agbmrctorakwin pisze: ↑czw sty 29, 2026 6:04 pm
Moim zdaniem medycyna estetyczna aktualnie jest zbyt promowana przez wszystkich dookoła. Zachęca się do robienia botoksu już młodym osobom. Ostatnio widziałam jakaś "specjalistkę" (była to pani posiadająca własny gabinet medycyny estetycznej), która mówiła o tym że botoks lepiej zacząć WCZESNIEJ żeby przeciwdziałać. Ostatnio chcąc się zapisać na higienizacje zębów przez aplikację znany lekarz trafiłam na zabieg nazwany - nawilżanie ust kwasem hialuronowym - weszłam w to z ciekawości bo pomyślałam, że może jest to jakiś zabieg typowo pielęgnacyjny, ale nie, okazało się że jest to zwyczajne powiększanie ust tylko nazwane w inny sposób. Powiększanie ust, botoks, wolumetria - często jest już kojarzone z "dbaniem o siebie" a nie z ostatecznością. Ostatnio jedna z influ Kinga Banaś pokazała, że rozpuściła usta - w komentarzach wylała się fala krytyki ze ma za małe usta i wcześniej wyglądała lepiej X.D. Mam wrażenie, że ludzie zapomnieli jak wyglądają normalne, naturalne twarze bo zbyt długo patrzą na Influencerki i celebrytki, które zaczynają wyglądać tak samo i tracą tym samym swoją autentyczność i wyjątkowość.
I zaraz na pewno znajdą się komentarze "niech każdy wygląda jak chce" "niech kazdy robi co chce" - to prawda ale wolny wybór kończy się tam, gdzie zaczyna się pranie mózgu przez społeczeństwo i media. Dzisiejsze dążenie do ideału to nie tyle wyraz wolności, co rozpaczliwa próba dostosowania się do narzuconej normy. Przestajemy odróżniać własne potrzeby od lęku przed wykluczeniem z kręgu osób uznawanych za "atrakcyjne".
Zgadzam się z tym. Stosowanie medycyny estetycznej z umiarem nie jest niczym złym, ale normalizacja kolosalnych ingerencji w wygląd stawia nas o krok bliżej do transhumanizmu. Sama robiłam już kilka razy wypełnienie bruzd nosowo-wargowych kwasem hialuronowym (czego zresztą nie powtórzę, i spróbuję zamiast tego dodać objętości policzkom), bo zawsze miałam bardzo szczupłą twarz i nawet małe bruzdy dają u mnie efekt zapadającej się, „zabiedzonej” twarzy, co mi przeszkadza. Uważam jednak, że granica między małymi poprawkami dla polepszenia samooceny a dużą ingerencją jest bardzo cienka, czego efektem jest wysyp ludzi wyglądających jak z „Uncanny Valley”, i mam nadzieję, że nigdy nie o*ipieję do tego stopnia, żeby stać się karykaturą samej siebie przez własne kompleksy.
Zabiegowcy i lekarze postępują też nieetycznie godząc się na absurdalne zachcianki klientów/pacjentów (np. niedorzecznie wręcz duże biusty stanowiące ryzyko dla kręgosłupa; nosy tak małe i zadarte, że ludzie mają problemy z oddychaniem) i reklamując swoje usługi w mediach społecznościowych jak manicure (bardzo dobry notabene chirurg reklamuje liposukcję wodną jako wspaniałą metodę na osiągnięcie zgrabnych nóg przed wakacjami). Uważam, że inwazyjne zabiegi chirurgiczne nie powinny być traktowane przez opinię publiczną tak samo jak zafarbowanie włosów u fryzjera. Mam wrażenie, że już lepiej było, gdy przebyte operacje plastyczne były traktowane jak skrzętnie ukrywane tabu.
I jeszcze szlag mnie trafia, gdy ludzie z oszczędności wykonują operacje w szemranych klinikach w Turcji, a potem niejednokrotnie przechodzą leczenie ratujące zdrowie i życie w Polsce na NFZ, bo wcześniej szkoda im było kilku tysięcy więcej na zabieg w kraju. Oczywiście, każda osoba płacąca podatki w PL ma prawo do leczenia na NFZ, ale od kogoś decydującego się na tak radykalny zabieg jak liposukcja czy powiększanie piersi oczekiwałabym minimum zdrowego rozsądku, a nie oddawania się w ręce podejrzanych klinik na drugim końcu kontynentu, bo jest trochę taniej.
Ludzkie pragnienie piękna i wybicia się ponad własną przeciętność i biologiczne ograniczenia jest normalnym zjawiskiem, ale jeśli doprowadza niektórych do obłędu i podejmowania idiotycznych decyzji, to trzeba o tym mówić głośno, a nie zbywać tekstami w stylu „każdy może wyglądać jak chce”.