moja niepopularna opinia: pary/małżeństwa które szukają wrażeń keksualnych praktykując swingowanie, trójkąty itp to pary którym „czegoś” brakuje (keksualnie, w związku na poziomie relacji, komunikacji, życia codziennego) i tą praktyką próbują nadrobić/zatuszować owy brak w relacji. Co sądzicie o tym? jestem ciekawa, bo spodziewam się bardziej luźnych głosów w tym temacie. Dla mnie to nie jest luz, otwartość a przekroczenie granic, które są zarezerwowane dla związku, partnera. Oczywiście są w związku granice przepuszczalne, półprzepuszczalne i nieprzepuszczalne -właśnie do tej trzeciej granicy zaliczam temat swingersów. Mając chęć spróbowania czegos w trojkącie, pierw zapytałabym się skąd wynika u mnie taka chęć - czy może wkradła się nuda? czy może w czymś nie wystarcza mi partner i liczę ze taki eksperyment mnie/jego ożywi?
druga moja niepopularna opinia: mówienie wszędzie i wszystkim jaką ma się chcice, jak to się by poru*chalo, jak to się ma zakwasy po ru*chaniu, sprowadzanie wszystkiego do erotyki, keksu czy to poprzez sprośne „zabawne” komentarze czy skojarzenia jest dla mnie odpychające i męczące


po prostu przesyt. Nie mówię tu o tematyce FIZJOLOGII, BIOLOGII człowieka i robienia z tematu keksu tabu, ale właśnie o skrajności. Może jestem nakręcona, ale mam w swoim gronie taką kobietę - przykład: mówisz o zapotrzebowaniu białka, a ona zaczyna się uśmiechać i podśmiechiwać ze dziś już miała białko rano, ale może na wieczór tez się uda. OK ROZUMIEM JEDEN ŻART. ale to kobieta, która będąc w jej gronie to jest na porządku dziennym. Siedzicie, pijecie kawę „ale bym wyru*chala kogoś, wszystko - mam taka chcice, a mój mąż już nie daje rady”. Kolejny przykład: chodzi na siłownie, ale nie może robić przysiadów z obciążeniem bo się jej uda tak zaciskają i miejsca intymne ze jest w stanie dojść. OK ROZUMIEM, może tak ma. Ale to, że akurat to pada z jej ust, gdzie takie bycie ostentacyjnym keksualnie w każdej rozmowie jest na porządku dziennym, to mam takie chryste dobrze ze nie dochodzisz podczas jazdy rowerem

czy rozumiecie moje spostrzeżenie? Spotkaliście sie z takim czymś? W pewnym momencie poczułam ze jest tego dla mnie za dużo (?). I to nie jest obrzydliwy mężczyzna po 50 typowy, „wuj z wesela” ale kobieta w moim wieku, a wiedząc ze muszę przebywać w jej gronie mam przed oczami 50letniego wuja z wesela

I tak, rozmawiam np z przyjaciółkami na tematy keksualne, słucham ich bądź radzę się - tutaj to moje obrzydzenie nie występuje i nie uważam tego za coś obleśnego.