Ja tam się zgadzam. Gdzies kiedys napisalam ze jak taki kontakt jest utrzymywany to jedna ze stron często (to nie znaczy zawsze) dalej ma nadzieje na cos wiecej i oczywiscie bylo wysmiewanie. No moje doswiadczenie jest takie a nie inne więc dla mnie to tez red flag. Jest wiele osob z ktorymi mozna miec fajne relacje i ex sobie mozna odpuscic ;) Raczej do kogos innego pisalabym z prosbą o podlanie kwiatka i rowniez nie chcialabym by do mojego faceta pisała jego była z podobnymi prosbami. Od tego mamy rodzinę i przyjaciol.agbmrctorakwin pisze: ↑wt mar 03, 2026 8:33 pm No tak, opisuje tak ten kontakt bo w głównej mierze o to mi chodzi. Często spotykam się ze stwierdzeniem, że ktoś po rozstaniu został przyjaciółmi albo czytam komentarze lasek które chwalą się jakimi są cool i wyluzowanymi dziewczynami bo nie mają problemu o to, że ich facet ma regularny kontakt z ex.
Nie twierdzę, że trzeba pałać do siebie nienawiścią czy uciekać przed sobą, ale DLA MNIE utrzymywanie relacji towarzyskich ze swoimi ex jest po prostu czerwoną flagą i nie mogłabym być z kimś takim (i na całe szczęście nie jestem). I nie jest to oznaka braku dojrzałości tylko świadomości swoich granic - a za każdym razem jak ktoś podkreśla, że nie toleruje kontaktów z ex to musi trafić się magiczny komentarz typu "to brak dojrzałości, gówniarskie podejście do związku, toksyczność".
Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryRe: Niepopularne opinie o życiu
Dobra, to może być niepopularna opinia,
Wymagania kościoła katolickiego - ja już któryś raz słyszę lament, że ksiądz zły, bo nie dopuścil do świadkowania/do bycia chrzestną czy chrzestnym osoby nieżyjącej zgodnie z zasadami życia katolickiego/kościelnego (wybaczcie, nie uczęszczam i nie odróżniam) np. bez bierzmowania czy w związku nieformalnym z dziećmi. Albo, o zgrozo, zakazał Eda Sheerana.
"Bo KośCIół powiNieN zaChęcAć". Ale oni mają pieniądze i nie muszą zachęcać, ludzie, sami tego "chcecie". Tak jak sama dawno temu byłam w kościele - tak samo oni mają swoje zasady i jak ich nie akceptujesz, to się tam nie pchaj. Są inne odłamy, które akceptują takie sprawy albo podchodzą do "zasad" łagodniej i ich zwierzchnikiem nie jest papież, weźmy np. luteranów.
Ale nie, bo co powie rodzina.
To jest dla mnie niepojęte
Wymagania kościoła katolickiego - ja już któryś raz słyszę lament, że ksiądz zły, bo nie dopuścil do świadkowania/do bycia chrzestną czy chrzestnym osoby nieżyjącej zgodnie z zasadami życia katolickiego/kościelnego (wybaczcie, nie uczęszczam i nie odróżniam) np. bez bierzmowania czy w związku nieformalnym z dziećmi. Albo, o zgrozo, zakazał Eda Sheerana.
"Bo KośCIół powiNieN zaChęcAć". Ale oni mają pieniądze i nie muszą zachęcać, ludzie, sami tego "chcecie". Tak jak sama dawno temu byłam w kościele - tak samo oni mają swoje zasady i jak ich nie akceptujesz, to się tam nie pchaj. Są inne odłamy, które akceptują takie sprawy albo podchodzą do "zasad" łagodniej i ich zwierzchnikiem nie jest papież, weźmy np. luteranów.
Ale nie, bo co powie rodzina.
To jest dla mnie niepojęte
To też mnie natchnęło do napisania kolejnej niepopularnej opinii - nie cierpię tej fiksacji na medycynę/"praktyczne kierunki", jako jedynej opłacalnej drogi, co moim zdaniem ma też swoje źródło w edukacji w podstawówce/szkole średniejagbmrctorakwin pisze: ↑pt lut 27, 2026 8:48 pm Często też bierze się stąd, że niektórzy mają bardzo praktyczne podejście do wszystkiego i trudno im zrozumieć, że nie każdy idzie na studia tylko ze względu na "opłacalny zawód". Denerwuje mnie ta narracja, że każdy kierunek, który nie jest prawem lub medycyna to strata czasu. I te naśmiewanie się i umniejszanie osobom po kierunkach humanistycznych XDD - ci sami ludzie, którzy drwią z "bezużytecznych studiów" wieczorami namiętnie oglądają seriale, czytają książki czy korzystają z psychoterapii - czyli produktów pracy właśnie tych "niepotrzebnych humanistów.” Wiadomo, że są kierunki mniej i bardziej wymagające (to też sprawa mocno indywidualna) ale to nie oznacza, że osoby po "łatwiejszych" kierunkach nie mogą być dumne ze swojego wykształcenia.
W ogóle to wszystkie dziedziny nauki wyniosły coś od tej starożytnej obserwacji świata dookoła, a rozumienie wartości i ich układanie też wzięło się z natury. Ale chyba musimy z tym żyć...
miałam na myśli, czemu wszystko wrzucane jest w humana, ale nie mogę edytowaćAlekkolos pisze: ↑wt mar 03, 2026 11:34 pm To też mnie natchnęło do napisania kolejnej niepopularnej opinii - nie cierpię tej fiksacji na medycynę/"praktyczne kierunki", jako jedynej opłacalnej drogi, co moim zdaniem ma też swoje źródło w edukacji w podstawówce/szkole średniej. Dodatkowo często powtarzane przekonanie, że jak nie umiesz fizyki albo matematyki to jesteś humanem. No nie, jest tyle dyscyplin i w ogóle kierunków na tym świecie, że nie wiem czemu wszystko poza ścisłymi wrzucane jest w medycynę i czemu jest to "defektem".
W ogóle to wszystkie dziedziny nauki wyniosły coś od tej starożytnej obserwacji świata dookoła, a rozumienie wartości i ich układanie też wzięło się z natury. Ale chyba musimy z tym żyć...
- Anastazja_smietana
- SkrzydełkaZhooters
- Posty: 209
- Rejestracja: ndz lis 23, 2025 2:02 pm
Ja z kolei nie wierzę w mityczny podział na umysły ścisłe i humanistyczne. Jak dla mnie to poprostu jedna grupa nie ogarnia dobrze matmy. To że ktoś rozumie matematykę, nie wyklucza automatycznie rozumienia poezji, tekstu pisanego, czy że nie może tworzyć sztuki. A wręcz bym powiedziała że to pomaga, bo mają silnie rozwinięty zmysł logiki. Filozofia stoi dość blisko fizyki, a ich wspólnym podłożem jest logika. Nie wiem czemu, z umysłów ścisłych robi się autystów mających jakieś braki na innych polach, to chyba próba rekompensowania sobie czegoś przez drugą grupę. W czasach renesansu było wielu wizjonerów, którzy byli też znakomitymi malarzami.
Może moja wypowiedź poszła w złym kierunku i się zgrzałam, jako przedstawiciel tej grupy "rekompensujących sobie". Ale generalnie podpisuję się pod tymAnastazja_smietana pisze: ↑wt mar 03, 2026 11:48 pm Ja z kolei nie wierzę w mityczny podział na umysły ścisłe i humanistyczne. Jak dla mnie to poprostu jedna grupa nie ogarnia dobrze matmy. To że ktoś rozumie matematykę, nie wyklucza automatycznie rozumienia poezji, tekstu pisanego, czy że nie może tworzyć sztuki. A wręcz bym powiedziała że to pomaga, bo mają silnie rozwinięty zmysł logiki. Filozofia stoi dość blisko fizyki, a ich wspólnym podłożem jest logika. Nie wiem czemu, z umysłów ścisłych robi się autystów mających jakieś braki na innych polach, to chyba próba rekompensowania sobie czegoś przez drugą grupę. W czasach renesansu było wielu wizjonerów, którzy byli też znakomitymi malarzami.
- agbmrctorakwin
- MoetGlass
- Posty: 250
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Logiczne jest przecież, że nie istnieje sztywny podział na umysły ścisłe i humanistyczne. Używamy tego jako skrótu myślowego, bo ludzie mogą mieć po prostu różne predyspozycje - ale nie oznacza to, że jedna strona jest pozbawiona logicznego myślenia, a druga kreatywności.Anastazja_smietana pisze: ↑wt mar 03, 2026 11:48 pm Ja z kolei nie wierzę w mityczny podział na umysły ścisłe i humanistyczne. Jak dla mnie to poprostu jedna grupa nie ogarnia dobrze matmy. To że ktoś rozumie matematykę, nie wyklucza automatycznie rozumienia poezji, tekstu pisanego, czy że nie może tworzyć sztuki. A wręcz bym powiedziała że to pomaga, bo mają silnie rozwinięty zmysł logiki. Filozofia stoi dość blisko fizyki, a ich wspólnym podłożem jest logika. Nie wiem czemu, z umysłów ścisłych robi się autystów mających jakieś braki na innych polach, to chyba próba rekompensowania sobie czegoś przez drugą grupę. W czasach renesansu było wielu wizjonerów, którzy byli też znakomitymi malarzami.
Za to nadal panuje przekonanie o wyższości dziedzin ścisłych nad humanistycznymi - co jest bezsensowne bo jedno bez drugiego by nie istniało. Istnieją osoby nie ogarniające matematyki i tak samo istnieją osoby, które nie są w stanie zrozumieć poezji lub tworzyć sztuki
-
chleb_ze_smalcem
- LouiBag
- Posty: 321
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Bo są wyżej. Tzn na drabinie przydatności społecznej. Bez zrozumienia matematyki i innych dziedzin ścisłych nie zbudowalibyśmy cywilizacji na takim poziomie na jakim jest teraz a bez zrozumienia poezji i sztuki jak najbardziej. To są bonusy egzystencji kiedy można pozwolić sobie na tworzenie ale nie są niezbędne do przetrwania, nie dają wymiernych benefitów. Pomijając oczywiście przyjemność którą mają wielbiciele tej sztuki i poezji z tworzenia i przyswajania ich. Ale nie oszukujmy się, większa korzyść dla przeciętnego człowieka jest ze średniego lekarza, niż średniego poety.agbmrctorakwin pisze: ↑śr mar 04, 2026 12:41 am Logiczne jest przecież, że nie istnieje sztywny podział na umysły ścisłe i humanistyczne. Używamy tego jako skrótu myślowego, bo ludzie mogą mieć po prostu różne predyspozycje - ale nie oznacza to, że jedna strona jest pozbawiona logicznego myślenia, a druga kreatywności.
Za to nadal panuje przekonanie o wyższości dziedzin ścisłych nad humanistycznymi - co jest bezsensowne bo jedno bez drugiego by nie istniało. Istnieją osoby nie ogarniające matematyki i tak samo istnieją osoby, które nie są w stanie zrozumieć poezji lub tworzyć sztuki
- agbmrctorakwin
- MoetGlass
- Posty: 250
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Dziedziny humanistyczne to nie tylko poezja i sztuka, ale przede wszystkim fundamenty, na których opiera się mechanizm funkcjonowania społeczeństwa. Kiedy mówisz o przydatności społecznej, zapominasz, że to właśnie nauki humanistyczne, takie jak prawo, socjologia czy politologia, tworzą ramy, w których inżynierowie i lekarze mogą w ogóle bezpiecznie funkcjonować. Bez myśli humanistycznej nie byłoby pojęcia własności, praw człowieka ani systemów demokratycznych - mielibyśmy technologię, ale żylibyśmy w chaosie. Nawet język, którym się teraz posługujesz by umniejszyć humanistom, jest przedmiotem badań lingwistyki, bez której nie istniałaby żadna zaawansowana komunikacja. Dlatego nie ma co sprowadzać dziedzin humanistycznych tylko do sztuki i rozrywki, która jest "bonusem" egzystencji (z czym się do końca nie zgadzam). Także nie widzę sensu w takim licytowaniu się, kto wniósł więcej - bo tak naprawdę i umysły ścisłe, i humaniści wnieśli równorzędny wkład w to, jak wygląda nasz dzisiejszy świat tylko każda z tych grup wniosła coś innegochleb_ze_smalcem pisze: ↑śr mar 04, 2026 1:23 am Bo są wyżej. Tzn na drabinie przydatności społecznej. Bez zrozumienia matematyki i innych dziedzin ścisłych nie zbudowalibyśmy cywilizacji na takim poziomie na jakim jest teraz a bez zrozumienia poezji i sztuki jak najbardziej. To są bonusy egzystencji kiedy można pozwolić sobie na tworzenie ale nie są niezbędne do przetrwania, nie dają wymiernych benefitów. Pomijając oczywiście przyjemność którą mają wielbiciele tej sztuki i poezji z tworzenia i przyswajania ich. Ale nie oszukujmy się, większa korzyść dla przeciętnego człowieka jest ze średniego lekarza, niż średniego poety.
-
123wiosna123
- Collagen z chlorellą
- Posty: 3990
- Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am
Będąc juz trochę lat po studiach jak najbardziej rozumiem taka fiksacje na praktyczne kierunki studiów. Skonczylam studia które nie były w ogole praktyczne, byly z dupy i nie wiem po co w ogole tam poszłam. Poszłam bo miałam takie zainteresowania i co z tego. Teraz muszę zapieprzać po nocach i na zmiany ale mam swoje studia.Alekkolos pisze: ↑wt mar 03, 2026 11:34 pm To też mnie natchnęło do napisania kolejnej niepopularnej opinii - nie cierpię tej fiksacji na medycynę/"praktyczne kierunki", jako jedynej opłacalnej drogi, co moim zdaniem ma też swoje źródło w edukacji w podstawówce/szkole średniej. Dodatkowo często powtarzane przekonanie, że jak nie umiesz fizyki albo matematyki to jesteś humanem. No nie, jest tyle dyscyplin i w ogóle kierunków na tym świecie, że nie wiem czemu wszystko poza ścisłymi wrzucane jest w medycynę i czemu jest to "defektem".
W ogóle to wszystkie dziedziny nauki wyniosły coś od tej starożytnej obserwacji świata dookoła, a rozumienie wartości i ich układanie też wzięło się z natury. Ale chyba musimy z tym żyć...
Teraz poszłabym medycynę czy cokolwiek praktycznego. Pomińmy to czy bym sie dostała ale tak, to jest bardzo wazne przy dalszym zyciu. Lepiej miec praktyczne studia, takie po których łatwo z pracą niz byle co bo zainteresowania. Bardzo żałuję ze nie poszłam w kierunku studiów, ogolnie nauki w kierunku który bylby oplacalny
Ja mam to samo. Studia z gowno kierunku i zapieprzam fizycznie za granicą. Nigdy nie miałam żadnej lepszej pracy, nawet takiej prostej, ale wygodnej typu biuro czy jako sekretarka, zawsze najgorsze roboty, których nikt wykonywać nie chce.123wiosna123 pisze: ↑śr mar 04, 2026 7:37 am Będąc juz trochę lat po studiach jak najbardziej rozumiem taka fiksacje na praktyczne kierunki studiów. Skonczylam studia które nie były w ogole praktyczne, byly z dupy i nie wiem po co w ogole tam poszłam. Poszłam bo miałam takie zainteresowania i co z tego. Teraz muszę zapieprzać po nocach i na zmiany ale mam swoje studia.
Teraz poszłabym medycynę czy cokolwiek praktycznego. Pomińmy to czy bym sie dostała ale tak, to jest bardzo wazne przy dalszym zyciu. Lepiej miec praktyczne studia, takie po których łatwo z pracą niz byle co bo zainteresowania. Bardzo żałuję ze nie poszłam w kierunku studiów, ogolnie nauki w kierunku który bylby oplacalny
Ale trzeba się zastanowić czy byś wlasnie dostała się na te prestiżowe kierunki, bk to wcale takie łatwe nie jest. Moja była już przyjaciółka dostała się na polibudę na automatykę i robotykę. Miała mature na 100% pozdawana praktycznie z wszystkiego włącznie z rozszerzeniami, brała też udział w olimpiadach matematycznych. Poszła na te studia i nie dala rady, nawet pierwszeo roku nie ukończyła tak wysoki poziom tam był. Tym bardziej nie widzę tam studentów z kierunków humanistycznych.
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1719
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
W którym to było roku? Ja studiowałam kilkanaście lat temu. Dużo moich koleżanek spotkało się ze ścianą na i po polibudzie. Ale wcale nie z powodu wyników w nauce. Wtedy na studia było baaaaardzo trudno się dostać, a pierwszy rok to oczywiście odsiew (tabuny uwalone na całkach itp.). Dla dziewczyn najgorsze było jednak nastawienie niektórych (!) wykładowców, a potem atmosfera w zdominowanych przez mężczyzn branżach technicznych. Po prostu udowadnianie na każdym kroku, że się nadajesz było wyniszczające. Bez twardego tyłka było ciężko. Jedna moja dosyć bliska znajoma powiedziała, że przetrwała, bo traktowali ją jak maskotkę (dzięki jej osobowości - wyróżniała się). Nawet jest związana z uczelnią. Teraz oczywiście już tego nie ma lub nie w takim stopniu. Problem jest odwrotny, bo studenci sami rezygnują lub siedzą tam tylko dla legitymacji, zniżek. Dziewczyny musiały swoje udowodnić, że się nadają, że wygrywają międzynarodowe konkursy. Ten czas przejściowy był najgorszy.Rukolisko pisze: ↑śr mar 04, 2026 8:23 am Moja była już przyjaciółka dostała się na polibudę na automatykę i robotykę. Miała mature na 100% pozdawana praktycznie z wszystkiego włącznie z rozszerzeniami, brała też udział w olimpiadach matematycznych. Poszła na te studia i nie dala rady, nawet pierwszeo roku nie ukończyła tak wysoki poziom tam był. Tym bardziej nie widzę tam studentów z kierunków humanistycznych.
-
staratwoja
- Koczkodan
- Posty: 105
- Rejestracja: czw gru 12, 2024 1:32 pm
Ludzie chyba zapominają, że jest jeszcze sekretna trzecia opcja: nie iść na żadne studia, albo nie od razu po maturze bo tak każą rodzice/społeczeństwo. Nie dziwię się, że osoby które poszły na kierunek jak to określają "z dupy" bo wydawał się interesujący i coś trzeba było wybrać potem żałują. To są efekty tej wszechobecnej presji na produktywność, wymierne korzyści z każdego podejmowanego działania, wprowadzania dzieciaków w stan jakiejś dziwnej psychozy odnośnie ich przyszłości/wyników egzaminów/pozycji w społeczeństwie już od podstawówki - tymczasem czasami trzeba się trochę pokręcić po świecie, poczytać, popróbować zanim znajdzie się cokolwiek co cię naprawdę jara.
W kontekście "przyszłościowych" kierunków - przy obecnej sytuacji na rynku pracy nie ma już tak łatwo. Smutno nie móc znaleźć zatrudnienia po pasjonującym kierunku ale chyba jeszcze gorzej być w dokładnie tej samej sytuacji po 5 latach zaciskania zębów w imię przyszłych zarobków
W kontekście "przyszłościowych" kierunków - przy obecnej sytuacji na rynku pracy nie ma już tak łatwo. Smutno nie móc znaleźć zatrudnienia po pasjonującym kierunku ale chyba jeszcze gorzej być w dokładnie tej samej sytuacji po 5 latach zaciskania zębów w imię przyszłych zarobków
-
howave7707
Wydaje mi się, że w przypadku tej koleżanki od 100% z matur blokadą mógł być też jej perfekcjonizm. Bo o ile materiał na poziomie szkolnym jest możliwy do opanowania w całości przez zdolną osobę, to na studiach jest już go tyle, że niemożliwe jest przeczytanie wszystkich zadanych książek, przerobienie wszystkich zadań itd. A sami wykładowcy nie pomagają, bo nieraz treść wykładu i zadania na egzaminie to dwa różne światy. Trzeba wyselekcjonować informacje i nauczyć się tyle, żeby zdać, a dla osób dotychczas szóstkowych taki upadek na same tróje i poprawki jest często bardzo trudny. I paradoksalnie często ci gorsi uczniowie znoszą studiowanie lepiej, bo oni od zawsze walczyli tylko o 3, a nie zadręczali się myślami, że nie potrafią wszystkiego. Ja byłam w podobnej sytuacji, co ta koleżanka i przypłaciłam stres przez pierwsze dwa lata studiów leczeniem psychiatrycznym. Bo właśnie tak trudno było mi się przestawić z uczciwego uczenia się wszystkiego od deski do deski na kombinowanie/powierzchowne opanowywanie materiału/od czasu do czasu poprawki i nawet jeden warunek.Rzeka.chaosu pisze: ↑śr mar 04, 2026 9:35 am W którym to było roku? Ja studiowałam kilkanaście lat temu. Dużo moich koleżanek spotkało się ze ścianą na i po polibudzie. Ale wcale nie z powodu wyników w nauce. Wtedy na studia było baaaaardzo trudno się dostać, a pierwszy rok to oczywiście odsiew (tabuny uwalone na całkach itp.). Dla dziewczyn najgorsze było jednak nastawienie niektórych (!) wykładowców, a potem atmosfera w zdominowanych przez mężczyzn branżach technicznych. Po prostu udowadnianie na każdym kroku, że się nadajesz było wyniszczające. Bez twardego tyłka było ciężko. Jedna moja dosyć bliska znajoma powiedziała, że przetrwała, bo traktowali ją jak maskotkę (dzięki jej osobowości - wyróżniała się). Nawet jest związana z uczelnią. Teraz oczywiście już tego nie ma lub nie w takim stopniu. Problem jest odwrotny, bo studenci sami rezygnują lub siedzą tam tylko dla legitymacji, zniżek. Dziewczyny musiały swoje udowodnić, że się nadają, że wygrywają międzynarodowe konkursy. Ten czas przejściowy był najgorszy.Pewnie twoja koleżanka na to trafiła.
Generalnie tak można podzielic ale to właśnie raczej wybijanie się pewnych cech bez zaniku innych - chyba jedynie u sawantów występuje wybitna zdolność w jednej dziedzinie i upośledzenie w pozostałych.agbmrctorakwin pisze: ↑śr mar 04, 2026 12:41 am Logiczne jest przecież, że nie istnieje sztywny podział na umysły ścisłe i humanistyczne. Używamy tego jako skrótu myślowego, bo ludzie mogą mieć po prostu różne predyspozycje - ale nie oznacza to, że jedna strona jest pozbawiona logicznego myślenia, a druga kreatywności.
Za to nadal panuje przekonanie o wyższości dziedzin ścisłych nad humanistycznymi - co jest bezsensowne bo jedno bez drugiego by nie istniało. Istnieją osoby nie ogarniające matematyki i tak samo istnieją osoby, które nie są w stanie zrozumieć poezji lub tworzyć sztuki
Umysł humanistyczny – koncentruje się na znaczeniach, kontekście kulturowym, języku, emocjach i interpretacji ludzkich doświadczeń.
Umysł ścisły (analityczny) – myśli w kategoriach logiki, struktur, zależności przyczynowo-skutkowych i danych liczbowych.
Umysł przyrodniczy (empiryczny) – opiera się na obserwacji, eksperymencie i weryfikowalnych dowodach dotyczących świata fizycznego.
Umysł matematyczny (abstrakcyjny) – operuje symbolami i modelami, łatwo dostrzega wzorce oraz zależności formalne.
Umysł techniczny (inżynieryjny) – skupia się na praktycznym rozwiązywaniu problemów i przekładaniu teorii na działające rozwiązania.
Umysł artystyczny (kreatywny) – myśli obrazami, metaforą i intuicją, wyrażając idee poprzez formę estetyczną.
Umysł systemowy – widzi całości, powiązania między elementami i dynamikę złożonych układów.
Umysł krytyczny – analizuje argumenty, wychwytuje błędy logiczne i poddaje założenia w wątpliwość.
Umysł pragmatyczny – ocenia idee przez pryzmat ich użyteczności i realnych skutków działania.
Kto jest w cyrku ten się nie śmieje
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1719
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
To też prawda. Poza tym na studiach, szczególnie 1-2 rok, jest mnóstwo trudnego materiału, który trzeba ogarnąć na raz w krótkim czasie. Przydaje się elastyczność, a nie perfekcjonizm. Też tak miałam. Zostawiałam sobie egzaminy na wrzesień po prostu, żeby nie oszaleć.howave7707 pisze: ↑śr mar 04, 2026 11:17 am Wydaje mi się, że w przypadku tej koleżanki od 100% z matur blokadą mógł być też jej perfekcjonizm. Bo o ile materiał na poziomie szkolnym jest możliwy do opanowania w całości przez zdolną osobę, to na studiach jest już go tyle, że niemożliwe jest przeczytanie wszystkich zadanych książek, przerobienie wszystkich zadań itd. A sami wykładowcy nie pomagają, bo nieraz treść wykładu i zadania na egzaminie to dwa różne światy. Trzeba wyselekcjonować informacje i nauczyć się tyle, żeby zdać, a dla osób dotychczas szóstkowych taki upadek na same tróje i poprawki jest często bardzo trudny. I paradoksalnie często ci gorsi uczniowie znoszą studiowanie lepiej, bo oni od zawsze walczyli tylko o 3, a nie zadręczali się myślami, że nie potrafią wszystkiego. Ja byłam w podobnej sytuacji, co ta koleżanka i przypłaciłam stres przez pierwsze dwa lata studiów leczeniem psychiatrycznym. Bo właśnie tak trudno było mi się przestawić z uczciwego uczenia się wszystkiego od deski do deski na kombinowanie/powierzchowne opanowywanie materiału/od czasu do czasu poprawki i nawet jeden warunek.
- Anastazja_smietana
- SkrzydełkaZhooters
- Posty: 209
- Rejestracja: ndz lis 23, 2025 2:02 pm
Dobry historyk musi dobrze widzieć zależności przyczynowo-skutkowe (cechy wymienione dla umysłu ścisłego), dobry polityk powinien umieć je przewidzicieć, filozof musi opierać się na wywodach logicznych, artysta malarz, rzeźbiarz umieć zachować proporcje i symetrię, a pisarz trzymać się kompozycji i struktur przypisanych do danego gatunku literackiego, zachowywać ciąg logiczny, dbać żeby fakty sobie nie zaprzeczały, badacz/naukowiec musi posiadać kreatywne myślenie żeby coś odkryć itd. Ale i tak sukces każdej z tych osób będzie determinował fakt czy i w jaki sposób, jakim językiem, porównaniami przekażą swoją wiedzę reszcie społeczeństwa. Jak dla mnie to jest tak splecione ze sobą, że osobiście drażni mnie szufladkowanie umysł ścisły/humanista.Fjoki pisze: ↑śr mar 04, 2026 11:27 am Generalnie tak można podzielic ale to właśnie raczej wybijanie się pewnych cech bez zaniku innych - chyba jedynie u sawantów występuje wybitna zdolność w jednej dziedzinie i upośledzenie w pozostałych.
Umysł humanistyczny – koncentruje się na znaczeniach, kontekście kulturowym, języku, emocjach i interpretacji ludzkich doświadczeń.
Umysł ścisły (analityczny) – myśli w kategoriach logiki, struktur, zależności przyczynowo-skutkowych i danych liczbowych.
Umysł przyrodniczy (empiryczny) – opiera się na obserwacji, eksperymencie i weryfikowalnych dowodach dotyczących świata fizycznego.
Umysł matematyczny (abstrakcyjny) – operuje symbolami i modelami, łatwo dostrzega wzorce oraz zależności formalne.
Umysł techniczny (inżynieryjny) – skupia się na praktycznym rozwiązywaniu problemów i przekładaniu teorii na działające rozwiązania.
Umysł artystyczny (kreatywny) – myśli obrazami, metaforą i intuicją, wyrażając idee poprzez formę estetyczną.
Umysł systemowy – widzi całości, powiązania między elementami i dynamikę złożonych układów.
Umysł krytyczny – analizuje argumenty, wychwytuje błędy logiczne i poddaje założenia w wątpliwość.
Umysł pragmatyczny – ocenia idee przez pryzmat ich użyteczności i realnych skutków działania.
-
chleb_ze_smalcem
- LouiBag
- Posty: 321
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Odpowiadałam na twój post gdzie pisałaś o matematyce i poezji, sztuce, czyli skrajności a tera wyjeżdżasz z prawem xd Ok, prawo jest ważne, myślę, że powstałoby tak czy siak.agbmrctorakwin pisze: ↑śr mar 04, 2026 4:18 am Dziedziny humanistyczne to nie tylko poezja i sztuka, ale przede wszystkim fundamenty, na których opiera się mechanizm funkcjonowania społeczeństwa. Kiedy mówisz o przydatności społecznej, zapominasz, że to właśnie nauki humanistyczne, takie jak prawo, socjologia czy politologia, tworzą ramy, w których inżynierowie i lekarze mogą w ogóle bezpiecznie funkcjonować. Bez myśli humanistycznej nie byłoby pojęcia własności, praw człowieka ani systemów demokratycznych - mielibyśmy technologię, ale żylibyśmy w chaosie. Nawet język, którym się teraz posługujesz by umniejszyć humanistom, jest przedmiotem badań lingwistyki, bez której nie istniałaby żadna zaawansowana komunikacja. Dlatego nie ma co sprowadzać dziedzin humanistycznych tylko do sztuki i rozrywki, która jest "bonusem" egzystencji (z czym się do końca nie zgadzam). Także nie widzę sensu w takim licytowaniu się, kto wniósł więcej - bo tak naprawdę i umysły ścisłe, i humaniści wnieśli równorzędny wkład w to, jak wygląda nasz dzisiejszy świat tylko każda z tych grup wniosła coś innego
Trzeba by rozgraniczyć ten podział na ważne i ważniejsze kierunki trochę bardziej szczegółowo. Matematyka, medycyna inne ścisłe, naukowcy, inżynieria (prawdziwa) - top; techniczne elektryk, mechanik itp- bardzo ważne; programista, infa - średnie; inżynieria komputerowa, bezpieczeństwo danych - ważne;
Prawo, ekonomia, logika, filozofia - top; socjologia, politologia i inne logie - ważne i bywa przydane ale dużo pitu-pitu; lingwistyka - średnie; historia, etyka, retoryka - bardzo ważne; studia językowe - ważne do średnie; literatura - średnie; inne - średnie do mnie ważne; inne typu gender studies, historia sztuki, wszelkie analizy mediów, tożsamości, języków które zna pięć osób, itp to już jest takie konkretne lelum polelum które wymyślili po to, żeby upchnąć gdzieś ludzi którzy nie nadają się ani do ścisłych ani do przydanych humanistycznych a chcieliby mieć dyplom. I żeby profesorowie mieli prace.
Ale to są tylko dziedziny, jak ktoś jest wybitnym historykiem, to wiadomo, że pożytek będzie z niego większy niż z kiepskiego informatyka. Ja bym nie przyrównała mojego zawodu do np lekarza, czy jakiegoś naukowca chemika, fizyka - szczególnie takiego który pracuje np na uniwersytecie a nie dla korporacji. Nawet głupio by mi było, bo jakoś naturalnie wiadomo, że to stoi wyżej w hierarchii niż moje klikanie w kąkuter parę godzin żeby bogaci stali się jeszcze bogatsi. Nie widzę sensu temu zaprzeczać. Osobiście jestem z pogranicza. Nie jest źle, nie jest też dobrze. Można powiedzieć, że jest średnio. I bardzo mi to wszystko jedno, dopóki hajs się zgadza.
Szczerze to nie podoba mi się takie wartościowanie. Wszystkie są ważne ale w innych aspektach, zaś dopiero łącząc to wszystko możemy mówić o sobie jako zaawansowanej cywilizacji.chleb_ze_smalcem pisze: ↑śr mar 04, 2026 12:10 pm Odpowiadałam na twój post gdzie pisałaś o matematyce i poezji, sztuce, czyli skrajności a tera wyjeżdżasz z prawem xd Ok, prawo jest ważne, myślę, że powstałoby tak czy siak.
Trzeba by rozgraniczyć ten podział na ważne i ważniejsze kierunki trochę bardziej szczegółowo. Matematyka, medycyna inne ścisłe, naukowcy, inżynieria (prawdziwa) - top; techniczne elektryk, mechanik itp- bardzo ważne; programista, infa - średnie; inżynieria komputerowa, bezpieczeństwo danych - ważne;
Prawo, ekonomia, logika, filozofia - top; socjologia, politologia i inne logie - ważne i bywa przydane ale dużo pitu-pitu; lingwistyka - średnie; historia, etyka, retoryka - bardzo ważne; studia językowe - ważne do średnie; literatura - średnie; inne - średnie do mnie ważne; inne typu gender studies, historia sztuki, wszelkie analizy mediów, tożsamości, języków które zna pięć osób, itp to już jest takie konkretne lelum polelum które wymyślili po to, żeby upchnąć gdzieś ludzi którzy nie nadają się ani do ścisłych ani do przydanych humanistycznych a chcieliby mieć dyplom. I żeby profesorowie mieli prace.
Ale to są tylko dziedziny, jak ktoś jest wybitnym historykiem, to wiadomo, że pożytek będzie z niego większy niż z kiepskiego informatyka. Ja bym nie przyrównała mojego zawodu do np lekarza, czy jakiegoś naukowca chemika, fizyka - szczególnie takiego który pracuje np na uniwersytecie a nie dla korporacji. Nawet głupio by mi było, bo jakoś naturalnie wiadomo, że to stoi wyżej w hierarchii niż moje klikanie w kąkuter parę godzin żeby bogaci stali się jeszcze bogatsi. Nie widzę sensu temu zaprzeczać. Osobiście jestem z pogranicza. Nie jest źle, nie jest też dobrze. Można powiedzieć, że jest średnio. I bardzo mi to wszystko jedno, dopóki hajs się zgadza.
Kto jest w cyrku ten się nie śmieje
To były lata 2016/2017. Przyjaciółka nie miała problemu z męskim towarzystwem, ona była w stylu takiej pick-me chłopczycy. Wyrzucili ją bo nie zdała u jednego profesora, ktodu miał jakieś tam duże wymagania. Ona podchodziła parę razy do poprawek i nic, nie tylko ona miała ten problem bo dużo osób u nich na roku poleciało, a ona poszła studiować matematykę.Rzeka.chaosu pisze: ↑śr mar 04, 2026 9:35 am W którym to było roku? Ja studiowałam kilkanaście lat temu. Dużo moich koleżanek spotkało się ze ścianą na i po polibudzie. Ale wcale nie z powodu wyników w nauce. Wtedy na studia było baaaaardzo trudno się dostać, a pierwszy rok to oczywiście odsiew (tabuny uwalone na całkach itp.). Dla dziewczyn najgorsze było jednak nastawienie niektórych (!) wykładowców, a potem atmosfera w zdominowanych przez mężczyzn branżach technicznych. Po prostu udowadnianie na każdym kroku, że się nadajesz było wyniszczające. Bez twardego tyłka było ciężko. Jedna moja dosyć bliska znajoma powiedziała, że przetrwała, bo traktowali ją jak maskotkę (dzięki jej osobowości - wyróżniała się). Nawet jest związana z uczelnią. Teraz oczywiście już tego nie ma lub nie w takim stopniu. Problem jest odwrotny, bo studenci sami rezygnują lub siedzą tam tylko dla legitymacji, zniżek. Dziewczyny musiały swoje udowodnić, że się nadają, że wygrywają międzynarodowe konkursy. Ten czas przejściowy był najgorszy.Pewnie twoja koleżanka na to trafiła.
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1719
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
To już jakiś czas po mnie. Czyli pewnie klasyk - odrzut po 1 roku.Rukolisko pisze: ↑śr mar 04, 2026 1:42 pm To były lata 2016/2017. Przyjaciółka nie miała problemu z męskim towarzystwem, ona była w stylu takiej pick-me chłopczycy. Wyrzucili ją bo nie zdała u jednego profesora, ktodu miał jakieś tam duże wymagania. Ona podchodziła parę razy do poprawek i nic, nie tylko ona miała ten problem bo dużo osób u nich na roku poleciało, a ona poszła studiować matematykę.
- agbmrctorakwin
- MoetGlass
- Posty: 250
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Wspominałam o matematyce, poezji i sztuce bo odpowiadałam użytkowniczce, która właśnie do tego się odwoływała - to był tylko przykład. Logiczne, że dziedziny humanistyczne to coś więcej niż sztuka.chleb_ze_smalcem pisze: ↑śr mar 04, 2026 12:10 pm Odpowiadałam na twój post gdzie pisałaś o matematyce i poezji, sztuce, czyli skrajności a tera wyjeżdżasz z prawem xd Ok, prawo jest ważne, myślę, że powstałoby tak czy siak.
Trzeba by rozgraniczyć ten podział na ważne i ważniejsze kierunki trochę bardziej szczegółowo. Matematyka, medycyna inne ścisłe, naukowcy, inżynieria (prawdziwa) - top; techniczne elektryk, mechanik itp- bardzo ważne; programista, infa - średnie; inżynieria komputerowa, bezpieczeństwo danych - ważne;
Prawo, ekonomia, logika, filozofia - top; socjologia, politologia i inne logie - ważne i bywa przydane ale dużo pitu-pitu; lingwistyka - średnie; historia, etyka, retoryka - bardzo ważne; studia językowe - ważne do średnie; literatura - średnie; inne - średnie do mnie ważne; inne typu gender studies, historia sztuki, wszelkie analizy mediów, tożsamości, języków które zna pięć osób, itp to już jest takie konkretne lelum polelum które wymyślili po to, żeby upchnąć gdzieś ludzi którzy nie nadają się ani do ścisłych ani do przydanych humanistycznych a chcieliby mieć dyplom. I żeby profesorowie mieli prace.
Ale to są tylko dziedziny, jak ktoś jest wybitnym historykiem, to wiadomo, że pożytek będzie z niego większy niż z kiepskiego informatyka. Ja bym nie przyrównała mojego zawodu do np lekarza, czy jakiegoś naukowca chemika, fizyka - szczególnie takiego który pracuje np na uniwersytecie a nie dla korporacji. Nawet głupio by mi było, bo jakoś naturalnie wiadomo, że to stoi wyżej w hierarchii niż moje klikanie w kąkuter parę godzin żeby bogaci stali się jeszcze bogatsi. Nie widzę sensu temu zaprzeczać. Osobiście jestem z pogranicza. Nie jest źle, nie jest też dobrze. Można powiedzieć, że jest średnio. I bardzo mi to wszystko jedno, dopóki hajs się zgadza.
Ogólnie wszystkie moje wpisy na ten temat, dążyły do tego, że bezsensowne jest umniejszanie sobie nawzajem i licytowanie się co jest ważniejsze, co jest poważniejsze itd. A jak widać właśnie do tego doszło XDD Wiadomo, że istnieje jakaś hierarchia zawodowa, są zawody na które jest większe zapotrzebowanie, a są takie na które jest mniejsze - i to się może zmieniać w zależności od miejsca, czasu itd.
Uważam, że mamy niesamowity przywilej darmowej edukacji - jeśli ktoś chce sobie studiować "gowno-kierunki" to niech sobie studiuje, może akurat dla kogoś historia sztuki czy gender studies to coś więcej niż lelum polelum. Ja jestem zdania, że z każdego kierunku można wynieść coś przydatnego dla siebie samego czy dla społeczeństwa - to już każdego indywidualna sprawa czy to wykorzysta (pomijam oczywiście osoby, które idą tam z przymusu i przebimbają 3 czy 5 lat).
Już pisałam w innym wpisie, że pierwszy mój kierunek był humanistyczny (pewnie wiele osób zaliczyłoby go tutaj do gownokierunkow) i mimo, że trudno o pracę związaną z tym kierunkiem to niczego nie żałuję bo był dla mnie bardzo wartościowy i dużo z niego wyniosłam. Drugi kierunek za to, to coś już bardziej "praktycznego", po czym łatwiej znaleźć pracę - plułam sobie w brodę przez 2 lata bo dla mnie był tragiczny, nudny i już myślałam, że zrezygnuje w połowie (ale ukończyłam).
I też uważam, że nie ma co przyrównywać zawodów ze sobą,
i też w żadnym wypadku nie przyrównałabym się do lekarza. Po prostu mimo, że są zawody, które mogą być wyżej w hierarchii, nadal nie widzę sensu umniejszania innym zawodom czy kierunkom, i lekarze są potrzebni i ty klikająca w komputer, i filolodzy którzy są tłumaczami lub nauczycielami w szkołach, i osoby po historii sztuki, które wykładają lub pracują w muzeach, i ludzie po zawodówce
-
Rzeka.chaosu
- SweetsGallery
- Posty: 1719
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
A nie sądzicie, że to nie tylko kwestia kierunku, ale też uczelni? Kiedyś dużo słabych prywatnych uczelni otwierało różne kierunki humanistyczne, bo to było tanie, nie potrzebne było duże zaplecze. Albo kierunki techniczne typu informatyka z dużo niższym poziomem kształcenia. Przynajmniej tak było, gdy ja studiowałam. Humanista po UJ raczej się obroni na rynku pracy, bo to też prestiż i zupełnie inny poziom kultury, kształcenia, inne znajomości. Zresztą chyba nadal uniwersytety kształcą "uniwersalnie". Ale po uczelni-krzaku może być gorzej.
Rodzice, którzy naciskają na studia pochodzą zazwyczaj z klasy robotniczej i gowno się znają na edukacji wyższej, ida po prostu za stadem jak te barany. Gdyby dzialo sie to w czasach obecnych, czasach hajpu na programowanie to gwarantuje, ze wszyscy bylibysmy po bootcampachstaratwoja pisze: ↑śr mar 04, 2026 10:34 am Ludzie chyba zapominają, że jest jeszcze sekretna trzecia opcja: nie iść na żadne studia, albo nie od razu po maturze bo tak każą rodzice/społeczeństwo. Nie dziwię się, że osoby które poszły na kierunek jak to określają "z dupy" bo wydawał się interesujący i coś trzeba było wybrać potem żałują. To są efekty tej wszechobecnej presji na produktywność, wymierne korzyści z każdego podejmowanego działania, wprowadzania dzieciaków w stan jakiejś dziwnej psychozy odnośnie ich przyszłości/wyników egzaminów/pozycji w społeczeństwie już od podstawówki - tymczasem czasami trzeba się trochę pokręcić po świecie, poczytać, popróbować zanim znajdzie się cokolwiek co cię naprawdę jara.
W kontekście "przyszłościowych" kierunków - przy obecnej sytuacji na rynku pracy nie ma już tak łatwo. Smutno nie móc znaleźć zatrudnienia po pasjonującym kierunku ale chyba jeszcze gorzej być w dokładnie tej samej sytuacji po 5 latach zaciskania zębów w imię przyszłych zarobków
Ja mam łagodny autyzm i skłonność do zbierania wiedzy encyklopedycznej, często bezużytecznej. Na tle mojej rodzinki, która interesował tylko alkohol, względnie jakieś kabarety, wypadałam niczym geniusz xd Dlatego pchano mnie na studia, chcieli zrobić że mnie naukowca i miałam powtarzane w kółko, że na pewno coś osiągnę bo przecież mam taką wiedzę i jestem taka oczytana XDDDD
Ale tutaj mogę dodać druga niepopularna opinie o życiu a mianowicie nie kazdy czlowiek bedzie mial kariere
Obecnie jest jakaś obsesja na tym punkcie i mam wrazenie, że uwaza się ze kazdu może robić kariere, a jak nie robisz to pewnie z lenistwa XDD Mam na ten temat zupełnie inne zdanie, uważam, że kariere zrobić jest bardzo trudno, ja się godzę powoli z tym, że całe życie będę kible sprzatac.
Ona pracowała w jakimś korpo wiem tyle, nir wiem co robi teraz bo nie mamy kontaktu ale o nią bym się nie bała bo w przeciwieństwie do mnie, była ogarnięta życiowo i towarzysko xdRzeka.chaosu pisze: ↑śr mar 04, 2026 1:44 pm To już jakiś czas po mnie. Czyli pewnie klasyk - odrzut po 1 roku.Szkoda, bo pewnie pracowita dziewczyna. Ciekawe co robi po matmie.