Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry-
Aleksandra_18
- Mokra Włoszka
- Posty: 62
- Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm
Re: Niepopularne opinie o życiu
Ja najlepiej się czuję, kiedy idę spać między północą a 1:00 w nocy i wstaję między 9 a 10:00. Mam tak odkąd pamiętam, każda duża fluktuacja w jedną lub drugą stronę powoduje niewyspanie i średnie samopoczucie, ale i tak zdecydowanie gorzej znoszę zrywanie się wcześnie rano, a już wstawanie przed 6:00 to istny horror. Nawet jak wyjdę wcześniej, to i tak potem muszę to odespać w postaci długiej drzemki i czuję się taka rozmemłana.
-
chleb_ze_smalcem
- LouiBag
- Posty: 321
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Tak to przeważnie jest, że jest jakaś kropka nad i w całej relacji która przelewa czarę i w końcu się komuś ulewa. Każdy chyba słyszał o sytuacji z otoczenia gdzie są waąty do synowej ale nie wprost, tylko pasywna agresja, wbijanie szpileczek i zwalanie, ze jest przewrażliwiona, że o co chodzi, mamusia chciała dobrze. Nie róbmy z ludzi głupców, jak ktoś zakłada przypalowy strój na wesele syna, to dobrze wie co robi i po co to robi.123wiosna123 pisze: ↑wt lut 24, 2026 10:39 pm Tylko no wlasnie kazdy ma swoją perspektywę. Ty masz taką ze to głupota a ktos inny uwaza ze nie. Zreszta z tesciowa mogło byc ze sytuacja od dawna byla napięta, z szwagierka również. Każdy moze to odebrać inaczej i jego prawo
Rownie dobrze ta tesciowa mogla miec problem wiele razy, mogla kogoś dręczyć bo sa takie tesciowe a ta sukienka to taka kropka nad i.
I ostatecznie, jeśli ktos nawet z najbardziej błahego powodu na świecie nie chce miec z kimś kontaktu to dlaczego mimo to ma sie zmuszać?
-
123wiosna123
- Collagen z chlorellą
- Posty: 3991
- Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am
Jakoś zazwyczaj ta tesciowa jest problemem. A nie synowa ktora jest przewrażliwiona. Zreszta jak ktos ma wesele i prosi ludzi aby nie ubierali sie na biało to uwazam ze z szacunku do tej osoby czy uwazasz ze to mądre czy głupie wypada to uszanowac. Można tez powiedziec ze ktos jest przewrażliwiony i szuka problemów i robic po swojemu.Rzeka.chaosu pisze: ↑śr lut 25, 2026 12:10 am Nie napisałam, żeby zmuszać. Wręcz przeciwnie - to sprawa tej osoby z kim chce mieć kontakt. Moze sobie rezygnować z kontaktu z kimś, bo ta osoba jest skorpionem, więc na wszelki wypadek lepiej jej unikać. Nawet dobrze dla tego skorpiona. :D I dobrze dla teściowej, która podpadła strojem na wesele. Będzie miała osobę przewrażliwioną i diszukującą się problemów z głowy. Stwierdzam fakt - widzę tu na Wandzie właśnie takie opisy relacji między ludźmi. I nie wiem czasem, czy to serio, czy ktoś w emocjach, czy co. Nie umiem tego zrozumieć, ale zgadzaam się - każdy niech robi co chce.
I wlasnie o to chodzi czego ty nie widzisz. Ktos o cos prosi, ktos tego nie szanuje i ta osoba zostaje osoba przewrażliwiona i zle zachowują cie. No chyba jest odwrotnie.
Ktoś ci tutaj juz odpisał i pytał gdzie sa takie opisy relacji między ludźmi? Na jakim watku?
Ten cały hejt na korpo jest w większości zwykłą zazdrością i tyle.
W sensie nie twierdze, ze praca za biurkiem to marzenie każdego i ze nie mam minusów ( ma dość sporo i nie jest kolorowo w wielu aspektach) ale chciałam to ugryźć z innej strony. Ktoś tu pisał o odklejeniu lasek z ronda daszyńskiego - to fakt al..... Ja pochodzę z mniejszej miejscowości i większość mojej rodziny czy znajomych ze szkoły została w tej Polsce B i ja naprawdę wiem jakie są realia poza Warszawą. I wystarczy, tez spojrzeć na statystyki o zarobkach - na medianę chociażby czy ile zarabia najniższa krajową. Ja sama zanim się wyprowadziłam to pracowałam w małych firmach na moim zadupiu i naprawdę wiem jak to wyglada, jak ludzie są paskudnie tratowani, na co mogą liczyć itp.
I nie powiecie mi, ze jak ktoś by mógł iść do pracy...
- jest porządną wypłata często 5 cyfrowa jak masz już kilka lat doświadczenia
- uop na czas nieokreślony po okresie próbnym
- opieka medyczna, multisporty, prywatne ubezpieczenie na życie
- darmowe szkolenia i kursy, często bardzo drogie
- pół tygodnia na home office z łóżeczka
- firmowe imprezy i kolacje w drogich restartach
- często firmowe podróże za granice (fakt czasu na zwiedzanie nie ma za bardzo ale zawsze jakieś doświadczenie za które nie musisz płacić a jeszcze Tobie płacą - ja na delegacjach spałam często w miejscach na które nie mogłabym sobie pozwolić prywatnie)
- w sprawie mobbingu itp dużo większe wsparcie (różnie z tym bywa i też są problemy ale i tak jest lepiej niż w prywatnym folwarku u Janusza. jak sobie przypomnę jakie teksty mi potrafili szefowie serwować właśnie jak jeszcze pracowałam w takich miejscach to mi szczeka opada)
- przychodzisz i wychodzisz swobodnie ( nie wiem jakie macie doświadczenia ale w większości firm jakich pracowałam swobodnie przychodziło się do się do 10 a nawet 11 nie raz - był po prostu wymóg by do 10 każdy był a czy ty sobie zaczniesz o 7 czy właśnie na 10 to już Twój biznes)
- jest wiele dodatkowych atrakcji no. w obecnej firmie mam płatny, dodatkowy dzień wolny w urodziny + potężny bukiet kwiatów i torcik z dobrej cukierni (finansowane z budżetu a nie od koleżanek i kolegów) , w jeden z firm był prezent 10 k z okazji urodzenia dziecka)
- różne dodatkowe rzeczy - w czasach jak byłam asystentką miałam masę voucherów i biletów na premiery do teatrów, opery, jakieś ciekawe warsztaty, nawet zabiegi kosmetyczne się zdażyły bo moi szefowie i szefowie dostawali tego tyle, że nie dawali rady przerobić.
świadomie woli swoją robote na zmiany przy produkcji albo na magazynie lub w poczciwym Januszexie przekładać papierki bo "nie jest korpo małpą" i jakby im ktoś zaproponował pracę na takich warunkach to wołami by nie dali się przekonać
Jak wspomniałam jest wiele problemów ale w tego typu pracach często są gorsze problemy za o wiele mniej przywilejów i znacznie gorsze wynagrodzenie.
W sensie nie twierdze, ze praca za biurkiem to marzenie każdego i ze nie mam minusów ( ma dość sporo i nie jest kolorowo w wielu aspektach) ale chciałam to ugryźć z innej strony. Ktoś tu pisał o odklejeniu lasek z ronda daszyńskiego - to fakt al..... Ja pochodzę z mniejszej miejscowości i większość mojej rodziny czy znajomych ze szkoły została w tej Polsce B i ja naprawdę wiem jakie są realia poza Warszawą. I wystarczy, tez spojrzeć na statystyki o zarobkach - na medianę chociażby czy ile zarabia najniższa krajową. Ja sama zanim się wyprowadziłam to pracowałam w małych firmach na moim zadupiu i naprawdę wiem jak to wyglada, jak ludzie są paskudnie tratowani, na co mogą liczyć itp.
I nie powiecie mi, ze jak ktoś by mógł iść do pracy...
- jest porządną wypłata często 5 cyfrowa jak masz już kilka lat doświadczenia
- uop na czas nieokreślony po okresie próbnym
- opieka medyczna, multisporty, prywatne ubezpieczenie na życie
- darmowe szkolenia i kursy, często bardzo drogie
- pół tygodnia na home office z łóżeczka
- firmowe imprezy i kolacje w drogich restartach
- często firmowe podróże za granice (fakt czasu na zwiedzanie nie ma za bardzo ale zawsze jakieś doświadczenie za które nie musisz płacić a jeszcze Tobie płacą - ja na delegacjach spałam często w miejscach na które nie mogłabym sobie pozwolić prywatnie)
- w sprawie mobbingu itp dużo większe wsparcie (różnie z tym bywa i też są problemy ale i tak jest lepiej niż w prywatnym folwarku u Janusza. jak sobie przypomnę jakie teksty mi potrafili szefowie serwować właśnie jak jeszcze pracowałam w takich miejscach to mi szczeka opada)
- przychodzisz i wychodzisz swobodnie ( nie wiem jakie macie doświadczenia ale w większości firm jakich pracowałam swobodnie przychodziło się do się do 10 a nawet 11 nie raz - był po prostu wymóg by do 10 każdy był a czy ty sobie zaczniesz o 7 czy właśnie na 10 to już Twój biznes)
- jest wiele dodatkowych atrakcji no. w obecnej firmie mam płatny, dodatkowy dzień wolny w urodziny + potężny bukiet kwiatów i torcik z dobrej cukierni (finansowane z budżetu a nie od koleżanek i kolegów) , w jeden z firm był prezent 10 k z okazji urodzenia dziecka)
- różne dodatkowe rzeczy - w czasach jak byłam asystentką miałam masę voucherów i biletów na premiery do teatrów, opery, jakieś ciekawe warsztaty, nawet zabiegi kosmetyczne się zdażyły bo moi szefowie i szefowie dostawali tego tyle, że nie dawali rady przerobić.
świadomie woli swoją robote na zmiany przy produkcji albo na magazynie lub w poczciwym Januszexie przekładać papierki bo "nie jest korpo małpą" i jakby im ktoś zaproponował pracę na takich warunkach to wołami by nie dali się przekonać
Jak wspomniałam jest wiele problemów ale w tego typu pracach często są gorsze problemy za o wiele mniej przywilejów i znacznie gorsze wynagrodzenie.
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1718
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
W tym konkretnym przypadku teściowa załozyla czy tam chciała założyć stroj ecru, kremowy, a nie biel. Więc uszanowala prosbe.123wiosna123 pisze: ↑śr lut 25, 2026 7:27 am Jakoś zazwyczaj ta tesciowa jest problemem. A nie synowa ktora jest przewrażliwiona. Zreszta jak ktos ma wesele i prosi ludzi aby nie ubierali sie na biało to uwazam ze z szacunku do tej osoby czy uwazasz ze to mądre czy głupie wypada to uszanowac. Można tez powiedziec ze ktos jest przewrażliwiony i szuka problemów i robic po swojemu.
I wlasnie o to chodzi czego ty nie widzisz. Ktos o cos prosi, ktos tego nie szanuje i ta osoba zostaje osoba przewrażliwiona i zle zachowują cie. No chyba jest odwrotnie.
Ktoś ci tutaj juz odpisał i pytał gdzie sa takie opisy relacji między ludźmi? Na jakim watku?
Wybacz, ale nie mam screenów z każdego wątku.
- kiciakociaaa2137
- Bagietka z szarlott
- Posty: 166
- Rejestracja: śr paź 30, 2024 1:52 pm
Plus korpo to bardzo ogólne określenie, firmy są różne i nie w każdej robisz to samo. A tak ktoś popracował w takim korpo przez miesiac i potem chodzi i rozpowiada, że każde korpo jest takie i siakie.
𝘭𝘪𝘷𝘦, 𝘭𝘢𝘶𝘨𝘩, 𝘭𝘰𝘣𝘰𝘵𝘰𝘮𝘺
Oooo nie nie nie nie. Żadnej szóstej rano. A czy jest jasno, czy ciemno po pracy, jest mi absolutnie obojętne.Bebok pisze: ↑wt lut 24, 2026 7:32 am Nie przeczytałam wszystkich stron tego wątku, więc jeśli moja opinia to powtórka czyjejś to przepraszam![]()
Praca od 6 do 14 to najlepszy możliwy zakres godzinowy i mówię to jako osoba, która lubi sobie pospać. Wstawanie jest ciężkie, ale potem jest cały dzień wolności + wychodzę z roboty i jest jasno!!!! nawet w zimie![]()
I nie mogła wybrać innego koloru? Biorąc pod uwagę, że panny młode wybierają suknie niekoniecznie w śnieżnobiałej tylko w złamanej bieli i innych odcieniach tak, to nie jest na miejscu. Jeżeli ktoś mnie o coś prosi to nie robię mu na złość. Dziwię się, że tego nie rozumiesz, wystarczy odrobina wyczucia i chęci a nie upieranie się przy swoim.Rzeka.chaosu pisze: ↑śr lut 25, 2026 9:47 am W tym konkretnym przypadku teściowa załozyla czy tam chciała założyć stroj ecru, kremowy, a nie biel. Więc uszanowala prosbe.
Wybacz, ale nie mam screenów z każdego wątku.
Niestety nie mogę się z tym zgodzić. Osoby z naprawdę dużym biustem mają naprawdę duży problem cokolwiek znaleźć, to samo osoby z naprawdę małym biustem. Ekstrema po prostu nie są obsługiwane. Biznes musi się opłacać, a większość ludzi wpasowuje się w jakiś standard. Większość tych biustów, które są promowane przez marki bieliźniane i biznesy brafittingowe, jako duże, tak naprawdę są przeciętnej wielkości (właśnie jakieś G, H - prawidłowo zmierzone, bo większość kobiet nosi źle dopasowaną bieliznę i za małe miseczki). A to wszystko przez dziesięciolecia wmawiania ludziom przez media, że to jest duże, a to jest małe, powołując się na wymiary modelek, które nie reprezentują ogółu społeczeństwa. To samo dotyczy ubrań. Tam to już w ogóle jest wszystko pomieszane, nawet jedna marka ma u siebie rozmiary pomieszane - S wychodzi przy jednej rzeczy jak L i na odwrót. Rozmiar 38 to w innej marce 34 i tak dalej.stokrotka11 pisze: ↑wt lut 24, 2026 3:28 pm Moim zdaniem, z mojej perspektywy, branża braffittingowa dopasowana jest pod duże biusty. Sklepy w social mediach reklamują się dużymi rozmiarami, influencerki reklamują marki z dużymi rozmiarami, potem w komentarzach i tak jest masa wpisów, że rozmiary z literkami G,H... są najtrudniejsze do znalezienia i nigdzie ich nie ma, nie produkują ich. Ja mam wrażenie, że nie produkuje się najmniejszych rozmiarów (nie "średnich" tylko naprawdę mniejszych) i przy naprawdę drobnej sylwetce można się w przymierzalniach co najwyżej zapłakać.![]()
Patrząc na oferty sklepów z bielizną można odnieść wrażenie, że mają asortyment tylko dla pełnych kształtów.
A dwa, to ubraniowe XS nie jest już rozmiarem XS tylko czymś zbliżonym do Mki.
-
girlidunno
- Gacie z oceanu
- Posty: 48
- Rejestracja: czw gru 18, 2025 9:59 pm
100% zgody, plus teraz wyżej od dzieci są pieski. Wszędzie już można wejść z pieskiem, gdy piesek wyje w tramwaju to wszyscy są zachwyceni jak słodka psinka daje koncert, a kiedy płacze dziecko, jest głupim bachorem i wszyscy krzywo patrzą, bo nie mogą podróżować w ciszy.Agatyszcze pisze: ↑pn sty 05, 2026 9:59 am Istnieje obecnie ogromny hejt na matki.
Już samo nazywanie matek madkami jest strasznie obraźliwe. Prawda jest taka, ze obecnie kazde dziecko jest na wage zlota, a co za tym idzie - kazda matka. To ona musi to dziecko wynosic, urodzic, wychowac. Dziecko ktore jest bardzo ważne dla spoleczenstwa i nas wszystkich.
A jest non stop wysmiewana, oceniana. Przez tą calą nagonke ja doslownie najchetniej siedzialabym z dzieckiem w domu, bo tramwajem przejechac strach ze zaraz bedzie plakac i inni sie bedą krzywo patrzec, do restauracji strach bo moze przeszkadzac innym, kiedys widzialam artykul oburzonej pani na jakims portalu ze musiala leciec samolotem z placzacym dzieckiem. No tragedia. Zupelnie jak bysmy potrafily w 100% kontrolowac zachowania i emocje naszych dzieci.
Najgorsze ze ja widze to nawet wsrod kolezanek ktore same są mamami. Hejtowanie i nazywanie innych MADKAMI, ale one nie, one są inne, one są nowoczesne, ze wszystkim sobie super radzą, nie są zmęczone zaniedbane itp itd (pick me)
Przeraża mnie ilość par z pieskami. W moim otoczeniu żadna znajoma para nie ma dzieci, za to dosłownie każda ma psiecko. Myślę, że to wynika po prostu z braku chęci brania odpowiedzialności. Dziecko to ciężar.
Obowiązek.
Nerwy.
Przecież tak demonizuje się macierzyństwo. Matka jest dziś ukazana jako zaniedbana, zmęczona baba, której dzieci wchodzą na głowę.
A piesek? Jest bezproblemowy. Jak zdechnie, można kupić drugiego, można go oddać do hotelu na czas wyjazdu. Jednocześnie nie jest problemem wydawanie kupy kasy na psa z hodowli i niezbędne do życia akcesoria dla niego.
Nie wiem jak my, jako kraj, mamy wyjść z tego demograficznego dołka, ale patrząc na powyższe, lepiej już chyba nie będzie.
Bo to jest trudne, wymaga wysiłku i większość i tak przeczuwa, że im się to nie uda.Lkjhgfd pisze: ↑wt lut 24, 2026 9:05 pm Szczerze mówiąc nie znam sytuacji w której ktoś obraziłby się na rodzinę z byle powodu. Zawsze jakieś zachowanie jest turbo chamskie, tylko rodzina nie chce brać odpowiedzialności za swoje czyny, albo takie pozornie "byle co" było przelaniem czary goryczy.
Dziwi mnie dlaczego jest taki nacisk na to, żeby pielęgnować te "wartości rodzinne" i koniecznie wchodzić w związki, "co się porobiło z tymi młodymi", zamiast naciskać na to, żeby po prostu nie być paskudnym ch*jem i nie zniechęcać innych do kontaktu. No sorry, ale jeśli wizyta u rodziny równa się zbieranie batów, zaciskanie zębów i powstrzymywanie się od płaczu to po jakiego grzyba ma się do tych ludzi jeździć? A rodzinki potrafią być naprawdę paskudne, czepiają się wszystkiego po kolei, rzucają chamskie uwagi, śmieją się, sprawiają, że czujesz się jak zwykły śmieć i w ciągu jednego spotkania dostajesz więcej hejtu już niejeden influ na wandzie w kilkuset stronicowym wątku. Do d*py z taką rodziną, podobnie jest ze związkami. Ludzie mają chore łby, nie chcą szanować drugiego człowieka, a potem się dziwią, że młodzi (i nie tylko) się izolują. Dlaczego nie ma takiego nacisku na bycie człowiekiem? Sama odcięłam się od rodziny i w razie przewinienia wolałabym karę więzienia niż wznowienia z nimi relacji. Niech ludzie się ogarną. Dawno temu te relacje i związki istniały z bo był mocny nacisk społeczny, a nie wielka miłość. Jedna ciotka i wujek z rodziną byli jedynymi, którzy się wyłamali ze schematu i odcięli, zawsze mięli obrabiane tyłki i byli uznawani za dziwaków, ale jak dorosłam to zrozumiałam, że to właśnie oni byli najnormalniejsi z rodziny i po prostu chcieli sobie normalnie żyć, a święta spędzać w radości.
Mnie cieszy ta "moda na izolację", sama z tego korzystam z przyjemnością i mam tyci nadzieję, że choć część społeczeństwa wpadnie na to, że problem leży w tych od których ktoś ucieka, a nie w uciekającym.
Bardzo mi się podoba ta teoria. Nawet jeśli nie jest prawdą, to brzmi intrygującoAnastazja_smietana pisze: ↑wt lut 24, 2026 10:39 pm Taki skowronek nie widzi tego, jak się wszystko magicznie posprzątało kiedy poszedł spać z kurami o 19. Znam takie osoby, w lecie jest jeszcze jasno, a one w koszuli nocnej mówią dobranoc. Ja sobie urządzam o tej porze sesje generalnego sprzątania kuchni, lub łazienkj. Dla mnie to połowa dnia, najlepsza pora do aktywności, zwłaszcza latem. Osobiście najlepiej mi się funkcjonowało zaczynając pracę o 14. To był jedyny system kiedy nie używałam budzika i wstawałam kiedy się wyspałam. Bez traumy, pełna energii.
Dobrze mi się śpi kiedy słyszę dźwięki i rozmowy, nie lubię absolutnej ciszy i ciemności, często ratuję się tv szumami, albo pomrukiwaniem tv. Spotkałam się z teorią że ludzie kiedyś dzielili się na tych którzy działali w dzień i stróżów nocnych.
Widzisz, ja sobie urządzam sesje sprzątania rano, i jak siadam do pracy o 7:30 to mam już całą listę rzeczy, które ogarnęłam (wstaję najpóźniej o 5:20). Więc serio, nikt tu nie jest lepszy albo gorszy. Pamiętajmy, że ta "cisza i spokój", o której mówi ta "druga" strona jest możliwa tylko dlatego, że ci drudzy wtedy śpią ;)
Btw. jako skowronek uwielbiam biznesy, które się bardzo wcześnie otwierają - np. piekarnie, niektóre kawiarnie. Jedną z moich ulubionych aktywności latem jest wycieczka do piekarza o 5 rano
- kiciakociaaa2137
- Bagietka z szarlott
- Posty: 166
- Rejestracja: śr paź 30, 2024 1:52 pm
To co napisałaś jest bardzo krzywdzące i dalekie od „niepopularnej opinii”. Nie dziw sie, że ludzie krzywo patrzą na matki, skoro produkujesz takie wypowiedzi.girlidunno pisze: ↑śr lut 25, 2026 11:31 am A piesek? Jest bezproblemowy. Jak zdechnie, można kupić drugiego, można go oddać do hotelu na czas wyjazdu. Jednocześnie nie jest problemem wydawanie kupy kasy na psa z hodowli i niezbędne do życia akcesoria dla niego.
𝘭𝘪𝘷𝘦, 𝘭𝘢𝘶𝘨𝘩, 𝘭𝘰𝘣𝘰𝘵𝘰𝘮𝘺
Niestety, ale nie mam ani jednej znajomej, która posiada dziecko i jest otwarcie szczęśliwa, pełna życia i zadbana. Każda jedna po roku od urodzenia postarzała się o 5 lat. Każda z nich jest rozgoryczona, zmęczona, nie ma czasu na nic, często odmawia spotkania w ostatnim momencie. Ja sama długo zwlekałam z decyzją, czy w ogóle chcę mieć dzieci. Mam siostrę, która jest sporo młodsza ode mnie, i bardzo dużo pomagałam mamie, jak była mała, dlatego wiem, z jak ogromem odpowiedzialności i pracy się to wiąże. Widząc moje koleżanki, okropnie boję się, że mój partner, który jest na chwilę obecną wspaniały, z którym dużo rozmawiamy o obowiązkach i odpowiedzialności związanej z dziećmi, że coś mu się odmieni i będzie tak jak u moich koleżanek, które zostały z dziećmi praktycznie same… bo nie wierzę, że tak po prostu zdecydowały się na dziecko z nieodpowiednim partnerem. Patrząc się na to ile związków się rozpada, na liczbę rozwodów, koszty życia, to nie dziwne, że kobiety boją się zajść w ciąże, bo bardzo często zostają później z tym wszystkim same.girlidunno pisze: ↑śr lut 25, 2026 11:31 am 100% zgody, plus teraz wyżej od dzieci są pieski. Wszędzie już można wejść z pieskiem, gdy piesek wyje w tramwaju to wszyscy są zachwyceni jak słodka psinka daje koncert, a kiedy płacze dziecko, jest głupim bachorem i wszyscy krzywo patrzą, bo nie mogą podróżować w ciszy.
Przeraża mnie ilość par z pieskami. W moim otoczeniu żadna znajoma para nie ma dzieci, za to dosłownie każda ma psiecko. Myślę, że to wynika po prostu z braku chęci brania odpowiedzialności. Dziecko to ciężar.
Obowiązek.
Nerwy.
Przecież tak demonizuje się macierzyństwo. Matka jest dziś ukazana jako zaniedbana, zmęczona baba, której dzieci wchodzą na głowę.
A piesek? Jest bezproblemowy. Jak zdechnie, można kupić drugiego, można go oddać do hotelu na czas wyjazdu. Jednocześnie nie jest problemem wydawanie kupy kasy na psa z hodowli i niezbędne do życia akcesoria dla niego.
Nie wiem jak my, jako kraj, mamy wyjść z tego demograficznego dołka, ale patrząc na powyższe, lepiej już chyba nie będzie.
-
dziwnerzeczy
- Srebrna Kropeczka
- Posty: 155
- Rejestracja: pt wrz 30, 2022 11:04 pm
Jedna osoba, którą znam, kobieta już prawie 60-letnia, powiedziała kiedyś, że "gdyby mogła wybrać, czy mieć dziecko, czy psa, to wybrałaby psa. Bo pies żyje krócej".
Ma tylko jedno dziecko.
Mogę być w błędzie, ale drastyczny spadek urodzeń nastąpił już chyba w latach 90.?
Tylko pytanie z czego to wynika. Być może z tego, że matki (i ojcowie) małych dzieci są zwyczajnie dyskryminowane w społeczeństwie. Społeczeństwo nie ma litości, jak idziesz na L4 w ciąży to jesteś oceniana, jak chcesz wrócić do pracy jesteś oceniana bo pewnie będzie brał zwolnienia, jak nie wracasz jesteś leniwą krową na utrzymaniu państwa. Najlepiej żeby matki z małymi dziećmi się zamknęły w domach i nie wychodziły bo dziecko jeszcze będzie płakać i zaburzy komuś spokój. Ludziom teraz wszystko przeszkadza, każdy kto nie wpisuje się w normy społeczne. Ludzie są różni, starzy, niedołężni, niepełnosprawni, dzieci. Żeby nie było, nie jestem święta, też się czasem irytuję jak mnie głowa boli a słyszę krzyk lub spieszy mi się a ktoś jest wolny. Ale potem mi przechodzi i tłumaczę sobie, że tak wygląda świat. Ja "umiem się zachować" i wpisuję się w normy społeczne, ale nie każdy tak ma bo jest na innym etapie lub jest zaburzony. I musimy wszyscy razem jakoś funkcjonować a nie się zwalczać.
Wydaje mi sie, ze ludzie teraz bardziej odpowiedzialnie podchodzą do decyzji o dziecku, kiedys to było: jakoś to bedzie, nie mam warunków, ale dziecko to dar bla bla bla.. Jesli ktos nie decyduje sie na posiadanie dziecka tylko dlatego, ze teraz jest taka "moda" i ktos negatywnie napisal o macierzyństwie w internecie to lepiej, ze tego dziecka nie ma, skoro nie potrafi myśleć samodzielnie i miec wlasne zdanie. Kluczowe w mojej opinii jest to, że teraz kobiety MOGĄ nie chcieć miec dziecka. Juz nie patrza co powie rodzina, znajomi, nie ma strachu o zostanie starą panną. Pies przecież to tez ogromną odpowiedzialność mimo wszystko xdjenta pisze: ↑śr lut 25, 2026 11:59 am Niestety, ale nie mam ani jednej znajomej, która posiada dziecko i jest otwarcie szczęśliwa, pełna życia i zadbana. Każda jedna po roku od urodzenia postarzała się o 5 lat. Każda z nich jest rozgoryczona, zmęczona, nie ma czasu na nic, często odmawia spotkania w ostatnim momencie. Ja sama długo zwlekałam z decyzją, czy w ogóle chcę mieć dzieci. Mam siostrę, która jest sporo młodsza ode mnie, i bardzo dużo pomagałam mamie, jak była mała, dlatego wiem, z jak ogromem odpowiedzialności i pracy się to wiąże. Widząc moje koleżanki, okropnie boję się, że mój partner, który jest na chwilę obecną wspaniały, z którym dużo rozmawiamy o obowiązkach i odpowiedzialności związanej z dziećmi, że coś mu się odmieni i będzie tak jak u moich koleżanek, które zostały z dziećmi praktycznie same… bo nie wierzę, że tak po prostu zdecydowały się na dziecko z nieodpowiednim partnerem. Patrząc się na to ile związków się rozpada, na liczbę rozwodów, koszty życia, to nie dziwne, że kobiety boją się zajść w ciąże, bo bardzo często zostają później z tym wszystkim same.
why you care what people think, you don't even like people
-
girlidunno
- Gacie z oceanu
- Posty: 48
- Rejestracja: czw gru 18, 2025 9:59 pm
1. Pies potrafi wyć/szczekać godzinami i owszem, jest to jak najbardziej irytujące.Breath4lovee pisze: ↑pn sty 05, 2026 10:18 pm Możesz to tak nazywać, ale dziecko i pies są trochę podobne ale trochę inne. Pies nie jest irytujący, nie płacze, nie wrzeszczy, nie trzeba z nim odrabiać lekcji, nie trzeba go utrzymać na studiach itp. A jest uroczy i zabawny, zmusza do aktywności fizycznej, lubi się przytulać. Także jakiś instynkt opieki jest ale jest też rozum, że posiadanie dziecka ma więcej wad niż zalet.
2. Nie zapomnij, że trzeba sprzątać jego ciepłe kupy z chodnika. Szkoda, że tak wiele psiarzy o tym „zapomina” - stąd zalewa nas masa przebiśniegów na chodnikach ;)
3. Dzieci również potrafią być urocze i zabawne. Zwłaszcza, gdy już są w wieku kiedy poznają świat i mają mnóstwo ciekawych spostrzeżeń i pytań.
4. Ale wiesz, że można wychodzić z dzieckiem na spacer?
5. Tego przytulania nawet nie skomentuję
6. Rozumiem, że posiadanie psa nie kosztuje? Karma, akcesoria, wizyty u weterynarza, które często przewyższają zwykła wizytę u lekarza.
Ta cała wypowiedź jest jedynie potwierdzeniem, że nie o rozum, a o wygodę chodzi.
Ta wypowiedź jest po prostu zero-jedynkowa i tak samo się do niej ustosunkowałam. Nie jestem jakąś fanką dzieci. Mam jedno. Jednocześnie w swoim życiu miałam wiele psów, na różnych jego etapach. I wiesz co? Nie zdecyduje się już nigdy chyba na żadnego, nigdy w domu nie miałam takiego syfu, jak wtedy, gdy miałam w nim psa. Swoją drogą, żeby było ciekawiej, ja naprawdę uwielbiam zwierzęta. Ale nie cierpię skrajności. I tak samo nie podoba mi się bezstresowe wychowanie, brak dyscypliny i przymykanie oczu na zachowania, które nie powinny mieć miejsca u dzieci, jak i te przesadne uczucia do piesków, ich gloryfikowanie, porównywanie do ludzi i ostatecznie uznawanie, że są lepsze, bo są bezproblemowe.
I tak. Dziecko potrafi zdenerwować, wyprowadzić z równowagi, zasmucić. Ale to istota rozumna, z każdym rokiem swojego życia stająca się bardziej rozwinięta, krew z twojej krwi i jest w nim przecież jakaś część ciebie.
-
sergioleone
- Channelka
- Posty: 36
- Rejestracja: pn lut 03, 2025 9:42 am
Team rzeka.chaosu tutaj.
Popularna w tym wątku opinia jest, widzę, taka, że jedyna właściwa relacja z ludźmi to ta, w której mnie ma być dobrze, ja pilnuję swoich granic, ja mówię, co jest ok, a co nie jest. Zanikają w tym podejściu tzw. szerokie normy, empatia i umiejętność dojrzałego kompromisu. Liczy się JA, MOJE, O MNIE, DLA MNIE. A jeśli takie postawienie granic jednocześnie wpływa negatywnie na drugiego człowieka, na relację z nim, to tym gorzej dla tego człowieka. MOJE granice są najważniejsze, jego nie.
Problem tylko, że ta druga osoba myśli dokładnie tak samo :D
I moja niepopularna, jak sądzę, zwłaszcza dla ludzi urodzonych po ~1995 roku, jest taka, że kult ich osoby prowadzi w tej chwili do załamania społecznego. Mają bardzo zdecydowane poglądy 0-1, traktują otoczenie jak tło, źródło usług i dobrostanu, a rodzinne interakcje - jak zło konieczne. Są często przewrażliwieni - a nienawidzą tego słuchać, proszę im tak nie mówić, bo to narusza ich granice. A egoizm i patrzenie tylko na czubek własnego nosa - jest ok. Bo to zdrowy egoizm, nie?
No więc... właśnie nie.
Pewnie, dbajmy o siebie, swój dobrostan i zdrowie psychiczne, to nie kwestia mody jest, tylko potrzeba wynikająca ze zmian cywilizacyjnych. Ale nie gubmy przy tym dystansu. Bo brak dystansu prowadzi do sytuacji, w których przyklejamy bardzo grube etykiety sytuacjom, które nie są grube. Są w szerokiej normie. Przemoc fizyczna - no-go. Znęcanie się psychiczne - no-go. Wszystko inne to przeważnie wypadkowa różnic pokoleniowych, innego wychowania, delikatności charakteru, wrodzonego taktu i kultury, a przede wszystkim - intencji. Nierzadko osoba posądzana o tendencję do złośliwych, obraźliwych kpin jest ogromnie zdziwiona; z jej perspektywy to jest, nie wiem, szczerość, szorstka troska, automatyczna reakcja obronna na czyjeś "dziwne" zachowanie. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że dla teściowej z postów wyżej kolor kremowy to nie biały, tylko jasnożółty, ona nie rozumie tego niuansu i czuje się zaatakowana tudzież ustawiana przez dziewczynę, która jest w zasadzie obca. Tam jest zresztą szerszy kontekst, który chyba umknął: autorka historii pisze, że to "kolejny raz", kiedy usłyszała, że jest przewrażliwiona i w ogóle be. To problem jest chyba znacznie głębszy i ja się np. zastanawiam, czemu tam się w ogóle ślub odbywa, skoro ta matka taka paskudna i okrutna. I czy na pewno jest tak, że mamy całość obrazu, Śnieżka vs. Zła Macocha. Życie to nie je bajka ;p
To rzadko kiedy jest tak, że siedzimy sobie nawzajem w głowach.
Relacje między ludźmi są trudne, ale potrzebne.
Co prowadzi mnie do puenty, że izolowanie się - w wariancie opisywanym w postach wyżej - to jest zwykłe tchórzostwo, nieumiejętność radzenia sobie w sytuacjach konfliktowych, nieoczywistych, i patrzenie wyłącznie przez pryzmat własnych potrzeb. Nie żaden zdrowy egoizm. Egoizm chory i szkodliwy. Bo, póki co, nie jesteśmy samowystarczalni, społeczeństwo to podstawa egzystencji w cywilizowanym świecie. Wysadzanie tego fundamentu raczej się dobrze nie skończy ;)
Popularna w tym wątku opinia jest, widzę, taka, że jedyna właściwa relacja z ludźmi to ta, w której mnie ma być dobrze, ja pilnuję swoich granic, ja mówię, co jest ok, a co nie jest. Zanikają w tym podejściu tzw. szerokie normy, empatia i umiejętność dojrzałego kompromisu. Liczy się JA, MOJE, O MNIE, DLA MNIE. A jeśli takie postawienie granic jednocześnie wpływa negatywnie na drugiego człowieka, na relację z nim, to tym gorzej dla tego człowieka. MOJE granice są najważniejsze, jego nie.
Problem tylko, że ta druga osoba myśli dokładnie tak samo :D
I moja niepopularna, jak sądzę, zwłaszcza dla ludzi urodzonych po ~1995 roku, jest taka, że kult ich osoby prowadzi w tej chwili do załamania społecznego. Mają bardzo zdecydowane poglądy 0-1, traktują otoczenie jak tło, źródło usług i dobrostanu, a rodzinne interakcje - jak zło konieczne. Są często przewrażliwieni - a nienawidzą tego słuchać, proszę im tak nie mówić, bo to narusza ich granice. A egoizm i patrzenie tylko na czubek własnego nosa - jest ok. Bo to zdrowy egoizm, nie?
No więc... właśnie nie.
Pewnie, dbajmy o siebie, swój dobrostan i zdrowie psychiczne, to nie kwestia mody jest, tylko potrzeba wynikająca ze zmian cywilizacyjnych. Ale nie gubmy przy tym dystansu. Bo brak dystansu prowadzi do sytuacji, w których przyklejamy bardzo grube etykiety sytuacjom, które nie są grube. Są w szerokiej normie. Przemoc fizyczna - no-go. Znęcanie się psychiczne - no-go. Wszystko inne to przeważnie wypadkowa różnic pokoleniowych, innego wychowania, delikatności charakteru, wrodzonego taktu i kultury, a przede wszystkim - intencji. Nierzadko osoba posądzana o tendencję do złośliwych, obraźliwych kpin jest ogromnie zdziwiona; z jej perspektywy to jest, nie wiem, szczerość, szorstka troska, automatyczna reakcja obronna na czyjeś "dziwne" zachowanie. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że dla teściowej z postów wyżej kolor kremowy to nie biały, tylko jasnożółty, ona nie rozumie tego niuansu i czuje się zaatakowana tudzież ustawiana przez dziewczynę, która jest w zasadzie obca. Tam jest zresztą szerszy kontekst, który chyba umknął: autorka historii pisze, że to "kolejny raz", kiedy usłyszała, że jest przewrażliwiona i w ogóle be. To problem jest chyba znacznie głębszy i ja się np. zastanawiam, czemu tam się w ogóle ślub odbywa, skoro ta matka taka paskudna i okrutna. I czy na pewno jest tak, że mamy całość obrazu, Śnieżka vs. Zła Macocha. Życie to nie je bajka ;p
To rzadko kiedy jest tak, że siedzimy sobie nawzajem w głowach.
Relacje między ludźmi są trudne, ale potrzebne.
Co prowadzi mnie do puenty, że izolowanie się - w wariancie opisywanym w postach wyżej - to jest zwykłe tchórzostwo, nieumiejętność radzenia sobie w sytuacjach konfliktowych, nieoczywistych, i patrzenie wyłącznie przez pryzmat własnych potrzeb. Nie żaden zdrowy egoizm. Egoizm chory i szkodliwy. Bo, póki co, nie jesteśmy samowystarczalni, społeczeństwo to podstawa egzystencji w cywilizowanym świecie. Wysadzanie tego fundamentu raczej się dobrze nie skończy ;)
To ze Ty mialas w domu syf, nie znaczy ze kazdy kto ma psa tez ma w domu syf. Po prostu nie sprzatalasgirlidunno pisze: ↑śr lut 25, 2026 12:39 pm 1. Pies potrafi wyć/szczekać godzinami i owszem, jest to jak najbardziej irytujące.
2. Nie zapomnij, że trzeba sprzątać jego ciepłe kupy z chodnika. Szkoda, że tak wiele psiarzy o tym „zapomina” - stąd zalewa nas masa przebiśniegów na chodnikach ;)
3. Dzieci również potrafią być urocze i zabawne. Zwłaszcza, gdy już są w wieku kiedy poznają świat i mają mnóstwo ciekawych spostrzeżeń i pytań.
4. Ale wiesz, że można wychodzić z dzieckiem na spacer?
5. Tego przytulania nawet nie skomentuję
6. Rozumiem, że posiadanie psa nie kosztuje? Karma, akcesoria, wizyty u weterynarza, które często przewyższają zwykła wizytę u lekarza.
Ta cała wypowiedź jest jedynie potwierdzeniem, że nie o rozum, a o wygodę chodzi.
Ta wypowiedź jest po prostu zero-jedynkowa i tak samo się do niej ustosunkowałam. Nie jestem jakąś fanką dzieci. Mam jedno. Jednocześnie w swoim życiu miałam wiele psów, na różnych jego etapach. I wiesz co? Nie zdecyduje się już nigdy chyba na żadnego, nigdy w domu nie miałam takiego syfu, jak wtedy, gdy miałam w nim psa. Swoją drogą, żeby było ciekawiej, ja naprawdę uwielbiam zwierzęta. Ale nie cierpię skrajności. I tak samo nie podoba mi się bezstresowe wychowanie, brak dyscypliny i przymykanie oczu na zachowania, które nie powinny mieć miejsca u dzieci, jak i te przesadne uczucia do piesków, ich gloryfikowanie, porównywanie do ludzi i ostatecznie uznawanie, że są lepsze, bo są bezproblemowe.
I tak. Dziecko potrafi zdenerwować, wyprowadzić z równowagi, zasmucić. Ale to istota rozumna, z każdym rokiem swojego życia stająca się bardziej rozwinięta, krew z twojej krwi i jest w nim przecież jakaś część ciebie.
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1718
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Właśnie. Można doceniać to, że nie ma presji, ale jednocześnie nie hejtować kogoś, kto wybrał inaczej.julygirl pisze: ↑śr lut 25, 2026 12:27 pm Wydaje mi sie, ze ludzie teraz bardziej odpowiedzialnie podchodzą do decyzji o dziecku, kiedys to było: jakoś to bedzie, nie mam warunków, ale dziecko to dar bla bla bla.. Jesli ktos nie decyduje sie na posiadanie dziecka tylko dlatego, ze teraz jest taka "moda" i ktos negatywnie napisal o macierzyństwie w internecie to lepiej, ze tego dziecka nie ma, skoro nie potrafi myśleć samodzielnie i miec wlasne zdanie. Kluczowe w mojej opinii jest to, że teraz kobiety MOGĄ nie chcieć miec dziecka. Juz nie patrza co powie rodzina, znajomi, nie ma strachu o zostanie starą panną. Pies przecież to tez ogromną odpowiedzialność mimo wszystko xd
Każdy, kto wybrał jak wybrał, SAM (bez presji) odpowiada za swoje decyzje i poniesie ich dobre i złe konsekwencje. W przyszłym społeczeństwie indywidualistów nikogo nie będzie obchodzić jak kto wybrał i czy ma z tego powodu dobrze czy źle.
Czy chodzi o post z wątku „ponarzekajmy sobie” tez w kategorii hydepark? Jeśli tak, to dziewczyna napisała, że jasno prosiła by nie ubierać jasnych kolorów takich jak biel, beż, ecru, itd. Więc raczej prośby nie uszanowano.Rzeka.chaosu pisze: ↑śr lut 25, 2026 9:47 am W tym konkretnym przypadku teściowa załozyla czy tam chciała założyć stroj ecru, kremowy, a nie biel. Więc uszanowala prosbe.
Wybacz, ale nie mam screenów z każdego wątku.
-
girlidunno
- Gacie z oceanu
- Posty: 48
- Rejestracja: czw gru 18, 2025 9:59 pm
Noms, to dobrze, że lubisz, ale jednak skądś ta reszta kup na podwórku się wzięła, wyjście na spacer w lutym przyprawia o wymioty.mariaow pisze: ↑śr lut 25, 2026 12:54 pm To ze Ty mialas w domu syf, nie znaczy ze kazdy kto ma psa tez ma w domu syf. Po prostu nie sprzatalasba, mam znajomych z dziecmi i jest u nich masakryczny syf, wszystko oblepione jakąs plasteliną, porozwalane zabawki, podotykane szyby. Znam tez psiarzy i kociarzy u których błyszczy. Więc co to ma do rzeczy? Mnie np. nie odrzuca sprzatanie cieplych kup z chodnika, przeciez gołą ręką tego nie robię ;) po prostu sprzatam, zarowno w swoim domu jak i poza nim.
Absolutnie nie. Pies był zadbany i regularnie wychodził na spacery, a mimo to potrafił wciąż załatwiać się w domu, przy gościach, każde drzwi były podrapane i wszystko wokół poniszczone. Powiedziałam, że JA, więcej na psa się nie zdecyduję. Mam kota i porządek - lubię sprzątać i mieć czysto w domu, więc akurat nie trafiłaś. To pies był w domu sabotażystą, jeśli chodziło o porządek i moje poczucie higieny.
Rozumiem Twoją frustrację, ale jesli bierzesz jakiekolwiek zwierzę do domu, to bierzesz też na siebie odpowiedzialność za jego zdrowie. To akurat jak z dzieckiem, prawda? Twój pies miał problemy behawioralne, którymi się nie zajęłaś. Zdrowy pies z zaspokojonymi potrzebami nie załatwia się w domu ani nie niszczy. To są rzeczy które da się przepracować ale trzeba poświęcić czas. I tu wracamy do początku - bierzesz odpowiedzialność za istotę żywa.girlidunno pisze: ↑śr lut 25, 2026 1:14 pm Noms, to dobrze, że lubisz, ale jednak skądś ta reszta kup na podwórku się wzięła, wyjście na spacer w lutym przyprawia o wymioty.
Absolutnie nie. Pies był zadbany i regularnie wychodził na spacery, a mimo to potrafił wciąż załatwiać się w domu, przy gościach, każde drzwi były podrapane i wszystko wokół poniszczone. Powiedziałam, że JA, więcej na psa się nie zdecyduję. Mam kota i porządek - lubię sprzątać i mieć czysto w domu, więc akurat nie trafiłaś. To pies był w domu sabotażystą, jeśli chodziło o porządek i moje poczucie higieny.
To samo ze sprzątaniem kup. Wiem że ludzie nie sprzątają bo sama to widzę, ale jak można wziąć psa jeśli się brzydzi sprzątania ciepłej kupy przez worek?
- agbmrctorakwin
- MoetGlass
- Posty: 250
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Mamy rok 2026 ale niektórym ludziom nadal ciężko zaakceptować, że inne osoby mogą mieć inne priorytety i plany na życie XDD Te teksty brzmią tak jakby kobieta była tylko maszyną do rodzenia. Jeśli jakaś para świadomie nie decyduje się na dziecko to jest to dowód odpowiedzialności bo wydanie na ten świat dziecka tylko dlatego "bo tak trzeba, żeby zostawić potomstwo itp." to czysty egoizm. Są ludzie którzy nie nadają się do bycia rodzicami lub po prostu nie chcą nimi być i nie ma w tym nic złego. Jak ktoś chce mieć dziecko to niech ma dziecko, jak ktoś mieć psa to niech ma psa. I nie wiem skąd ta narracja robienia z posiadaczy psów wrogów publicznych, bo szczerze znacznie większa część właścicieli psów ma kompletnie wywalone na cudze dzieci, tak samo jak znaczna część matek ma wywalone na cudze psy. Znajdują się tylko jakieś skrajne jednostki (ty właśnie do nich należysz), które muszą obrazić którąś ze stron bo brakuje im tolerancji i zrozumienia, że ktoś może mieć inne priorytety lub dokonywać innych wyborów życiowych niż ty:) A wyjść z demograficznego dołka możemy w taki sposób, że zamiast krytykować kobiety które otwarcie mówią, że nie chcą mieć dzieci, skupmy się na tym by stworzyć w tym kraju warunki, w których rodzicielstwo kojarzy się z bezpieczeństwem, a nie z poświęceniem. Prawdziwa pro-rodzinność to wspieranie tych, którzy chcą dzieci, a nie nagonka na tych, którzy mają inne priorytety (np. na właścicieli psów, którzy nie robią nikomu nic złego).girlidunno pisze: ↑śr lut 25, 2026 11:31 am Przeraża mnie ilość par z pieskami. W moim otoczeniu żadna znajoma para nie ma dzieci, za to dosłownie każda ma psiecko. Myślę, że to wynika po prostu z braku chęci brania odpowiedzialności. Dziecko to ciężar.
Obowiązek.
Nerwy.
Przecież tak demonizuje się macierzyństwo. Matka jest dziś ukazana jako zaniedbana, zmęczona baba, której dzieci wchodzą na głowę.
A piesek? Jest bezproblemowy. Jak zdechnie, można kupić drugiego, można go oddać do hotelu na czas wyjazdu. Jednocześnie nie jest problemem wydawanie kupy kasy na psa z hodowli i niezbędne do życia akcesoria dla niego.
Nie wiem jak my, jako kraj, mamy wyjść z tego demograficznego dołka, ale patrząc na powyższe, lepiej już chyba nie będzie.