Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Wątpliwości- dziecko czy bezdzietność?

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
PEONIA
Collagen z chlorellą
Posty: 3979
Rejestracja: wt sty 18, 2022 6:37 pm

Re: Wątpliwości- dziecko czy bezdzietność?

Post autor: PEONIA »

Rzeka.chaosu pisze: pt paź 24, 2025 8:22 am PRL to jedna z wymienionych przeze mnie cech. I nie każda kobieta żyła wtedy w takim systemie "kobiety na traktory" a potem do garów i dzieci. Moja babcia np. była elegancką kobietą zajmującą się domem, ciepłą i rodzinną i tylko dorabiała jako niania. Nie była urobiona w jakiejś fabryce po pachy, vez wolntch sobót, itp.
Rzeka a skąd Ty możesz wiedzieć co to były za kobiety? Wiele z nich to akurat wykształcone osoby, które miały wtedy w życiu dość łatwo - lekarki, architektki.
Dlaczego zakładasz od razu, że to jakieś lodowe damy czy wyrobnicę.
W temacie dzieci wstępuje w Ciebie jakiś demon, jakbyś wszystkie bezdzietne czy żałujące posiadania dzieci chciała spalić na stosie i od razu przypisujesz im najgorsze cechy co widać po Twoim komentarzach powyżej i w wątku o bezdzietnych gdzie popłynęłaś ostro aż w szoku byłam
Rzeka.chaosu
SweetsGallery
Posty: 1719
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

PEONIA pisze: pt paź 24, 2025 11:34 am Rzeka a skąd Ty możesz wiedzieć co to były za kobiety? Wiele z nich to akurat wykształcone osoby, które miały wtedy w życiu dość łatwo - lekarki, architektki.
Dlaczego zakładasz od razu, że to jakieś lodowe damy czy wyrobnicę.
W temacie dzieci wstępuje w Ciebie jakiś demon, jakbyś wszystkie bezdzietne czy żałujące posiadania dzieci chciała spalić na stosie i od razu przypisujesz im najgorsze cechy co widać po Twoim komentarzach powyżej i w wątku o bezdzietnych gdzie popłynęłaś ostro aż w szoku byłam
Przecież nie zakładam, tylko pytam cię. I gdybam.
Ciekawi mnie powód żałowania macierzyństwa. Bo to jest kluczowe.

Wiem, że w PRL było bardzo trudno. Ale dzisiejsze starsze panie po 60 czy 70 mogły już wychowywać dzieci w latach 90. Komuna upadła 36 lat temu. A z tego co wiem w latach 90 dużo kobiet siedziało w domach / mniej pracowało.
Rzeka.chaosu
SweetsGallery
Posty: 1719
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

Peonia i wytłumacz mi proszę z czym tak ostro popłynęłam.
malloryknox
Mokra Włoszka
Posty: 64
Rejestracja: ndz paź 05, 2025 2:15 pm

Post autor: malloryknox »

Mam prawie 40 lat. Dzieci żadnych. Był w moim życiu taki moment, że chciałam je mieć, ale później pojawiało się coraz więcej wątpliwości, wiele rozmów z partnerem i oboje doszliśmy do takiego wniosku, że skoro jesteśmy dorosłymi ludźmi i wciąż się wahamy, to lepiej odpuścić. Wychodzę z założenia, że jeśli chcesz mieć dziecko, ale boisz się, że to, to i tamto, to lepiej sobie darować. Z moich obserwacji wśród znajomych wynika, że ci, którzy chcieli mieć dziecko całym sercem, nie widzieli w ogóle żadnych przeszkód w rozmnażaniu się, są teraz świetnymi rodzicami i super odnajdują się w roli matki/ojca. Natomiast ci, którzy mieli wątpliwości, ale wyszli z założenia, że "dobra, jakoś ro będzie", w późniejszym czasie żałowali, bo nie do końca przemyśleli sobie wszystkie kwestie.
Qwerty321321
Gacie z oceanu
Posty: 45
Rejestracja: śr sie 20, 2025 2:19 pm

Post autor: Qwerty321321 »

malloryknox pisze: pt paź 24, 2025 10:10 pm Mam prawie 40 lat. Dzieci żadnych. Był w moim życiu taki moment, że chciałam je mieć, ale później pojawiało się coraz więcej wątpliwości, wiele rozmów z partnerem i oboje doszliśmy do takiego wniosku, że skoro jesteśmy dorosłymi ludźmi i wciąż się wahamy, to lepiej odpuścić. Wychodzę z założenia, że jeśli chcesz mieć dziecko, ale boisz się, że to, to i tamto, to lepiej sobie darować. Z moich obserwacji wśród znajomych wynika, że ci, którzy chcieli mieć dziecko całym sercem, nie widzieli w ogóle żadnych przeszkód w rozmnażaniu się, są teraz świetnymi rodzicami i super odnajdują się w roli matki/ojca. Natomiast ci, którzy mieli wątpliwości, ale wyszli z założenia, że "dobra, jakoś ro będzie", w późniejszym czasie żałowali, bo nie do końca przemyśleli sobie wszystkie kwestie.
Hmm, ale czy wątpliwości, obawy i zastanawianie się nie świadczą o samoświadomości?
Czy faktycznie jest możliwe mieć absolutną pewność z zerową ilością obaw?
Awatar użytkownika
Elanor
BlondDoczep
Posty: 126
Rejestracja: ndz sty 07, 2024 11:03 pm

Post autor: Elanor »

Powiem Wam szczerze, jestem mniej więcej w wieku autorki i nie chcę mieć dzieci. Wielokrotnie słyszałam, że a to mi się odmieni, a że instynkt zadziała, a że w pewnym wieku (mniej więcej teraz moim) włączy mi się chęć stabilizacji, a z odpowiednim partnerem to na pewno zechcę. I co? I nic. Tak naprawdę nie rozumiem dlaczego ludzie chcą mieć dzieci albo je mają. Że to jakaś najwspanialsza sprawa, dopełnienie życia. Nie czuję tego kompletnie, nie potrafię zrozumieć. Zastanawiam się bardziej nad tym, jak to jest, że ludzie mają potrzebę posiadania tego dziecka, że to jest ich jakiś cel, wśród tylu rzeczy, które możesz osiągnąć, zrobić, czy zobaczysz wybierasz właśnie to. Większość swoich wczesnych lat dwudziestych spędziłam na stresowaniu się tym, że czułam tę presję ze strony rodziny, czy niektórych znajomych, zamiast skupić się na życiu.
prendetevi
Gacie z oceanu
Posty: 43
Rejestracja: pn cze 17, 2024 1:57 pm

Post autor: prendetevi »

Pierwsza ciąża w wieku 24 lat. Nie rozumiałam, jak to jest z dzieckiem, bo jeśli już zajmowałam się dziećmi to dobrowolnie, np. przy okazji rodzinnych imprez. Przeżyłam żałobę po stracie dawnego, wygodnego życia, ale nie żałuję z perspektywy czasu żadnej chwili ani żadnego dnia z dzieckiem. To, jak pięknie mnie to otworzyło, ubogaciło i rozwinęło jako człowieka zrozumiałam dopiero po 7 latach. Nie żałuję, że nie wybrałam życia bez dzieci, sama jestem jedynaczką i kiedy tata chorował i umierał, to byłam z tym bardzo osamotniona... Musiałam nierzadko nieść otuchę mamie, a teraz cała troska o nią jest na moich barkach. Zakładam, że gdybym miała rodzeństwo, to żylibyśmy zgodnie, bo ogolnie jako rodzina trzymamy się bez kłótni.
Aktualnie jestem w drugiej ciąży, już właściwie dzielą mnie godziny od poznania syna :) ale mental jest zupełnie inny niz w wieku 24 lat.
Moja córka jest wspaniałą, mądrą dziewczynką, a dzięki niej i z nią miałam okazję poznać świat, chociaż wiadomo - były i są ciężkie chwile, jak to w życiu. Kochamy się z moją Michaśką, podróżujemy, dzielimy pasje, wyrasta z niej świetna osoba. Nie wyobrażam sobie zycia bez niej. U nas też była i jest duża pomoc babć, to również ma wpływ na moją perspektywę.
Limonene
HottStripper
Posty: 913
Rejestracja: ndz cze 30, 2024 2:41 pm

Post autor: Limonene »

Ja byłam zawsze ambiwalentna, ale z przewagą na nie. I niestety (a dlaczego niestety wyjaśnię niżej) należę do tych, którym się "odmieniło", a w dodatku okazało się że mogę mieć problemy z ciążą, więc zostaliśmy rodzicami adopcyjnymi. Dawnego życia oczywiście se mi brakuje, ale na takiej zasadzie "no fajnie byłoby dzisiaj pospać do 10 i leżeć cały dzień na kanapie", a nie ze jakoś bardzo nad tym rozpaczam.
Nad czym rozpaczam to wszechwiedzące ciotki, które na słowa moich kuzynek że nie chcą mieć dzieci uśmiechają się z pobłażaniem i mówią "ha, ona też tak mówiła i jej się odmieniło, u ciebie będzie tak samo". Za każdym razem jak słyszę ze podają mnie jako przykład w takich sytuacjach to mam ochotę je kopać w głowę xD
Jeszcze odnosząc się do komentarzy wyżej o tym, że ktoś nie widział żadnych przeszkód żeby mieć dzieci i teraz jest super rodzicem - moim zdaniem albo po prostu nie mówili o wątpliwościach albo jednak tak super nie jest. Podejście "yolo" do rodzicielstwa nie zda egzaminu, myślenie że to będzie super cukierkowe, a dziecko to kochany różowy bobas który cię wita uśmiechem i tuli skończy się maksymalnie po pierwszym tygodniu. Moim zdaniem właśnie wątpliwości w swoje umiejętności i poszukiwanie odpowiedzi na swoje pytania to jest coś co pozwala na bycie dobrym rodzicem, a nie ślepe wierzenie, że będzie się super kierując się tylko intuicją.
Qwerty321321
Gacie z oceanu
Posty: 45
Rejestracja: śr sie 20, 2025 2:19 pm

Post autor: Qwerty321321 »

Limonene pisze: pn paź 27, 2025 8:23 am Ja byłam zawsze ambiwalentna, ale z przewagą na nie. I niestety (a dlaczego niestety wyjaśnię niżej) należę do tych, którym się "odmieniło", a w dodatku okazało się że mogę mieć problemy z ciążą, więc zostaliśmy rodzicami adopcyjnymi. Dawnego życia oczywiście se mi brakuje, ale na takiej zasadzie "no fajnie byłoby dzisiaj pospać do 10 i leżeć cały dzień na kanapie", a nie ze jakoś bardzo nad tym rozpaczam.
Nad czym rozpaczam to wszechwiedzące ciotki, które na słowa moich kuzynek że nie chcą mieć dzieci uśmiechają się z pobłażaniem i mówią "ha, ona też tak mówiła i jej się odmieniło, u ciebie będzie tak samo". Za każdym razem jak słyszę ze podają mnie jako przykład w takich sytuacjach to mam ochotę je kopać w głowę xD
Jeszcze odnosząc się do komentarzy wyżej o tym, że ktoś nie widział żadnych przeszkód żeby mieć dzieci i teraz jest super rodzicem - moim zdaniem albo po prostu nie mówili o wątpliwościach albo jednak tak super nie jest. Podejście "yolo" do rodzicielstwa nie zda egzaminu, myślenie że to będzie super cukierkowe, a dziecko to kochany różowy bobas który cię wita uśmiechem i tuli skończy się maksymalnie po pierwszym tygodniu. Moim zdaniem właśnie wątpliwości w swoje umiejętności i poszukiwanie odpowiedzi na swoje pytania to jest coś co pozwala na bycie dobrym rodzicem, a nie ślepe wierzenie, że będzie się super kierując się tylko intuicją.

Jakie miałaś obawy i jak sobie z nimi poradziłaś?
Limonene
HottStripper
Posty: 913
Rejestracja: ndz cze 30, 2024 2:41 pm

Post autor: Limonene »

Qwerty321321 pisze: pn paź 27, 2025 6:48 pm Jakie miałaś obawy i jak sobie z nimi poradziłaś?
No ja ogólnie strasznie się bałam odpowiedzialności za życie, ale w takim sensie, że ja kogoś "sprowadzę" na świat i w jakiś sposób przeze mnie zachoruje na raka czy na inną chorobę do której skłonności przejmie ode mnie. Ten problem znikł samoistnie bo córka nie jest ze mną spokrewniona, dalej oczywiście się boję o jej zdrowie, ale to już inny rodzaj strachu i chyba to ze mną zostanie.
Po drugie bałam się tego błędnego koła przemocy, nie pochodzę ze szczęśliwego domu, ni chciałam powielać schematów rodziców. Tutaj weszło dużo książek, instagramów parenringowych itd, aż do przesady, ale wszystko chyba się kondensuje do "dziecko to jest człowiek" (i w domyśle: musi wiedzieć co się dzieje, więc nawet do niemowlaka mów, że po drzemce pojedziecie do sklepu etc.) + "zanim coś powiesz to zastanów się dlaczego" (np. dlaczego zabraniasz bawienia się łyżką, dla zasady bo tobie zabraniano czy masz jakiś powód) + "nie kłam dziecka" (czyli jak mi się nie chce iść na plac zabaw to jej mówię, że mi się nie chce, a nie że się zastanowię czy może potem xD).
Ogólnie te wszystkie obawy dalej są, mniejsze lub większe, ale chyba się ich nigdy nie pozbędę. A jeśli chodzi o moment w którym mi się "odmieniło", to trochę głupie xD ale oglądałam serial This is us i na pierwszym odcinku poczułam coś takiego, że muszę pogadać z mężem na temat dzieci, a potem tam jeszcze wjechał wątek adopcji, więc już w ogóle poszło
Liii
BlondDoczep
Posty: 141
Rejestracja: wt cze 11, 2024 10:18 am

Post autor: Liii »

Odpowiem ze swojej perspektywy. Właściwie odkąd pamiętam było dla mnie oczywiste, że chcę mieć kiedyś dzieci. Miałam szczęśliwe dzieciństwo, chciałam to odtworzyć dla kogoś innego. Poza tym czułam, że to będzie jedno z najbardziej interesujących i satysfakcjonujących wyzwań pokazywać komuś świat. To się w 100% spełniło i z tego czerpie największą radość w macierzyństwie :)

Ani w wieku nastoletnim, ani osoba dorosła nie miałam kontaktu z dziećmi I niespecjalnie mnie one interesowały. Wiedziałam, że moimi własnymi będę się chciała zajmować, będą mnie interesowały i że je pokocham. Co ciekawe odkąd mam dziecko z dużo większą sympatią i zainteresowaniem patrzę na obce dzieci- po prostu znam już ten "gatunek" 😁

Czy obawiałam się że coś stracę przez macierzyństwo? W teorii Wiedziałam, że to będzie duża z miana, w praktyce zupełnie się na tym nie skupiałam. Tak, jest to ogrom pracy i energii, pojawia się zmęczenie i frustracja, ale w ogólnym bilansie zyski przewyższyły koszta. To tak naprawdę tylko wycinek z mojego dorosłego życia. Na pewno będę za tym wycinkiem tęsknić, choć na co dzień to bywa przytłaczające. Dzieci szybko się zmieniają, każda z tych faz ma swoje własne wyzwania i jest na inny sposób męcząca + na inny sposób satysfakcjonująca. Nie do końca da się to wszystko podsumować jedną oceną. Ja np. Męczyłam się opieką nad niemowlęciem, a etap 3-latka uwielbiam :)

Nie wiem jaką musiałabym mieć karierę, żeby dla niej zrezygnować z macierzyństwa. Jak o tym gadaliśmy z mężem to doszliśmy do wniosku, że chyba tylko własna, prężnie rozwijajaca się firma z dałaby nam namiastkę satysfakcji jaką daje rodzicielstwo. Ja nadal rozwijam swoją karierę zawodową, zarabiam dobrze i mam perspektywy żeby było jeszcze lepiej. Z resztą właśnie w pracy mam przykłady kobiet na bardzo wysokich i odpowiedzialnych stanowiskach, które również są matkami. Nasz czas wolny musieliśmy z mężem dostosować do potrzeb dziecka. Nadal podróżujemy, ale w innej, spokojniejszej formie :) Mamy czas na jakieś swoje zainteresowania, choć musimy planować z wyprzedzeniem wyjścia. Finansowo nie ma co narzekać - o ile nie wpadnie się w pułapkę marketingu parentingowego, to dzieci są naprawdę tanie (moze nastolatki już nie, przekonam się w przyszłości).

To wszystko się tak poukładało, bo nie jestem samotną matka. Dzielimy obowiązki rodzicielskie z mężem, a poza tym wspierają nas nasi rodzice. Nasze dziecko nie ma problemów z nocowaniem u dziadków i tak z 1x na miesiac z tego korzystamy. Chodziło do żłobka od 1 r.z. zebysmy oboje mogli pracować, teraz jest w przedszkolu. Czasem wyjeżdżamy sami na weekend, raz wyjechaliśmy na 4-5 dni. Staramy się z niczego nie rezygnować, tylko robić pewe rzeczy rzadziej lub w formie przyjaznej dla dziecka. Jasne, mógł nam się trafić egzemplarz-przylepa, którego nie da się zostawić nawet z babcią, ale to chyba też nie taki częsty przypadek :) W każdym razie idealni nie jesteśmy wg wzorców promowanych przez niektórych internecie, ale wydaje nam się dajemy szczęśliwe dzieciństwo naszemu dziecku. Zaraz będziemy mieć drugie, zobaczymy jak wtedy będzie działać nasze podejście by to dziecko wpasować w nasz styl życia, a nie zmieniać całego naszego życia pod dziecko :)
Qwerty321321
Gacie z oceanu
Posty: 45
Rejestracja: śr sie 20, 2025 2:19 pm

Post autor: Qwerty321321 »

Liii pisze: pn paź 27, 2025 11:32 pm Odpowiem ze swojej perspektywy. Właściwie odkąd pamiętam było dla mnie oczywiste, że chcę mieć kiedyś dzieci. Miałam szczęśliwe dzieciństwo, chciałam to odtworzyć dla kogoś innego. Poza tym czułam, że to będzie jedno z najbardziej interesujących i satysfakcjonujących wyzwań pokazywać komuś świat. To się w 100% spełniło i z tego czerpie największą radość w macierzyństwie :)

Ani w wieku nastoletnim, ani osoba dorosła nie miałam kontaktu z dziećmi I niespecjalnie mnie one interesowały. Wiedziałam, że moimi własnymi będę się chciała zajmować, będą mnie interesowały i że je pokocham. Co ciekawe odkąd mam dziecko z dużo większą sympatią i zainteresowaniem patrzę na obce dzieci- po prostu znam już ten "gatunek" 😁

Czy obawiałam się że coś stracę przez macierzyństwo? W teorii Wiedziałam, że to będzie duża z miana, w praktyce zupełnie się na tym nie skupiałam. Tak, jest to ogrom pracy i energii, pojawia się zmęczenie i frustracja, ale w ogólnym bilansie zyski przewyższyły koszta. To tak naprawdę tylko wycinek z mojego dorosłego życia. Na pewno będę za tym wycinkiem tęsknić, choć na co dzień to bywa przytłaczające. Dzieci szybko się zmieniają, każda z tych faz ma swoje własne wyzwania i jest na inny sposób męcząca + na inny sposób satysfakcjonująca. Nie do końca da się to wszystko podsumować jedną oceną. Ja np. Męczyłam się opieką nad niemowlęciem, a etap 3-latka uwielbiam :)

Nie wiem jaką musiałabym mieć karierę, żeby dla niej zrezygnować z macierzyństwa. Jak o tym gadaliśmy z mężem to doszliśmy do wniosku, że chyba tylko własna, prężnie rozwijajaca się firma z dałaby nam namiastkę satysfakcji jaką daje rodzicielstwo. Ja nadal rozwijam swoją karierę zawodową, zarabiam dobrze i mam perspektywy żeby było jeszcze lepiej. Z resztą właśnie w pracy mam przykłady kobiet na bardzo wysokich i odpowiedzialnych stanowiskach, które również są matkami. Nasz czas wolny musieliśmy z mężem dostosować do potrzeb dziecka. Nadal podróżujemy, ale w innej, spokojniejszej formie :) Mamy czas na jakieś swoje zainteresowania, choć musimy planować z wyprzedzeniem wyjścia. Finansowo nie ma co narzekać - o ile nie wpadnie się w pułapkę marketingu parentingowego, to dzieci są naprawdę tanie (moze nastolatki już nie, przekonam się w przyszłości).

To wszystko się tak poukładało, bo nie jestem samotną matka. Dzielimy obowiązki rodzicielskie z mężem, a poza tym wspierają nas nasi rodzice. Nasze dziecko nie ma problemów z nocowaniem u dziadków i tak z 1x na miesiac z tego korzystamy. Chodziło do żłobka od 1 r.z. zebysmy oboje mogli pracować, teraz jest w przedszkolu. Czasem wyjeżdżamy sami na weekend, raz wyjechaliśmy na 4-5 dni. Staramy się z niczego nie rezygnować, tylko robić pewe rzeczy rzadziej lub w formie przyjaznej dla dziecka. Jasne, mógł nam się trafić egzemplarz-przylepa, którego nie da się zostawić nawet z babcią, ale to chyba też nie taki częsty przypadek :) W każdym razie idealni nie jesteśmy wg wzorców promowanych przez niektórych internecie, ale wydaje nam się dajemy szczęśliwe dzieciństwo naszemu dziecku. Zaraz będziemy mieć drugie, zobaczymy jak wtedy będzie działać nasze podejście by to dziecko wpasować w nasz styl życia, a nie zmieniać całego naszego życia pod dziecko :)
Miałaś kiedykolwiek poczucie, że bez dzieci byłabyś szczęśliwsza? Że bezproblemowe życie we dwoje dałoby Ci dużo spokoju i radości?
Liii
BlondDoczep
Posty: 141
Rejestracja: wt cze 11, 2024 10:18 am

Post autor: Liii »

Qwerty321321 pisze: śr paź 29, 2025 10:54 pm Miałaś kiedykolwiek poczucie, że bez dzieci byłabyś szczęśliwsza? Że bezproblemowe życie we dwoje dałoby Ci dużo spokoju i radości?
Nie, nigdu tak nie myślałam w kontekscie calego mojego życia :) Na poszczególnych etapach wiedziałam, że teraz jeszcze nie chce mieć dzieci (np. Chciałam nacieszyć się życiem tylko we dwójkę), ale te etapy naturalnie się kończyły. Ostatni taki etap to było wygodne życie z obecnym mężem juz we własnym mieszkaniu, z coraz większą wygodą finansową. To był wspaniały czas, ale zaczęliśmy czuc, że pora na coś więcej co wzbogaci nasze życie :) Za kilka lat zaczniemy stopniowo do tego wracać, bo dzieci będą coraz bardziej samodzielne.
mariaow
RealDiamond
Posty: 762
Rejestracja: ndz lip 07, 2024 10:39 am

Post autor: mariaow »

Qwerty321321 pisze: pn paź 06, 2025 8:59 pm Potrzebuję perspektywy kobiet, które wybrały konkretne ścieżki. Mam 26 lat i dorastałam w przekonaniu, że idealnym życiem będzie to, które spędzę we dwoje- ja z miłością mojego życia. Moje dzieciństwo nie było idealne, nie żyłam w pełnej rodzinie, bałam się od nastoletnich lat macierzyństwa w pojedynkę, albo popełnienia błędów moich rodziców. Tak się składa, że 25 urodziny jakby przestawiły we mnie jakiś pstryczek, zaczęłam się zastanawiać poważnie nad swoimi niegdyś wyrazonymi oczekiwaniami wobec przyszłości i zaczęłam do siebie dopuszczać wizję siebie jako matki. Na początku uznałam te myśli jako dość normalne teoretyzowanie, natomiast przez pół roku narosło we mnie naprawdę ogromne pragnienie bycia matką i pokazywania świata małemu człowiekowi. Ciąża, więź, przekazywanie wartości i ta bliskość nabrały dla mnie zupełnie innego znaczenia. Jednocześnie gubię się w tym, bo niewiele mam styczności z dziećmi i obawiam się, że mogę być nieświadoma rzeczywistości. Zdaję sobie sprawę z trudów, natomiast czuję, że to jest warte. Nie wiem jak zareagowałabym mając taką odpowiedzialność jako matka- z jednej strony mój ogromny perfekcjonizm i potrzeba robienia rzeczy najlepiej, ale również ogromna wrażliwość na bodźce, hałas, braki rutyny. Czy jestem w stanie to pogodzić? Czy takie wątpliwości są normalne? Nie poznaję siebie, czuję ogromne pragnienie, którego nie potrafię nawet opisać. Zaczynając związek z partnerem raczej podsumowaliśmy tą kwestię „nie warto mówić nigdy w kontekście dzieci, nie wykluczamy że się pojawią”, faktycznie od jakiegoś czasu pojawiają się w rozmowach rozważania na ten temat, gdybanie na temat naszego życia w takich okolicznościach rodzicielskich stricte. Sporo on nawiązuje do nich, do oczekiwań, co byśmy wspólnie robili, jacy byśmy byli w tych nowych rolach i co powinniśmy uwzględniać aby zapełnić wszystko co najlepsze . Jednocześnie boję się, że gdyby to wszystko stało się realne, to albo ze załamałby się na wieść o ciąży (ja sama nie wiem jak bym zareagowała, czy bym się cieszyła czy nie) albo co gorsza, że żałowałby ich z czasem. Nie wiem co robić i jak to wszystko poukładać sobie w głowie. Będę wdzięczna za trochę rad doświadczonych koleżanek
Jak się teraz czujesz, gdzie jesteś z tym dylematem? Mogłabym się podpisać pod większością Twoich postów więc jestem bardzo ciekawa co u Ciebie. U mnie dylemat aktualny, różnica jest taka, że mój partner ma te same wątpliwości i oboje patrząc realistycznie widzimy więcej obaw i minusów niż zalet, poza tym te plusy są takie mało konkretne „bo chcielibyśmy spróbować”, „bo nie chcemy żałować że się nie zdecydowaliśmy”, i wydają mi się naciągane. Oboje lubimy swoje wygodne życia, mamy konkretne hobby którym lubimy się zajmować po pracy, poza tym ja czuję że jeszcze wielu rzeczy w życiu nie zrobiłam (np. nie podróżowałam bo studiowałam różne kierunki, odkładałam na mieszkanie, itd.) Jednocześnie czas goni bo czuję że nie miałabym siły biegać za bobasem jak będę starsza. Ale nie chcę żebyśmy żałowali, żebyśmy nigdy nie mieli już tego co mieliśmy we dwoje, żeby wszystko się kręciło wokół dziecka - nie jestem taką osobą, której „bycie mamą” wystarczy.
Qwerty321321
Gacie z oceanu
Posty: 45
Rejestracja: śr sie 20, 2025 2:19 pm

Post autor: Qwerty321321 »

mariaow pisze: pn mar 09, 2026 2:26 pm Jak się teraz czujesz, gdzie jesteś z tym dylematem? Mogłabym się podpisać pod większością Twoich postów więc jestem bardzo ciekawa co u Ciebie. U mnie dylemat aktualny, różnica jest taka, że mój partner ma te same wątpliwości i oboje patrząc realistycznie widzimy więcej obaw i minusów niż zalet, poza tym te plusy są takie mało konkretne „bo chcielibyśmy spróbować”, „bo nie chcemy żałować że się nie zdecydowaliśmy”, i wydają mi się naciągane. Oboje lubimy swoje wygodne życia, mamy konkretne hobby którym lubimy się zajmować po pracy, poza tym ja czuję że jeszcze wielu rzeczy w życiu nie zrobiłam (np. nie podróżowałam bo studiowałam różne kierunki, odkładałam na mieszkanie, itd.) Jednocześnie czas goni bo czuję że nie miałabym siły biegać za bobasem jak będę starsza. Ale nie chcę żebyśmy żałowali, żebyśmy nigdy nie mieli już tego co mieliśmy we dwoje, żeby wszystko się kręciło wokół dziecka - nie jestem taką osobą, której „bycie mamą” wystarczy.
Dużo się wydarzyło przez ostatnie kilka miesięcy. Nie chcę wdawać się w szczegóły, natomiast musiałam podjąć pewne decyzje, aby dowiedzieć się czego naprawdę pragnę. Na ten moment czuję, że chcę być mamą, ale świadomą i przygotowaną. Chcę zaopiekować się wszystkim dookoła, aby przygotować dla dziecka jak najlepsze warunki. Do tego czasu jest przestrzeń, aby się upewnić w tych pragnieniach. Czy to dla mnie przerażająca perspektywa? Tak. Czuję natomiast, że jestem gotowa na tą opiekę i pokazanie świata, ba- czuję, że mogę mieć większą motywację do „smakowania” życia jako mama, że ten cel, aby pokazać wszytko dziecku da nam „kopa” do działania. Nie chcę, żeby wybrzmiało, że jest ono nam potrzebne tylko do tego- bardziej chodzi mi o to, że smak tych doświadczeń wchodzi na całkiem wyższy poziom i chcę tego doświadczyć. Martwię się tym, że może lepiej zaczekać na jeszcze lepsze warunki, na dom, żeby nie cisnąć się w mieszkaniu. Kiedy tylko w obecnej sytuacji taki scenariusz byłby realny? Jestem perfekcjonistką i czuję, że mój idealny scenariusz może nie nastąpić po prostu nigdy. Co do bodźców samych w sobie to nie wiem, uczę się ciągle akceptacji codziennych przeciwności losu i innych aspektów życia, na które nie mam wpływu. Uczę się też spokojnego podejścia, mniejszej nerwowości. Czy byśmy żałowali? Nie wiemy, póki się nie dowiemy i nie doświadczymy tego, dorastam powoli do myśli, że najbardziej wartościowe rzeczy w życiu wymagają ryzyka i wyjścia ze strefy komfortu.


Ile masz lat?
mariaow
RealDiamond
Posty: 762
Rejestracja: ndz lip 07, 2024 10:39 am

Post autor: mariaow »

Qwerty321321 pisze: pn mar 09, 2026 9:30 pm Dużo się wydarzyło przez ostatnie kilka miesięcy. Nie chcę wdawać się w szczegóły, natomiast musiałam podjąć pewne decyzje, aby dowiedzieć się czego naprawdę pragnę. Na ten moment czuję, że chcę być mamą, ale świadomą i przygotowaną. Chcę zaopiekować się wszystkim dookoła, aby przygotować dla dziecka jak najlepsze warunki. Do tego czasu jest przestrzeń, aby się upewnić w tych pragnieniach. Czy to dla mnie przerażająca perspektywa? Tak. Czuję natomiast, że jestem gotowa na tą opiekę i pokazanie świata, ba- czuję, że mogę mieć większą motywację do „smakowania” życia jako mama, że ten cel, aby pokazać wszytko dziecku da nam „kopa” do działania. Nie chcę, żeby wybrzmiało, że jest ono nam potrzebne tylko do tego- bardziej chodzi mi o to, że smak tych doświadczeń wchodzi na całkiem wyższy poziom i chcę tego doświadczyć. Martwię się tym, że może lepiej zaczekać na jeszcze lepsze warunki, na dom, żeby nie cisnąć się w mieszkaniu. Kiedy tylko w obecnej sytuacji taki scenariusz byłby realny? Jestem perfekcjonistką i czuję, że mój idealny scenariusz może nie nastąpić po prostu nigdy. Co do bodźców samych w sobie to nie wiem, uczę się ciągle akceptacji codziennych przeciwności losu i innych aspektów życia, na które nie mam wpływu. Uczę się też spokojnego podejścia, mniejszej nerwowości. Czy byśmy żałowali? Nie wiemy, póki się nie dowiemy i nie doświadczymy tego, dorastam powoli do myśli, że najbardziej wartościowe rzeczy w życiu wymagają ryzyka i wyjścia ze strefy komfortu.


Ile masz lat?
Myślę, że mądrze do tego podchodzisz. Zwłaszcza ostatnie zdanie to coś co też chodzi mi po głowie.

Mam 30 lat.
Qwerty321321
Gacie z oceanu
Posty: 45
Rejestracja: śr sie 20, 2025 2:19 pm

Post autor: Qwerty321321 »

mariaow pisze: wt mar 10, 2026 1:43 pm Myślę, że mądrze do tego podchodzisz. Zwłaszcza ostatnie zdanie to coś co też chodzi mi po głowie.

Mam 30 lat.
A jaka generalnie jest Twoja perspektywa? Czego się najbardziej boisz?
Miałaś kiedykolwiek styczność z dziećmi? Twoje bliskie otoczenie je ma?
Lusia233
Gacie z oceanu
Posty: 47
Rejestracja: ndz mar 08, 2026 4:12 pm

Post autor: Lusia233 »

Czy może niektóre z Was też tak mają, że może z jednej strony by się zdecydowały się na dziecko, ale później przychodzą myśli o częstym niewyspianiu się.( Uwielbiam spać). Dużej odpowiedzialności, chorobach z przedszkola. Później te dziecko idzie do szkoły to też nie wiadomo na jakie towarzystwo wpadnie, a jednak w takiej szkole spędza dużą część swojego życia i niestety ta szkoła ma ogromny na niego wpływ. Chodzenie na wywiadówki, ustawianie wyjazdów pod ferie i wakacje.. gdzie wszędzie jest wtedy najwięcej ludzi ( nie lubię tłumów). Do tego praca na etacie, a po warto by było zająć się tym dzieckiem. Gdzie bez dziecka czasem energii brak. Taki niemowlak wydaje mi się słodki i, że mogłabym odkrywać z nim świat na nowo, ale jak pomyślę o tych wszystkich rzeczach, które mogą nastąpić to mi się odechciewa.
Lusia233
Gacie z oceanu
Posty: 47
Rejestracja: ndz mar 08, 2026 4:12 pm

Post autor: Lusia233 »

Jeszcze zapomniałam dodać, że osobiście przeraża mnie to jakie teraz dzieci mają dzieciństwo. Większość nie przebywa na placach zabaw. Często widać dzieci z wielkimi telefonami w ręku i to je głównie pochłania...
MoniMal
LouiBag
Posty: 311
Rejestracja: czw lut 06, 2025 12:42 pm

Post autor: MoniMal »

Qwerty321321 pisze: pn paź 06, 2025 8:59 pm Potrzebuję perspektywy kobiet, które wybrały konkretne ścieżki. Mam 26 lat i dorastałam w przekonaniu, że idealnym życiem będzie to, które spędzę we dwoje- ja z miłością mojego życia. Moje dzieciństwo nie było idealne, nie żyłam w pełnej rodzinie, bałam się od nastoletnich lat macierzyństwa w pojedynkę, albo popełnienia błędów moich rodziców. Tak się składa, że 25 urodziny jakby przestawiły we mnie jakiś pstryczek, zaczęłam się zastanawiać poważnie nad swoimi niegdyś wyrazonymi oczekiwaniami wobec przyszłości i zaczęłam do siebie dopuszczać wizję siebie jako matki. Na początku uznałam te myśli jako dość normalne teoretyzowanie, natomiast przez pół roku narosło we mnie naprawdę ogromne pragnienie bycia matką i pokazywania świata małemu człowiekowi. Ciąża, więź, przekazywanie wartości i ta bliskość nabrały dla mnie zupełnie innego znaczenia. Jednocześnie gubię się w tym, bo niewiele mam styczności z dziećmi i obawiam się, że mogę być nieświadoma rzeczywistości. Zdaję sobie sprawę z trudów, natomiast czuję, że to jest warte. Nie wiem jak zareagowałabym mając taką odpowiedzialność jako matka- z jednej strony mój ogromny perfekcjonizm i potrzeba robienia rzeczy najlepiej, ale również ogromna wrażliwość na bodźce, hałas, braki rutyny. Czy jestem w stanie to pogodzić? Czy takie wątpliwości są normalne? Nie poznaję siebie, czuję ogromne pragnienie, którego nie potrafię nawet opisać. Zaczynając związek z partnerem raczej podsumowaliśmy tą kwestię „nie warto mówić nigdy w kontekście dzieci, nie wykluczamy że się pojawią”, faktycznie od jakiegoś czasu pojawiają się w rozmowach rozważania na ten temat, gdybanie na temat naszego życia w takich okolicznościach rodzicielskich stricte. Sporo on nawiązuje do nich, do oczekiwań, co byśmy wspólnie robili, jacy byśmy byli w tych nowych rolach i co powinniśmy uwzględniać aby zapełnić wszystko co najlepsze . Jednocześnie boję się, że gdyby to wszystko stało się realne, to albo ze załamałby się na wieść o ciąży (ja sama nie wiem jak bym zareagowała, czy bym się cieszyła czy nie) albo co gorsza, że żałowałby ich z czasem. Nie wiem co robić i jak to wszystko poukładać sobie w głowie. Będę wdzięczna za trochę rad doświadczonych koleżanek
Moim zdaniem to jest bardzo indywidualna sprawa ale co jest najważniejsze to to czego TY chcesz i żebyś była w zgodzie ze sobą. Nie naginaj się pod partnera zarówno jezeli chodzi o posiadanie dzieci jak i o nie posiadanie. Znam historię kobiet które nie miały dzieci bo mąż nie chciał, spędziły z nim najlepsze lata na macierzyństwo i pod 40 zostały same a on odszedł do innej kobiety gdzie mu się odmieniło i dziecko się pojawiło bardzo szybko. Są też historie babeczek które się ugięły i potem żałowały macierzyństwa.
Po drugie moim zdaniem 26 lat to jest młody wiek, ja w tym wieku byłam skupiona na pracy, awansach, budowaniu oszczędności, zwiedzaniu świata itp. Chciałam po prostu „pożyć”. Dzieci nie były mi zupełne w głowie, ale też fakt że nie miałam partnera którego bym widziała w roli ojca w tamtym momencie. Mi się odmieniło trochę po 30 kiedy już wszystkie aspekty życia miałam zaopiekowane. Wtedy się u mnie pojawiła myśl, że chciałabym mieć dziecko i że czas na to się zbliża. Też miałam do czynienia z dziećmi wcześniej więc wiedziałam że to może nie być ani łatwe ani proste ale może być też bezproblemowe i wspaniałe i też wszystko po środku ;)
Ja bym na twoim miejscu przede wszystkim przemyślała czego naprawdę chce w tym momencie i dała sobie czas na decyzję bo tego czasu naprawdę masz sporo. Oczywiście polecam też przejść się do lekarza, przebadać i zobaczyć na czym stoisz zdrowotnie. Po drugie zastanów się czy ten facet z którym jesteś to jest naprawdę osoba z którą widzisz swoją przyszłość, wiadomo ludzie się zmieniają i gwarancji nie ma że się facet nagle nie odmieni jak się dziecko urodzi ale czasami się już podskórnie czuje że to nie jest ta osoba i tyle.
Otyla33
LouiBag
Posty: 341
Rejestracja: wt wrz 30, 2025 11:38 am

Post autor: Otyla33 »

Malo bezdzietnych osob sie wypowiada, napiszcie cos. A ktos mial sytuacje ze psrtner chce a partnerka juz nie?
Awatar użytkownika
AnnaBantrat
ZdalnaFanka
Posty: 459
Rejestracja: pn wrz 16, 2024 6:51 pm

Post autor: AnnaBantrat »

Wypowiem się z perspektywy osoby, która nie chciała mieć dzieci i miała podobne rozterki. Nie rozumiałam, jak można podporządkować swoje życie dziecku ani czym jest instynkt macierzyński. Uważałam, że nie istnieje - a na pewno nie w takiej formie, jaką pokazują media.

Na dziecko zdecydowaliśmy się spontanicznie - „spróbujmy”. Po miesiącu był już pozytywny test. Byliśmy wtedy w dobrej formie - zdrowo się odżywialiśmy, byliśmy aktywni fizycznie. Gram amatorsko w siatkówkę i uważam, że to naprawdę dużo dało. Nawet przy obniżonej wydolności w ciąży starałam się być aktywna - dużo spacerowałam, choć siatkówka jako sport kontaktowy oczywiście odpadła.

Decyzja o dziecku dojrzewała u nas przez około dwa lata - „tak–nie, nie–tak”. Sama ciąża nie była dla mnie łatwa - przez większość czasu byłam rozdrażniona i trochę przygnębiona. Natomiast po porodzie wiele się zmieniło.

Zdecydowałam się nie karmić piersią - znam wszystkie zalety, ale wiedziałam, że psychicznie bym tego nie udźwignęła. Nie żałuję tej decyzji. Mąż od początku bardzo się zaangażował - karmił i przewijał dziecko. Po cesarskim cięciu miałam przedłużoną rekonwalescencję.

Noce wzięłam na siebie. Zawsze lubiłam się wysypiać, ale okazało się, że znoszę to lepiej niż mąż. W dzień śpię razem z dzieckiem, a w nocy wstaję około dwóch razy - na karmienie, odbijanie i usypianie. Butelka bardzo to ułatwia.

Zmieniły się też nasze priorytety - wolę się wyspać z dzieckiem niż sprzątać. Nic złego się nie stanie, jeśli coś poczeka. Mąż już przed narodzinami dziecka ogarniał połowę obowiązków, więc nie żyjemy w bałaganie - po prostu dostosowaliśmy nasze standardy do obecnej sytuacji.

I teraz najważniejsze - u mnie pojawiła się natychmiastowa miłość do dziecka. Poznałam siebie z zupełnie innej strony. Wcześniej trudno było mnie czymkolwiek zaskoczyć - miałam wrażenie, że już wszystko widziałam i nic mnie szczególnie nie porusza, ani na plus, ani na minus.

A jednak przy dziecku odzyskałam radość z małych rzeczy. I naprawdę jest się z czego cieszyć - choćby z tego, że po trudnym dniu nagle robi się lepiej, albo z tego, że coraz bardziej rozumiesz jego sygnały i „język”. Nadal uważam, że dopóki dziecko nie mówi, to trochę przypomina komunikację ze zwierzętami - ale i tego można się nauczyć.

Słyszeliśmy też, że nasze koty będą przeszkadzać i że trzeba będzie wybierać między nimi a dzieckiem - to również okazało się nieprawdą. Koty raczej unikają takich nieprzewidywalnych sytuacji i potrzebują czasu, żeby się przyzwyczaić. A dla dziecka wychowanie ze zwierzętami jest korzystne.

Przy dziecku trzeba odpuścić perfekcjonizm - a najlepiej w ogóle się na niego nie nastawiać. Szczególnie na początku nie ma sensu zakładać, że wszystko będzie wyglądało tak, jak sobie zaplanujesz. Rytm dnia faktycznie narzuca dziecko, ale hormony i jego rozwój sprawiają, że po prostu chce się tego doświadczać. Wiele rzeczy przestaje mieć znaczenie - odpuszczasz i przestajesz się nimi przejmować.

Uważam, że nie da się w pełni przygotować na rodzicielstwo. Wyobrażenia i rzeczywistość to dwie różne rzeczy. Po nieprzespanej nocy przychodzi gorszy dzień, ale potem pojawia się coś nowego - jakiś postęp, coś, co daje radość.

Obawy związane z wychowaniem są naturalne i zawsze będą obecne. Każdy mniej lub bardziej świadomy rodzic przez to przechodzi - i to raczej świadczy o trosce. W praktyce życie z dzieckiem to często rozwiązywanie bieżących problemów - takich, o których następnego dnia już się nie pamięta, bo pojawiają się nowe.

Nie da się też jednoznacznie „polecić” ani „odradzić” rodzicielstwa. Są osoby, które bardzo chcą mieć dzieci i się rozczarowują, a są takie, które się wahały i odnajdują się w tej roli świetnie - i odwrotnie. To bardzo indywidualna i w dużej mierze nieprzewidywalna kwestia. Hormony mogą działać zarówno na plus, jak i na minus.

Osobiście jestem za wolnym wyborem - również w kwestii aborcji - i przeciwko zmuszaniu czy ocenianiu kobiet za ich decyzje. Każdy powinien mieć prawo wybrać to, co jest dla niego najlepsze.
Otyla33
LouiBag
Posty: 341
Rejestracja: wt wrz 30, 2025 11:38 am

Post autor: Otyla33 »

dziekuje za twoj wpis
allo99
Tritonotti
Posty: 191
Rejestracja: wt gru 05, 2023 9:29 am

Post autor: allo99 »

AnnaBantrat pisze: śr mar 25, 2026 1:51 am Wypowiem się z perspektywy osoby, która nie chciała mieć dzieci i miała podobne rozterki. Nie rozumiałam, jak można podporządkować swoje życie dziecku ani czym jest instynkt macierzyński. Uważałam, że nie istnieje - a na pewno nie w takiej formie, jaką pokazują media.

Na dziecko zdecydowaliśmy się spontanicznie - „spróbujmy”. Po miesiącu był już pozytywny test. Byliśmy wtedy w dobrej formie - zdrowo się odżywialiśmy, byliśmy aktywni fizycznie. Gram amatorsko w siatkówkę i uważam, że to naprawdę dużo dało. Nawet przy obniżonej wydolności w ciąży starałam się być aktywna - dużo spacerowałam, choć siatkówka jako sport kontaktowy oczywiście odpadła.

Decyzja o dziecku dojrzewała u nas przez około dwa lata - „tak–nie, nie–tak”. Sama ciąża nie była dla mnie łatwa - przez większość czasu byłam rozdrażniona i trochę przygnębiona. Natomiast po porodzie wiele się zmieniło.

Zdecydowałam się nie karmić piersią - znam wszystkie zalety, ale wiedziałam, że psychicznie bym tego nie udźwignęła. Nie żałuję tej decyzji. Mąż od początku bardzo się zaangażował - karmił i przewijał dziecko. Po cesarskim cięciu miałam przedłużoną rekonwalescencję.

Noce wzięłam na siebie. Zawsze lubiłam się wysypiać, ale okazało się, że znoszę to lepiej niż mąż. W dzień śpię razem z dzieckiem, a w nocy wstaję około dwóch razy - na karmienie, odbijanie i usypianie. Butelka bardzo to ułatwia.

Zmieniły się też nasze priorytety - wolę się wyspać z dzieckiem niż sprzątać. Nic złego się nie stanie, jeśli coś poczeka. Mąż już przed narodzinami dziecka ogarniał połowę obowiązków, więc nie żyjemy w bałaganie - po prostu dostosowaliśmy nasze standardy do obecnej sytuacji.

I teraz najważniejsze - u mnie pojawiła się natychmiastowa miłość do dziecka. Poznałam siebie z zupełnie innej strony. Wcześniej trudno było mnie czymkolwiek zaskoczyć - miałam wrażenie, że już wszystko widziałam i nic mnie szczególnie nie porusza, ani na plus, ani na minus.

A jednak przy dziecku odzyskałam radość z małych rzeczy. I naprawdę jest się z czego cieszyć - choćby z tego, że po trudnym dniu nagle robi się lepiej, albo z tego, że coraz bardziej rozumiesz jego sygnały i „język”. Nadal uważam, że dopóki dziecko nie mówi, to trochę przypomina komunikację ze zwierzętami - ale i tego można się nauczyć.

Słyszeliśmy też, że nasze koty będą przeszkadzać i że trzeba będzie wybierać między nimi a dzieckiem - to również okazało się nieprawdą. Koty raczej unikają takich nieprzewidywalnych sytuacji i potrzebują czasu, żeby się przyzwyczaić. A dla dziecka wychowanie ze zwierzętami jest korzystne.

Przy dziecku trzeba odpuścić perfekcjonizm - a najlepiej w ogóle się na niego nie nastawiać. Szczególnie na początku nie ma sensu zakładać, że wszystko będzie wyglądało tak, jak sobie zaplanujesz. Rytm dnia faktycznie narzuca dziecko, ale hormony i jego rozwój sprawiają, że po prostu chce się tego doświadczać. Wiele rzeczy przestaje mieć znaczenie - odpuszczasz i przestajesz się nimi przejmować.

Uważam, że nie da się w pełni przygotować na rodzicielstwo. Wyobrażenia i rzeczywistość to dwie różne rzeczy. Po nieprzespanej nocy przychodzi gorszy dzień, ale potem pojawia się coś nowego - jakiś postęp, coś, co daje radość.

Obawy związane z wychowaniem są naturalne i zawsze będą obecne. Każdy mniej lub bardziej świadomy rodzic przez to przechodzi - i to raczej świadczy o trosce. W praktyce życie z dzieckiem to często rozwiązywanie bieżących problemów - takich, o których następnego dnia już się nie pamięta, bo pojawiają się nowe.

Nie da się też jednoznacznie „polecić” ani „odradzić” rodzicielstwa. Są osoby, które bardzo chcą mieć dzieci i się rozczarowują, a są takie, które się wahały i odnajdują się w tej roli świetnie - i odwrotnie. To bardzo indywidualna i w dużej mierze nieprzewidywalna kwestia. Hormony mogą działać zarówno na plus, jak i na minus.

Osobiście jestem za wolnym wyborem - również w kwestii aborcji - i przeciwko zmuszaniu czy ocenianiu kobiet za ich decyzje. Każdy powinien mieć prawo wybrać to, co jest dla niego najlepsze.

To bardzo cenne informacje!
U nas są jeszcze zwierzęta, oboje jesteśmy adhd-owi, to wszystko tworzy koktajl, który nie ułatwia. W moim przypadku to jest dodatkowy aspekt, który obawiam się jakby się potoczył po pojawieniu się potomka. Często męczy mnie sama świadomość, że jest dziesiątki tematów, o które chcę zadbać perfekcyjnie. Boję się, że przy dziecku to będzie bardzo trudne, albo że zatracę siebie. Aktualnie dalej czuję, że w pełni nie skupiłam się na sobie, że nie mam zajawek, wizji na rozwój zawodowy. Czy będąc mamą będzie przestrzeń na to?


Ile miałaś lat, gdy zdecydowałaś się na dziecko? Zwracałaś uwagę w jakim punkcie znajdowała się Twoja kariera zawodowa?

No i związek- jak wyewoluował?
Awatar użytkownika
AnnaBantrat
ZdalnaFanka
Posty: 459
Rejestracja: pn wrz 16, 2024 6:51 pm

Post autor: AnnaBantrat »

allo99 pisze: śr mar 25, 2026 1:23 pm To bardzo cenne informacje!
U nas są jeszcze zwierzęta, oboje jesteśmy adhd-owi, to wszystko tworzy koktajl, który nie ułatwia. W moim przypadku to jest dodatkowy aspekt, który obawiam się jakby się potoczył po pojawieniu się potomka. Często męczy mnie sama świadomość, że jest dziesiątki tematów, o które chcę zadbać perfekcyjnie. Boję się, że przy dziecku to będzie bardzo trudne, albo że zatracę siebie. Aktualnie dalej czuję, że w pełni nie skupiłam się na sobie, że nie mam zajawek, wizji na rozwój zawodowy. Czy będąc mamą będzie przestrzeń na to?


Ile miałaś lat, gdy zdecydowałaś się na dziecko? Zwracałaś uwagę w jakim punkcie znajdowała się Twoja kariera zawodowa?

No i związek- jak wyewoluował?
Też mam adhd, przewaga nadpobudliwości ruchowej. Ogólnie uważam, że siatkówka to świetny sport dla osób z adhd.


W swojej karierze zawodowej doszłam do takiego momentu, w którym nie jest ona dla mnie najważniejsza. Mam stabilną pracę, która dobrze wykonuje i tyle. Perfekcjonizm w pracy odpuściłam, gdy kilka lat wcześniej prawie zrujnowałam zdrowie poświęcając się dla korporacji. Gromadzę oszczędności, patrzę od czasu do czasu co jest na rynku ciekawego.

Mąż jest zakochany w dziecku i oboje staramy się znaleźć choć chwilę dla siebie, nie ma ich tyle, ile było przed dzieckim, ale dla chcącego nic trudnego. Dodatkowo, raz w tygodniu on ma czas na swoje hobby, ja na swoje. Na pewno ułatwia to, że nie chcemy mieć więcej dzieci, może to się zmieni, ale raczej jesteśmy na nie, mimo tego, że bobasa nie mamy z kategorii tych high need babies. Tydzień przed urodzeniem dziecka skończyłam 33 lata.