I dobrze, że teraz są takie udogodnienia. Znaczy zależy jaka alergia, bo jak mają wydłużony czas z powodu alergii na ostrygi to wiadomo, że ściema. Jak masz silną reakcję, to się zdycha jakby się było chorym. Jak jesteś na lekach to jakby być chorym i na kacu jednocześnie. Więc nic przyjemnego w takim stanie pisać egzaminy. Mam alergię na kurz i silna na pyłki, dla mnie wiosna w szkole to była mordęga. A nie da się po prostu nie chodzić do szkoły przez kilka tygodni czy miesięcy w roku aż alergia ustąpi.
Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry-
chleb_ze_smalcem
- LouiBag
- Posty: 321
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Re: Niepopularne opinie o życiu
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1718
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Jest jeszcze coś takiego jak pot i kupa. :D Nie wszystko, co zjesz zostaje w organizmie. Niektórzy nadmiar wydalają / spalają, inni wysysają i magazynują wszystko.Anastazja_smietana pisze: ↑śr kwie 01, 2026 4:46 pm Zgadzam się, ale większość ma inną narrację niestety. Przecież to co mówią te osoby jest wbrew prawu fizyki, chemii, natury. Organizm z powietrza nie wyprodukuje tłuszczu, musi mieć odpowiednie "Substraty" do reakcji syntezy. Gdyby było ich faktycznie mało, podczas deficytu, to by nie przybywało na wadze, no bo skąd.
Wierzę, że niektóre schorzenia mogą powodować wzmożony aptetyt, zaburzone uczucie sytości, food noise, czy nawet zbieranie wody, ale w dalszym ciągu bezpośrednią przyczyną tycia jest nadmiar spożywanych kalorii.
Mój mąż i jego rodzina należą do nietyjących. Mogą sobie jeść ile chcą, siedzieć, zagryzać 3 ciastami i nie przytyją.
- Anastazja_smietana
- SkrzydełkaZhooters
- Posty: 209
- Rejestracja: ndz lis 23, 2025 2:02 pm
Jest coś takiego jak błonnik pokarmowy :D on tworzy głównie kupę, a cukry proste praktycznie są już trawione w jamie ustnej, dzięki amylazie ślinowej- U WSZYSTKICH. Więc może warto wzbogacić dietę w błonnik, a ograniczyć cukry? Zresztą, ok, niech będzie, świat nie jest sprawiedliwy i niektórzy mają (nieco) szybszą przemianę materii. Więc ty w ramach buntu postanawiasz nic z tym nie robić i kłócić się ze światem, czy jednak dostosować dietę dla siebie? Jeśli ktoś tak Baaardzo magazynuje, to znaczy że wciąż je za dużoRzeka.chaosu pisze: ↑śr kwie 01, 2026 5:35 pm Jest jeszcze coś takiego jak pot i kupa. :D Nie wszystko, co zjesz zostaje w organizmie. Niektórzy nadmiar wydalają / spalają, inni wysysają i magazynują wszystko.
Mój mąż i jego rodzina należą do nietyjących. Mogą sobie jeść ile chcą, siedzieć, zagryzać 3 ciastami i nie przytyją.
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1718
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Moja opinia: jedno z najprawdziwszych przysłowi:
punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
1. Nie widzę sensu jechać po kobietach, które świadomie zostają w domu z dziećmi, bo nigdy tak naprawdę nie wiemy, jak wygląda życie tej osoby. Czasem w małych miastach lub na wsi po prostu dojazdy nie pozwalają na podjęcie pracy na etat, a na część etatu nie ma ofert. Czasem taka kobieta dorabia sobie poza systemem. Czasem jest ktoś w rodzinie, komu dodatkowo trzeba pomagać.
2. Kwestie zdrowotne, geny, predyspozycje psychiczne naprawdę potrafią bardzo wpłynąć na życie. Większość ludzi przekonuje się o tym, gdy skończy się młodość i ciało już nie pozwala na tak wiele. Dużo możemy zrobić, żeby pewnym sprawom zapobiec, ale nie wszystko. Uwielbiam, gdy ktoś mówi, że tyje się od kalorii. Mogę spojrzeć takiej osobie w oczy i powiedzieć, że dieta 1400 kcal jeszcze bardziej obniżyła mi metabolizm i prawie na niej nie chudłam poza początkami. Mam to udokumentowane w apce. Najlepsza dieta na nieprzytycie to nieprzetworzone białkowe i błonnikowe jedzenie. Czyli mięso, nabiał i warzywka. Można sobie wtedy jeść i 3000 kcal i nie tyć.
3. Mam po stronie klienta babkę, managerkę, którą znam już od dawna i zawsze strasznie się wkurzała na dziewczyny, które idą na L4 we wczesnej ciąży i zostawiają innym obowiązki. Zgadnice kto teraz tak zrobił i tłumaczył to przemęczeniem i potrzebą wyciszenia, spokoju? :D
Serio nie ma co przesadnie oceniać wyborów i predyspozycji innych, bo nie wiadomo, co nas czeka i jaką drogę wtedy wybierzemy.
punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
1. Nie widzę sensu jechać po kobietach, które świadomie zostają w domu z dziećmi, bo nigdy tak naprawdę nie wiemy, jak wygląda życie tej osoby. Czasem w małych miastach lub na wsi po prostu dojazdy nie pozwalają na podjęcie pracy na etat, a na część etatu nie ma ofert. Czasem taka kobieta dorabia sobie poza systemem. Czasem jest ktoś w rodzinie, komu dodatkowo trzeba pomagać.
2. Kwestie zdrowotne, geny, predyspozycje psychiczne naprawdę potrafią bardzo wpłynąć na życie. Większość ludzi przekonuje się o tym, gdy skończy się młodość i ciało już nie pozwala na tak wiele. Dużo możemy zrobić, żeby pewnym sprawom zapobiec, ale nie wszystko. Uwielbiam, gdy ktoś mówi, że tyje się od kalorii. Mogę spojrzeć takiej osobie w oczy i powiedzieć, że dieta 1400 kcal jeszcze bardziej obniżyła mi metabolizm i prawie na niej nie chudłam poza początkami. Mam to udokumentowane w apce. Najlepsza dieta na nieprzytycie to nieprzetworzone białkowe i błonnikowe jedzenie. Czyli mięso, nabiał i warzywka. Można sobie wtedy jeść i 3000 kcal i nie tyć.
3. Mam po stronie klienta babkę, managerkę, którą znam już od dawna i zawsze strasznie się wkurzała na dziewczyny, które idą na L4 we wczesnej ciąży i zostawiają innym obowiązki. Zgadnice kto teraz tak zrobił i tłumaczył to przemęczeniem i potrzebą wyciszenia, spokoju? :D
Serio nie ma co przesadnie oceniać wyborów i predyspozycji innych, bo nie wiadomo, co nas czeka i jaką drogę wtedy wybierzemy.
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1718
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
A czy ja napisałam, że zamierzam kłócić się ze śwuatem. Po prostu nie mogę wierzyć w bajki o kaloriach i jeść równo z tymi, którzy mogą jeść wszystko.Anastazja_smietana pisze: ↑śr kwie 01, 2026 5:43 pm Jest coś takiego jak błonnik pokarmowy :D on tworzy głównie kupę, a cukry proste praktycznie są już trawione w jamie ustnej, dzięki amylazie ślinowej- U WSZYSTKICH. Więc może warto wzbogacić dietę w błonnik, a ograniczyć cukry? Zresztą, ok, niech będzie, świat nie jest sprawiedliwy i niektórzy mają (nieco) szybszą przemianę materii. Więc ty w ramach buntu postanawiasz nic z tym nie robić i kłócić się ze światem, czy jednak dostosować dietę dla siebie? Jeśli ktoś tak Baaardzo magazynuje, to znaczy że wciąż je za dużo![]()
-
anka202000
- Mokra Włoszka
- Posty: 57
- Rejestracja: pt mar 15, 2024 5:01 pm
prettynpetty pisze: ↑śr kwie 01, 2026 4:30 pm Dysleksja istnieje ale jest po prostu bardzo często nadużywana przez różnej maści leni, bumelantów i rodziców… po prostu nie najostrzejszych edek w piórniku. Naprawdę dysleksję ma zapewne x% z tych, którzy mają ją orzeczoną. Sama znałam przypadek „dyslektyczki”, która po prostu była nieukiem i mam znalazła sposób, żeby ciut ulżyć dziecku, dodatkowy czas na egzaminie? Każdemu się przyda.
Tam samo jak wymówki że tabletki antykoncepcyjne spowodowały tycie - ale też u niektórych i też sam ten organizm jednak z niczego nagle 30 kg dodatkowego tłuszczu nie wyprodukuje. Po prostu przestaje się ruszać, zaczyna żreć kalorie ponad miarę - meh, to antykoncepcja te 3 oponkę mi wychodowala, nie pizza o 22.
Albo wymówki osób otyłych w stylu - „ja jem bardzo mało, nie dojadam, a nie mogę schudnąć” - jasne, są takie osoby, ale x osób po prostu kłamie bo po kątach wpieprza jak dzik
Ja znam jeszcze jedną wymówkę żeby osób otyłych, leniwych. Uwaga MAM CHORĄ TARCZYCĘ Ile razy słyszałam tekst to nie zliczę
Nie zgodzę się. Przeczytaj co napisałaś.chleb_ze_smalcem pisze: ↑śr kwie 01, 2026 4:53 pm I dobrze, że teraz są takie udogodnienia. Znaczy zależy jaka alergia, bo jak mają wydłużony czas z powodu alergii na ostrygi to wiadomo, że ściema. Jak masz silną reakcję, to się zdycha jakby się było chorym. Jak jesteś na lekach to jakby być chorym i na kacu jednocześnie. Więc nic przyjemnego w takim stanie pisać egzaminy. Mam alergię na kurz i silna na pyłki, dla mnie wiosna w szkole to była mordęga. A nie da się po prostu nie chodzić do szkoły przez kilka tygodni czy miesięcy w roku aż alergia ustąpi.
Jako dorosła osoba też bierzesz l4 na kilka miesięcy i wydłużony czas na swoje obowiązki bo masz alergię ?
Przez takie “udogodnienia” poziom edukacji spada, dzieciaki są trzymane pod parasolem ochronnym z błahych powodów, a rodzice mając coraz bardziej pobłażliwe podejście tylko te wszystkie dziwactwa wyostrzają. Sama jestem rodzicem i słysząc co inni rodzice opowiadają na wywiadówkach chce mi się płakać.
Brak szacunku do nauczycieli, luźne podejście do samej szkoły, zabieranie dzieci na wakacje w trakcie roku, zwalnianie z lekcji bo ma katar to w krajach wysokorozwiniętych nie powinno mieć miejsca. W Anglii nie pojedziesz z dzieciakiem na wakacje w trakcie roku, nie załatwisz mu zwolnienia na alergię czy katar i nie kwestionujesz opinii wychowawcy o swoim dziecku.
Dla mnie topka to hasimoto i insulinooporność.anka202000 pisze: ↑śr kwie 01, 2026 6:13 pm Ja znam jeszcze jedną wymówkę żeby osób otyłych, leniwych. Uwaga MAM CHORĄ TARCZYCĘ Ile razy słyszałam tekst to nie zliczę
Nie żeby powyższe wzięło się z otyłości, co to to nie.
Dla mnie tak szczerze jeśli np kobieta ma rozmiar L/XL a dba o siebie, ćwiczy i zdrowo je to okej, są czasami osoby z postury bardziej masywne. Zdecydowana jednak większość takich ludzi ma kondycję gorszą od starszych ludzi którzy chodzą z kijami po parku. Ostatnio byłam na zajęciach z rozciągania. Laska na oko 35 lat, lekko przy kości, nie była w stanie trzymać wyprostowanej nogi w pozycji leżącej przez kilkanaście sekund.
To troche tak jakby ciało robiło z kogoś kalekę
Skoro przy temacie kondycji i wagi jesteśmy, to niedawno czytałam posty pewnych aktywistek na IG, że za rosnący wskaźnik otyłości wśród Polaków odpowiada... nasze państwo polskie. Ilość potakujących komentarzy była tak przytłaczająca, że wychodzi na to, że moja opinia będzie niepopularna - to, że masz nadwagę/otyłość to tylko i wyłącznie twoja wina, a w przypadku dzieci - wina rodziców (tylko proszę mi tu nie wyjeżdżać z chorobami, bo w przypadku niektórych oczywistym jest, że sytuacja nie jest czarno-biała).
Jednym z argumentów było to, że zdrowe jedzenie jest drogie i Polacy zmuszani są do kupowania śmieciowego jedzenia. Halo, nie jesteśmy w USA. Serio, da się ugotować wartościowy i sycący obiad, warzywa, ryż, kasza, to wszystko kosztuje naprawdę niewiele, nawet przy pensji minimalnej.
Brak miejsc do uprawiania sportu, zamykanie orlików, małe place zabaw - chyba najgłupsza wymówka, która jest powtarzana już od wielu lat. Regularnie kursuję między Warszawą, miastem ok 100tys. mieszkańców i miasteczkiem z 20tys. mieszkańcami i WSZĘDZIE są miejsca do aktywnego wypoczynku - siłownie pod chmurką, baseny, rozbudowane place zabaw i ścieżki rowerowe. Ja się nie dziwię, że administracje osiedli zabraniają grać dzieciom w piłkę pod oknami, bo od tego są inne miejsca - takie jak właśnie orliki. Boiska przy szkołach też nie są zamykane na cztery spusty. A nawet jeśli - kup/wypożycz rower, idź na spacer, pobiegać, poszukaj sobie ćwiczeń na YT. Naprawdę, nie róbmy z siebie niepełnosprawnych i nie oczekujmy, że Nawrocki z Tuskiem przyjadą z koparkami pod nasz blok, by budować boisko.
Często w weekendy chodzę na spacery do parku w moim mieście - bardzo mało widuję tam rodziców z dziećmi, za to zatrważająca wiekszość siedzi w food hallach w galerii i wpieprza cheeseburgery. I nikt mi nie wmówi, że to wina państwa, bo za budowanie właściwych nawyków żywieniowych odpowiedzialni są rodzice. Państwo nie wpycha ci na siłę frytek do gęby, państwo buduje ci ścieżkę rowerową, żebyś mógł/mogła pojechać z dzieckiem na wycieczkę - chociaż na tej ścieżce rowerowej częściej widuję zapatrzone w telefon nastolatki niż rowerzystów.
I żeby nie było, że bronię naszych rządzących, wręcz przeciwnie - wiele można im zarzucić, ale serio, to, że są powodem, dla którego Polacy tyją? Powodem jest to, że nie znamy umiaru, jemy za dużo, idziemy na łatwiznę. Sama piszę to po zjedzeniu paczki chipsów i kusi mnie, by otworzyć kolejną:D
Jednym z argumentów było to, że zdrowe jedzenie jest drogie i Polacy zmuszani są do kupowania śmieciowego jedzenia. Halo, nie jesteśmy w USA. Serio, da się ugotować wartościowy i sycący obiad, warzywa, ryż, kasza, to wszystko kosztuje naprawdę niewiele, nawet przy pensji minimalnej.
Brak miejsc do uprawiania sportu, zamykanie orlików, małe place zabaw - chyba najgłupsza wymówka, która jest powtarzana już od wielu lat. Regularnie kursuję między Warszawą, miastem ok 100tys. mieszkańców i miasteczkiem z 20tys. mieszkańcami i WSZĘDZIE są miejsca do aktywnego wypoczynku - siłownie pod chmurką, baseny, rozbudowane place zabaw i ścieżki rowerowe. Ja się nie dziwię, że administracje osiedli zabraniają grać dzieciom w piłkę pod oknami, bo od tego są inne miejsca - takie jak właśnie orliki. Boiska przy szkołach też nie są zamykane na cztery spusty. A nawet jeśli - kup/wypożycz rower, idź na spacer, pobiegać, poszukaj sobie ćwiczeń na YT. Naprawdę, nie róbmy z siebie niepełnosprawnych i nie oczekujmy, że Nawrocki z Tuskiem przyjadą z koparkami pod nasz blok, by budować boisko.
Często w weekendy chodzę na spacery do parku w moim mieście - bardzo mało widuję tam rodziców z dziećmi, za to zatrważająca wiekszość siedzi w food hallach w galerii i wpieprza cheeseburgery. I nikt mi nie wmówi, że to wina państwa, bo za budowanie właściwych nawyków żywieniowych odpowiedzialni są rodzice. Państwo nie wpycha ci na siłę frytek do gęby, państwo buduje ci ścieżkę rowerową, żebyś mógł/mogła pojechać z dzieckiem na wycieczkę - chociaż na tej ścieżce rowerowej częściej widuję zapatrzone w telefon nastolatki niż rowerzystów.
I żeby nie było, że bronię naszych rządzących, wręcz przeciwnie - wiele można im zarzucić, ale serio, to, że są powodem, dla którego Polacy tyją? Powodem jest to, że nie znamy umiaru, jemy za dużo, idziemy na łatwiznę. Sama piszę to po zjedzeniu paczki chipsów i kusi mnie, by otworzyć kolejną:D
i am a god
-
ballerinacappuccina
- Skarpeta Rakieta
- Posty: 86
- Rejestracja: pt kwie 25, 2025 11:53 am
Dzieci jak dzieci, bardziej śmieszy mnie robienie kalek z kobiet, którym niby Chodakowska powiedziała, że są leniwe pod płaszczykiem samoakceptacji (jedna z moich ulubionych dram w kwestii body positivity). Spoiler: one same robią z siebie kaleki. Nie mam czasu na ćwiczenia, mam dziecko - co robisz z tym dzieckiem? Czemu nie pójdziesz z nim na rower? Na basen? Na trampoliny? Czemu wszędzie wozisz je samochodem? Nie mam czasu na ćwiczenia, bo pracuję 8h dziennie, a po pracy jestem zmęczona - a może byłabyś mniej zmęczona, zamiast oglądać 3h tiktoki, poszła na pół godziny na spacer? (chyba, że pracujesz fizycznie, to wtedy masz z głowy).Jennifer pisze: ↑śr kwie 01, 2026 8:05 pm Skoro przy temacie kondycji i wagi jesteśmy, to niedawno czytałam posty pewnych aktywistek na IG, że za rosnący wskaźnik otyłości wśród Polaków odpowiada... nasze państwo polskie. Ilość potakujących komentarzy była tak przytłaczająca, że wychodzi na to, że moja opinia będzie niepopularna - to, że masz nadwagę/otyłość to tylko i wyłącznie twoja wina, a w przypadku dzieci - wina rodziców (tylko proszę mi tu nie wyjeżdżać z chorobami, bo w przypadku niektórych oczywistym jest, że sytuacja nie jest czarno-biała).
Jednym z argumentów było to, że zdrowe jedzenie jest drogie i Polacy zmuszani są do kupowania śmieciowego jedzenia. Halo, nie jesteśmy w USA. Serio, da się ugotować wartościowy i sycący obiad, warzywa, ryż, kasza, to wszystko kosztuje naprawdę niewiele, nawet przy pensji minimalnej.
Brak miejsc do uprawiania sportu, zamykanie orlików, małe place zabaw - chyba najgłupsza wymówka, która jest powtarzana już od wielu lat. Regularnie kursuję między Warszawą, miastem ok 100tys. mieszkańców i miasteczkiem z 20tys. mieszkańcami i WSZĘDZIE są miejsca do aktywnego wypoczynku - siłownie pod chmurką, baseny, rozbudowane place zabaw i ścieżki rowerowe. Ja się nie dziwię, że administracje osiedli zabraniają grać dzieciom w piłkę pod oknami, bo od tego są inne miejsca - takie jak właśnie orliki. Boiska przy szkołach też nie są zamykane na cztery spusty. A nawet jeśli - kup/wypożycz rower, idź na spacer, pobiegać, poszukaj sobie ćwiczeń na YT. Naprawdę, nie róbmy z siebie niepełnosprawnych i nie oczekujmy, że Nawrocki z Tuskiem przyjadą z koparkami pod nasz blok, by budować boisko.
Często w weekendy chodzę na spacery do parku w moim mieście - bardzo mało widuję tam rodziców z dziećmi, za to zatrważająca wiekszość siedzi w food hallach w galerii i wpieprza cheeseburgery. I nikt mi nie wmówi, że to wina państwa, bo za budowanie właściwych nawyków żywieniowych odpowiedzialni są rodzice. Państwo nie wpycha ci na siłę frytek do gęby, państwo buduje ci ścieżkę rowerową, żebyś mógł/mogła pojechać z dzieckiem na wycieczkę - chociaż na tej ścieżce rowerowej częściej widuję zapatrzone w telefon nastolatki niż rowerzystów.
I żeby nie było, że bronię naszych rządzących, wręcz przeciwnie - wiele można im zarzucić, ale serio, to, że są powodem, dla którego Polacy tyją? Powodem jest to, że nie znamy umiaru, jemy za dużo, idziemy na łatwiznę. Sama piszę to po zjedzeniu paczki chipsów i kusi mnie, by otworzyć kolejną:D
Każdemu czasem się nie chce, ja sama raczej jesstem typem kanapowca, ale no ludzie, dodatkowe kilogramy na naszym ciele nie biorą się z powietrza. Spasłaś się, bo za dużo żresz, nie dlatego, że warzywa są drogie (bullshit) albo nie masz gdzie uprawiać sportu.
- Anastazja_smietana
- SkrzydełkaZhooters
- Posty: 209
- Rejestracja: ndz lis 23, 2025 2:02 pm
Ogólnie zgodzę się co do samego przesłania, ale te aktywności fizyczne z dziećmi... no nie wiem, może od pewnego wieku... wyjście na basen z kilkulatkiem nie pozwoli spalić kalorii bo trzeba go mieć ciągle na oku i przy nim być, nie można sobie iść popływać, na rowerze takie małe nie potrafi, ćwiczyć razem też próbowałam ale za każdym razem jak się kładziesz na ziemi to oni wskakują na brzuch, albo "pomagają" itd. Więc jedynie spacery wchodzą a grę, a ćwiczenia, czy bieżnia to jak pójdą spać (na bieżni też chcą dołączać co jest mega niebezpieczne). Problem nadwagi mnie nie dotyczy, no ale z kondycją na bakier.ballerinacappuccina pisze: ↑śr kwie 01, 2026 8:33 pm Dzieci jak dzieci, bardziej śmieszy mnie robienie kalek z kobiet, którym niby Chodakowska powiedziała, że są leniwe pod płaszczykiem samoakceptacji (jedna z moich ulubionych dram w kwestii body positivity). Spoiler: one same robią z siebie kaleki. Nie mam czasu na ćwiczenia, mam dziecko - co robisz z tym dzieckiem? Czemu nie pójdziesz z nim na rower? Na basen? Na trampoliny? Czemu wszędzie wozisz je samochodem? Nie mam czasu na ćwiczenia, bo pracuję 8h dziennie, a po pracy jestem zmęczona - a może byłabyś mniej zmęczona, zamiast oglądać 3h tiktoki, poszła na pół godziny na spacer? (chyba, że pracujesz fizycznie, to wtedy masz z głowy).
Każdemu czasem się nie chce, ja sama raczej jesstem typem kanapowca, ale no ludzie, dodatkowe kilogramy na naszym ciele nie biorą się z powietrza. Spasłaś się, bo za dużo żresz, nie dlatego, że warzywa są drogie (bullshit) albo nie masz gdzie uprawiać sportu.
Katar to nie jest kwestia kosmetyczna, zawsze się z czegoś bierze - zazwyczaj z chorób. Po co zostawiać dziecko w przedszkolu/szkole, gdy jest chore, żeby zarażało inne? Największy ból tego rozwiązania odczuwają właśnie przedszkolanki/nauczyciele, gdy nagle się okazuje, że połowa grupy chora, włącznie z nauczycielami i co tu teraz zrobić mają inni rodzice, którzy nie mają możliwości zostawienia pracy i zostania z dzieckiem w domu? Jeśli ktoś może, to jak dla mnie, jak najbardziej niech zabiera i mówię to z perspektywy kogoś, kto chodził do szkoły i często słyszał od rodziców: "daj spokój, co będziesz opuszczać" i osoby, która pracowała z dziećmi i wie, że jeden katarek, który się może wydawać niegroźny, nagle się okazuje czymś więcej i wycina połowę grupy z funkcjonowania.
Rosyjska Miss AI 2026.
-
ballerinacappuccina
- Skarpeta Rakieta
- Posty: 86
- Rejestracja: pt kwie 25, 2025 11:53 am
Początkowo chciałam do swojej wypowiedzi dodać, że nie każda aktywność jest odpowiednia dla każdego wieku, ale potem pomyślałam, że to raczej logiczne. Widać nie do końca :D na YT też pod jednym filmem napisałam to, co wyżej to mnie zjechali, że jak wyobrażam sobie basen z noworodkiem :D Nikt nie oczekuje od kobiety w pierwszych latach życia dziecka że będzie gym freakiem, ale tak jak ja - i również ty - napisałyśmy, spacery, place zabaw, małe dzieci to wulkany energii, wiec nie trzeba przy nich wyciskać hantli, wystarczy że pobiegacie nawet dookoła piaskownicy i już można to podpiąć pod trening.Anastazja_smietana pisze: ↑śr kwie 01, 2026 8:51 pm Ogólnie zgodzę się co do samego przesłania, ale te aktywności fizyczne z dziećmi... no nie wiem, może od pewnego wieku... wyjście na basen z kilkulatkiem nie pozwoli spalić kalorii bo trzeba go mieć ciągle na oku i przy nim być, nie można sobie iść popływać, na rowerze takie małe nie potrafi, ćwiczyć razem też próbowałam ale za każdym razem jak się kładziesz na ziemi to oni wskakują na brzuch, albo "pomagają" itd. Więc jedynie spacery wchodzą a grę, a ćwiczenia, czy bieżnia to jak pójdą spać (na bieżni też chcą dołączać co jest mega niebezpieczne). Problem nadwagi mnie nie dotyczy, no ale z kondycją na bakier.
-
chleb_ze_smalcem
- LouiBag
- Posty: 321
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Ale dzieci to nie są dorośli a szkoła to nie jest praca. Nie muszę brać wolnego, pracuje z domu na własnych zasadach. W pierwsze tygodnie wiosny biorę mniej zleceń, nie muszę chodzić do biura, ja jednego dnia gorzej się czuję, to tak, mam wolne. Później nadrobię. Nie mam też stresujących egzaminów. Dzieci w szkole nie mogą sobie ustalać czasu pracy z tego co pamiętam.Oakoak pisze: ↑śr kwie 01, 2026 7:18 pm Nie zgodzę się. Przeczytaj co napisałaś.
Jako dorosła osoba też bierzesz l4 na kilka miesięcy i wydłużony czas na swoje obowiązki bo masz alergię ?
Przez takie “udogodnienia” poziom edukacji spada, dzieciaki są trzymane pod parasolem ochronnym z błahych powodów, a rodzice mając coraz bardziej pobłażliwe podejście tylko te wszystkie dziwactwa wyostrzają. Sama jestem rodzicem i słysząc co inni rodzice opowiadają na wywiadówkach chce mi się płakać.
Brak szacunku do nauczycieli, luźne podejście do samej szkoły, zabieranie dzieci na wakacje w trakcie roku, zwalnianie z lekcji bo ma katar to w krajach wysokorozwiniętych nie powinno mieć miejsca. W Anglii nie pojedziesz z dzieciakiem na wakacje w trakcie roku, nie załatwisz mu zwolnienia na alergię czy katar i nie kwestionujesz opinii wychowawcy o swoim dziecku.
-
anka202000
- Mokra Włoszka
- Posty: 57
- Rejestracja: pt mar 15, 2024 5:01 pm
chleb_ze_smalcem pisze: ↑śr kwie 01, 2026 11:01 pm Ale dzieci to nie są dorośli a szkoła to nie jest praca. Nie muszę brać wolnego, pracuje z domu na własnych zasadach. W pierwsze tygodnie wiosny biorę mniej zleceń, nie muszę chodzić do biura, ja jednego dnia gorzej się czuję, to tak, mam wolne. Później nadrobię. Nie mam też stresujących egzaminów. Dzieci w szkole nie mogą sobie ustalać czasu pracy z tego co pamiętam.
Zgadza się, ale dziecko w szkole jeśli jest chore to po prostu do niej nie idzie. Dorosły człowiek pracujący na etacie musi wziąć zwolenienie. Niestety wiem, jak na częste zwolnienia patrzą pracodawcy…
Mój przykład, byłam bardzo chorowita średnio do osiemnastki. Miesiąc w miesiąc zapalenie oskrzeli, płuc, szpitale itd. Nikt nigdy mi się do nieobecności nie przyczepił, jeśli oczywiście nadganiałam zaległości. Potem jakoś się unormowało zaczęła się praca. Rzadko kiedy chodziłam na zwolnienie, może z dwa razy w ciągu 10 lat pracy razem z końcówka ciąży. Po powrocie do pracy, gdy dziecko poszło do przedszkola i zaczęło chorować, niestety moje zwolnienia na syna były częste i niestety nie patrzyli na to przychylnie.
-
anka202000
- Mokra Włoszka
- Posty: 57
- Rejestracja: pt mar 15, 2024 5:01 pm
Rzeka.chaosu pisze: ↑śr kwie 01, 2026 5:54 pm Moja opinia: jedno z najprawdziwszych przysłowi:
punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
1. Nie widzę sensu jechać po kobietach, które świadomie zostają w domu z dziećmi, bo nigdy tak naprawdę nie wiemy, jak wygląda życie tej osoby. Czasem w małych miastach lub na wsi po prostu dojazdy nie pozwalają na podjęcie pracy na etat, a na część etatu nie ma ofert. Czasem taka kobieta dorabia sobie poza systemem. Czasem jest ktoś w rodzinie, komu dodatkowo trzeba pomagać.
2. Kwestie zdrowotne, geny, predyspozycje psychiczne naprawdę potrafią bardzo wpłynąć na życie. Większość ludzi przekonuje się o tym, gdy skończy się młodość i ciało już nie pozwala na tak wiele. Dużo możemy zrobić, żeby pewnym sprawom zapobiec, ale nie wszystko. Uwielbiam, gdy ktoś mówi, że tyje się od kalorii. Mogę spojrzeć takiej osobie w oczy i powiedzieć, że dieta 1400 kcal jeszcze bardziej obniżyła mi metabolizm i prawie na niej nie chudłam poza początkami. Mam to udokumentowane w apce. Najlepsza dieta na nieprzytycie to nieprzetworzone białkowe i błonnikowe jedzenie. Czyli mięso, nabiał i warzywka. Można sobie wtedy jeść i 3000 kcal i nie tyć.
3. Mam po stronie klienta babkę, managerkę, którą znam już od dawna i zawsze strasznie się wkurzała na dziewczyny, które idą na L4 we wczesnej ciąży i zostawiają innym obowiązki. Zgadnice kto teraz tak zrobił i tłumaczył to przemęczeniem i potrzebą wyciszenia, spokoju? :D
Serio nie ma co przesadnie oceniać wyborów i predyspozycji innych, bo nie wiadomo, co nas czeka i jaką drogę wtedy wybierzemy.
Bardzo często słyszę komentarz, że chyba wygodnie i fajnie się nie pracuje tylko siedzi z dzieckiem w domu
I mam ochotę gryźć, kopać itd…
To nie jest niestety mój świadomy wybór. Mimo tego, że chodzi do przedszkola to choruje tak często, że nie ma opcji żebym wróciła do pracy. Niestety nie mamy nikogo innego do pomocy typu babcie czy coś.
-
chleb_ze_smalcem
- LouiBag
- Posty: 321
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
To na co odpowiadałam dotyczyło przedłużonego czasu na egzaminach jeśli ma się dysleksję, później przeszło na alergię a na koniec był strumień świadomości o tym czy jako dorosła też mam przesłużony czas na wypełnienie obowiązków, bo choroba. Więc nie wiem o co teraz chodzi ze zwolnieniami matek na dzieci. Nie wiem jak na to patrzą. Dyskutuje o czym innym.anka202000 pisze: ↑śr kwie 01, 2026 11:36 pm Zgadza się, ale dziecko w szkole jeśli jest chore to po prostu do niej nie idzie. Dorosły człowiek pracujący na etacie musi wziąć zwolenienie. Niestety wiem, jak na częste zwolnienia patrzą pracodawcy…
Mój przykład, byłam bardzo chorowita średnio do osiemnastki. Miesiąc w miesiąc zapalenie oskrzeli, płuc, szpitale itd. Nikt nigdy mi się do nieobecności nie przyczepił, jeśli oczywiście nadganiałam zaległości. Potem jakoś się unormowało zaczęła się praca. Rzadko kiedy chodziłam na zwolnienie, może z dwa razy w ciągu 10 lat pracy razem z końcówka ciąży. Po powrocie do pracy, gdy dziecko poszło do przedszkola i zaczęło chorować, niestety moje zwolnienia na syna były częste i niestety nie patrzyli na to przychylnie.
-
[email protected]
- Channelka
- Posty: 37
- Rejestracja: śr kwie 01, 2026 8:57 pm
Serio, przedsiębiorcy wcale nie są aż tak uciemiężeni, jak sami lubią to przedstawiać, a prawo często działa tak sobie. Państwo zamiast rozdrabniać się na miliony mikrofirm, powinno bardziej inwestować w większe biznesy, które faktycznie ciągną gospodarkę. Ta giga liczba jednoosobowych działalności na osobę to raczej znak słabszych gospodarek niż jakiegoś sukcesu, patrz Bangladesz czy jakieś afrykańskie państewka.
Nikogo nie interesuje zwykły człowiek, wszyscy politycy zbijają kapitał na płakaniu nad prywaciarzami i dawaniu im kolejnych przywilejów. Kary od skarbówki czy PIP to często żart albo w ogóle ich nie ma, a urzędnik potrafi być dla prywaciarza łagodny jak dla świętej krowy. Potem mamy sytuację, że różnej maści „fachowcy” robią ludzi w konia na grubą kasę i nic im się nie dzieje, mimo lat dochodzeń, spraw, zgłaszania . Nawet jak ktoś wisi miliony, to i tak ciężko go ruszyć, co chwilę takie historie wypływają w mediach, jak ostatnio ten od domków w „Państwo w Państwie”.
A tych mniejszych cwaniaków są tysiące i w sumie nie umiem się nadziwić , jak jest tak mało samosądów, jak ludzie muszą żyć z tym, że ktoś ich wyrolował i pozostaje praktycznie bezkarny, jeszcze otoczenie mu bije brawo za „zaradność” i słyszą że to ich wina, że zostali oszukani, pewnie było tanio hehe. To jest już norma. I te kolejne przywileje a nie transfery socjalne to prawdziwe rozdawnictwo

Ogólnie Polacy uwielbiają cwaniaków, tu alimenciarz jest bohaterem.
Nikogo nie interesuje zwykły człowiek, wszyscy politycy zbijają kapitał na płakaniu nad prywaciarzami i dawaniu im kolejnych przywilejów. Kary od skarbówki czy PIP to często żart albo w ogóle ich nie ma, a urzędnik potrafi być dla prywaciarza łagodny jak dla świętej krowy. Potem mamy sytuację, że różnej maści „fachowcy” robią ludzi w konia na grubą kasę i nic im się nie dzieje, mimo lat dochodzeń, spraw, zgłaszania . Nawet jak ktoś wisi miliony, to i tak ciężko go ruszyć, co chwilę takie historie wypływają w mediach, jak ostatnio ten od domków w „Państwo w Państwie”.
A tych mniejszych cwaniaków są tysiące i w sumie nie umiem się nadziwić , jak jest tak mało samosądów, jak ludzie muszą żyć z tym, że ktoś ich wyrolował i pozostaje praktycznie bezkarny, jeszcze otoczenie mu bije brawo za „zaradność” i słyszą że to ich wina, że zostali oszukani, pewnie było tanio hehe. To jest już norma. I te kolejne przywileje a nie transfery socjalne to prawdziwe rozdawnictwo
-
[email protected]
- Channelka
- Posty: 37
- Rejestracja: śr kwie 01, 2026 8:57 pm
Analogicznie wkurza mnie to całe gadanie, że rolnik to jakaś świętość. Do tego dochodzi bezrefleksyjne gloryfikowanie jedzenia z bazarków od małego rolnika, jakby to z automatu oznaczało lepszą jakość a przecież często nie ma tam realnej kontroli, a różnie bywa z tym, jak i kiedy coś było pryskane. To samo z mitami o jajkach od szczęśliwych kurek, fajnie brzmi, ale rzeczywistość bywa dużo mniej sielankowa. Po przebadaniu się okazuje że te rzeczy nie są ani mniej toksyczne (często mają np. więcej ołowiu etc) ani zdrowsze.
Mam też wrażenie, że jest taka cicha zmowa, żeby nie mówić o patologiach na wsi, o ciężkiej, często niewolniczej pracy (w tym dzieci, globalnie rolnictwo to największa gałąź wyzysku jesli chodzi o niewolniczą pracę i pracę dzieci), o traktowaniu zwierząt czy nawet ludzi bardziej użytkowo niż po ludzku. A jednocześnie cały czas podtrzymuje się narrację o wsi jako wiecznie biednej i pokrzywdzonej, podczas gdy wielu rolników działa po prostu jak przedsiębiorcy, tylko krajobraz jest inny.
Mam też wrażenie, że jest taka cicha zmowa, żeby nie mówić o patologiach na wsi, o ciężkiej, często niewolniczej pracy (w tym dzieci, globalnie rolnictwo to największa gałąź wyzysku jesli chodzi o niewolniczą pracę i pracę dzieci), o traktowaniu zwierząt czy nawet ludzi bardziej użytkowo niż po ludzku. A jednocześnie cały czas podtrzymuje się narrację o wsi jako wiecznie biednej i pokrzywdzonej, podczas gdy wielu rolników działa po prostu jak przedsiębiorcy, tylko krajobraz jest inny.
-
[email protected]
- Channelka
- Posty: 37
- Rejestracja: śr kwie 01, 2026 8:57 pm
I trzecie, nie ma gorszego kalectwa niż życie w biedzie. Trochę prawdy jest w tym, że z biedą często idzie pewien mindset i zniekształcanie rzeczywistości. Gdy jesteś naprawdę biednym dzieckiem, nawet na prowincji, trudno znaleźć ludzi w podobnej sytuacji, szczególnie w tych czasach bo poziom życia ludzi się bardzo odbił i tylko garstka została w tyle. Zresztą nie każda bieda to brak pracy czy pieniędzy, czasem to zwyczajne zaniedbanie i spaprane priorytety. Czasem to i to.
Są rodziny, które absolutnie nic nie robią, żeby poprawić dziecku byt czy sprawić, by nie czuło się gorsze. Zdarza się, że nawet przy skrajnej biedzie starają się jakoś ogarnąć kupić coś firmowego z drugiej ręki, zadłużyć się, żeby dziecko miało telefon, mogło pójść do fryzjera czy nie odstawało na zewnątrz. A inni, mając niewiele więcej, potrafią zupełnie się poddać dzieci latają w szmatach, brak dbałości o wygląd, zamiast fryzjera śmieszne obcinanie przez matkę i robienie z dziecka pajaca, znoszone ciuchy po rodzinie czy koleżankach.
Nie masz pokoju, nie latasz na wakacje, nie było wyjazdów ani rozrywek w domu a i tak słyszysz, że to normalne, jak większość, a jednocześnie oczekuje się od ciebie rzeczy nierealnych. Tymczasem w większości miejsc nawet mniejszych są ludzie w średniej sytuacji, około 30–40 lat, i znalezienie kogoś, kto nie wyjeżdża na wakacje za granicę, staje się dziś coraz trudniejsze. Tylko w takich rodzinach nadal funkcjonuje przekonanie, że wyjazd to coś „dla elit”, a dzieci wychowywane w ograniczeniach są później postrzegane jako roszczeniowe. Czasem też widzę że narracja się zmienia np. w zależności od tego czy dziecko jest w pełni biologiczne rodziców albo czy jest chciane.
Jednocześnie te same rodziny potrafią mieć bardzo wysokie oczekiwania daliśmy ci nic, a ty i tak powinieneś zostać drugim Einsteinem. Tylko że życie bez podstawowych możliwości i wsparcia nie przekłada się automatycznie na spektakularne sukcesy. Plus taki dzieciak zawsze będzie wypychany z towarzystwa albo redukowany do frajera, jak jest to dziewczynka to matki dzieci na które mają jakiś pomysł plan będą niechętnie dopuszczały ją np do synów, jak to chłopak to będzie obwiniany za „demoralizowanie” kolegów, przyszłych lekarzy i urzędników np.
Są rodziny, które absolutnie nic nie robią, żeby poprawić dziecku byt czy sprawić, by nie czuło się gorsze. Zdarza się, że nawet przy skrajnej biedzie starają się jakoś ogarnąć kupić coś firmowego z drugiej ręki, zadłużyć się, żeby dziecko miało telefon, mogło pójść do fryzjera czy nie odstawało na zewnątrz. A inni, mając niewiele więcej, potrafią zupełnie się poddać dzieci latają w szmatach, brak dbałości o wygląd, zamiast fryzjera śmieszne obcinanie przez matkę i robienie z dziecka pajaca, znoszone ciuchy po rodzinie czy koleżankach.
Nie masz pokoju, nie latasz na wakacje, nie było wyjazdów ani rozrywek w domu a i tak słyszysz, że to normalne, jak większość, a jednocześnie oczekuje się od ciebie rzeczy nierealnych. Tymczasem w większości miejsc nawet mniejszych są ludzie w średniej sytuacji, około 30–40 lat, i znalezienie kogoś, kto nie wyjeżdża na wakacje za granicę, staje się dziś coraz trudniejsze. Tylko w takich rodzinach nadal funkcjonuje przekonanie, że wyjazd to coś „dla elit”, a dzieci wychowywane w ograniczeniach są później postrzegane jako roszczeniowe. Czasem też widzę że narracja się zmienia np. w zależności od tego czy dziecko jest w pełni biologiczne rodziców albo czy jest chciane.
Jednocześnie te same rodziny potrafią mieć bardzo wysokie oczekiwania daliśmy ci nic, a ty i tak powinieneś zostać drugim Einsteinem. Tylko że życie bez podstawowych możliwości i wsparcia nie przekłada się automatycznie na spektakularne sukcesy. Plus taki dzieciak zawsze będzie wypychany z towarzystwa albo redukowany do frajera, jak jest to dziewczynka to matki dzieci na które mają jakiś pomysł plan będą niechętnie dopuszczały ją np do synów, jak to chłopak to będzie obwiniany za „demoralizowanie” kolegów, przyszłych lekarzy i urzędników np.
Takich ludzi jest więcej niż nam się wydaje. Niestety. Na zajęciach też widzę osoby, które nie potrafią zrobić jednego brzuszka.Oakoak pisze: ↑śr kwie 01, 2026 7:25 pm Dla mnie topka to hasimoto i insulinooporność.
Nie żeby powyższe wzięło się z otyłości, co to to nie.
Dla mnie tak szczerze jeśli np kobieta ma rozmiar L/XL a dba o siebie, ćwiczy i zdrowo je to okej, są czasami osoby z postury bardziej masywne. Zdecydowana jednak większość takich ludzi ma kondycję gorszą od starszych ludzi którzy chodzą z kijami po parku. Ostatnio byłam na zajęciach z rozciągania. Laska na oko 35 lat, lekko przy kości, nie była w stanie trzymać wyprostowanej nogi w pozycji leżącej przez kilkanaście sekund.
To troche tak jakby ciało robiło z kogoś kalekę
Bardzo irytuje mnie kiedy ktoś mówi, że już jest stary i kondycja nie ta. Człowieku, 40 lat to nie wymówka żeby po wejściu na 2 piętro mieć zadyszke. Oczywiście, że wiek też robi swoje, ale w moim otoczeniu widzę osoby, które po prostu unikają ruchu jak ognia a winę za swoje kalectwo zwalają na wiek.
-
[email protected]
- Channelka
- Posty: 37
- Rejestracja: śr kwie 01, 2026 8:57 pm
To całe progresywno-feministyczne gadanie o tym, że mężczyźni i nie tylko powinni bez skrępowania okazywać słabość, płakać, mówić o problemach czy prosić o pomoc publicznie, brzmi w teorii ładnie, ale często pomija realia. Jednostka nie funkcjonuje w próżni i nie odpowiada za cały system. Po prostu inni wiedzą więcej o życiu niż odklejone laski z domków na przedmieściach trzymane pod kloszem.
Te przekonania, że nie okazuj słabości nie biorą się znikąd ani z żadnych wyssanych z tyłka teorii. To często efekt doświadczeń i obserwacji, że w wielu środowiskach ujawnienie słabości może prowadzić do jeszcze większej presji, pogardy czy nawet przemocy. Przykłady takie jak historia Piotra Latały z młodości dobrze pokazują, jak łatwo taka sytuacja może zostać wykorzystana przeciwko komuś.
To raczej sygnał dla otoczenia: „ta osoba nie ma ochrony, można sobie z nią pozwolić”. I niestety, w wielu przypadkach tak to działa. Wyjście do ludzi i mówienie o poważnych problemach nie zawsze kończy się wsparciem, częściej spotyka się z obojętnością, oceną albo wyśmianiem, a czasem nawet pogorszeniem sytuacji. Wtedy jesteśmy też wrażliwsi na oszustwa i różnych scamerów albo typów kontrolujących innych pod pozorem pomagania.
Nie chodzi o to, że ludzie nie powinni się otwierać, tylko o to, że realny kontekst społeczny bywa brutalny. Wysyłanie sygnału o byciu ofiarą raczej nie pomoże a zwiększy ryzyko dalszej przemocy, zamiast ją zmniejszać. Taki jest niestety „klimat”, z którym wiele osób się mierzy. Niektórzy mają zbyt optymistyczne wyobrażenia o ludziach i społeczeństwie, zwłaszcza ci co nigdy nie zetknęli się z prawdziwą patologią i dziurawym systemem opieki socjalnej. Już nie mówię o pospolitych glupiomadrych, autentycznie znam baby, którym się wydaje, że taki bezdomny to powinien tylko się ogarnąć, założyć koszulę i złożyć CV do roboty, bo po prostu się rozleniwił.
Te przekonania, że nie okazuj słabości nie biorą się znikąd ani z żadnych wyssanych z tyłka teorii. To często efekt doświadczeń i obserwacji, że w wielu środowiskach ujawnienie słabości może prowadzić do jeszcze większej presji, pogardy czy nawet przemocy. Przykłady takie jak historia Piotra Latały z młodości dobrze pokazują, jak łatwo taka sytuacja może zostać wykorzystana przeciwko komuś.
To raczej sygnał dla otoczenia: „ta osoba nie ma ochrony, można sobie z nią pozwolić”. I niestety, w wielu przypadkach tak to działa. Wyjście do ludzi i mówienie o poważnych problemach nie zawsze kończy się wsparciem, częściej spotyka się z obojętnością, oceną albo wyśmianiem, a czasem nawet pogorszeniem sytuacji. Wtedy jesteśmy też wrażliwsi na oszustwa i różnych scamerów albo typów kontrolujących innych pod pozorem pomagania.
Nie chodzi o to, że ludzie nie powinni się otwierać, tylko o to, że realny kontekst społeczny bywa brutalny. Wysyłanie sygnału o byciu ofiarą raczej nie pomoże a zwiększy ryzyko dalszej przemocy, zamiast ją zmniejszać. Taki jest niestety „klimat”, z którym wiele osób się mierzy. Niektórzy mają zbyt optymistyczne wyobrażenia o ludziach i społeczeństwie, zwłaszcza ci co nigdy nie zetknęli się z prawdziwą patologią i dziurawym systemem opieki socjalnej. Już nie mówię o pospolitych glupiomadrych, autentycznie znam baby, którym się wydaje, że taki bezdomny to powinien tylko się ogarnąć, założyć koszulę i złożyć CV do roboty, bo po prostu się rozleniwił.
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1718
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Ech... ludzie zwalają brak ruchu na różne rzeczy. Odnośnie nieporadnych osób na zajęciach - te osoby chodzą na zajęcia i przynajmniej coś robią. Ja też widuję na pilatesie osoby, które przychodzą, bo myślały, że to taka inna joga lub bo modne. W różnym wieku. I potem widać, że głupie uniesienie nóg do góry w leżeniu jest problemem. Drugi raz taka osoba nie przyjdzie, ale są i takie, które pomimo problemów cały czas przychodzą.Pilu pisze: ↑czw kwie 02, 2026 5:22 am Takich ludzi jest więcej niż nam się wydaje. Niestety. Na zajęciach też widzę osoby, które nie potrafią zrobić jednego brzuszka.
Bardzo irytuje mnie kiedy ktoś mówi, że już jest stary i kondycja nie ta. Człowieku, 40 lat to nie wymówka żeby po wejściu na 2 piętro mieć zadyszke. Oczywiście, że wiek też robi swoje, ale w moim otoczeniu widzę osoby, które po prostu unikają ruchu jak ognia a winę za swoje kalectwo zwalają na wiek.
Dla kontrastu - jest sporo naprawdę młodych osób, które wcale się nie ruszają. Po liceum nie mają żadnej aktywności. Tego nie można zwalić na wiek. Albo moja sąsiadka, wszędzie jest jeździ autem, nie biega za dzieciakami na rowerze, siada na ławce i twierdzi, że jest szczupła i nie musi. Przy braku chęci każda wymówka, niezależnie od wieku, będzie "dobra".
Dziewczyno o jakich emeryturach Ty mówisz? Myślisz że za 30/50 lat ludzie będą dostawać emerytury?sergioleone pisze: ↑pn sty 05, 2026 4:29 pm Niepopularna opinia: 90% populacji teraz to egoiści, ludzie myślą wyłącznie o sobie. Mi ma być dobrze, ja mam się czuć lepiej, najlepiej, to moje życie, moje wybory.
I jasne, fajnie, tylko że w tym wszystkim ludzie mocno już gubią drobny fakt: taka postawa jest idealna, jak się żyje na bezludnej wyspie i samemu na siebie pracuje. Ile daję, tyle dostaję, bo robię na siebie i dla siebie, 1 do 1.
Ale nie żyjemy tak. Żyjemy w społeczeństwie. I najprostsza wizualizacja konsekwencji tego egoistycznego podejścia jest taka, że jak nie chcemy mieć dzieci, bo to nasze niezbywalne prawo nie chcieć, to za jakieś 30 lat nie będzie komu robić na nasze emerytury. My w tej chwili pracujemy na emerytury naszych rodziców, co warto wiedzieć. To, co zabiera nam z pensji zus, nie idzie na nasze konto i nie czeka tam na nas, nie nie - to idzie na pokolenie obecnych emerytów (dewaluacja pieniądza jest przyczyną), a na nas nie będzie komu robić, bo ktoś nie ma instynktu, nie chce brać odpowiedzialności, chce wygodnie żyć itp.
I to zrozumiałe, przecież nie mówię, że nie. Tylko w tak skonstruowanych cywilizacjach jak nasza, to jest działanie na szkodę grupy. Brzmi brutalnie i pewnie nieprzyjemnie, ale matematyka jest bezlitosna. To albo chcemy korzystać z dobrodziejstw społeczeństwa i bierzemy na siebie odpowiedzialność, albo wyprowadzamy się gdzieś, gdzie nasz egoizm i konsekwencje takich wyborów dotkną tylko nas…
-
[email protected]
- Channelka
- Posty: 37
- Rejestracja: śr kwie 01, 2026 8:57 pm
Nie padnie ale przekonanie dziadersow, że emerytury w przyszłości będą zależeć od ludzkiej demografii, a konkretnie demografii Polaków , i że tak musi być jest prostackie i odklejone -po prostu nikt nie proponuje innej wizji bo wtedy znika ten kuszący element kontrolowania czyichś ciał. Ale ona siłą rzeczy się pojawi na szczęścieZdzisek_p pisze: ↑czw kwie 02, 2026 8:02 am Dziewczyno o jakich emeryturach Ty mówisz? Myślisz że za 30/50 lat ludzie będą dostawać emerytury?Nie, nie będą bo to wszystko jebnie i cały ten ZUS i reszta dziadostwa które nas okrada po prostu padnie. Starsze pokolenia robią co im się powie (jak pokazał covid) ale młodsze nie i nie będą się słuchać i robić w SYSTEMIE, bo tak trzeba i tak wypada. Młodzi już widzą ze trzeba pracować mądrze, a nie ciężko i nie chcą by ich okradano. Te staruszki, które widuje na ulicach pogarbione ledwo chodzące całe życie ciężko pracowały na te EMERYTURY - uwaga 2000 zł i to jak dobrze pójdzie i jedyne czego się w życiu dorobiły za tą ciężka pracę to garba. Opłacają mieszkanie, leki a na jedzenie nie starcza, idą do Biedry i kupują jedzenie z kończącą sie data przydatności do spożycia - bo jest tańsze.