Niektóre elementy mojej garderoby ze sztucznych włókien mają znakomita jakość, np. mam sukienkę koktajlową Hugo Boss ze sztucznego materiału i jest wygodna, trzymaj fason, material jest grubszy. Wspaniała sukienka, super skrojona. 10x lepiej się ją użytkuje niż bluzkę 100% jedwabiu z Massimo Dutti, w której jakość jedwabiu i wykonanie ciucha są słabe. Jestem zdania, że sam skład nie gwarantuje jakości ani wygody użytkowania. Poza tym zdarzają się grube przekłamania co do składów i trzeba patrzeć nie tylko na deklaracje z metki, ale i na to jak wygląda materiał i jaki jest w dotyku.
Ludzie wychwalają jakie to ciepłe ubrania z naturalnych tkanin mają na zimę, a ja się pytam gdzie oni żyją? Bo w Polsce to może w tym roku mieliśmy więcej mrozu, a i tak trwało to mniej niż miesiąc. Okazji, żeby założyć puchówkę + wełniany sweter + bieliznę merino jest naprawdę mało. Zazwyczaj jeden z tych elementów grzeje wystarczająco.
A przy małych dzieciach to w ogóle zaczęłam szukać koszulek ze składem 95% bawełny + 5% wiskozy, bo się tak nie kulkują i nie rozciągają + łatwiej z nich sprać plamy.
Zapraszam do dyskusji.