają tego powiedzenia. Bo kiedy go używają? Kiedy jesteś w dupie. Kiedy ci się nie układa. Najczęściej porównując twoją sytuację do sytuacji osoby na której ci nie zależy i która ma lepiej. Przykładowo starasz się o dziecko od 3 lat, a twoja koleżanka właśnie powiedziała, że zaszła w ciążę lekką ręką. Trzeba się cieszyć jej szczęściem. Masz depresję i ledwo ogarniasz, a twoja koleżanka ma super życie i właśnie dostała awans. Ja się nie cieszę w takiej sytuacji cudzym szczęściem, a raczej mnie to frustruje. Teraz jest wymóg wspierania wszystkich i cieszenia się szczęściem wszystkich.
To w sumie bardzo smutne, co piszesz. Rozumiem sytuację depresji, wtedy to jeszcze podkreśla ten stan, ale nie uważam, że ogólnie nie ma czegoś takiego jak "cieszenie się szczęściem innych". Ja się czasem nawet cieszę, mimo że nie powinno być mi to na rękę, np. cieszyłam się kiedyś ze szczęśliwego związku faceta, którego darzyłam uczuciem, może dla kogoś łatwiejsza byłaby zazdrość, ale to mało konstruktywne, bo nic ci nie daje oprócz frustracji, a jeśli się dobrze układa, to to jest ogólnie dobry znak, również co do charakteru i poziomu ugodowości tej osoby.
Awatar użytkownika
berry blast
Currently:Dubaj
Posty: 1995
Rejestracja: śr cze 11, 2025 3:48 pm

Post autor: berry blast »

GapaGlapa pisze: pn lut 16, 2026 11:22 pm Ja jako introwertyk ogromnie się cieszę, że minęły już czasy, że sąsiad, wujek, szwagier bez pytania ładował się na chatę w celach towarzyskich.

I jestem tak trochę po środku, no bo zdaje sobie sprawę , że nie da się przeżyć życia samemu, ale ja w towarzystwie koszmarnie się męczę, tzn. godzinka-dwie na kawę i ploteczki jak najbardziej, powyżej dwóch godzin jestem zmęczona, zmuszam się do rozmowy, a kolejny dzień odreagowuje milcząc 🙈
zgadzam się. jak byłam nastolatką to do naszej chaty o różnych randomowych porach pchali się znajomi moich rodziców a zwłaszcza koleżanki mojej mamy. godzina 15 domofon Ela idzie na kawkę. 19 domofon Gosia idzie na herbatkę. wtf? ja nie mam nic przeciwko aby się z kimś spotkać, ale nie na zasadzie "będę za 10 minut". bo może ja jestem teraz w pidżamie i nie mam ochoty na wizyty a może po prostu mam inne plany. umówienie się, najlepiej dzień wcześniej, to u mnie takie minimum.
Rzeka.chaosu
SweetsGallery
Posty: 1718
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

astronautka123 pisze: wt lut 17, 2026 10:52 am Nawiązuje do do pierwszej części - o trudnosci w zawieraniu znajomości. No bez przesady, jak można mieć żal do matki, że się nie umiało relacji nawiązać? Przecież większość relacji nawiązujesz w szkole (wcale nie musisz się z nikim spotykać w domu), na podwórku, swatanie chyba już też nie jest praktykowane?

Oczywiście to bardzo pobieżny opis ich relacji ale to nie brzmi jakby było zdrowo między nimi a temat zawierania znajomości jest tylko pretekstem lub jednym z wielu powodów konfliktu.
Napiszę bez szczegółów, ogólnikowo z oczywistych powodów. Nie rozwijałam tego, ale po prostu większość bliskich relacji tworzyła się w zabawie po szkole, a jej nie wolno było wychodzić. Nie mogła zapraszać koleżanek ani odwiedzać dzieci. Dopiero w liceum - jako starsza, samodzielna - mogła normalnie wyjść do innych dzieciaków. Mama uczyła ją postawy "wszyscy obcy, nie wiadomo, kto co ma w głowie", więc dopiero w liceum zrozumiała, że niekoniecznie.
Ja uważam, że jej ta postawa przekazana przez mamę została do dziś, co często widać nawet podczas zwykłego wyjścia na kawę. To ja zawsze jestem tą, która zapyta obcych ludzi czy można krzesło itp. Ona też to widzi, bo przez to nie zagadała do wielu fajnych ludzi, pomimo okazji. A pracuje nad sobą od dawna. I myślę, że dobrze się rozumiemy, bo sama miałam taki etap zdziczenia, ale u mnie to był wynik nieśmiałości. A ona nie była nieśmiała, tylko zdystansowana.
Awatar użytkownika
kiciakociaaa2137
Bagietka z szarlott
Posty: 166
Rejestracja: śr paź 30, 2024 1:52 pm

Post autor: kiciakociaaa2137 »

Rzeka.chaosu pisze: wt lut 17, 2026 11:21 am Napiszę bez szczegółów, ogólnikowo z oczywistych powodów. Nie rozwijałam tego, ale po prostu większość bliskich relacji tworzyła się w zabawie po szkole, a jej nie wolno było wychodzić. Nie mogła zapraszać koleżanek ani odwiedzać dzieci. Dopiero w liceum - jako starsza, samodzielna - mogła normalnie wyjść do innych dzieciaków. Mama uczyła ją postawy "wszyscy obcy, nie wiadomo, kto co ma w głowie", więc dopiero w liceum zrozumiała, że niekoniecznie.
Ja uważam, że jej ta postawa przekazana przez mamę została do dziś, co często widać nawet podczas zwykłego wyjścia na kawę. To ja zawsze jestem tą, która zapyta obcych ludzi czy można krzesło itp. Ona też to widzi, bo przez to nie zagadała do wielu fajnych ludzi, pomimo okazji. A pracuje nad sobą od dawna. I myślę, że dobrze się rozumiemy, bo sama miałam taki etap zdziczenia, ale u mnie to był wynik nieśmiałości. A ona nie była nieśmiała, tylko zdystansowana.
To o czym piszesz zupełnie nie ma związku z tematem. Nikt nie wspominał tu o rodzicach z zaburzeniami (a kobieta z twojej opowieści ewidentnie takie ma), którzy w każdej obcej osobie widzieli wroga, tylko o przesadnie bliskich relacjach z sąsiadami. Serio, to ze ktoś woli kupić wiertarkę niż pożyczyć ją od sąsiada nie czyni automatycznie z nikogo dzikisa.
𝘭𝘪𝘷𝘦, 𝘭𝘢𝘶𝘨𝘩, 𝘭𝘰𝘣𝘰𝘵𝘰𝘮𝘺