Ostatnio przy rozmowie ze znajomymi zeszło na temat dzieciństwa w czasach PRL. Brakowało wielu rzeczy, stało się w kolejkach, zabawki były „jakie były”, a mimo to sporo osób wspomina tamte lata z uśmiechem.
Zastanawiam się, czy to tylko sentyment, czy faktycznie było wtedy coś, czego dziś brakuje? Jak Wy to pamiętacie?
Dzieciństwo w PRL – było trudniej, ale czy naprawdę gorzej?
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry-
Daleko od soszy
- TrampekLV
- Posty: 648
- Rejestracja: pn wrz 01, 2025 9:28 pm
Przypomina mi się historyjka, jak na początku XX wieku dziennikarz próbował rozmawiać ze starszą kobietą ze wsi, a ona się zachwycała, że za pańszczyzny to było! I dziennikarz komentuje do siebie, że babka nie wie, że nie pańszczyznę, ale młodość swoją wspomina.
I tak też jest z PRL-em.
I tak też jest z PRL-em.
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1719
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Moim zdaniem (moje dzieciństwo to lata 90.) na pewno relacje między ludźmi były lepsze. Mam tu na myśli i dzieci i dorosłych. Ja wychowywałam się w dużej ekipie dzieci z sąsiedztwa. Zawsze było do kogo iść, też do dorosłych po pomoc. Mojemu dziecku też próbuję robić taki dom - mogą wpadać do nas dzieci kiedy chcą.
Dla porównania - mam znajomych, którzy mieszkają pod miastem, otaczają się ludźmi w podobnym wieku, z dziećmi, a znają jedną parę. Resztę kojarzą głównie po aucie. Na moim osiedlu też są tacy ludzie - separują się, dzieciaki nie integrują się. Czasem szkoda, bo widać że chcą.
Dla porównania - mam znajomych, którzy mieszkają pod miastem, otaczają się ludźmi w podobnym wieku, z dziećmi, a znają jedną parę. Resztę kojarzą głównie po aucie. Na moim osiedlu też są tacy ludzie - separują się, dzieciaki nie integrują się. Czasem szkoda, bo widać że chcą.
Bo kiedys jak chciałas mieć z kims kontakt, to trzeba się było spotkać na żywo, porozmawiać na żywo czy coś porobioć. Albo porozmawiać przez telefon - ale telefon kosztował, nie mogłaś gadac przez godzinę, z resztą telefon był jeden na rodzinę. A niektórzy nie mieli telefonu.Rzeka.chaosu pisze: ↑czw sty 15, 2026 8:36 am Moim zdaniem (moje dzieciństwo to lata 90.) na pewno relacje między ludźmi były lepsze. Mam tu na myśli i dzieci i dorosłych. Ja wychowywałam się w dużej ekipie dzieci z sąsiedztwa. Zawsze było do kogo iść, też do dorosłych po pomoc. Mojemu dziecku też próbuję robić taki dom - mogą wpadać do nas dzieci kiedy chcą.
Teraz masz kontakt ze znajomymi całą dobę przez różne komunikatory.
Albo gry. Kiedyś byly planszówki, potem weszły konsole - kolega musiał przyjsc do kolegi aby zagrać. Teraz kazdy siedzie w swoim domu i grają on line.
Jestem rocznik 79. Lanie dzieci było normalne, dzieci biły się też między sobą, nauczyciele - jedna baba złamała linijkę na moim koledze, zniknęła po tym. Ale jak np wychowawczyni zakleiła taśmą buzię dziewczynce bo zawsze rozmawiała na lekcji to nikt nie miał z tym problemu.
Na plus - pronlemy materialne nie istniały. Po 89 roku niektórym zaczęło się powodzić lepiej i mieli lepsze zabawki, ale nigdy nie czułam się gorsza, wtedy chyba jeszcze było źle widziane popisywanie się czymś.
Na plus - pronlemy materialne nie istniały. Po 89 roku niektórym zaczęło się powodzić lepiej i mieli lepsze zabawki, ale nigdy nie czułam się gorsza, wtedy chyba jeszcze było źle widziane popisywanie się czymś.
- unfaithfully
- WhiteParty
- Posty: 1088
- Rejestracja: czw maja 30, 2024 10:27 am
Ja mialam przyjaciolke, ktora mieszkala pietro wyzej i jej pokoj byl nad moim pokojem.Leopatra pisze: ↑pn sty 19, 2026 12:50 pm Bo kiedys jak chciałas mieć z kims kontakt, to trzeba się było spotkać na żywo, porozmawiać na żywo czy coś porobioć. Albo porozmawiać przez telefon - ale telefon kosztował, nie mogłaś gadac przez godzinę, z resztą telefon był jeden na rodzinę. A niektórzy nie mieli telefonu.
Opracowalysmy system komunikacji, jak ktoras chciala cos drugiej przekazac, to pisala na kartce, wsadzala do pudelka, ktore bylo przywiazane do sznurka, stukala w rure i pudelko na sznurku bylo spuszczane przez okno w dol. Pudelko stacjonowalo w pokoju mojej przyjaciolki, wiec jak to ja chcialam sie skomunikowac, to najpierw stukalam w rure zeby je spuscila, jak juz wlozylam informacje do pudelka, to stukalam znowu zeby wciagnela do siebie
Co prawda PRLu nie pamiętam, bo urodziłam się w '91, ale wspominam te czasy źle- bieda, bójki (przestępczość małoletnich była na wysokim poziomie), brak kontaktu (jeden telefon stacjonarny na całą wieś), przemoc od nauczycieli (choć już rzeczywiście malała), bicie dzieci na porządku dziennym (miałam cudownych rodziców adopcyjnych, którzy nigdy mnie nie uderzyli), brak akceptacji (byłam grubym dzieckiem i nie zliczę dni kiedy wracałam do domu i nie płakałam, bo kolejne osoby mnie zwyzywały), łatwy dostęp do alkoholu i papierosów.
Dopiero w 2004 zaczęło się polepszać, bo duża część patologii zaczęła wyjeżdżać z Polski.
Bawi mnie również narzekanie ludzi, że teraz dzieci są takie złe, tak dużo przestępczości- halo! dane pokazują co innego. Mamy najgrzeczniejsze społeczeństwo od dziesiątek lat.
Dopiero w 2004 zaczęło się polepszać, bo duża część patologii zaczęła wyjeżdżać z Polski.
Bawi mnie również narzekanie ludzi, że teraz dzieci są takie złe, tak dużo przestępczości- halo! dane pokazują co innego. Mamy najgrzeczniejsze społeczeństwo od dziesiątek lat.
Również bardzo miło wspominam przesiadywanie u koleżanek -sąsiadek, przyprowadzanie pół osiedla do domu, bo chce nam się pić i wtedy piliśmy z jednej szklanki kranówkę lub urządzaliśmy spontaniczne nocowanki, mimo że mieszkaliśmy blok obok. Niemniej, nie dziwię się, że to się zmieniło. Patrząc na postawy obecnych rodziców, to ja osobiście boję się zaprosić czyjeś dzieci do domu i wziąć za nie odpowiedzialność. Kiedyś jak dzieciak coś sobie zrobił, to była jego wina a teraz jest to wina dorosłego, który nie dopilnował. Dodatkowo teraz spotkania dzieci to są wielkie przedsięwzięcia, bo wszyscy rodzice pracują, mają dużo obowiązków i często mają zaplanowane z dziećmi całe wieczory od a do z. Również weekendy. Ubolewam nad tym, że moje dzieci nie będą miały takiego luzu jeśli chodzi o spędzanie czasu z rówieśnikami, ale niestety czasy się zmieniły i tak naprawdę to my milenialsi to spowodowaliśmy.Rzeka.chaosu pisze: ↑czw sty 15, 2026 8:36 am Moim zdaniem (moje dzieciństwo to lata 90.) na pewno relacje między ludźmi były lepsze. Mam tu na myśli i dzieci i dorosłych. Ja wychowywałam się w dużej ekipie dzieci z sąsiedztwa. Zawsze było do kogo iść, też do dorosłych po pomoc. Mojemu dziecku też próbuję robić taki dom - mogą wpadać do nas dzieci kiedy chcą.
Dla porównania - mam znajomych, którzy mieszkają pod miastem, otaczają się ludźmi w podobnym wieku, z dziećmi, a znają jedną parę. Resztę kojarzą głównie po aucie. Na moim osiedlu też są tacy ludzie - separują się, dzieciaki nie integrują się. Czasem szkoda, bo widać że chcą.