Uwielbiam ten wpis. :D 🩷Anastazja_smietana pisze: ↑wt lut 03, 2026 12:29 am Problem w tym ze w co drugim wpisie jest "jak nie możesz zapewnić xyz to się nie decyduj na dziecko". Co idealnie odbija stan naszej demografii. Zamiast wspierac rodziny, ktore co by nie mówić są przyszlością dla spoleczenstwa to oczywiscie trzeba dopie*dolić. Jak mieszkasz na zadupiu to się nie decyduj na dzieci, jak w dużym miescie stac cię tylko na kawalerkę to też się nie decyduj (same te warunki dyskwalifikują 90% młodych kobiet). Jak nie masz ustabilizowanej kariery, studiow, sytuacji finansowej to się nie decyduj, choroby równiez wykluczają rodzicielstwo. W co drugim wpisie wymienia się kolejne kryteria, które kobieta MUSI spelniac, ale najbardziej rozbawilo mnie to o nudnych rodzicach bez zainteresowań. Może jakiś odetek kobiet przejdzie ostatecznie przez gęste sito forumiczek ale wtedy okaże się że jest już stara i bezpłodna.
Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1719
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Re: Niepopularne opinie o życiu
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1719
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Ale w Polsce nie ma "kapitalistycznego ustroju". :D W Polsce mamy ustrój demokratyczny. A gospodarczo mix kapitalizmu z systemem socjalnym zarządzanym przez PAŃSTWO. Przypominam, że nie mieszkamy w USA. Jesteśmy Europejczykami i korztstajmy z tego, co Europejczycy wypracowali przez tysiąclecia.
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1719
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Myślę, że źle rozumiecie nieodpłatną pracę kobiet. Nie chodzi tu o umycie po sobie (czy mężu i dzieciach) toalety lub zrobienie obiadu.
Państwo powinno jak najbardziej się przejmować niżem demograficznym, ale właśnie mogliby to zrobić walcząc z wykluczeniem komunikacyjnym i brakiem pracy w wielu obszarach Polski poza dużymi miastami. Inwestycja w jakieś państwowe firmy, małe biznesy, ulgi dla firm zatrudniających pracowników, komunikacja publiczna obejmująca małe wioski. Bo potem się dziwimy że miasta robią się przeludnione i ceny mieszkań rosna w nieskończoność, a reszta obszarów się wyludnia.berry blast pisze: ↑wt lut 03, 2026 12:44 am żyjesz w jakiejś utopii? państwo ma ci pomóc tylko dlatego, że pragniesz podnieść niż demograficzny? dać mieszkanie w centrum i pracę? nie liczyłabym na to. jak sobie sama nie zapracujesz to nikt ci tego nie da. może tak powinno być, może tak byłoby super ale tak NIE JEST.
i się możecie buźkami wkulwiać, nic to nie zmienia.
W Polsce mam wrażenie, że większość ludzi nie rozumie podstaw ekonomii i panaceum na wszystko widzą w rozdawnictwie.
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1719
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Dokładnie. Poza tym jak najbardziej w interesue (przeogromnym) państwa jest to, żeby ludzie mieszkali też w małych miejscowościach. Stamtąd mamy jedzenie. Tam jest wiele zakładów strategicznych, których nie można budować przy dużych miastach.g_girl pisze: ↑wt lut 03, 2026 8:21 am Państwo powinno jak najbardziej się przejmować niżem demograficznym, ale właśnie mogliby to zrobić walcząc z wykluczeniem komunikacyjnym i brakiem pracy w wielu obszarach Polski poza dużymi miastami. Inwestycja w jakieś państwowe firmy, małe biznesy, ulgi dla firm zatrudniających pracowników, komunikacja publiczna obejmująca małe wioski. Bo potem się dziwimy że miasta robią się przeludnione i ceny mieszkań rosna w nieskończoność, a reszta obszarów się wyludnia.
-
cutiepie687
- RoyalBaby
- Posty: 24
- Rejestracja: wt paź 22, 2024 8:58 am
Haha, rzeczywiście trochę tak jest. Ja z kolei miałam sytuację w kawiarni z mlekiem: poproszę latte macchiato- na jakim mleku?- normalnym- czyli KRoWiM?!? I zdegustowana mina do tegoGreenmind94 pisze: ↑pt sty 09, 2026 12:40 pm Z obserwacji z tego tygodnia:
Ludzie, którzy nie jedzą cukru i słodkiego, w dziwny sposób uważają się za lepszych od tych, którzy jedzą. Spotkały mnie trzy czy cztery takie sytuacje w tym tygodniu podczas rozmowy o słodyczach, gdzie osoby ograniczające słodkie przedstawiały to jako coś lepszego i także siebie stawiały w takim świetle, jakoby były w jakiś sposób fajniejsze ode mnie, zwykłego zjadacza placków![]()
- Anastazja_smietana
- SkrzydełkaZhooters
- Posty: 209
- Rejestracja: ndz lis 23, 2025 2:02 pm
Można to rozwiązać normalnie, SYSTEMOWO jak w innych krajach. Można udostępnić możliwość przekazania części składek emerytalnych męża, na konto żony, tak aby ona miała zapewnioną podstawową emeryturę. Kokosów nie będzie, ale zawsze jest to jakieś minimalne zabezpieczenie swojej przyszłości jeżeli naprawdę nie ma innego wyjścia. Dzieci podrosną, można wracać do pracy, a kobieta nie ma dziury w składkach. Życie nie jest czarno-białe, a kapitalizm to utopia.julygirl pisze: ↑wt lut 03, 2026 7:58 am Ale na jakiej zasadzie to miałoby dokładnie działać? Czy bezrobotnych singli, których nie stać na prawko i przeprowadzę (bo nie moga znaleźć pracy na swoim zadupiu) tez państwo powinno wspierać? Czy państwo powinno wspierać kobietę, która miała stabilna prace, ale rzuciła ja. Aby wychowywać dzieci? A mialaby możliwość wrocic do tej pracy i wynająć nianie, bo dobrze zarabiała? Kazdy przypadek byłby osobno analizowany? To by jeszcze bardziej podróżniło społeczeństwo, juz przeciez jest narzekania na 800+
Moja kolejna niepopularna może opinia :
Przerażają mnie konta na instagramie, które tak bardzo wkręcają się w duchowość, picie matchy, pilates, wdzięczność, vision boards oraz stawianie ciągle tylko na siebie i swój rozwój, a przy tym utrwalają jakiś trend ze brak pracy jest fajny.
Nie dość że to strasznie tendencyjne, bo jeśli chcesz prowadzić aestic profil to musisz robić to wszystko na raz, a dwa że zakrzywiasz przy tym rzeczywistość.
Przypadkowo odkryłam ostatnio nowy profil dziewczyny, która z mężem i córką przeprowadziła się do Dubaju. Dziewczyna ma 27 lat i parcie na szkło. Nagrywa reelsy pt. mój dzień zaczynam od ciepłej wody i zapisania w dzienniczku wdzięczności za co jestem dziś wdzieczna. Pokazuje z podekscytowaniem mieszkanko, nowy strój na piękną dubajską siłownię i zachwyca się że widokiem z okna. Na pytanie co robi poza piciem matchy i dubajską siłownia odpowiada : PROWADZIMY Z MĘŻEM FIRMĘ, mimo że tylko mąż wychodzi codziennie do pracy.
Niestety, ale ten trend mi się bardzo nie podoba. Wygodne życie i skupienie na sobie jest okej, ale potem jakoś tak… wychodzi infantylność. Uważam, że każda kobieta pracująca ma szerszą perspektywę na świat, bo coś robi, nad czymś się musi wysilić zderzyć z jakimś problemem w pracy. A tutaj ? Pustka.
To ja spełniająca swoje marzenie picia kawy na tarasie w Dubaju.
Doskonale. Wypiłaś tą kawę i co dalej ? Matcha z koleżanką ?
Przerażają mnie konta na instagramie, które tak bardzo wkręcają się w duchowość, picie matchy, pilates, wdzięczność, vision boards oraz stawianie ciągle tylko na siebie i swój rozwój, a przy tym utrwalają jakiś trend ze brak pracy jest fajny.
Nie dość że to strasznie tendencyjne, bo jeśli chcesz prowadzić aestic profil to musisz robić to wszystko na raz, a dwa że zakrzywiasz przy tym rzeczywistość.
Przypadkowo odkryłam ostatnio nowy profil dziewczyny, która z mężem i córką przeprowadziła się do Dubaju. Dziewczyna ma 27 lat i parcie na szkło. Nagrywa reelsy pt. mój dzień zaczynam od ciepłej wody i zapisania w dzienniczku wdzięczności za co jestem dziś wdzieczna. Pokazuje z podekscytowaniem mieszkanko, nowy strój na piękną dubajską siłownię i zachwyca się że widokiem z okna. Na pytanie co robi poza piciem matchy i dubajską siłownia odpowiada : PROWADZIMY Z MĘŻEM FIRMĘ, mimo że tylko mąż wychodzi codziennie do pracy.
Niestety, ale ten trend mi się bardzo nie podoba. Wygodne życie i skupienie na sobie jest okej, ale potem jakoś tak… wychodzi infantylność. Uważam, że każda kobieta pracująca ma szerszą perspektywę na świat, bo coś robi, nad czymś się musi wysilić zderzyć z jakimś problemem w pracy. A tutaj ? Pustka.
To ja spełniająca swoje marzenie picia kawy na tarasie w Dubaju.
Doskonale. Wypiłaś tą kawę i co dalej ? Matcha z koleżanką ?
-
mokryziemniak
- Channelka
- Posty: 36
- Rejestracja: pn gru 09, 2024 1:05 pm
Irytuje mnie ta otoczka korpo. Na korytarzu trzeba się ładnie uśmiechać, szczególnie do dyrektor!!! trzeba się głośno śmiać z miałkich żartów i brać udział w kolejnym 50 nic nie wnoszącym spotkaniu. Wkurzają mnie też wplatane anglojęzyczne słówka. Meeting, call... Ludzie zarabiający trochę powyżej minimalnej a zachowują się jakby Pana Boga za nogi złapali. 30% to praca a 70% to kawka/jedzenie/ploteczki etc
- gunernialne
- Currently:Dominicana
- Posty: 1730
- Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm
Czytam to i w dużej mierze się zgadzam, ale ciągle z tego i podobnych wpisów wyziera takie przekonanie, że sam fakt posiadania pracy uwzniośla, sprawia że życie jest lepsze, pełniejsze.Oakoak pisze: ↑wt lut 03, 2026 8:58 am Moja kolejna niepopularna może opinia :
Przerażają mnie konta na instagramie, które tak bardzo wkręcają się w duchowość, picie matchy, pilates, wdzięczność, vision boards oraz stawianie ciągle tylko na siebie i swój rozwój, a przy tym utrwalają jakiś trend ze brak pracy jest fajny.
Nie dość że to strasznie tendencyjne, bo jeśli chcesz prowadzić aestic profil to musisz robić to wszystko na raz, a dwa że zakrzywiasz przy tym rzeczywistość.
Przypadkowo odkryłam ostatnio nowy profil dziewczyny, która z mężem i córką przeprowadziła się do Dubaju. Dziewczyna ma 27 lat i parcie na szkło. Nagrywa reelsy pt. mój dzień zaczynam od ciepłej wody i zapisania w dzienniczku wdzięczności za co jestem dziś wdzieczna. Pokazuje z podekscytowaniem mieszkanko, nowy strój na piękną dubajską siłownię i zachwyca się że widokiem z okna. Na pytanie co robi poza piciem matchy i dubajską siłownia odpowiada : PROWADZIMY Z MĘŻEM FIRMĘ, mimo że tylko mąż wychodzi codziennie do pracy.
Niestety, ale ten trend mi się bardzo nie podoba. Wygodne życie i skupienie na sobie jest okej, ale potem jakoś tak… wychodzi infantylność. Uważam, że każda kobieta pracująca ma szerszą perspektywę na świat, bo coś robi, nad czymś się musi wysilić zderzyć z jakimś problemem w pracy. A tutaj ? Pustka.
To ja spełniająca swoje marzenie picia kawy na tarasie w Dubaju.
Doskonale. Wypiłaś tą kawę i co dalej ? Matcha z koleżanką ?
Tak jak w tym przykładzie - no co ta dziewczyna ma robić? Ma się zatrudnić w jakimś losowym miejscu, albo zakładać na plecach męża "swój biznes" tylko po to, żeby "coś robić"? Rozumiem co masz na myśli, ale no... dziewczyna ma wygodne życie. Po co ma je zmieniać..? Wypiła kawę i ci dalej? No nie wiem. Może będzie leżała cały dzień z telefonem, a może zacznie wyplątać makramy. W takim życiu się odnalazła, jest ono wygodne i no po ludzku.. kto chciałby je zmieniać?
Wiadomo, że można tu tworzyć scenariusze: co jak mąż zostawi, co jak jej się znudzi, co jak stracą majątek. No można, ale póki co takiej sytuacji nie ma. W takiej na ten moment się odnalazła. Ewentualnie będzie musiała się odnaleźć w innej, ale póki co.. korzysta z życia. Wiele kobiet i mężczyzn może jej zazdrościć
Przekazuję się w spadku ziemi, by wyrosnąć z trawy, którą kocham,
Jeśli zechcecie mnie znowu, szukajcie mnie pod podeszwą buta
Jeśli zechcecie mnie znowu, szukajcie mnie pod podeszwą buta
- Juliaturczyniak
- Dieta 600 kcal
- Posty: 2326
- Rejestracja: czw gru 19, 2024 8:36 pm
Ja nienawidzę jak ktoś wplątuje w każde zdanie jakieś słowo po angielsku jakby nie mógł przetłumaczyć lub nie było na to określenia w naszym języku 

-
Pomidorowka
- Gacie z oceanu
- Posty: 48
- Rejestracja: sob lut 10, 2024 8:59 am
Nie rozumiem absolutnie sensu obserwowania wiekszosci influencerow i w ogole obserwowania 3000 osób na ig. Ludzie, którzy nie mają absolutnie nic do powiedzenia, pokazując swoje zakrzywione życie w internecie do połechtania własnego ego. Nie rozumiem jak kogoś może to interesować do tego stopnia, żeby tych wszystkich ludzi śledzić na portalach i codziennie oglądać ich wysryw. Oczywiście, że lubię się odmóżdżyć czytając tu niektóre wątki lub na CSI, ale nie wyobrażam sobie codziennie bombardowac się dawka instastories tych pseudocelebrytow.
Pracuję w korpo i bardzo się z tym zgadzam, nienawidze wszystkiego przekładać na angielski, kiedy nie ma takiej potrzeby :D i jeszcze o ile rozumiem, że można użyć czeegoś po angielsku, by skrócić wypowiedź, tak - dla przykłądu - notoryczne jest u mnie zmienianie słowa "plik" na "file", kiedy to ma DOKŁADNIE TYLE SAMO LITER, a file wymawia się dłużej do tego. Poza tym, u mnie w pracy jest zakaz używania słowa "problem", tylko trzeba je zmienić na WYZWANIE :Dmokryziemniak pisze: ↑wt lut 03, 2026 9:09 am Irytuje mnie ta otoczka korpo. Na korytarzu trzeba się ładnie uśmiechać, szczególnie do dyrektor!!! trzeba się głośno śmiać z miałkich żartów i brać udział w kolejnym 50 nic nie wnoszącym spotkaniu. Wkurzają mnie też wplatane anglojęzyczne słówka. Meeting, call... Ludzie zarabiający trochę powyżej minimalnej a zachowują się jakby Pana Boga za nogi złapali. 30% to praca a 70% to kawka/jedzenie/ploteczki etc
i am a god
Jak dla mnie tak. Fakt posiadania jakiejkolwiek pracy, niekoniecznie zarobkowej, niech to nawet będzie mało dochodowa praca powoduje że Twoja perspektywa życiowa jest szersza, bo uczy cię pokory, uregulowanego rytmu dnia, szacunku do pieniądza, nabywasz umiejętności wybrnięcia z różnych sytuacji.gunernialne pisze: ↑wt lut 03, 2026 9:20 am Czytam to i w dużej mierze się zgadzam, ale ciągle z tego i podobnych wpisów wyziera takie przekonanie, że sam fakt posiadania pracy uwzniośla, sprawia że życie jest lepsze, pełniejsze.
Tak jak w tym przykładzie - no co ta dziewczyna ma robić? Ma się zatrudnić w jakimś losowym miejscu, albo zakładać na plecach męża "swój biznes" tylko po to, żeby "coś robić"? Rozumiem co masz na myśli, ale no... dziewczyna ma wygodne życie. Po co ma je zmieniać..? Wypiła kawę i ci dalej? No nie wiem. Może będzie leżała cały dzień z telefonem, a może zacznie wyplątać makramy. W takim życiu się odnalazła, jest ono wygodne i no po ludzku.. kto chciałby je zmieniać?
Wiadomo, że można tu tworzyć scenariusze: co jak mąż zostawi, co jak jej się znudzi, co jak stracą majątek. No można, ale póki co takiej sytuacji nie ma. W takiej na ten moment się odnalazła. Ewentualnie będzie musiała się odnaleźć w innej, ale póki co.. korzysta z życia. Wiele kobiet i mężczyzn może jej zazdrościć
Chciałabyś leżeć cały dzień z telefonem gdy Twój facet jest w pracy a dziecko w przedszkolu ? Ja nie.
Scenariusze ? Nikt ich nie snuje na przyszłość, jednak znam masę kobiet, których sytuacja finansowa jest znacznie lepsza niż u dziewczyn pijących matche na instagramie, mimo to niezależnie od wysokości zarobków one pracują. Żeby się nie nudzić, żeby kupić sobie torebkę i nie prosić męża, żeby pójść z koleżanką do restauracji, albo żeby po prostu nie siedzieć w domu i nie patrzeć się w ścianę.
Zatem czy wiele osób zazdrości “takiego życia “ ? Być może. Ja się do takich osób nie zaliczam.
Parę lat temu byłam na zwolnieniu lekarskim. Te wszystkie “aktywności” blogerek można zamknąć w kilku godzinach w trakcie dnia. Co dalej ? Pisanie dzienników wdzięczności ? Wyklejanie mapy marzeń z kolorowych gazetek ? Sorry ale to mega infantylne
U mnie ludzie przekładający na angielski to dwa typy pracowników.Jennifer pisze: ↑wt lut 03, 2026 9:34 am Pracuję w korpo i bardzo się z tym zgadzam, nienawidze wszystkiego przekładać na angielski, kiedy nie ma takiej potrzeby :D i jeszcze o ile rozumiem, że można użyć czeegoś po angielsku, by skrócić wypowiedź, tak - dla przykłądu - notoryczne jest u mnie zmienianie słowa "plik" na "file", kiedy to ma DOKŁADNIE TYLE SAMO LITER, a file wymawia się dłużej do tego. Poza tym, u mnie w pracy jest zakaz używania słowa "problem", tylko trzeba je zmienić na WYZWANIE :D
pierwszy to pracownik weteran, który przeżył już milion targetów do zrobienia asap, codziennie wydzwania się na kilka calli i gada tak bo już inaczej nie potrafi.
Drugi to stosunkowo świeży pracownik, który jest szalenie ambitny i jak powie swoim kolegom na spotkaniu że pracuje w wielkiej trójce to musi wrzucić tam kilka angielskich słów żeby zabrzmiało światowo.
Nie ma problemów są wyzwania to zdanie stare jak świat
Ktoś jeszcze wcześniej napisał że w korpo się zarabia powyżej minimalnej - tutaj sprostowanie, sorki, ale nie znam nikogo takiego
To o czym mówisz, to czysta definicja wyuczonej bezradności. Najłatwiej jest zwalić wszystko na brak równych szans w życiu i ograniczone możliwości. Nie przeczę, że bliskich, którzy mogliby nas wspierać, sobie raczej nie wyczarujemy, ale serio, wykluczenie komunikacyjne? To co, robiąc sobie dziecko, nie wiesz, że będziesz mieć problem z dojechaniem do najbliższego miasta? Znam wielee osób, mieszkających w mniejszych miejscowościach i wsiach i każda z nich jeździ samochodem, a nie płacze, że państwo powinno jej płacić, bo poświęca się dziecku.agbmrctorakwin pisze: ↑pn lut 02, 2026 11:28 pm No niestety nie zawsze jest tak, że jest to "z własnej woli". Nie żyjemy w świecie w którym każdy ma równe szanse, takie same zasoby, możliwości. Nie każdy mieszka w dużym czy średnim mieście lub ma wsparcie w bliskich. Są osoby po prostu zmuszone do zrezygnowania z pracy zawodowej na rzecz wychowania dziecka/dzieci choćby przez wykluczenie komunikacyjne, gdy brak autobusu do miasta czy żłobka. Wtedy rodzic zostaje w domu nie z wygody, a z konieczności. Uznanie tego za pracę to po prostu uczciwe zabezpieczenie kogoś, kto poświęcił własną karierę i składki, żeby rodzina mogła funkcjonować, a drugi rodzic mógł spokojnie zarabiać.
Kolejna może niepopularna opinia, ale jakie wartości może przekazać dziecku niepracujący rodzic? Jaką takie dziecko ma mieć motywację do nauki, do pójścia na studia i znalezienia pracy, skoro rodzic pokazuje mu, że można siedzieć w domu i ciągnąć socjal? Pamiętam jeszcze z podstawówki lekcje, na których pytano nas, kim chcemy być w przyszłości i wiele dziewczynek odpowiedziało wtedy "chcę opiekować sie domem jak mamusia". Smutne to było. Pamiętajcie, ze broniąc uwiązania kobiet w domach same kręcicie bata na naszą płeć.
i am a god
-
ballerinacappuccina
- Skarpeta Rakieta
- Posty: 86
- Rejestracja: pt kwie 25, 2025 11:53 am
Jednak to jest inny kaliber, jeśli mówisz, że jak cie nie stać na kupno dziecku iphona, to nie decyduj sie na dziecko niż jak cie nie stać na dojazd do miasta, w którym dziecko może sie uczyć, to sie na nie nie decyduj. No niestety, jest wiele czynników, które dyskwalifikują cię jako rodzica, tego nie przeskoczysz i nie powinnas liczyć na pieniążki od państwa. Serio, w 2026r. oczekiwać, że będziesz ostawać hajs za siedzenie w domu z dzieckiem?Anastazja_smietana pisze: ↑wt lut 03, 2026 12:29 am Problem w tym ze w co drugim wpisie jest "jak nie możesz zapewnić xyz to się nie decyduj na dziecko". Co idealnie odbija stan naszej demografii. Zamiast wspierac rodziny, ktore co by nie mówić są przyszlością dla spoleczenstwa to oczywiscie trzeba dopie*dolić. Jak mieszkasz na zadupiu to się nie decyduj na dzieci, jak w dużym miescie stac cię tylko na kawalerkę to też się nie decyduj (same te warunki dyskwalifikują 90% młodych kobiet). Jak nie masz ustabilizowanej kariery, studiow, sytuacji finansowej to się nie decyduj, choroby równiez wykluczają rodzicielstwo. W co drugim wpisie wymienia się kolejne kryteria, które kobieta MUSI spelniac, ale najbardziej rozbawilo mnie to o nudnych rodzicach bez zainteresowań. Może jakiś odetek kobiet przejdzie ostatecznie przez gęste sito forumiczek ale wtedy okaże się że jest już stara i bezpłodna.
-
mokryziemniak
- Channelka
- Posty: 36
- Rejestracja: pn gru 09, 2024 1:05 pm
Uważam, że nie powinno się puszczać psa luzem na osiedlach, w miejscach gdzie możemy spotkać inne psy. Mam psa z problemami neurologicznymi, który nie poradzi sobie z ewentualnym atakiem dużego psa. Nie zliczę ile było sytuacji z podbiegaczami i ile razy słyszałam "on chce się tylko przywitać". Raz dostał zębem, kilka razy było o włos od pogryzienia. Niestety trudno dyskutować z osobami mało ogarniętymi w tej kwestii. Zaopatrzyłam się w paralizator dla świętego spokoju, już sam dźwięk odstrasza.
- gunernialne
- Currently:Dominicana
- Posty: 1730
- Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm
No uważam, że praca może poszerzać perspektywę. No ale nie musi. Inne rzeczy - praktykowanie wdzięczności czy inne głupoty też mogą, ale też nie muszą. Bardziej mi chodzi o to, że odmalowałaś ją w taki sposób jakby coś wymiernie straciła (a nie - może tracić) przez to, że nie ma pracy. Jakby bez tego nie mogła być w zupełnie spełniona. Praca jako czynnik sam przez siebie budujący? Absurd. Przekłasz swoją perspektywę na schemat życia, do którego nie masz jak się domyślam dostępu (żeby nie było - ja również) a perspektywa ta nie ma jak się tam sprawdzić.Oakoak pisze: ↑wt lut 03, 2026 9:36 am Jak dla mnie tak. Fakt posiadania jakiejkolwiek pracy, niekoniecznie zarobkowej, niech to nawet będzie mało dochodowa praca powoduje że Twoja perspektywa życiowa jest szersza, bo uczy cię pokory, uregulowanego rytmu dnia, szacunku do pieniądza, nabywasz umiejętności wybrnięcia z różnych sytuacji.
Chciałabyś leżeć cały dzień z telefonem gdy Twój facet jest w pracy a dziecko w przedszkolu ? Ja nie.
Scenariusze ? Nikt ich nie snuje na przyszłość, jednak znam masę kobiet, których sytuacja finansowa jest znacznie lepsza niż u dziewczyn pijących matche na instagramie, mimo to niezależnie od wysokości zarobków one pracują. Żeby się nie nudzić, żeby kupić sobie torebkę i nie prosić męża, żeby pójść z koleżanką do restauracji, albo żeby po prostu nie siedzieć w domu i nie patrzeć się w ścianę.
Zatem czy wiele osób zazdrości “takiego życia “ ? Być może. Ja się do takich osób nie zaliczam.
Parę lat temu byłam na zwolnieniu lekarskim. Te wszystkie “aktywności” blogerek można zamknąć w kilku godzinach w trakcie dnia. Co dalej ? Pisanie dzienników wdzięczności ? Wyklejanie mapy marzeń z kolorowych gazetek ? Sorry ale to mega infantylne
Do innych tu wymienionych aspektów pracy się nie odniosę bo nie pojawiły się tam a są raczej dość oczywiste xd dziwne, żeby praca nie sterowała naszym rytmem dnia.
Za to ostatni akapit jest ciekawy. Pisanie dzienników, tworzenie map marzeń i co dalej? I ponownie. Bez pracy nie jesteś w stanie wyobrazić sobie swojego dnia (dni, miesięcy, życia)? Nawet w taki bardzo abstrakcyjny sposób, bez zmartwień o zarobki. Naprawdę nie masz pomysłów na to jak można wykorzystać ten prawdziwie wtedy wolny czas? I ja to rozumiem. Po prostu w taki system jesteśmy wtłoczeni, ale jest to naprawdę przykre.
Praca nie powinna być sama w sobie sensem i podstawą naszego życia. Może być narzędziem, dzięki którym w tym życiu operujemy. O ile tego właśnie chcemy. Czasami mamy inne pragnienia i inne możliwości
Przekazuję się w spadku ziemi, by wyrosnąć z trawy, którą kocham,
Jeśli zechcecie mnie znowu, szukajcie mnie pod podeszwą buta
Jeśli zechcecie mnie znowu, szukajcie mnie pod podeszwą buta
Komunikacja publiczna to kapitalizm
Nie wierzę
Wykluczenie komunikacyjne jest faktem i dotyka nie tylko dzieci ale osoby starsze czy inne mieszkające na wsiach.
Rozumiem, ze żadna z Was nie pojechała dziś do pracy tramwajem czy autobusem? Żadna pociągiem nigdy nie jechała? Bo wiecie, ze mimo, ze płacicie za bilety to samorządy i administracja publiczna grubo do tego dopłacają?
Do roboty lenie niezaradne! A nie wyciągać kasę po państwie z buta chodzić albo auto sobie kupić!!!
Milionerki na najniższej krajowej to najgorszy rak
i jeszcze piszą to osoby z Podlasia czy innych wsi (same pisałyście skąd jesteście) co mają u siebie bezrobocie ogromne i wykluczenie komunikacyjne....
Nie wierzę
Rozumiem, ze żadna z Was nie pojechała dziś do pracy tramwajem czy autobusem? Żadna pociągiem nigdy nie jechała? Bo wiecie, ze mimo, ze płacicie za bilety to samorządy i administracja publiczna grubo do tego dopłacają?
Do roboty lenie niezaradne! A nie wyciągać kasę po państwie z buta chodzić albo auto sobie kupić!!!
Milionerki na najniższej krajowej to najgorszy rak
Nie mamy równych szans. To prawda. To nie nasza wina, ani nie nasza zasługa, że urodziliśmy się w takiej a nie innej rodzinie.agbmrctorakwin pisze: ↑pn lut 02, 2026 11:28 pm No niestety nie zawsze jest tak, że jest to "z własnej woli". Nie żyjemy w świecie w którym każdy ma równe szanse, takie same zasoby, możliwości. Nie każdy mieszka w dużym czy średnim mieście lub ma wsparcie w bliskich. Są osoby po prostu zmuszone do zrezygnowania z pracy zawodowej na rzecz wychowania dziecka/dzieci choćby przez wykluczenie komunikacyjne, gdy brak autobusu do miasta czy żłobka. Wtedy rodzic zostaje w domu nie z wygody, a z konieczności. Uznanie tego za pracę to po prostu uczciwe zabezpieczenie kogoś, kto poświęcił własną karierę i składki, żeby rodzina mogła funkcjonować, a drugi rodzic mógł spokojnie zarabiać.
Jednak nikt w tym kraju nie jest ZMUSZONY DO ZREZYGNOWANIA Z PRACY.
Wykluczenie komunikacyjne - ok, nadal istnieje.
Rodzic zostaje w domu - ok, rozumiem
Nadal to nie oznacza że ktoś jest ZMUSZONY do zrezygnowania z pracy tylko to czyiś WYBÓR.
Siedząc w domu też można zarabiać. Sprzedaż na Vinted, pieczenie tortów, rękodzieło….
Tylko trzeba CHCIEĆ.
Jak dla mnie większość ludzi wymiernie traci nie mając normalnej pracy.gunernialne pisze: ↑wt lut 03, 2026 9:59 am No uważam, że praca może poszerzać perspektywę. No ale nie musi. Inne rzeczy - praktykowanie wdzięczności czy inne głupoty też mogą, ale też nie muszą. Bardziej mi chodzi o to, że odmalowałaś ją w taki sposób jakby coś wymiernie straciła (a nie - może tracić) przez to, że nie ma pracy. Jakby bez tego nie mogła być w zupełnie spełniona. Praca jako czynnik sam przez siebie budujący? Absurd. Przekłasz swoją perspektywę na schemat życia, do którego nie masz jak się domyślam dostępu (żeby nie było - ja również) a perspektywa ta nie ma jak się tam sprawdzić.
Do innych tu wymienionych aspektów pracy się nie odniosę bo nie pojawiły się tam a są raczej dość oczywiste xd dziwne, żeby praca nie sterowała naszym rytmem dnia.
Za to ostatni akapit jest ciekawy. Pisanie dzienników, tworzenie map marzeń i co dalej? I ponownie. Bez pracy nie jesteś w stanie wyobrazić sobie swojego dnia (dni, miesięcy, życia)? Nawet w taki bardzo abstrakcyjny sposób, bez zmartwień o zarobki. Naprawdę nie masz pomysłów na to jak można wykorzystać ten prawdziwie wtedy wolny czas? I ja to rozumiem. Po prostu w taki system jesteśmy wtłoczeni, ale jest to naprawdę przykre.
Praca nie powinna być sama w sobie sensem i podstawą naszego życia. Może być narzędziem, dzięki którym w tym życiu operujemy. O ile tego właśnie chcemy. Czasami mamy inne pragnienia i inne możliwości
Podam przykład : blogerki, które zaczynały w internecie 15 lat temu. Super fajnie łatwa kasa, a z perspektywy lat widać, że tym dziewczynom po prostu się odkleja. Są dziecinne, nie umieją sobie poradzić z prostymi rzeczami, a złamany paznokieć jest dramatem wszech czasów. Relacje które wrzucają są po prostu płytkie. Jak chcą napisać coś głębszego o życiu wychodzi groteskowo.
Praca jest budująca, kształtuje charakter. Mnie praca ukształtowała w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Umiesz się wypowiedzieć, obracasz się wśród ludzi, stawiasz czoła wyzwaniom.
Schemat życia, do którego nie mamy dostępu ? Czyli jaki ? Jestem z osób, które spokojnie mogłyby siedzieć w domu i pisać dziennik wdzięczności na balkonie, popijając w spokoju matchę. Mój mąż spokojnie by mnie utrzymał, starczałoby nawet na wakacje w osławionym Dubaju. To kwestia mojego wyboru, że pracuję. Pracuję, bo mogę, nie bo muszę. Dlatego tym bardziej nie rozumiem tych śmiesznych zajęć, które pokazywane są w SM.
Nie jestem “wtłoczona w system”, uważam że jestem normalna.
Nadmierne skupienie na sobie i robienie tych śmiesznych rytuałów spłyca intelektualnie. Ci ludzie są dziecinni. Jakby nie przeżyli dobrze czasów dzieciństwa. Jakby w dzieciństwie nie rysowali na kartce mapy marzeń. Robią to teraz.
-
malloryknox
- Mokra Włoszka
- Posty: 64
- Rejestracja: ndz paź 05, 2025 2:15 pm
Mówicie tutaj dużo o pracy i jej sensie, zewsząd też da się słyszeć argumenty, że "po co mam być przez 40h dziennie niewolnikiem jakiegoś janusza, skoro mogę poświęcić się dzieciom". A mi się wydaje, że jednak pierwotnym sensem jakiejkolwiek pracy jest zarabianie pieniędzy i średnio mnie osobiście interesuje, czy ma ona sens, czy nie. Oczywiście, to moja opinia, obecnie moja praca jest lekko nużąca momentami, ale ma też ciekawe aspekty, wiec nie wyobrażam sobie z niej zrezygnować. Najgłośniej o tej strasznej bezsensownej pracy w januszeksach krzyczą kobiety, które w życiu nie przepracowały ani minuty. I takie wartości będą przekazywać też swoim dzieciom - ale oczywiście tylko córkom, bo synowie muszą utrzymać rodzinę, więc oni już mogą chodzić do tej bezsensownej pracy.
Pewnie, że zarabianie pieniędzy jest pierwotnym sensem chodzenia do pracy. Dla mnie wtórnym sensem jest kontakt z ludźmi i utrzymywanie siebie na przyzwoitym poziomie intelektualnym.malloryknox pisze: ↑wt lut 03, 2026 11:08 am Mówicie tutaj dużo o pracy i jej sensie, zewsząd też da się słyszeć argumenty, że "po co mam być przez 40h dziennie niewolnikiem jakiegoś janusza, skoro mogę poświęcić się dzieciom". A mi się wydaje, że jednak pierwotnym sensem jakiejkolwiek pracy jest zarabianie pieniędzy i średnio mnie osobiście interesuje, czy ma ona sens, czy nie. Oczywiście, to moja opinia, obecnie moja praca jest lekko nużąca momentami, ale ma też ciekawe aspekty, wiec nie wyobrażam sobie z niej zrezygnować. Najgłośniej o tej strasznej bezsensownej pracy w januszeksach krzyczą kobiety, które w życiu nie przepracowały ani minuty. I takie wartości będą przekazywać też swoim dzieciom - ale oczywiście tylko córkom, bo synowie muszą utrzymać rodzinę, więc oni już mogą chodzić do tej bezsensownej pracy.
Mam wrażenie, że dla wielu osób tutaj idealną sytuacją jest jednak mieć męża, który na wszystko zarobi i nie pracować.
Znam kobiety w tej “idealnej” sytuacji i jakoś nie są w dłuższej perspektywie zadowolone ze swojego życia, bo nie wiedzą już co zrobić z nadmiarem wolnego czasu.