Kiedyś pracowałam w firmie projektującej aplikacje i wybierałam właśnie taki zakres godzin, bo wcześnie rano jest spokój i można sie skupić, a potem odbębnić spotkania. Gdybym zaczynała później i od razu wchodziła w ten biurowy harmider, to bym nic nie zaprojektowała.
Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry-
duppajasio
- Koczkodan
- Posty: 107
- Rejestracja: pn cze 17, 2024 4:53 pm
Re: Niepopularne opinie o życiu
Niepopularna opinia w kontrze do poprzednich opinii o siłowni.
To dobrze, że mówi się o zaletach treningu siłowego i nie, "jakakolwiek aktywność, basen, przejażdżka na rowerze, spacer" to nie jest substytut.
Pokazują to badania naukowe, mówią o tym zalecenia zdrowotne: ćwiczenia siłowe 2-3 godziny w tygodniu powinny być standardem (w idealnym świecie). Oczywiście spacer czy rower to są nadal bardzo wartościowe aktywności, niektóre z nich to cardio (choć np. powolna jazda na rowerze to bardziej rekreacja nawet bez takiej funkcji), ale nie zastąpią porządnej bazy siłowej. Nie zbudują odpowiednio sprawnych mięśni do intensywniejszego uprawiania innych sportów, nie zapobiegną wystarczająco skutecznie utracie tkanki mięśniowej na starość.
A rzucając się na aktywności typu bieganie albo intensywny rower bez odpowiedniej siły albo mobilności można sobie zrobić naprawdę przykre kontuzje. Do tego wiele osób np. "idzie na basen" nie umiejąc dobrze pływać, pływa żabką dyrektorską tylko nadwerężając szyję, to nie jest zdrowe.
Oczywiście jeśli ktoś miałby siedzieć tylko na kanapie versus wyjść raz w tygodniu na rower to jest to lepsze niż nic, ale mówię o złotym standardzie i o wyśmiewaniu się z ludzi, którzy "chodzą na siłownię, bo to modne i tak mówi lobby" - nie zawsze tak jest.
Nie mówię też o ćwiczeniu nie wiadomo jak dużo albo podnoszeniu kosmicznych ciężarów, tylko o rozsądnym treningu, nawet i z obciążeniem własnego ciała. (Bo zauważyłam mocne skrajności, albo masz być na siłowni 2 razy dziennie albo w ogóle nie chodź, to nie ma sensu, wystarczy spacer).
A już w ogóle mnie drażni (to bardzo osobista opinia, szanuję że ktoś może czuć inaczej) gadanie "po co Ci siłownia, w domu masz krzesła, baniak z wodą, użyj tego". Dla mnie to trochę jak "po co Ci metalowa butelka na wodę, używaj 2137 razy plastikowej po jakimś napoju" albo "po co Ci torba, noś rzeczy w reklamówce foloiowej". Jasne, gdyby nagle mnie rzucono gdzieś na pustkowie to kombinowałabym z wykorzystaniem istniejących przedmiotów, ale po to istnieją siłownie i studia fitness, żeby sobie sprawę ułatwić i ćwiczyć w dogodnych warunkach, mogę sobie zrobić mnóstwo rzeczy ze sztangami, kettlami, bramą; jest więcej miejsca niż w mieszkaniu, lepsza podłoga do ćwiczeń; na sam koniec jest opcja pobytu w saunie (w niektórych siłowniach). Siłka tworzy też otoczenie, w którym człowiek wie, że skupia się 100% na ćwiczeniach (dla mnie to lepsze niż ćwiczenie z pokoju, w którym gotuję, oglądam TV i pracuję zdalnie). Oczywiście rozumiem, że komuś może być wygodniej ćwiczyć w domu, ale oba podejścia mają wady i zalety. Nawet ćwicząc w domu ogarniam sobie jakieś podstawowe hantle czy coś, bo sorry ale ćwiczenie np. z butelkami wody jest dla mnie mega niewygodne na dłuższą metę.
To dobrze, że mówi się o zaletach treningu siłowego i nie, "jakakolwiek aktywność, basen, przejażdżka na rowerze, spacer" to nie jest substytut.
Pokazują to badania naukowe, mówią o tym zalecenia zdrowotne: ćwiczenia siłowe 2-3 godziny w tygodniu powinny być standardem (w idealnym świecie). Oczywiście spacer czy rower to są nadal bardzo wartościowe aktywności, niektóre z nich to cardio (choć np. powolna jazda na rowerze to bardziej rekreacja nawet bez takiej funkcji), ale nie zastąpią porządnej bazy siłowej. Nie zbudują odpowiednio sprawnych mięśni do intensywniejszego uprawiania innych sportów, nie zapobiegną wystarczająco skutecznie utracie tkanki mięśniowej na starość.
A rzucając się na aktywności typu bieganie albo intensywny rower bez odpowiedniej siły albo mobilności można sobie zrobić naprawdę przykre kontuzje. Do tego wiele osób np. "idzie na basen" nie umiejąc dobrze pływać, pływa żabką dyrektorską tylko nadwerężając szyję, to nie jest zdrowe.
Oczywiście jeśli ktoś miałby siedzieć tylko na kanapie versus wyjść raz w tygodniu na rower to jest to lepsze niż nic, ale mówię o złotym standardzie i o wyśmiewaniu się z ludzi, którzy "chodzą na siłownię, bo to modne i tak mówi lobby" - nie zawsze tak jest.
Nie mówię też o ćwiczeniu nie wiadomo jak dużo albo podnoszeniu kosmicznych ciężarów, tylko o rozsądnym treningu, nawet i z obciążeniem własnego ciała. (Bo zauważyłam mocne skrajności, albo masz być na siłowni 2 razy dziennie albo w ogóle nie chodź, to nie ma sensu, wystarczy spacer).
A już w ogóle mnie drażni (to bardzo osobista opinia, szanuję że ktoś może czuć inaczej) gadanie "po co Ci siłownia, w domu masz krzesła, baniak z wodą, użyj tego". Dla mnie to trochę jak "po co Ci metalowa butelka na wodę, używaj 2137 razy plastikowej po jakimś napoju" albo "po co Ci torba, noś rzeczy w reklamówce foloiowej". Jasne, gdyby nagle mnie rzucono gdzieś na pustkowie to kombinowałabym z wykorzystaniem istniejących przedmiotów, ale po to istnieją siłownie i studia fitness, żeby sobie sprawę ułatwić i ćwiczyć w dogodnych warunkach, mogę sobie zrobić mnóstwo rzeczy ze sztangami, kettlami, bramą; jest więcej miejsca niż w mieszkaniu, lepsza podłoga do ćwiczeń; na sam koniec jest opcja pobytu w saunie (w niektórych siłowniach). Siłka tworzy też otoczenie, w którym człowiek wie, że skupia się 100% na ćwiczeniach (dla mnie to lepsze niż ćwiczenie z pokoju, w którym gotuję, oglądam TV i pracuję zdalnie). Oczywiście rozumiem, że komuś może być wygodniej ćwiczyć w domu, ale oba podejścia mają wady i zalety. Nawet ćwicząc w domu ogarniam sobie jakieś podstawowe hantle czy coś, bo sorry ale ćwiczenie np. z butelkami wody jest dla mnie mega niewygodne na dłuższą metę.
Zgadzam się i myślę, że to dość niepopularna opinia. Dla mnie absurdem jest, że przy obecnym rozwoju technologii pracujemy tyle samo co prawie 40 lat temu gdzie masę rzeczy robiło się ręcznie i zajmowało to dużo więcej czasu. Prawda jest taka, że marnujemy te 2 godziny na nicnierobienie. I jasne, można powiedzieć, że gdybyśmy pracowali 6 godzin to nadal byśmy tracili 2 godziny, ale nie zgodzę się z tym bo bylibyśmy rozliczani z wykonanych zadań, robota musiałaby być zrobiona.Lkjhgfd pisze: ↑wt lut 24, 2026 11:57 am Jako osoba, której mózg nie umie zasnąć przed północą nie mogę przyznać racji. Kiedyś tak pracowałam, ale wtedy spałam po 3-4 godziny, teraz już nie dałabym rady tak funkcjonować. W ogóle uważam, że pracowanie po 8h to za dużo i powinno się pracować po 6h. Idziesz na 8, wychodzisz o 14 i masz normalne życie. Wyśpisz się, masz czas na korzystanie z życia i nie spędzasz żywota w robocie po której nie masz siły palcem kiwnąć.
Jeszcze uzupełniając do poprzedniego mojego postu. Niektórzy faktycznie przychodzą na siłownię bardziej towarzysko, w sieciówkach dużo jest takich osób i bardziej imprezowych klimatów wręcz. Ale dla mnie to też nie jakiś straszny problem, o ile ktoś nie zajmuje jakiegoś sprzętu przez pół godziny tylko scrollując telefon albo nie jest jakiś turbo głośny :D Wręcz fajnie, że jest teraz tyle możliwości socjalizowania się połączonego z ruchem, bo nie mamy w Polsce kutury ruchu/sportu i fajnie by było, gdyby to się z czasem zmieniało w pozytywny sposób (nie że każdy musi być Pudzianem, bardziej że rodzina idzie razem na rower albo wycieczkę górską zamiast jeść chipsy przed TV).Rzeka.chaosu pisze: ↑wt lut 24, 2026 7:21 am Dokładnie. Ciuchy wystarczą wygodnie, nie muszą być z metką. W ogóle mam wrażenie, że obecnie te duże siłownie sieciowe to takie imprezownie. Jedna sala muza, gadki motywacyjne, kolorowe światła, wesoło. Druga jakaś zumba, sporo osób już się zna. To samo na głównej sali. Oczywiście zabawa do 23. :D A następnego dnia rano kameralnie przychodzą najsilniejsze jednostki od 6.30.
To widocznie zależy od organizmu, ja jeśli jestem niewyspana to jestem 2x mniej wydajna i się po prostu męczę. Robienie prostych czynności będąc niewyspanym / na kacu - ok, ale pełne skupienie i wysoką wydajność - szczerze wątpię.duppajasio pisze: ↑wt lut 24, 2026 1:50 pm Kiedyś pracowałam w firmie projektującej aplikacje i wybierałam właśnie taki zakres godzin, bo wcześnie rano jest spokój i można sie skupić, a potem odbębnić spotkania. Gdybym zaczynała później i od razu wchodziła w ten biurowy harmider, to bym nic nie zaprojektowała.
Uwielbiam jazdę na rowerze i nawet lubię chodzić na siłownię ale nie znoszę zajęć że spinningu. Głównie z powodu dyskotekowego charakteru zajęć. Głośne światła, ciemno i migające światła dokładają mi do zmęczenia spowodowanego wysiłkiem fizycznym. Wolałabym cichszą muzykę i jasność jak na całym obiekcie i bez tych stroboskopowych świateł. Nie mam padaczki ale czasem z nadmiaru techno wrażeń mi niedobrze. Pewnie bez ćwiczeń lepiej bym to zniosła ale nadmiar bodźców robi swoje. Byłam na spinningu w kilku siłowniach i w każdej to samo
.
- agbmrctorakwin
- MoetGlass
- Posty: 250
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Idąc tym tropem myślenia to naukowcy wielokrotnie pokazali również, że gra na instrumencie poprawia neuroplastyczność, pamięć roboczą, koordynację i opóźnia procesy starzenia się mózgu. A jednak mimo pozytywnego wpływu na nasz mózg nikt nie buduje przekazu, że brak gry na instrumencie to niewykorzystana szansa na rozwój intelektualny. Nie ma społecznej presji, że każdy dorosły powinien obowiązkowo ćwiczyć grę na instrumencie 2-3 godziny tygodniowo, bo inaczej "nie dba o mózg”XDD. Nie traktujemy niegrania na instrumencie jako zaniedbania zdrowotnego, tylko rozumiemy, że to jedna z wielu wartościowych aktywności, która nie jest jedyną droga do wspierania funkcji poznawczych. Podobnie jest z ruchem - trening siłowy ma udokumentowane korzyści, tak samo jak cardio, joga, sporty zespołowe, jazda na rowerze (nawet rekreacyjna). To, że coś jest bardzo korzystne, nie oznacza, że każdy musi to robić, ani że inne formy są "niewystarczające”. Promowanie jednej aktywności jako "idealnej opcji" mówi więcej o preferencjach promującego niż o realnych potrzebach całej populacji. Przykład z instrumentami podałam celowo, by pokazać absurd jak by to wyglądało gdyby to inna forma spędzania wolnego czasu była promowana i uważana powszechnie za lepszą od innych. Jest wiele czynności, które wpływają pozytywnie na nasze zdrowie, jednocześnie nie ma człowieka na świecie który wykonywałby je wszystkie - bo to logiczne, że każdy ma swoje preferencje i życie polega na tym że możemy sobie wybierać co będziemy robić a co nie. A jeszcze odnosząc się do argumentu, że rzucając się na rower bez odpowiedniej siły lub mobilności można sobie zrobić krzywdę - to tak samo można zrobić sobie krzywdę zaczynając treningi siłowe na siłowni (a nawet jeszcze większą) nie mając żadnej wiedzy merytorycznej i praktycznej na ten temat, a niestety nie każdego będzie stać na trenera personalnego. Znacznie łatwiej jest jeździć na rowerze, czy pływać rekreacyjnie bez narażania się na kontuzje, niż robić treningi siłowe.Clairess pisze: ↑wt lut 24, 2026 2:20 pm Niepopularna opinia w kontrze do poprzednich opinii o siłowni.
To dobrze, że mówi się o zaletach treningu siłowego i nie, "jakakolwiek aktywność, basen, przejażdżka na rowerze, spacer" to nie jest substytut.
Pokazują to badania naukowe, mówią o tym zalecenia zdrowotne: ćwiczenia siłowe 2-3 godziny w tygodniu powinny być standardem (w idealnym świecie). Oczywiście spacer czy rower to są nadal bardzo wartościowe aktywności, niektóre z nich to cardio (choć np. powolna jazda na rowerze to bardziej rekreacja nawet bez takiej funkcji), ale nie zastąpią porządnej bazy siłowej. Nie zbudują odpowiednio sprawnych mięśni do intensywniejszego uprawiania innych sportów, nie zapobiegną wystarczająco skutecznie utracie tkanki mięśniowej na starość.
A rzucając się na aktywności typu bieganie albo intensywny rower bez odpowiedniej siły albo mobilności można sobie zrobić naprawdę przykre kontuzje. Do tego wiele osób np. "idzie na basen" nie umiejąc dobrze pływać, pływa żabką dyrektorską tylko nadwerężając szyję, to nie jest zdrowe.
Oczywiście jeśli ktoś miałby siedzieć tylko na kanapie versus wyjść raz w tygodniu na rower to jest to lepsze niż nic, ale mówię o złotym standardzie i o wyśmiewaniu się z ludzi, którzy "chodzą na siłownię, bo to modne i tak mówi lobby" - nie zawsze tak jest.
Nie mówię też o ćwiczeniu nie wiadomo jak dużo albo podnoszeniu kosmicznych ciężarów, tylko o rozsądnym treningu, nawet i z obciążeniem własnego ciała. (Bo zauważyłam mocne skrajności, albo masz być na siłowni 2 razy dziennie albo w ogóle nie chodź, to nie ma sensu, wystarczy spacer).
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1719
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Mam podobnie. U mnie poziom jest wysoki (po łydkach wnioskuję, że to pro kolarzeHunde pisze: ↑wt lut 24, 2026 2:45 pm Uwielbiam jazdę na rowerze i nawet lubię chodzić na siłownię ale nie znoszę zajęć że spinningu. Głównie z powodu dyskotekowego charakteru zajęć. Głośne światła, ciemno i migające światła dokładają mi do zmęczenia spowodowanego wysiłkiem fizycznym. Wolałabym cichszą muzykę i jasność jak na całym obiekcie i bez tych stroboskopowych świateł. Nie mam padaczki ale czasem z nadmiaru techno wrażeń mi niedobrze. Pewnie bez ćwiczeń lepiej bym to zniosła ale nadmiar bodźców robi swoje. Byłam na spinningu w kilku siłowniach i w każdej to samo.
Porównanie z instrumentem nie jest do końca trafione - człowiek wyewoluował będąc o wiele bardziej aktywnym fizycznie niż dziś, badania szkieletów dawnych populacji pokazuje, że byli oni o wiele silniejsi niż obecni nawet sportowcy. Ruch i poddawnie mięśni obciążeniom to coś, do czego ciało jest dosłownie stworzone. Za to gra na instrumencie to jedna z wielu aktywności zdrowych dla mózgu.agbmrctorakwin pisze: ↑wt lut 24, 2026 2:47 pm Idąc tym tropem myślenia to naukowcy wielokrotnie pokazali również, że gra na instrumencie poprawia neuroplastyczność, pamięć roboczą, koordynację i opóźnia procesy starzenia się mózgu. A jednak mimo pozytywnego wpływu na nasz mózg nikt nie buduje przekazu, że brak gry na instrumencie to niewykorzystana szansa na rozwój intelektualny. Nie ma społecznej presji, że każdy dorosły powinien obowiązkowo ćwiczyć grę na instrumencie 2-3 godziny tygodniowo, bo inaczej "nie dba o mózg”XDD. Nie traktujemy niegrania na instrumencie jako zaniedbania zdrowotnego, tylko rozumiemy, że to jedna z wielu wartościowych aktywności, która nie jest jedyną droga do wspierania funkcji poznawczych. Podobnie jest z ruchem - trening siłowy ma udokumentowane korzyści, tak samo jak cardio, joga, sporty zespołowe, jazda na rowerze (nawet rekreacyjna). To, że coś jest bardzo korzystne, nie oznacza, że każdy musi to robić, ani że inne formy są "niewystarczające”. Promowanie jednej aktywności jako "idealnej opcji" mówi więcej o preferencjach promującego niż o realnych potrzebach całej populacji. Przykład z instrumentami podałam celowo, by pokazać absurd jak by to wyglądało gdyby to inna forma spędzania wolnego czasu była promowana i uważana powszechnie za lepszą od innych. Jest wiele czynności, które wpływają pozytywnie na nasze zdrowie, jednocześnie nie ma człowieka na świecie który wykonywałby je wszystkie - bo to logiczne, że każdy ma swoje preferencje i życie polega na tym że możemy sobie wybierać co będziemy robić a co nie. A jeszcze odnosząc się do argumentu, że rzucając się na rower bez odpowiedniej siły lub mobilności można sobie zrobić krzywdę - to tak samo można zrobić sobie krzywdę zaczynając treningi siłowe na siłowni (a nawet jeszcze większą) nie mając żadnej wiedzy merytorycznej i praktycznej na ten temat, a niestety nie każdego będzie stać na trenera personalnego. Znacznie łatwiej jest jeździć na rowerze, czy pływać rekreacyjnie bez narażania się na kontuzje, niż robić treningi siłowe.
Trening siłowy z obciążeniem własnego ciała albo niewielkim obciążeniem zewnętrzym nie jest jakiś mocno kontuzjogenny ani trudny do opanowania (w sensie zestawu podstawowych ćwiczeń), a jest ważny choćby dla zachowania prawidłowej postawy, miałam na myśli tego typu aktywność, niekoniecznie od razu rzucanie się na wielkie ciężary na siłowni. To drugie to faktycznie zabawa dla pasjonatów i nie coś dla każdego.
Oczywiście można być w nienajgorszej formie TYLKO regularnie pływając albo jeżdżąc na rowerze (i robiąc to poprawnie) i to nadal lepsze niż zupełnie siedzący tryb życia.
Ale tak jazda na rowerze super. Ogolnie każdy ruch jest wskazany. Ja jestem fanką gier zespolowych. Za gówniarza koszykowka, obecnie siatkówka.
Dodatkowo chodzę sobie raz w tygodniu na zajęcia pilates na reformerach, ktore mnie uspokajają tak , że prawie zasypiam na tym sprzęcie mimo, że macham koniczynami i wykonuję cwiczwnia z sporym obciążeniem. Każdy musi działać wedlug temu co mu sluzy.
Dodatkowo chodzę sobie raz w tygodniu na zajęcia pilates na reformerach, ktore mnie uspokajają tak , że prawie zasypiam na tym sprzęcie mimo, że macham koniczynami i wykonuję cwiczwnia z sporym obciążeniem. Każdy musi działać wedlug temu co mu sluzy.
-
duppajasio
- Koczkodan
- Posty: 107
- Rejestracja: pn cze 17, 2024 4:53 pm
No niestety ludzie są często mega przebodzcowani i dziwię się, że jeszcze dokładają sobie takich wrażeń podczas zajęć sportowych.Hunde pisze: ↑wt lut 24, 2026 2:45 pm Uwielbiam jazdę na rowerze i nawet lubię chodzić na siłownię ale nie znoszę zajęć że spinningu. Głównie z powodu dyskotekowego charakteru zajęć. Głośne światła, ciemno i migające światła dokładają mi do zmęczenia spowodowanego wysiłkiem fizycznym. Wolałabym cichszą muzykę i jasność jak na całym obiekcie i bez tych stroboskopowych świateł. Nie mam padaczki ale czasem z nadmiaru techno wrażeń mi niedobrze. Pewnie bez ćwiczeń lepiej bym to zniosła ale nadmiar bodźców robi swoje. Byłam na spinningu w kilku siłowniach i w każdej to samo.
Dużo się ruszam i aktywność jest dla mnie ważna, ale do siłowni zniechęca mnie właśnie hałas i nadmiar bodźców.
Ostatnio zmieniony wt lut 24, 2026 3:22 pm przez duppajasio, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Hilda Blues
- RoseGold
- Posty: 856
- Rejestracja: czw sty 18, 2024 8:34 pm
Zgadzam się w 100 proc. Wiekowo jestem w “oknie pogodowym między młodością a starością” i na siłownię chodzę, bo chcę być jak najdłużej zdrowa i silna. Całe życie unikałam wysiłku fizycznego a teraz widzę jak bardzo ma on pozytywny wpływ nie tylko na moje starzejące się i zmieniające ciało, ale też na psychę. Dobrze dopasowany trening siłowy pod okiem trenera personalnego to totalny gamechanger, który powinien być obowiązkowo przepisywany przez lekarza, szczególnie dla kobiet w wieku okołomenopauzalnym. Tak jak napisałaś, na siłowni można się skupić na ćwiczeniach, mieć dostęp do sprzętu, którego nie mam w domu, skonsultować z trenerem czy ćwiczenia robię poprawnie itd.Clairess pisze: ↑wt lut 24, 2026 2:20 pm Niepopularna opinia w kontrze do poprzednich opinii o siłowni.
To dobrze, że mówi się o zaletach treningu siłowego i nie, "jakakolwiek aktywność, basen, przejażdżka na rowerze, spacer" to nie jest substytut.
Pokazują to badania naukowe, mówią o tym zalecenia zdrowotne: ćwiczenia siłowe 2-3 godziny w tygodniu powinny być standardem (w idealnym świecie). Oczywiście spacer czy rower to są nadal bardzo wartościowe aktywności, niektóre z nich to cardio (choć np. powolna jazda na rowerze to bardziej rekreacja nawet bez takiej funkcji), ale nie zastąpią porządnej bazy siłowej. Nie zbudują odpowiednio sprawnych mięśni do intensywniejszego uprawiania innych sportów, nie zapobiegną wystarczająco skutecznie utracie tkanki mięśniowej na starość.
A rzucając się na aktywności typu bieganie albo intensywny rower bez odpowiedniej siły albo mobilności można sobie zrobić naprawdę przykre kontuzje. Do tego wiele osób np. "idzie na basen" nie umiejąc dobrze pływać, pływa żabką dyrektorską tylko nadwerężając szyję, to nie jest zdrowe.
Oczywiście jeśli ktoś miałby siedzieć tylko na kanapie versus wyjść raz w tygodniu na rower to jest to lepsze niż nic, ale mówię o złotym standardzie i o wyśmiewaniu się z ludzi, którzy "chodzą na siłownię, bo to modne i tak mówi lobby" - nie zawsze tak jest.
Nie mówię też o ćwiczeniu nie wiadomo jak dużo albo podnoszeniu kosmicznych ciężarów, tylko o rozsądnym treningu, nawet i z obciążeniem własnego ciała. (Bo zauważyłam mocne skrajności, albo masz być na siłowni 2 razy dziennie albo w ogóle nie chodź, to nie ma sensu, wystarczy spacer).
A już w ogóle mnie drażni (to bardzo osobista opinia, szanuję że ktoś może czuć inaczej) gadanie "po co Ci siłownia, w domu masz krzesła, baniak z wodą, użyj tego". Dla mnie to trochę jak "po co Ci metalowa butelka na wodę, używaj 2137 razy plastikowej po jakimś napoju" albo "po co Ci torba, noś rzeczy w reklamówce foloiowej". Jasne, gdyby nagle mnie rzucono gdzieś na pustkowie to kombinowałabym z wykorzystaniem istniejących przedmiotów, ale po to istnieją siłownie i studia fitness, żeby sobie sprawę ułatwić i ćwiczyć w dogodnych warunkach, mogę sobie zrobić mnóstwo rzeczy ze sztangami, kettlami, bramą; jest więcej miejsca niż w mieszkaniu, lepsza podłoga do ćwiczeń; na sam koniec jest opcja pobytu w saunie (w niektórych siłowniach). Siłka tworzy też otoczenie, w którym człowiek wie, że skupia się 100% na ćwiczeniach (dla mnie to lepsze niż ćwiczenie z pokoju, w którym gotuję, oglądam TV i pracuję zdalnie). Oczywiście rozumiem, że komuś może być wygodniej ćwiczyć w domu, ale oba podejścia mają wady i zalety. Nawet ćwicząc w domu ogarniam sobie jakieś podstawowe hantle czy coś, bo sorry ale ćwiczenie np. z butelkami wody jest dla mnie mega niewygodne na dłuższą metę.
- agbmrctorakwin
- MoetGlass
- Posty: 250
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Właśnie dlatego to porównanie ma sens. Nie dlatego, że granie i trening są biologicznie tym samym, ale dlatego, że pokazuje twój mechanizm myślenia. To, że coś jest udowodnione jako zdrowe nie oznacza automatycznie, że musi stać się obowiązkowym standardem, bez którego wszystko inne jest "niewystarczające”. Porównanie z instrumentem nie miało zrównywać ruchu z hobby. Miało pokazać, że nawet przy mocnych dowodach naukowych nie trzeba budować narracji, że jeśli tego nie robisz to robisz za mało. Trening siłowy może mieć wiele korzyści ale to wciąż nie znaczy, że jest jedyną miarą "wystarczającej” aktywności.Clairess pisze: ↑wt lut 24, 2026 2:59 pm Porównanie z instrumentem nie jest do końca trafione - człowiek wyewoluował będąc o wiele bardziej aktywnym fizycznie niż dziś, badania szkieletów dawnych populacji pokazuje, że byli oni o wiele silniejsi niż obecni nawet sportowcy. Ruch i poddawnie mięśni obciążeniom to coś, do czego ciało jest dosłownie stworzone. Za to gra na instrumencie to jedna z wielu aktywności zdrowych dla mózgu.
Trening siłowy z obciążeniem własnego ciała albo niewielkim obciążeniem zewnętrzym nie jest jakiś mocno kontuzjogenny ani trudny do opanowania (w sensie zestawu podstawowych ćwiczeń), a jest ważny choćby dla zachowania prawidłowej postawy, miałam na myśli tego typu aktywność, niekoniecznie od razu rzucanie się na wielkie ciężary na siłowni. To drugie to faktycznie zabawa dla pasjonatów i nie coś dla każdego.
Oczywiście można być w nienajgorszej formie TYLKO regularnie pływając albo jeżdżąc na rowerze (i robiąc to poprawnie) i to nadal lepsze niż zupełnie siedzący tryb życia.
I właśnie dlatego napisałam swoją pierwszą opinię o osobach zafiksowanych na sporcie. Bo mam wrażenie, że to jedna z niewielu grup, która tak bardzo musi wszystkim dookoła udowadniać, że ich pasja jest nie tylko super, ale wręcz nadrzędna wobec innych. Często kończy się to umniejszaniem cudzych wyborów. Oczywiście, można kochać sport i podkreślać jego zalety. Ale kiedy trzeba go "bronić”, umniejszając inne formy aktywności i tłumacząc wszystko argumentem "bo ewolucja”, robi się z tego bardziej ideologia niż zwykła rozmowa o zdrowiu.
Ostatnio zmieniony wt lut 24, 2026 3:23 pm przez agbmrctorakwin, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1719
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Moim zdaniem dużo zależy od osoby. Mój bliski kolega, od kiedy go znam wszędzie jeździ autem, czasem porobi coś u rodziców w ogrodzie, czasem pójdzie na paddla czy spacer... a ciało ma jak Adonis.
Jako nastolatek był bardzo chudy, ale potem zmężniał. Wydolnościowo też spoko - nigdy się nie zasapie. Jedynie nie jest rozciągnięty i to widać. Jego ojciec - jest około 70-tki (!) - to samo, a raczej poza spacerkami niewiele robi. Serio stary dziadek, a spod koszuli widać zarysowaną klatę. Taki typ budowy - zarysowane mięśnie, mało tłuszczu, wyprostwana sylwetka. Ja zawsze mówię, że jest jak pitbull - może jeść i leżeć, a i tak pójdzie w mięśnie. :D Wiadomo jakby sobie dogadzał na wakacjach, to by złapał trochę tluszczu, ale zaraz by zrzucił.
-
stokrotka11
- Channelka
- Posty: 37
- Rejestracja: czw sty 04, 2024 7:46 am
Moim zdaniem, z mojej perspektywy, branża braffittingowa dopasowana jest pod duże biusty. Sklepy w social mediach reklamują się dużymi rozmiarami, influencerki reklamują marki z dużymi rozmiarami, potem w komentarzach i tak jest masa wpisów, że rozmiary z literkami G,H... są najtrudniejsze do znalezienia i nigdzie ich nie ma, nie produkują ich. Ja mam wrażenie, że nie produkuje się najmniejszych rozmiarów (nie "średnich" tylko naprawdę mniejszych) i przy naprawdę drobnej sylwetce można się w przymierzalniach co najwyżej zapłakać.
Patrząc na oferty sklepów z bielizną można odnieść wrażenie, że mają asortyment tylko dla pełnych kształtów.
A dwa, to ubraniowe XS nie jest już rozmiarem XS tylko czymś zbliżonym do Mki.
A dwa, to ubraniowe XS nie jest już rozmiarem XS tylko czymś zbliżonym do Mki.
-
duppajasio
- Koczkodan
- Posty: 107
- Rejestracja: pn cze 17, 2024 4:53 pm
To zależy od firmy. Faktycznie tylko kilka firm ma standardowo w rozmiarowce naprawdę małe rzeczy, z dżinsów zwykle Levis. Zauważyłam, że ubrania H&M ostatnio też są trochę mniejsze - nie tylko węższe, ale też krótsze, jak 20 lat temu. Ale ogólnie przeciętny człowiek jest coraz wyższy i większy i pewnie rozmiarówka to uwzględnia.stokrotka11 pisze: ↑wt lut 24, 2026 3:28 pm Moim zdaniem, z mojej perspektywy, branża braffittingowa dopasowana jest pod duże biusty. Sklepy w social mediach reklamują się dużymi rozmiarami, influencerki reklamują marki z dużymi rozmiarami, potem w komentarzach i tak jest masa wpisów, że rozmiary z literkami G,H... są najtrudniejsze do znalezienia i nigdzie ich nie ma, nie produkują ich. Ja mam wrażenie, że nie produkuje się najmniejszych rozmiarów (nie "średnich" tylko naprawdę mniejszych) i przy naprawdę drobnej sylwetce można się w przymierzalniach co najwyżej zapłakać.![]()
Patrząc na oferty sklepów z bielizną można odnieść wrażenie, że mają asortyment tylko dla pełnych kształtów.
A dwa, to ubraniowe XS nie jest już rozmiarem XS tylko czymś zbliżonym do Mki.
- iksde12345
- GreckieWakacje
- Posty: 279
- Rejestracja: pn mar 18, 2024 11:18 pm
Serio? Ja, jako osoba z dość dużym biustem, uważam, że jest zdecydowanie na odwrótstokrotka11 pisze: ↑wt lut 24, 2026 3:28 pm Moim zdaniem, z mojej perspektywy, branża braffittingowa dopasowana jest pod duże biusty. Sklepy w social mediach reklamują się dużymi rozmiarami, influencerki reklamują marki z dużymi rozmiarami, potem w komentarzach i tak jest masa wpisów, że rozmiary z literkami G,H... są najtrudniejsze do znalezienia i nigdzie ich nie ma, nie produkują ich. Ja mam wrażenie, że nie produkuje się najmniejszych rozmiarów (nie "średnich" tylko naprawdę mniejszych) i przy naprawdę drobnej sylwetce można się w przymierzalniach co najwyżej zapłakać.![]()
Patrząc na oferty sklepów z bielizną można odnieść wrażenie, że mają asortyment tylko dla pełnych kształtów.
A dwa, to ubraniowe XS nie jest już rozmiarem XS tylko czymś zbliżonym do Mki.
Mam przekonanie, że rodzina jako komórka społeczna zacznie powoli zanikać. Już teraz jest tak, że dzieci wychowują rodzice, a nie cała rodzina/społeczność. Pamiętam jak byłam dzieckiem starsze pokolenie w mojej rodzinie rozmawiało o tym, że jak my młodsze pokolenie dorośniemy to oni się boją, że nie będziemy kultywować wspólnych świąt, nie będziemy blisko itd. Dokładnie tak się stało. Dwóch kuzynów jest mi obojętnych, widzieliśmy się ostatnio rok temu na pogrzebie. Kuzynki nie lubię i nie chcę widzieć na oczy. Oni ze sobą wzajemnie też się nie kontaktują, mieszkają wszyscy w innych miastach. Wśród moich znajomych wiele osób ma złe/obojętne relacje z rodzeństwem i brak kontaktu, już nie mówiąc o dalszej rodzinie. Kiedyś i tak by się spotykali, bo musieliby. Teraz nie mają powodów. Można przeżyć bez tego. U mnie póki dziadkowie żyli to wszyscy byli blisko. Po śmierci dziadków pokolenie moich rodziców było wciąż blisko, ale powoli się luzowało. Moje pokolenie już całkowicie rozdzielone, a w całej rodzinie jest tylko jedno dziecko. Nie czuje, ze mam jakikolwiek wspólny cel z kimkolwiek poza moją mamą.
- MissNobody66
- GreckieWakacje
- Posty: 281
- Rejestracja: pn sty 08, 2024 10:09 pm
Tak? Powodzenia ze znalezieniem czegoś na większy biust w sieciówie. Jesteśmy mega pokrzywdzone bo wiadomym jest że jak masz duże cycki to masz płacić kupę kasy, a to że gdzieś tam stacjonarnie są jakieś f, g, h w praktyce oznacza że zazwyczaj w parze idzie też jakiś kosmiczny obwód typu 100stokrotka11 pisze: ↑wt lut 24, 2026 3:28 pm Moim zdaniem, z mojej perspektywy, branża braffittingowa dopasowana jest pod duże biusty. Sklepy w social mediach reklamują się dużymi rozmiarami, influencerki reklamują marki z dużymi rozmiarami, potem w komentarzach i tak jest masa wpisów, że rozmiary z literkami G,H... są najtrudniejsze do znalezienia i nigdzie ich nie ma, nie produkują ich. Ja mam wrażenie, że nie produkuje się najmniejszych rozmiarów (nie "średnich" tylko naprawdę mniejszych) i przy naprawdę drobnej sylwetce można się w przymierzalniach co najwyżej zapłakać.![]()
Patrząc na oferty sklepów z bielizną można odnieść wrażenie, że mają asortyment tylko dla pełnych kształtów.
A dwa, to ubraniowe XS nie jest już rozmiarem XS tylko czymś zbliżonym do Mki.
-
stokrotka11
- Channelka
- Posty: 37
- Rejestracja: czw sty 04, 2024 7:46 am
To samo mogę powiedzieć o małych rozmiarach. 65C nie znajdziesz w pierwszej lepszej sieciówce.MissNobody66 pisze: ↑wt lut 24, 2026 4:36 pm Tak? Powodzenia ze znalezieniem czegoś na większy biust w sieciówie. Jesteśmy mega pokrzywdzone bo wiadomym jest że jak masz duże cycki to masz płacić kupę kasy, a to że gdzieś tam stacjonarnie są jakieś f, g, h w praktyce oznacza że zazwyczaj w parze idzie też jakiś kosmiczny obwód typu 100![]()
-
duppajasio
- Koczkodan
- Posty: 107
- Rejestracja: pn cze 17, 2024 4:53 pm
To nie jest niepopularna opinia, Twoje przekonanie pokrywa się z obserwacjami socjologów. Niedawno czytałam o tym rozmowę w książce „Masz to po mnie”. W tej chwili w Polsce rodzina to para plus ewentualne dzieci, a pozostałe relacje, nawet dorosłych dzieci z rodzicami, są luźniejsze. Dalsza rodzina jest już w ogóle na dalekim planie i to się zmieniło w jedno pokolenie. Z perspektywy bardzo rodzinnych osób, bo przecież takie na pewno też są na Wandzie, pewnie tego tak nie widać, ale myślę, że masz rację co do szerszego obrazu społecznego.lalisa pisze: ↑wt lut 24, 2026 4:31 pm Mam przekonanie, że rodzina jako komórka społeczna zacznie powoli zanikać. Już teraz jest tak, że dzieci wychowują rodzice, a nie cała rodzina/społeczność. Pamiętam jak byłam dzieckiem starsze pokolenie w mojej rodzinie rozmawiało o tym, że jak my młodsze pokolenie dorośniemy to oni się boją, że nie będziemy kultywować wspólnych świąt, nie będziemy blisko itd. Dokładnie tak się stało. Dwóch kuzynów jest mi obojętnych, widzieliśmy się ostatnio rok temu na pogrzebie. Kuzynki nie lubię i nie chcę widzieć na oczy. Oni ze sobą wzajemnie też się nie kontaktują, mieszkają wszyscy w innych miastach. Wśród moich znajomych wiele osób ma złe/obojętne relacje z rodzeństwem i brak kontaktu, już nie mówiąc o dalszej rodzinie. Kiedyś i tak by się spotykali, bo musieliby. Teraz nie mają powodów. Można przeżyć bez tego. U mnie póki dziadkowie żyli to wszyscy byli blisko. Po śmierci dziadków pokolenie moich rodziców było wciąż blisko, ale powoli się luzowało. Moje pokolenie już całkowicie rozdzielone, a w całej rodzinie jest tylko jedno dziecko. Nie czuje, ze mam jakikolwiek wspólny cel z kimkolwiek poza moją mamą.
- MissNobody66
- GreckieWakacje
- Posty: 281
- Rejestracja: pn sty 08, 2024 10:09 pm
Ok ale odnoszę się do tego że napisałaś że branża jest dopasowana pod duże biusty co jest bzdurą. Skoro i posiadaczki małych biustów i dużych są pokrzywdzone to sądzę że branża nadal jest dopasowana tylko pod "przeciętne" rozmiary.stokrotka11 pisze: ↑wt lut 24, 2026 4:38 pm To samo mogę powiedzieć o małych rozmiarach. 65C nie znajdziesz w pierwszej lepszej sieciówce.
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1719
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Mnie dziwi, że ludzie często obrażają się na rodzinę czy przyjaciół z byle powodu. Wystarczy poczytać wątki na Wandzie. Mnie nawet do głowy by nie przyszło czepiać się kogoś za takie pierdoły. Ale to wynik indywidualizmu i postrzegania siebie jako pępek świata. Pierwsza większa katastrofa i sami będą szukać kontaktu z ludźmi, rodziną, sąsiadami.duppajasio pisze: ↑wt lut 24, 2026 4:42 pm To nie jest niepopularna opinia, Twoje przekonanie pokrywa się z obserwacjami socjologów. Niedawno czytałam o tym rozmowę w książce „Masz to po mnie”. W tej chwili w Polsce rodzina to para plus ewentualne dzieci, a pozostałe relacje, nawet dorosłych dzieci z rodzicami, są luźniejsze. Dalsza rodzina jest już w ogóle na dalekim planie i to się zmieniło w jedno pokolenie. Z perspektywy bardzo rodzinnych osób, bo przecież takie na pewno też są na Wandzie, pewnie tego tak nie widać, ale myślę, że masz rację co do szerszego obrazu społecznego.
Mam też takie odczucie, że wiele osób zrobiło się "światowcami" i wstydzi się swoich polskich rodzin. Coś zupełnie innego niż np. we Włoszech. Jestem w stanie zrozumieć ludzi wywodzących się z patologii czy toksycznych rodzin, ale nie kumam unikania mamy, babci, kuzynki, bo jest niemodna, nie zna angielskiego, jest "wieśniarą" czy co tam jeszcze potrafią wymyśleć. Serio można być dobrą, pogodną, uczciwą osobą i być odrzuconym przez członka rodziny, bo nie ma się stylu lub siedzi się w domu i nie podróżuje?
- iksde12345
- GreckieWakacje
- Posty: 279
- Rejestracja: pn mar 18, 2024 11:18 pm
Dokładnie, później ludzie sobie uświadamiają, że inni odrzucają siebie nawzajem za te totalne pierdoły i też powstają np lęki społeczne, bo się człowiek nonstop pilnuje czy dobrze stanąłeśRzeka.chaosu pisze: ↑wt lut 24, 2026 4:55 pm Mnie dziwi, że ludzie często obrażają się na rodzinę czy przyjaciół z byle powodu. Wystarczy poczytać wątki na Wandzie. Mnie nawet do głowy by nie przyszło czepiać się kogoś za takie pierdoły. Ale to wynik indywidualizmu i postrzegania siebie jako pępek świata. Pierwsza większa katastrofa i sami będą szukać kontaktu z ludźmi, rodziną, sąsiadami.
Mam też takie odczucie, że wiele osób zrobiło się "światowcami" i wstydzi się swoich polskich rodzin. Coś zupełnie innego niż np. we Włoszech. Jestem w stanie zrozumieć ludzi wywodzących się z patologii czy toksycznych rodzin, ale nie kumam unikania mamy, babci, kuzynki, bo jest niemodna, nie zna angielskiego, jest "wieśniarą" czy co tam jeszcze potrafią wymyśleć. Serio można być dobrą, pogodną, uczciwą osobą i być odrzuconym przez członka rodziny, bo nie ma się stylu lub siedzi się w domu i nie podróżuje?